Uncategorized

„Płyną okręty z uchodźcami, a świat się zamknął”, czyli czego nas nie nauczył wiersz z 1938


Koncert zespołu Hańba w klubie Ziemia w Gdańsku, 31.03.2019

Koncert zespołu Hańba w klubie Ziemia w Gdańsku, 31.03.2019 

W maju 1939 roku blisko tysiąc Żydów próbowało wydostać się z III Rzeszy na okręcie „St. Louis”. Wykupili turystyczne wizy na Kubę, ale gdy byli w drodze, jej władze zmieniły przepisy. Stany Zjednoczone i Kanada też odmówiły ich przyjęcia. O tym jest ta piosenka.

„PŁYNĄ OKRĘTY”, HAŃBA!, 2019

Na granicy Polski i Białorusi tkwią wycieńczeni ludzie. Żołnierze i strażnicy dbają o to, żeby byli głodni i pozbawieni kontaktu z resztą świata. Wiele już szpalt zapisano na temat tego kryzysu, aktywiści i prawnicy sto razy przypomnieli o złamanych przez Polskę konwencjach i umowach międzynarodowych. W tym tekście spróbujemy zrozumieć położenie ludzi z pasa granicznego.

Dusze niczyje

Nie przeczytają dzisiaj państwo o afgańskiej piosence, bo kryzys na polsko-białoruskiej granicy nie dotyczy Afgańczyków, ale postawy władz Rzeczypospolitej Polskiej i poglądów jej mieszkańców. Nie są to kwestie nowe.

O uchodźcach mówili Szymborska („Jacyś ludzie”, 2002) i Zagajewski („Uchodźcy”, 1994; „Spróbuj opiewać okaleczony świat”, 2005). Empatię czytelników starali się obudzić pisaniem w drugiej osobie lub pozornie chłodną, faktograficzną relacją. Mamy jednak w polskiej poezji inny utwór o szukaniu schronienia i obojętności, w dodatku całkiem niedawno opatrzony muzyką.

Kwartet Hańba! wielokrotnie gościł na łamach „Wyborczej”, nie ma więc potrzeby powtarzać jego historii. Dość powiedzieć, że punkowy hałas i lewicowe przesłanie muzycy wkładają w formę podwórkowej orkiestry, wykorzystując uderzająco aktualne wiersze z międzywojnia. Od połowy poprzedniej dekady na kolejnych płytach Hańba! śpiewa o II RP, jakby istniała ona dzisiaj: autorytarny ustrój, wzbierający nacjonalizm i antysemityzm, nędza robotników, no i rzekoma potęga militarna.

Różnią się tylko daty – o równe 80 lat. Dlatego minialbum z 2019 roku nazywa się „1939″ i to na nim znalazła się adaptacja wiersza Władysława Szlengela „Płyną okręty”

„Płyną okręty po bezdrożach, po oceanach i po morzach, płyną dniami – płyną nocami, płyną okręty z uchodźcami (…) ludzie bez jutra – dusze niczyje, ludzie wypluci z ludzkich kniej, ludzie, dla których: NIE MA MIEJSC!”.

Podróż przez Lazury

Długo przed wybuchem wojny Szlengel przewidział żydowski los, jego wiersze są zapisem coraz gorszych wieści ze świata i z Polski. W latach 30. XX wieku świadomość nadchodzącej wojny była powszechna, Hitler nie krył się z planami wobec Żydów, ci szukali więc ucieczki najpierw z III Rzeszy, a później z Europy. Latem 1938 na konferencji w Evian kilkadziesiąt państw odmówiło przyjęcia niemieckich Żydów. Chętne były jedynie Dominikana i Kostaryka.

Najbardziej znana historia pasująca do wiersza Szlengela wydarzyła się po jego napisaniu. W maju 1939 roku blisko tysiąc Żydów próbowało wydostać się z III Rzeszy na okręcie „St. Louis”. Niemcy łaskawie ich wypuścili, odbierając jednak całe mienie i oszczędności. Żydzi wykupili turystyczne wizy na Kubę, ale gdy byli w drodze, jej władze zmieniły przepisy. Nikogo na pokładzie nie było stać na nową wizę.

Niemiecki kapitan obrał wtedy kurs na Stany Zjednoczone, które odmówiły przyjęcia niemieckich Żydów. Podobnie zdecydowała Kanada. „Płyną okręty, płyną okręty/ poprzez lazury i poprzez odmęty/ okręt jest trumną – nie okrętem/ lazur jest czarnym atramentem”. Atrament stąd, że w takich sytuacjach organizacje, środowiska, artyści i naukowcy pisali do władz kolejnych krajów listy z prośbą o przyjęcie tysiąca Żydów. Dopiero Belgia, Francja, Holandia i Wielka Brytania przyjęły nieszczęśników z „St. Louis”.

Jesienią 1940 władze Brytyjskiego Mandatu Palestyny odmówiły wpuszczenia 1800 żydowskich uchodźców z „Patrii”, która zawinęła do portu w Hajfie. Członkowie organizacji Hagana podłożyli bombę, by unieruchomić statek, ale ten zatonął w kilkanaście minut i zginęło 267 osób. W 1942 roku na Morzu Czarnym Sowieci zatopili „Strumę” z 791 cywilami uciekającymi z Rumunii (ocalał jeden człowiek).

Wrażliwy kabareciarz

„Przepisała ten wiersz z gazety Nasz Przegląd i przywiozła z Polski do ówczesnej Palestyny w roku 1939 M. Fira Salańska”, zanotowała Halina Birenbaum. To ona, cudem uratowana nastoletnia więźniarka Majdanka i Auschwitz, wiele lat po wojnie przetłumaczyła utwory Szlengela na hebrajski (on pisał tylko po polsku) i wydała w Izraelu.

Władysław Szlengel urodził się w Warszawie w 1912 roku. Mieszkał na Woli, w kamienicy przy Waliców 14. Parę lat temu zrujnowany budynek z przełomu XIX i XX wieku, jeden z ostańców getta, wpisano do rejestru zabytków – wśród szklanych wieżowców wygląda malowniczo i przerażająco (to ten z muralem „Kamień i co?”).

Przed wojną Szlengel publikował w „Naszym Przeglądzie”, „Robotniku” i satyrycznych „Szpilkach”, gdzie zaprzyjaźnił się z Tuwimem i Hemarem. Pisał wiersze o ubóstwie, wykluczeniu, biedzie, losie Żydów nie tylko warszawskich. Pracował też dla teatrzyków i kabaretów, jak 13 rzędów, Cyrulik Warszawski, Ali Baba, Małe Qui Pro Quo. Jest autorem ok. 70 tekstów do walców, tang i fokstrotów.

Jego są „Chodź na piwko naprzeciwko”, „Panna Andzia ma dzisiaj wychodne”, wykonywany przez Wierę Gran „Jej pierwszy bal” do muzyki Władysława Szpilmana czy „Jadziem, panie zielonka” (1937) napisane w duecie tekściarskim z Józefem Lipskim. Dziś w tytule pisze się na ogół wielką literą: Zielonka, a chodzi o zwykłego dorożkarza („zielonka” od koloru peleryny, podobnie jak „sałata”).

W getcie i w bunkrze

Szlengel brał udział w obronie Warszawy, jesienią 1939 przeniósł się do zagarniętego przez Sowietów Białegostoku, a później do Lwowa. Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej wrócił do Warszawy w styczniu 1942. Stał się jednym z organizatorów życia kulturalnego zamkniętej dzielnicy, występował w Cafe Sztuka razem z Gran, Lipskim, Szpilmanem, Dianą Blumenfeld, Andrzejem Włastem i Marysią Ajzensztadt.

Pisał wystawiany tam słynny „Żywy dziennik”, kronikę życia w getcie, i wstrząsające wiersze o zagładzie warszawskich Żydów. Występował w Domu Sierot Korczaka i jako pierwszy literacko opisał ich marsz na Umschlagplatz. Wielokrotnie próbował przedostać się na aryjską stronę. Część jego wierszy znalazła się w Archiwum Ringelbluma.

8 maja 1943 roku, gdy dopalały się ruiny getta, Niemcy wykryli bunkier przy Świętojerskiej 36 i tego samego dnia rozstrzelali 130 mieszkańców. Był wśród nich Władysław Szlengel. Planowana przez niego książka „Co czytałem umarłym” ukazała się w latach 70.



„Płyną okręty z uchodźcami, a świat się zamknął”, czyli czego nas nie nauczył wiersz z 1938

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. Szczytem cynizmu jest zrównywanie sytuacji tzw. uchodźców z tragedią Żydów uciekających przed mordercami Hitlerowskimi.

  2. Jacy „uchodzcy” ??? To spryciarze ekonomiczni plynacy z krajow, w ktorych nie ma wojny, na socjal w Niemczech (nie liczac ukrytych terrorystow). Czas juz ta prosta prawde zrozumiec.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.