Ożeniony ze szlachcianką (15)

Marian Marzynski


W marcu 1945 roku, moja matka prowadziła magazyn chleba dla pracowników Społecznego Przedsiębiorstwa Budowlanego, odgruzowujących teren zniszczonego warszawskiego Szpitala Ujazdowskiego, naprzeciwko Sejmu. Sowieckie ciężarówki wojskowe z czerwonymi gwiazdami, przywoziły tam z Dworca Gdańskiego prefabrykowane elementy do budowy drewnianych domków, które w ramach powojennej pomocy, przyjeżdżały pociągami z Finlandii, gdzie służyły jako domki wakacyjne z saunami, w lasach i nad jeziorami.

W Warszawie były to pierwsze mieszkania dla „budowniczych stolicy”, przydzielane według partyjnego klucza: klasa robotnicza (przodownicy pracy) mieli sąsiadować z inteligencją pracującą (architekci i inżynierowie).

Wieczorami, moja mama Broneczka kopiowym ołówkiem, pod wieloma kalkami, (pamiętam jej fioletowe palce), sporządzała listy płacy dla pracowników tej budowy, którą prowadził absolwent przedwojennej Politechniki Warszawskiej, inżynier dróg i mostów, mój ojczym Daniel Marzyński. Zamieszkaliśmy w jednym z nich: pierwsza kolonia, szósty domek. Dwa pokoje, kuchnia, malutka łazienka, piece, do których węgiel nosiło się z piwnicy.

Przed naszym domkiem fińskim pierwszy od lewej stoi Szymon Przedborski, brat matki, przedwojenny inżynier budowlany, który wojnę spędził w tym samym co mój ojczym, żydowskim baraku, w obozie dla polskich oficerów w Woldenbergu. Po wojnie został dyrektorem państwowego zarządu materiałów budowlanych, ulokowanym w jednym z ocalałych budynków Szpitala Ujazdowskiego, dawnym oddziale psychiatrycznym, nazywanym w tamtych czasach — domem wariatów. Wariatem nazywano nieraz inżyniera Przedborskiego, w rozmowach z pracownikami odznaczającego się grzmiącym głosem i głębokim oddaniem nowemu ustrojowi. Przed domkiem fińskim stoi kolo niego moja matka, a jego siostra , Bronka, która nie pozwalała o nikim mówić źle, tłumacząc nerwowość Szymona przeżyciami wojennymi i utratą żony Deli. Druga kobieta na tym zdjęcia to Maria Widawska, sekretarka Szymona, której maż został po wojnie w Anglii. Zakochana w Szymonie dzieliła się z Bronką swoimi narzekaniami na jego charakter, na co moja matka odpowiadała swoim ulubionym: — No co ja ci powiem, moje dziecko? Związek Szymona i Marysi rozpadł się po kilku latach.

A to córka Szymona, Halinka, która ze swoją matką dzieliła z nami mieszkanie w getcie warszawskim. Bawiłem się z nią jak ze starszą siostrą. Na słowo „Niemcy!”, wchodziliśmy do wiklinowego kosza na bieliznę, a na sygnał „Poszli!”, wychodziliśmy z kosza. Po przeżyciu na stronie aryjskiej Halinka dowiedziała się o śmierci swojej matki, którą w dniu zakończenia wojny zabił odłamek niemieckiego lub rosyjskiego pocisku. Po wojnie niełatwo układało się życie Halinki z jej ojcem, Szymonem. Bronka stała się jej przybraną matką. Na studiach dziennikarskich Halinka pozna, a potem wyjdzie za mąż, za Bohdana Tuszyńskiego. Będzie to kolejny, polsko-żydowski „mezalians” w naszej rodzinie.

W pierwszym takim związku przeżyła wojnę moja ulubiona ciocia Franuchna, która wyszła za mąż za przedwojennego biznesmena, Aleksandra Majewskiego. W ich domu po stronie aryjskiej pojawiła się inna, ukrywająca się Żydówka, Halina Schumacher, z którą, żeby zdobyć jej aryjskie papiery, Aleksander ożenił się wbrew prawu, Skończyła się wojna. Halina Majewska urodziła dziecko, potem drugie. Aleksander i jego dwie żydowskie żony, mieszkali pod jednym dachem — do końca ich życia. Aleksander nienawidził nowego ustroju, na Rosjan mówi „dzicy”.

