Uncategorized

IMPRESJE NIE TYLKO IZRAELSKIE


Ludwik Lewin

Trafiłem na bardzo gorący czas w Izraelu i to nie tylko z powodu bliskowschodniego lata.

Niemal wszyscy moi rozmówcy, z bardzo nielicznymi wyjątkami, zgodni byli, że minął czas Netanjahu i dobrze, że odszedł od władzy. Niektórzy jednak koniec jego premierostwa uznali za tragedię, zarówno w kwestiach polityki wobec Stanów Zjednoczonych, jak i Iranu, Rosji i wreszcie, marginalnie, Polski.    

Na drążące w początku lata pytanie, czy przetrwa koalicja mająca ledwie jeden głos przewagi w Kneset, często odpowiadano – przetrwa.

Mój przyjaciel, kompozytor Dan Yuhas tłumaczył, że co prawda, wszystko tu wisi na włosku, ale w tym rządzie większość ministrów wie, że jeśli gabinet upadnie, to nie będą mieli szans na stołek, „więc myślę, że mimo gróźb, wszystko zrobią, by utrzymać stanowiska”.

Pierwszą próbką były zapowiedzi kilkorga ministrów, że nie zagłosują za budżetem, którego nieprzyjęcie oznaczałoby automatycznie nowe wybory, ale w gabinecie sprawa przeszła jak z płatka. Nie wszystko jest jeszcze załatwione, co raz to wybuchają nieporozumienia wobec pewnych pomysłów fiskalnych.  A przede wszystkim, rzecz jest w rękach posłów do Kneset, którzy zatwierdzić muszą rządowy projekt. 

Wiele mówiono o decyzji ministra finansów Awigdora Liebermana, który spełniał stare swe zamiary zmuszenia do pracy młodych haredim, czyli bardzo religijnych Żydów. W tym celu zabrał dodatki na żłobki dla dzieci, których ojcowie nie pracują.

„Oczywiście studiowanie Tory dodaje siły Izraelowi, ale czy trzeba mu aż tak dużo takiej siły i tak wielu dzieci?” – pytał z niby poważną miną znajomy wydawca izraelski.

Naprawdę poważna była natomiast młoda specjalistka od marketingu, ubolewająca nad tym, że w dzisiejszym świecie nie ma miejsca na religię. Jej zdaniem haredim odrzuca się dlatego, że świat konsumpcji nie ma na nich wpływu – nie mają telewizji ani smartfonów, niewiele konsumują – zupełnie nie weszli do ery technologicznej. Ponadto w czasie królowania indywidualizmu, nie pasuje ich wspólnotowość.

Wg mojej rozmówczyni prawo do subwencji daje im to, że nie korzystają zupełnie z budżetu kultury czy sportu. Za kłamliwe uważa też twierdzenie, że ci ludzie nie pracują. Prawie wszystkie kobiety pracują, a wielu mężczyzn też ma jakąś pracę – przekonuje.   

W niektórych prawicowych mediach pojawiły się zarzuty, że minister Spraw Zagranicznych Yair Lapid obiecując, że nie zaskoczy Waszyngtonu posunięciami wobec Iranu, pozbawił Izrael możliwości przeciwdziałania uzyskaniu bomby atomowej przez mułłów rządzących w Teheranie. Bibi by do tego nie dopuścił – komentowali zwolennicy Binjamina Netanjahu.

Podobnie z wystrzeleniem rosyjskich pocisków rakietowych na odrzutowce izraelskie, interweniujące pod koniec lipca w Syrii. Zawiadomiła o tym Moskwa w oficjalnym komunikacie. Dotychczas, na podstawie niepisanego paktu Putin/Netanjahu, Rosjanie nie reagowali, gdy Izrael bombardował irańskie składy broni czy też podporządkowane Teheranowi, ugrupowania Hezbollah w Syrii.

Jak pisał związany z byłym premierem, dziennik „Israel Hayom”, umowa z prezydentem Rosji była możliwa dlatego, że Bibi, przemawiając w 2015 r. przed Kongresem amerykańskim przeciw porozumieniu nuklearnemu, otwierającemu Teheranowi drogę do bomby, wzbudził szacunek Putina. Pan Rosji zrozumiał, że Izrael nie jest zawsze posłusznym klientem Waszyngtonu, ale że „Netanjahu jest poważnym graczem, a Izrael poważnym państwem”. Szacunkiem takim nie darzy ani Benneta, ani Lapida, nie uważając ich za „poważnych graczy i wiarygodnych przywódców”.

A potem wybuchła bomba nowelizacji KPA. Jeśli idzie o opinię izraelską, wybuch był to raczej rozmokłej petardy, bo poza tymi, którzy mają jakieś związki z Polską lub związane z nią sentymenty, Izraelczycy krajem tym mało się interesują, a przejmują jeszcze mniej.

W bardziej spolityzowanych kręgach z pewnym politowaniem mówiono o działaniach polskich władz, które skłóciły się z Brukselą, poprztykały z Waszyngtonem o Lex TVN, szarpią się z Jerozolimą i już nie zastanawiają się, kto będzie ich bronił przed wyimaginowaną (jak na razie) inwazją rosyjską.

Władzom warszawskim – obecnym i poprzednim – zarzucano brak pragmatyzmu. „Wszyscy sąsiedzi Polski stworzyli fundusze restytucyjne, co sprawę w dużym stopniu uspokoiło i żaden z tych krajów nie musiał jakoś jeszcze sięgać po miliardy. Polska nie ruszyła palcem w bucie…” ironizował pochodzący z Rumunii adwokat. 

Za kryzys dyplomatyczny admiratorzy Netanjahu obwiniali w równym stopniu „bezczelne kłamstwa” najwyższych polskich dostojników, co „płaszczenie się” Lapida przed obecną administracją amerykańską, która z Warszawą w wielu punktach ma na pieńku.    

Polacy nie są cacy, cacy i ustawa o odszkodowaniach nas rani, ale Izrael powinien był antycypować wydarzenia i nie dopuścić by kryzys z Polską zaognił się do tego stopnia. Warszawa i Jerozolima mają poważne wspólne interesy w dziedzinie bezpieczeństwa i wymiany gospodarczej. Tymczasem, zamiast starać się uciszyć konflikt, Lapid dolewa oliwy do ognia – pisał komentator Israel Hayom. Bibi by to załagodził – nie wątpił.

Nie wiem jak złagodzić można łgarstwo, że Żydzi żądają od Polaków odszkodowań za zbrodnie popełnione przez Niemców, podczas gdy chodzi tu tylko o prawo do zrabowanej po wojnie własności. Nie jestem prawnikiem ani dyplomatą i nie stać mnie na analizę międzypaństwowych gestów i ustawowych kruczków.

Czuję przecież jak oskarżenia Morawieckiego, że Lapid wzmaga nienawiść do Polski i Polaków w Izraelu, wzmagają przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, nienawiść do Żydów w Polsce. Szczególnie, gdy premier wyrażając troskę o bezpieczeństwo dzieci polskiego ambasadora w Tel Awiwie, wielu daje do myślenia, że mogą być zarżnięte na macę.

Wiadomo przecież, że mord rytualny nie został do końca wyjaśniony. Ówczesny prymas kardynał Hlond odmówił potępienia pogromu kieleckiego, a bp Stefan Wyszyński, przyszły Prymas Tysiąclecia, wyjaśniał, że nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć kwestii, czy Żydzi używają krwi chrześcijańskiej do produkcji macy.

Przedstawiany jako „czołowy publicysta Radia Poznań” dziennikarz, wezwał po nowelizacji KPA do bojkotu izraelskich produktów, wcześniej z podobnym apelem wystąpił profesor fizyki z poznańskiego Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Wzmacniali argument przypomnieniem, jak to przed wojną kardynał Hlond z ambony głosił potrzebę bojkotowania żydowskich sklepów.

Znaczy wróciło swój do swego, po swoje.

Iskierką światła stało się dla mnie sprawozdanie z odsłonięcia memoriału – tablic przypominających unicestwienia Żydów Tykocina.

8o lat temu, 25 i 26 sierpnia w Lesie Łopuchowskim, odległym o kilka kilometrów od miasteczka, Niemcy wymordowali około dwa tysiące osób –wszystkich Żydów, którzy stanowili wtedy połowę mieszkańców Tykocina.

Dr Bogusław Kosel i Dariusz Szada-Borzyszkowski z Muzeum w Tykocinie, które wraz z władzami miejskimi, było współorganizatorem upamiętnienia, podkreślali, że w ceremonii uczestniczyło bardzo wielu mieszkańców. „Choć nie było pisma z komitetu ani nakazu dyrektora”.

Wcześniej młodzież i seniorzy, którzy sami zgłosili się do tego zadania, porządkowali miejsce kaźni w lesie.

W mieście, przed synagogą, na której ogrodzeniu odsłonięto w trzech niszach tablice z czterystoma nazwiskami rodzin zamordowanych w1941r., było więcej osób niż podczas każdej dotychczasowej rocznicy. „W takich społecznościach gra rolę podejście. Oni nie czuli, że im się coś narzuca” – tłumaczył dr Kosel, który jest kustoszem Tykocińskiego Oddziału Muzeum Podlaskiego.

Tablice, zaprojektowane przez prof. Jarosława Perszkę, składają się z 18 warstw, symbolizujących osiemnaście pokoleń Żydów, które od roku 1500 do 25 sierpnia 1941 następowały po sobie w Tykocinie.

„To jakbyśmy przywrócili Tykocinowi życie połowy jego mieszkańców” – mówił o swym wzruszeniu dr Kosel.

Nawet przemówienia wyszły poza konwencjonalność, było w nich uczucie, empatia, związek z tymi, których już nie ma.

Ale…

Zastępca starosty zabierając głos użył spójnika, ale w funkcji dzielącej. Jakby niczego nie było nadzwyczajnego w szoa, mówił o tym, że wiele mamy takich miejsc męki Żydów, Polaków, ale i innych …zapewniał, że pamiętamy, ale dodawał, że historia była trudna…

„Was, Żydów” wezwał do niemieszania historii z polityką, wielowiekowy pobyt na tych ziemiach redukował do rosyjskiej imigracji XIX w. (w rzeczywistości litewskiej, a więc z terenów Rzeczypospolitej Obojga Narodów)… Uznał wreszcie, że łączy nas -Żydów i Polaków – modlitewne amen.

I wtedy w ciszy dziedzińca zabrzmiał potężny głos Dariusza Szady Borzyszkowskiego – „Łączy nas dużo, dużo więcej!”.

Na próżno szukali Aniołowie Pańscy dziesięciu sprawiedliwych w Sodomie. Zatykając sobie czasem uszy, znaleźliby ich w sierpniowe, środowe popołudnie w Tykocinie.

I pozwoliliby się im odwracać. 


Wszystkie wpisy Ludwika TUTAJ

Pierwodruk ukazal sie w miesieczniku „Slowo Zydowskie „

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. Gwoli sprostowania jednego z bolesnych nieporozumień ( a to nie polemika z autorem, ale z innymi Izraelczykami):

    W Izraelu panuje powszechne przekonanie ( zdefiniuj powszechne – więcej niż 50% obywateli) że zatrudnienie mężczyzn haredim (zdefiniuj haredi – obiekt którego statystyk świecki uznał za haredi) że haredim można „wyprostować” ( zdefiniuj – pobór do wojska i zatrudnienie rządu 80 – 90 procent siły roboczej) z pomocą odpowiednich bodźców finansowych. Co budzi we mnie analogię z próbami”wyprostowania” psychologii biedy z pomocą bezpośrednich datków socjalnych w krajach demokracji liberalnej.

    Minister finansów Liebermann twierdzi że obcięcie subsydiów na przedszkola wyśle mężczyzn haredi do pracy. Nie ma na to logicznych przesłanek, ale jasne że ten akt obniży procent pracujących kobiet haredi. Chyba nie to miał na myśli.

    W 2020 oficjalnie pracowało 70-80% kobiet haredi (zdefiniuj „oficjalnie” – pracownik o którym urząd podatkowy wie wszystko), To tylko trochę mniej niż przeciętna zatrudnienia kobiet w Izraelu. Można spodziewać się że część z nich wróci do domu zająć się dziećmi, bo przedszkole stanie sie droższe dzięki geniuszowi ministra finansów.

    I jeszcze kwestia kulturowa:
    Mężczyźni arabskojęzyczni, ale praktycznie tylko muzułmanie, mają stosunkowo niski poziom zatrudnienia, około 70-75%, kiedy przeciętna krajowa jest 80-85%. Co nie znaczy że nie pracują, bo reszta pracuje „na czarno”. Każdy Izraelczyk wie to z doświadczenia codziennego.
    Podobnie mężczyźni haredi. Ich oficjalne zatrudnienie z trudem przekracza 50%, ale reszta jest zajęta pracą „na czarno”. Gdyby ktoś znalazł metodę analizy rynku pracy niezależną od oficjalnych publikacji, znalazłby że 100%+ mężczyzn haredi i 100+ mężczyzn muzułmanów są zajęci utrzymaniem rodziny w sposób taki czy inny. A czemu ten plus? Bo oficjalne statystyki obejmują grupę wieku 15-65 lat, mimo że wielu emerytów i dzieci pracują w taki czy inny sposób i nie raczą zawiadomić o tym urzędu podatkowego.

    Liebermann powinien przekonać mężczyzn że warto im płacić podatki. Ale to ostatnia rzecz która go interesuje.
    Apropos, zatrudnienie kobiet muzułmańskich jest tragicznie niskie, około 40%. Jeśli Liebermann szuka pracowników, to wystarczą subsydia na przedszkola w sektorze muzułmańskim. Na mężczyzn te subsydia nie wpłyną. Oni nie zajmują się dziećmi. Podobnie do mężczyzn haredi.

    c’est tout

  2. Tak, z ciekawosci, na marginesie wezwania do ” bojkotu produktow izraelskich”, czy sa jakiekolwiek produkty polskie sprzedawane poza tzw Sklepami Polskimi, czyli kielbasy, cukierki itp. ?

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.