Uncategorized

Masha Gessen: Nie twierdzę, że Polacy odpowiadają za śmierć 3 mln Żydów

Przyslala Rimma Kaul


Wiele osób i instytucji reagujących na mój tekst postanowiło zignorować reguły logiki. Dało mi to przedsmak intelektualnego klimatu, w jakim żyją polscy badacze Holokaustu” – pisze w specjalnym oświadczeniu Masha Gessen, autorka artykułu w „New Yorkerze”, który wywołał w Polsce ostrą reakcję.

Publicystka i pisarka opisała w miniony piątek w amerykańskim tygodniku „New Yorker” sprawę Barbary Engelking i Jana Grabowskiego, polskich badaczy Holokaustu, redaktorów i współautorów książki „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski”. W lutym warszawski sąd nakazał obojgu naukowcom opublikować oświadczenie, w którym mają przeprosić za nieścisłość w książce Filomenę Leszczyńską, krewną opisanego w niej Edwarda Malinowskiego, w czasie wojny sołtysa wsi Malinowo.

Przeczytaj omówienie tekstu Mashy Gessen: „Historycy atakowani za odkrywanie roli Polski w Holokauście”.

Na artykuł ostro zareagował dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau Piotr Cywiński, którego oburzyło stwierdzenie autorki, że kłopoty historyków wynikają z wysiłków polskiego rządu, aby „oczyścić Polskę, zarówno Polaków, jak i państwo polskie, ze śmierci trzech milionów Żydów w Polsce podczas okupacji hitlerowskiej”.

Krytycznie do tekstu w „New Yorkerze” odniósł się również Komitet Żydów Amerykańskich na Europę Środkową (AJC Central Europe), w którego oświadczeniu czytamy m.in.: „twierdzenie, że Polska rozumiana jako wspólnota etnicznych Polaków i państwo polskie są winne śmierci 3 mln Żydów jest wypaczeniem Holocaustu”. Natomiast polski MSZ zapowiedział podjęcie „zdecydowanej reakcji dyplomatycznej”.REKLAMA

Po tych głosach Masha Gessen wydała oświadczenie.

Oświadczenie Mashy Gessen

Moje słowa zostały zinterpretowane wbrew logice.

Wiem świetnie o kontrowersjach, jakie wywołał w Polsce mój artykuł. Mówiąc „wiem świetnie”, mam na myśli m.in. lawinę mejlowego hejtu, w tym groźby śmierci słane w ostatnich dniach pod moim adresem. Większość tych reakcji zdaje się skupiać na jednym zdaniu, w którym mowa o „wysiłkach rządu, który chce zdjąć z Polski – zarówno etnicznych Polaków, jak i państwa – wszelką odpowiedzialność za śmierć trzech milionów Żydów w okupowanej przez nazistów Polsce”.  Zostało ono zinterpretowane wbrew logice i regułom języka jako stwierdzenie, że Polska czy też Polacy odpowiadają za śmierć wszystkich trzech milionów Żydów, którzy zginęli na polskiej ziemi podczas Holokaustu. Niczego takiego nie piszę. Piszę jedynie, że w okupowanej Polsce zginęły podczas Holokaustu trzy miliony Żydów; że niektórzy etniczni Polacy i niektóre struktury przedwojennego państwa polskiego były zamieszane w niektóre zgony; i że rząd, pragnący oczyścić Polaków i Polskę z wszelkiego współudziału w jakiejkolwiek części Holokaustu, posuwa się do tłumienia intelektualnych dociekań.

Rozumiem, że nawet osoby dobrze znające język obcy mogą przeoczyć pewne językowe subtelności. Ale błędna interpretacja łączy się z trudniejszym do wybaczenia błędem logicznym. Stwierdzenie „rząd robi wszystko, by udowodnić, że A jest nieprawdą” nie jest tożsame ze stwierdzeniem, że „A jest prawdą”. Zrozumienie tego nie wymaga perfekcyjnej znajomości języka angielskiego.

To, że tak wiele osób i instytucji reagujących na mój tekst, w tym Muzeum Auschwitz, postanowiło zignorować reguły logiki jest, szczerze mówiąc, szokujące.

Rozumiem, że daje mi to ledwie posmak intelektualnego klimatu, w jakim żyją dziś polscy historycy Holokaustu.

Na koniec pragnę zaznaczyć, że temat ten nie jest mi obcy jako osobie i jako pisarzowi. Moja rodzina mieszkała przed wojną w Białymstoku i Warszawie. Z ogromnej rodziny – moi pradziadkowie mieli dwadzieścioro pięcioro rodzeństwa – przeżyła tylko czwórka: moja babcia i prababcia, które trafiły do Związku Radzieckiego, i cioteczna babcia z córeczką, które uratowali Polacy. Mówiąc dokładniej, uratowali je obcy po tym, jak w obawie przed konsekwencjami odprawili je ich polscy przyjaciele. Dorastałem z bagażem trudnej historii, w którą wnika głęboko jedna z moich pierwszych książek sprzed dwudziestu lat. Rozumiem dobrze, że skomplikowanych, pełnych sprzeczności historii nie da się opowiadać w klimacie oburzenia i potępień, kiedy pisarz wie, że każde jego słowo czy zdanie może zostać wyrwane z kontekstu, wypaczone i użyte przeciwko niemu. Doświadczenia ostatnich dni – odkąd w odległym o tysiące kilometrów od Polski kraju ukazał się mój krótki tekst – są zaprzeczeniem klimatu sprzyjającego intelektualnym dociekaniom i zniuansowaniu opowieści.

Przełożył Sergiusz Kowalski

Wersja angielska

I am all too aware of the controversy that has erupted in Poland in response to this article. By „all too aware” I mean, among other things, a barrage of hate mail, including death threats, that has been directed at me in the last couple of days. Most of the reactions seem to focus on a single phrase concerning the Polish government’s „effort to exonerate Poland – both ethnic Poles and the Polish state – of the deaths of three million Jews in Poland during the Nazi occupation.” Contrary to the laws of both linguistics and logic, this sentence has been interpreted as an assertion that Poles, or Poland, is responsible for the deaths of all three million Jews killed on its land during the Holocaust. I said no such thing. Here is what I did say: Three million Jews perished on the territory of occupied Poland during the Holocaust; some ethnic Poles, and some structures of the pre-war Polish state, are implicated in some of the deaths; in its efforts to clear Poles and Poland of any blame in any part of the Holocaust, the government has gone so far as to quash intellectual inquiry.

I understand that the subtleties of word usage can evade even people who know a foreign language well. But the misinterpretation involves a harder-to-forgive logical fallacy as well. Saying „the government is going overboard to prove A false” does not equal the statement „A is true.” Understanding this does not require a mastery of English. That so many people and institutions, including the Aushcwitz Museum, have chosen to ignore the rules of logic in reacting to my piece is, frankly, shocking . I understand that this gives me barely a taste of the intellectual climate in which Polish historians of the Holocaust now live.

As a final note, I would like to state that I am no stranger to this topic, as a person and as a writer. Before the war, my family lived in Bialystok and Warsaw. Of a sprawling family – my great-grandparents had 25 siblings between them – only four people survived: my grandmother and great-grandmother, who ended up in the Soviet Union, and my great aunt and her young daughter, who were saved by ethnic Poles. To be more specific, they were saved by strangers after their Polish friends, fearing repercussions, turned them away. I grew up with this complicated history, and one of my first books, written twenty years ago, delved deeply into it. I am all to aware that complicated, contradictory stories cannot be told in a climate of outrage and denunciation, when a writer knows that any word or phrase of theirs is likely to be taken out of context, twisted, and used against them. What I have seen in the last couple of days, since the publication of my short piece thousands of miles away from Poland, is the very opposite of a climate in which intellectual inquiry and nuanced story telling are possible.

Masha Gessen 

Masha Gessen: Nie twierdzę, że Polacy odpowiadają za śmierć 3 mln Żydów

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.