Tak wyglądali zaraz po wojnie, od prawej do lewej: Halina, Franuchna, Aleksander, Marysia Widawska i mój ojczym Daniel.

Nasi sąsiedzi:  pani Maliszewska, świadek Jehowy i jej dwie córki, naprzeciwko  pani Matusikowa, a dalej na drugiej kolonii architekci odbudowujący Warszawę:  Stanisław Jankowski i Kazimierz Marczewski (syn Tomek, później  architekt we Francji) i jeszcze jeden architekt. Pełka. Dalej głęboko partyjny Józef Kaleta (syn Władek był moim kolegą), bezdzietny towarzysz Palusiński, wiecznie pijany kucharz z „Bristolu” Skórzewski, jego zona, córka i syn Mirek (późniejszy dziennikarz sportowy, też wiecznie pijący), pani Kurzelowa (kucharka w stołówce  budowy domków ) z dwoma synami. Pojechałem z nimi do ich rodziny na wsi, na moje  pierwsze powojenne wakacje. Mieliśmy po 9-10 lat.  Z miejscową dziewczynką mieliśmy „pokazywać sobie”. My ściągnęliśmy spodenki, ale dziewczynka pokazać nam nie chciała. Zachowało się to wakacyjne zdjęcie.

Po drugiej strony ulicy mieszkał Franek Mleczko, który zabierał ojcu-pułkownikowi UB, pistolet „dziewiątkę” i na ruinach Zamku Książąt Mazowieckich przyległych do zrujnowanego szpitala pokazywał nam jak się strzela. W tych ruinach straszyliśmy kochające się bezdomne pary, jedna taka para wyścieliła sobie słomą sypialnie, we wnętrzu szerokiej rury kanalizacyjnej, którą próbowaliśmy wraz z nimi obracać. W dawnym schronie przeciwlotniczym zbieraliśmy się na palenie skrętów z suchych liści, od czasu do czasu były to kradzione rodzicom prawdziwe papierosy. W zburzonych budynkach Szpitala Ujazdowskiego szukaliśmy powojennego horroru, raz trafiliśmy na słoje z formaliną, w której pływały płody nienarodzonych dzieci. Franek chciał strzelić, ale powstrzymaliśmy go.

Przy wejściu na teren budowy domków fińskich, w dawnej stróżówce szpitala, mieszkał krawiec Tadeusz, który „nicował” nam stare ubrania, a czasem szył spodnie, na marynarki był za słaby. Na ulicy przed stróżówką miała stragan „babiora”, u której kupowało się nieświeże warzywa i owoce, gdy nie udało się znaleźć lepszych w „handlu uspołecznionym”. Mój ojczym Daneczek nie znosił „prywatnej inicjatywy”, która miała wypijać z nas krew. Aleksander był innego zdania. — Polsce potrzebny jest kapitalizm, mówił. Szymon i Daniel nazywali wujka Olesia „czarna reakcja”. Bronka go broniła: — Żadnym wrogiem nie jest, uratował dwie Żydówki. Franuchna przychodziła do Bronuchny na opłakiwanie swojego losu. Obie uważały, że ma zmarnowane życie, ale Frani brakowało odwagi, żeby odejść od Aleksandra — wyzwoliciela.

Dzisiaj, na Jazdowie nie ma już domku fińskiego 1/6. W miejscu, gdzie było moje łóżko, jest róg olbrzymiego gmachu ambasady niemieckiej. Ta inwazja niemiecka nie boli jak tamta.

Mój film „Return to Poland” nakręcony w roku 1981 zaczyna się sekwencją wspomnień o nasze życiu na osiedlu domków fińskich.


Poprzednie odcinki

TUTAJ


Wszystkie wpisy Mariana

TUTAJ


Ożeniony ze szlachcianką (15)

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: