Uncategorized

Rozumiem, że religia budzi lęk przed kajdankami. A ile kobiet zmusza się do seksu?

Przyslala Rimma Kaul

Miriam Synger
Miriam Synger (Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta)Dla babci i mamy ortodoksyjny judaizm był trudny do przyjęcia. Nadal słyszę czasem od mamy: „Może byś zdjęła chustkę poza domem, tak ci ładnie” – mówi Miriam Synger, edukatorka, bohaterka filmu, który będzie pokazywany na 61. Krakowskim Festiwalu Filmowym.

Paula Szewczyk: Jako pierwsza w zasymilowanej od dekad rodzinie wróciłaś do judaizmu, i to w ortodoksyjnym wydaniu. Co rodzina na to?

Miriam (Maria) Synger: Dzisiaj mnie w tym wspiera, choć nie było łatwo. Dla babci i mamy ortodoksyjny judaizm był trudny do przyjęcia, zakładam, że gdybym miała tatuaż na czole, byłoby im lżej to przyjąć. Początkowo obie były przeciwne mojemu powrotowi do religii, nie zaufały mi, nie były pewne, czy jestem na tyle mądra, by nie dać się wciągnąć w fanatyzm. Były chyba przekonane, że jestem głęboko nieszczęśliwym człowiekiem, który powinien iść do psychologa, zamiast pozbywać się obcisłych sukienek i wkładać na głowę chustę. Niejedną noc przegadały, zastanawiając się wtedy, co ze mną zrobić. Nadal słyszę czasem od mamy: „Może byś zdjęła chustkę poza domem, tak ci ładnie” czy „Byłoby fajnie, gdybyś chodziła w spodniach”, ale nie naciska.

Dziś i mama, i babcia widzą, że nie jestem fanatyczką, a mój mąż to fajny facet i jest bez znaczenia, co ma na głowie i czy to kipa.

Bały się o ciebie?

Gdy wyjeżdżałam do Izraela – tak, i to bardzo. Było tam biednie, nie miałam ubezpieczenia, przez co jedno z dzieci rodziłam w domu, warunki mieszkaniowe nie były najlepsze. Tego życia babcia w ogóle nie rozumiała, bo z dnia na dzień stałam się osobą, która rozmawia albo o dzieciach, albo o Torze, czyli tematach, które niezbyt ją interesowały. Na kilka lat nasze drogi się rozeszły.

Kiedy po powrocie do Polski zamieszkałam w Łodzi, a mój ówczesny mąż został rabinem, nie była w stanie pojąć, co ja tam robię. Nie dowierzała, że gotuję kolację szabatową dla 30 osób. „O czym ty z nimi rozmawiasz?” – pytała, przyzwyczajona do intelektualnych rozmów. To, czy Żydzi mogą wyprowadzać psa w szabat, to dla niej żaden temat do rozmowy, a tego typu dylematy do dziś rozwiązuję.

Założenie na Instagramie konta „Jestem Żydówką” wymagało w Polsce odwagi?

Nazwałam je tak celowo, bo chciałam wywołać dyskusję, rodzaj zdziwienia. Przedstawić się i zaprosić ludzi do rozmowy: „To ja, Miriam, jestem Żydówką, pogadajmy”. Poświęcam na konto sporo czasu, bo czuję, że prowadzenie go ma sens. Nie zarabiam na nim, ale traktuję jako pracę w ramach edukacji żydowskiej, którą się na co dzień zajmuję.

Próbuję powiedzieć choćby to, że ortodoksyjne życie i posiadanie piątki dzieci nie jest żadną patologią ani dziwactwem.

Jako Żydówka żyjąca według ściśle określonych zasad żydowskiego prawa wiem o istnieniu środków antykoncepcyjnych, nie rodzę dla 500 plus, a moje dzieci chodzą w używanych ubraniach, bo nie lubię kupować nowych, a nie dlatego, że ich nie ogarniam. A takie komentarze pełne stereotypów już nieraz słyszałam.

Jesteś postrzegana przez ich pryzmat: kobieta to przede wszystkim żona i matka?

Będąc żoną rabina, spotykałam się z myśleniem, że skoro jestem religijną Żydówką, to podział obowiązków w naszym domu jest jasny. Mąż jest od modlitwy, studiowania Tory i przewodzenia społeczności, żona – od zmieniania pieluch, gotowania czulentu i wyrzucania śmieci. Sama zresztą wpadłam w ten schemat myślenia.

Z natury jestem osobą gestykulującą, bardzo głośno się śmieję, uwielbiam tańczyć. To nie było mile widziane. Wielokrotnie słyszałam, że mi „nie wypada”, ale to pewnie dotyczy wielu kobiet, dziewczynki są karmione podobnymi komentarzami od maleńkości. Jak się potem zostaje żoną rabina, to, co wypada rebecyn, nagle staje się głównym tematem i dla innych, i dla niej samej. Nie miało znaczenia, czy to taniec czy śpiew, które przecież podczas ślubu są micwą, czyli rodzajem przykazania. A przecież ten, kto był na prawdziwym żydowskim ślubie, wie, że kto jak kto, ale Żydówki potrafią tańczyć do upadłego.

Jako rozwódka zmierzyłaś się z krytyką?

To temat rzeka. Po rozwodzie nieraz słyszałam pytanie: „To kim ty teraz będziesz?”. Niektórzy mówili wprost: „Bez niego będziesz nikim”. Inni przekonywali: „Nie bije, nie pije, nie zdradza, czego chcesz więcej?”. Nie wiem, skąd w nas nadal to przekonanie, że sama kobieta jest niewiele warta i pewnie sobie w życiu nie poradzi, że gwarantem szczęścia jest mężczyzna u jej boku. Męża, który zarabia, wraca do domu na noc i nie jest agresywny po alkoholu, traktuje się jak może i nieoszlifowany, ale diament, którego się nie zostawia.

Dla mnie rozwód był bardzo trudnym procesem. Plotki, pokazywanie palcami i wieczna ocena nas obojga. Jakby to, co przeżywaliśmy, nie było wystarczająco bolesne. W takiej sytuacji potrzebne jest wsparcie, a nie ocenianie. Chciałabym usłyszeć wtedy raczej: „Jak ci pomóc? Może chcesz pogadać? Może zająć się dziećmi, żebyś spokojnie pomyślała?”, zamiast komentarzy: „Źle robisz, to twoja wina, jak możesz, wstydź się…”.

Wyszłaś za mąż ponownie, ale z Łodzi wyjechaliście.

Wyszłam ponownie za mąż nie dlatego, że nie chciałam być rozwódką, tylko dlatego, że poznałam kogoś, w kim zobaczyłam miłość do świata i miłość do mnie. Mieszkaliśmy w Łodzi na początku, próbując zbudować naszą nową „jednostkę społeczną”, by każdy czuł się w niej dobrze. Zaszłam w ciążę ku uciesze nas, dzieci, cudownych teściów i nawet mojej mamy, która zaklinała się wcześniej, że więcej niż czwórki wnuków nie chce.

Poród zbiegł się akurat z początkiem pandemii, wcześniej zastanawialiśmy się, gdzie obrzezać syna, ale w lockdownie dylemat się rozwiązał sam. Obrzezanie zorganizowaliśmy w domu, potem pojechaliśmy do Krakowa. Myśleliśmy, że wyjeżdżamy na chwilę, ale obostrzenia przedłużano, a my stwierdziliśmy, że skoro już się tak zasiedzieliśmy, może to dobry moment, by pomyśleć o przeprowadzce. Dziś wiem, że oboje mamy tu lepsze perspektywy, większa jest też społeczność żydowska. I tak po dziewięciu latach znowu mieszkam w domu rodzinnym, obok mamy i babci.

Iwo Synger, mąż Miriam, z ich synem w dniu obrzezania. Jak nakazuje żydowska tradycja, chłopiec został obrzezany w ósmym dniu od narodzinIWO SYNGER, MĄŻ MIRIAM, Z ICH SYNEM W DNIU OBRZEZANIA. JAK NAKAZUJE ŻYDOWSKA TRADYCJA, CHŁOPIEC ZOSTAŁ OBRZEZANY W ÓSMYM DNIU OD NARODZIN FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Czujesz się odpowiedzialna za postrzeganie żydowskiej społeczności w Polsce?

Tak, ale nie tylko. Gdy mieszkałam w Izraelu, czułam się odpowiedzialna za postrzeganie tam Polski i Polaków. Bywało, że musiałam się tłumaczyć, jak mogę tutaj żyć, w miejscu, w którym rozpoczął się Holocaust. Tłumaczyłam cierpliwie, że moja babcia w czasie wojny nie wyjechała, moja rodzina mieszka tu od pokoleń i to nasz dom.

W Polsce z kolei staram się mówić o Żydach, pokazując siebie.

Jeżdżę z wykładami z nadzieją, że ktoś pomyśli: ta Żydówka to fajna, normalna dziewczyna. I może gdy zobaczy na ulicy osobę podobną do mnie, powie: „Ona jest nasza”.

Bo zdarzały się sytuację w Łodzi, gdy prosiłam syna o założenie kaptura na jarmułkę. Z tyłu głowy jest poczucie, że to na wszelki wypadek, że może tak będzie lepiej. Choć na co dzień czuję się w Polsce raczej bezpiecznie.

Postanowiłaś się pokazać dla „sprawy”?

Wiem, że trzeba wyjść do ludzi. Jestem z tym OK, nie urodziłam się po to, by leżeć w wannie i pachnieć. Może byłoby i miło, ale śmiertelnie nudno. Poza tym robienie rzeczy pod prąd mam we krwi. Pochodzę z nonkonformistycznej rodziny. Moja mama była internowana za roznoszenie ulotek, walcząc o wolny kraj. Moja babcia próbowała, tworząc kabaret Piwnica pod Baranami, rozbawiać ludzi w czasie, kiedy nikomu nie było do śmiechu. Pisała też otwarcie o swojej rodzinie dwie dekady temu, kiedy nie było w księgarniach tylu książek o Żydach, i dostała za to Nike. Ludzie pytali jej wtedy: „To pani napisała o tych, no, żeby nie urazić… o Żydach?”.

O co jesteś pytana podczas wykładów?

To zależy, jaki jest temat, głównie to żydowskie święta, zwyczaje, ale i koszerny seks. Niektóre pytania są ciekawe, szczegółowe, widać było też wzmożenie zainteresowania judaizmem po premierze serialu „Unorthodox”, odzywało się do mnie wówczas mnóstwo osób. Choć są i tacy, którzy mają głowę pełną stereotypów, uważają, że wszyscy Żydzi są bogaci czy chcą zabierać kamienice.

Czasem ktoś napisze z prośbą o przepis na chałkę, ale ja akurat mało piekę, raczej zajmuje się tym mąż. Staram się też opowiadać o tym, jaka jest rola kobiet w judaizmie, bo to często niesprawiedliwe, surowe oceny. Opowiadam raczej o sobie, jaka jest moja rola. Ludzie pytają mnie, jak to możliwe, że się maluję, skoro powinnam być skromna. Tłumaczę, że skromność nie skreśla pomalowanych oczu, że ja, kolorowa Żydówka i ta z dzielnicy Mea Szarim w Jerozolimie, to dwa różna sposoby bycia. Niektórzy się dziwią, że tak można, że mimo ortodoksyjnego judaizmu żyję inaczej.

Jak na ortodoksyjną Żydówkę jesteś nowoczesna, chciałabyś równego podziału obowiązków między żoną i mężem, a przecież w judaizmie oboje mają swoje jasno określone role.

Rabini, którzy sterują żydowskim prawem, dostrzegają potrzebę zmian, słuchają kobiet, gdy mówią o sposobach zasłaniania głów, chodzeniu w spodniach czy równym podziale obowiązków.

Ktoś może powiedzieć, że zmiany idą za wolno, ale przecież liberalny świat nie jest wcale taki postępowy, jak nam się wydaje. Ja, wychowana przecież w nim, uważałam, byłam nauczona, że kobieta musi serwować do stołu. Kto mnie tego nauczył? Nie środowisko żydowskie, nie mama, tylko polska kultura.

W Izraelu obserwowałam zaangażowanych w wychowanie dzieci żydowskich ojców. I tych świeckich, i tych religijnych. W sobotnie poranki synagogi były pełne dzieci. Przychodziły z ojcami, a mamy zostawały w domu, by się wyspać. Po przyjeździe do Polski jakbym w sekundę o tym zapomniała.

Gdybym mogła przeżyć tamto życie jeszcze raz, byłabym dużo bardziej stanowcza i niezależna. Moim błędem była potrzeba bycia potrzebną. Myślę, że nie jestem w tym osamotniona. Gdy dziecko płacze, od razu szuka się mamy, nawet gdy obok jest ojciec. Pozornie to piękny sygnał: „mama jest niezastąpiona”, i przez tę matkę przyjmowany z uśmiechem i dumą. Ale tak naprawdę to krzywdzące, nie daje jej możliwości powiedzenia, że może ktoś inny się nim zajmie.

Dziś byłabyś ortodoksyjną Żydówką, ale feministką?

Tak o sobie raczej nie mówię, bo uwiera mnie stereotyp nienawidzącej facetów fajterki z nieogoloną pachą. Choć może powinnam nauczyć się tak o sobie mówić, by to słowo odczarować? Podobnie jest z określeniem „ortodoksyjna Żydówka”, wolę być po prostu Żydówką, bo to nie niesie ze sobą konkretnych oczekiwań. Co do feminizmu, jego postulaty są mi bliskie, musiałabym być głupia, żeby takie nie były. Wiem, że kobieta ma te same prawa, co mężczyzna i nie potrzebuję tego nazywać. 

I rozumiem, że religia budzi lęk przed kajdankami, że to uwiązanie, ograniczenia. Ale potrzeba bycia chudą to też są kajdanki. Ile kobiet zmusza się do seksu ze strachu, że jeśli tego nie zrobi, facet je zostawi? Lub ilu facetów myśli, że nie może odmówić partnerce zbliżenia, bo ta pomyśli, że nie jest męski? To są ciągle aktualne problemy, nie widzę różnicy, czy wynikają z ograniczeń zapisów religijnego prawa, czy niewidzialnych barier mentalnych uwarunkowanych kulturą.

Żeby o tym powiedzieć, wpuściłaś do swojego życia ekipę filmującą codzienność twoją i twoich dzieci. Nie miałaś wątpliwości, czy to nie naruszy waszej prywatności?

Ostatnio nawet rozmawiałam o tym z synem. Powiedział, że nie chce, bym wrzucała jego zdjęcia na Instagrama, i uszanowałam jego prośbę. Kiedy sprowadzaliśmy się do Polski jako rodzina rabinowska, wiedzieliśmy, że nasze dzieci i ja jako ich matka będziemy pod wieczną obserwacją, na to życie publiczne wyraziliśmy wtedy niepisaną zgodę. Dziś, jeśli ktoś chce zrobić nam zdjęcia, pozwalam na to. Mówię, że nas „sprzedaję”, ale nie za pieniądze, tylko za wiedzę, to wynika właśnie z poczucia misji czy odpowiedzialności za postrzeganie Żydów w Polsce.

Z samym filmem miałam obawy, że ludzie będą się zastanawiać, co ja takiego zrobiłam, kim jestem, by robiono o mnie film. A chciałam tylko pokazać, jak wygląda codzienność przeciętnej ortodoksyjnej rodziny w Polsce, że nie mamy nic do ukrycia. Chcecie zobaczyć Żydówkę? Proszę, to ja i moje życie żydowskie.

Bo mam poczucie, że jeśli ktoś powie do mnie: „Ty wstrętna żydówo”, moim obowiązkiem jest zapytać, dlaczego tak myśli, nawiązać dialog.

Wychodzę z założenia, że każdy z nas urodził się po to, by zostawić ten świat minimalnie lepszym. Opowiadając o sobie i judaizmie, próbuję przekazać innym wiedzę, a przy tym nie sieję więcej nienawiści, a to już coś.

Miriam (Maria) Synger – edukatorka żydowska, prowadzi na Instagramie konto „Jestem Żydówką”, jeździ po Polsce z wykładami o judaizmie, współtworzy internetowy kanał Szalom TV. Żyje ortodoksyjnie, mężatka, mama pięciorga dzieci. Prywatnie wnuczka pisarki Joanny Olczak-Ronikier. 

Film o niej, „@miriamfrompoland”, reż. Piotr Szczepański, 77’, 2021″ można zobaczyć podczas 61go Krakowskiego Festiwalu Filmowego w dniach 30.05- 06.06 w kinach i online.


Rozumiem, że religia budzi lęk przed kajdankami. A ile kobiet zmusza się do seksu?

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Co to znaczy ” zasymilowana od dekad rodzina” ? Ze mowili po polsku ?

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.