Szymon Peres. Zastępca Pana Boga, który uparł się, by Izrael miał reaktor jądrowy

Rzadko spotyka się kogoś tak mocno wierzącego w siebie jak Szymon Peres


Paweł Smoleński

Niespełna dekadę temu u stóp Masady, twierdzy zbudowanej przez króla Heroda znanej ze zbiorowego samobójstwa jej ostatnich żydowskich obrońców w wojnie przeciw Rzymowi i izraelskiej świętości, wybudowano ogromną scenę i trybuny na 60 tys. widzów. Była upalna noc, gdy spiker zapowiedział pełnej widowni, że na przedstawieniu „Carmen” pojawił się Pan Prezydent Szymon Peres. Ludzie wstali z miejsc i dobre 10 minut nad Pustynią Judzką niosła się burza oklasków. Takiej owacji nie otrzymał żaden z występujących artystów (w Izraelu wszyscy są na ty i tylko o Peresie mówiono „Pan Prezydent”), a pewnie spośród publiczności nawet połowa nigdy nie głosowała na Peresa. Przypomniałem sobie tę scenę, gdy czytałem autobiografię słynnego izraelskiego polityka.

Szymon Peres – z polskiego sztetla na szczyty polityki

Ta książka jest momentami nieznośna, bo rzadko spotyka się autora tak mocno wierzącego w siebie, że niekiedy zakrawa to na samochwalstwo.

Peres, opowiadając o sobie, wydaje się zastępcą Pana Boga. A w zasadzie dwóch – tego w niebiosach, sprawiającego cuda, i Dawida Ben Guriona, ojca założyciela państwa żydowskiego. Cóż poradzić, skoro ma rację.

Droga, którą przeszedł z malutkiego sztetla w polskim Wiszniewie (rodzina nosiła nazwisko Perski) do szczytów polityki, jest imponująca.

Przybył do Izraela jako 11-latek w 1934 r.; rodzina, która została w Polsce, zginęła w Zagładzie. Uczył się w szkole rolniczej, współzakładał kibuc Alummot, gdzie pasał owce (mawiał, że była to jego pierwsza lekcja przywództwa). Miał 23 lata, gdy w organizacji Młodzież Pracująca wypatrzył go Ben Gurion. Choć nie miał przygotowania wojskowego, odpowiadał za nielegalny zakup broni dla podziemnej Hagany. Zwycięstwo w wojnie o niepodległość z Arabami Izrael zawdzięcza więc również Peresowi.

Potem był izraelskim przedstawicielem w USA, budował od zera militarny sojusz z Francją, czym złamał zachodnie embargo na dostawy broni do Izraela. Zakładał izraelski przemysł lotniczy, który dziś produkuje satelity kosmiczne. Rozdawał karty w czasie kryzysu sueskiego, który upokorzył Anglię i Francję, a Izraelowi dał dekadę pokoju.

Uparł się, by Izrael miał własny reaktor jądrowy i głowice nuklearne, co dziś pozwala na jawne i ciche sojusze z arabskimi państwami Zatoki Perskiej przeciwko Iranowi.

Dwukrotnie był premierem. Przyczynił się do zawarcia pokoju z Egiptem i Jordanią. W 1993 r. podpisał razem z Abu Mazenem tajne porozumienia pokojowe z Oslo, a rok później otrzymał, obok Icchaka Rabina i Jasira Arafata, Pokojową Nagrodę Nobla. Skoro miał tak wiele zasług, mógł wierzyć, że los jest mu szczególnie łaskawy.

Zaśpiew jak u Mickiewicza

Jednak każdy medal ma dwie strony, a na historię trzeba patrzeć z różnych punktów widzenia. I tu pojawia się inny Peres – specjalista od porażek. W końcu kryzys sueski nadszarpnął pozycją Izraela i odebrał mu wiarygodność. Afera Lawona (izraelscy agenci podkładali bomby pod amerykańskie i brytyjskie budynki w Egipcie, chcąc wywołać wrażenie, że robi to Bractwo Muzułmańskie) była łączona z Peresem. Wydał zgodę na budowę żydowskich osiedli w Hebronie, a wiemy, że osadnictwo na Zachodnim Brzegu zmieniło wewnętrzną chemię w Izraelu. Porozumienia z Oslo zaś przyniosły nie pokój, lecz klęskę nadziei na pokój, która wyrzuciła na margines izraelską lewicę (Peres był jej przedstawicielem) i otworzyła pole nacjonalistyczno-religijnej prawicy i rządom Bibiego Netanjahu.

Rozmawiałem z Peresem kilka razy. Utkwiło mi w pamięci spotkanie, gdy pan opowiadał mi z namiętnością o kolejnym celu, który sobie wyznaczył: Izrael ma być krajem start-upów. To było fascynujące – 90-letni człowiek opowiada z przejęciem nastolatka o sprawach, o których ja, prawie dwa pokolenia młodszy, nie miałem pojęcia.

A potem powiedział kilka zdań po polsku, którego uczył się w szkole powszechnej. Mówił z zaśpiewem, jak chyba mówił Mickiewicz; w końcu obaj pochodzili z Nowogródczyzny.

Dla tych słów warto było znieść trzygodzinne przepytywania i kontrole, jakie trzeba przejść, by pogadać z prezydentem Izraela.


Szymon Peres

One Response to “Szymon Peres. Zastępca Pana Boga, który uparł się, by Izrael miał reaktor jądrowy”

  1. Dobry artykul. Ostatnie zdanie tez, czlowiek przez ktorego ego zginelo czy zostalo kalekami tyle tysiecy Izrelczykow, dbal o wlana skore.

    Nigdy go nie widzialem, moj Tato 2 razy,pierwszy raz zaraz po wyjezdzie z Polski, w Rzymie.
    Przyszedl ze spokania z nim, zapytalem o Peresa

    „Taki szczur” , odpowiedzial

    20 kilka lat pozniej tez byl na spokaniu z nim, Peres poswiecil czas zeby sie ze starymi Zydami z Polski spotkac.
    Zaczal mowic po angielsku, ktos mu przerwal zeby mowil po Yiddish.

    ” Nie, do Zydow nalezy mowic po hebrajsku ! ” krzyknal Peres
    „To dlaczego nie mowisz ? Tu jest sporo takich ktorzy hebrajski pamietaja chocby z Haszomer Hazair sprzed wojny ., tak sie przyzwyczailes z Zydami amerykanskimi o penidzach mowic po angielsku ?.” odpowiedzial mu ktos, po hebrajsku

    I wtedy Peres oswiadczyl ze Yiddish nie pamieta.

    Dziwne to, polski wg. artykulu pamietal , a przeciez to po Yiddish mowil z rodzicami, nie po polsku.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: