Uncategorized

Gdy niemiecki oficer odkrył, że ukrywa Żydów, obiecał, że nie wyda jej, jeśli zostanie jego kochanką

Przyslala Rimma Kaul ktore dodaje

Pare dni temu przekazalam fragment ksiazki,teraz wywiad z corka.

WYWIAD

Paula Szewczyk


Irena Gut ratowała od Zagłady. Książka o Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata. Na zdjęciu 15-letnia Irena z suczką Lalką, Kozłowa Góra, 1937 r.
Irena Gut ratowała od Zagłady. Książka o Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata. Na zdjęciu 15-letnia Irena z suczką Lalką, Kozłowa Góra, 1937 r. Po latach zrozumiałam, na czym polegał heroizm mojej matki, która wiedząc, że grozi jej za to śmierć, pomagała Żydom. Kryła ich w willi oficera SS, u którego pracowała, innym zanosiła jedzenie do lasu. Miała potem poczucie winy, że przeżyła. Wielu to się nie udało. Rozmowa z Jeannie Smith, córką Ireny Gut, Sprawiedliwej wśród Narodów Świata.

Paula Szewczyk: Pamiętasz, kiedy się dowiedziałaś, że twoja matka Irena Gut-Opdyke, zanim wyemigrowała z Polski i zaczęła w Kalifornii pracę jako dekoratorka wnętrz, ledwie przeżyła wojnę, ale i uratowała przed Zagładą 12 Żydów?

Jeannie Smith: Dorastając, nie miałam o tym pojęcia. Kiedy mama przyjechała do Stanów, zawiesiła sobie w głowie tabliczkę z napisem „nie przeszkadzać”. Nie chciała myśleć ani mówić o czymkolwiek, co wiązało się z wojną. Zależało jej tylko na tym, by zostawić przeszłość za sobą i zacząć nowe życie.

Twój ojciec William Opdyke, który pracował po wojnie z ramienia ONZ w obozach dla osób przemieszczonych, wiedział.

Mama trafiła do obozu dla uchodźców w Hessisch Lichtenau, bo nie miała dokąd się udać. Przed wojną była wolontariuszką Czerwonego Krzyża, po niej – podejrzaną o kolaborację z Niemcami. W 1949 roku ojciec pomógł jej wyjechać do Stanów, kilka tygodni później się pobrali. Do dnia, gdy zadzwonił telefon, był w zasadzie jedyną osobą w Ameryce, która znała jej przeszłość.

Kiedy skończyła rozmowę, wróciła do stołu, popatrzyła na nas i powiedziała: „Wystarczająco długo milczałam na temat tego, co się stało. Pozwoliłam złu wygrać”. Zdecydowała wówczas, że zacznie mówić o przeszłości, bo jeśli tego nie zrobi, historia się powtórzy.

Od lewej: 17-letnia Irena Gut, uczennica szkoły pielęgniarskiej, Radom, 1939 r. Jeannie Smith dba o to, by historia jej mamy nie została zapomnianaOD LEWEJ: 17-LETNIA IRENA GUT, UCZENNICA SZKOŁY PIELĘGNIARSKIEJ, RADOM, 1939 R. JEANNIE SMITH DBA O TO, BY HISTORIA JEJ MAMY NIE ZOSTAŁA ZAPOMNIANA FOT. ARCHIWUM RODZINNE

Byłaś zła, że nigdy wcześniej o tym nie wspomniała?

Szczerze mówiąc, wychowana w Kalifornii nigdy nie słyszałam nawet słowa „Holocaust”. Nie uczyli nas o tym w szkole, byłam zupełnie nieświadoma, co to znaczy, więc nie miałam za co być zła. Zresztą nie wiem jak w Polsce, ale tutaj jako nastolatki jesteśmy bardzo skupieni na sobie, w tym wieku liczą się tylko spotkania z przyjaciółmi, a nie to, co robią i kim są nasi rodzice.

Zajęło mi sporo czasu, żeby zrozumieć, na czym polegał heroizm mojej matki, która wiedząc, że grozi jej za to śmierć, próbowała pomóc w 1942 roku w czasie likwidacji getta w Tarnopolu przetrwać osobom żydowskiego pochodzenia. Szóstkę ukryła w willi oficera SS Edwarda Rügemera, u którego pracowała jako służąca, sześciu pomogła przygotować w lesie kryjówkę, do której zanosiła jedzenie.

Gdy miałam 20 lat, zaczęłam jej towarzyszyć w podróżach po Stanach i bardziej ją doceniać. Słuchałam, jak o tym opowiada, jak wsłuchani w każdy szczegół jej historii są ludzie przychodzący na spotkania z nią i jakie to dla nich ważne. A ona mówiła, że miała poczucie winy, że przeżyła. Że wielu, którzy nieśli pomoc, to się nie udało.

Wiele szczegółów z biografii Ireny Gut mogło cię zszokować, jak choćby to, że schwytana w lesie przez żołnierzy Armii Czerwonej została przez nich brutalnie pobita i wykorzystana.

Mama nie chciała, żeby jej świadectwo przepadło, na wszelki wypadek nagrywała swoją opowieść na dyktafon. A że pisanie po angielsku nie szło jej zbyt dobrze, o przepisywanie rozmów z kaset poprosiła mnie. Opisywała dzieciństwo w Kozienicach, pracę w szpitalu polowym i fabryce amunicji, do czego została zmuszona najpierw przez Rosjan, potem Niemców, ucieczki czy wreszcie służbę u Rügemera.

Słuchając tych relacji, dużo bardziej szczegółowych niż kiedykolwiek przedtem, byłam wstrząśnięta, trudno mi było wyobrazić sobie, przez co przeszła. Czasem mogłam tylko opuścić głowę i płakać. Nie wiedziałam choćby, że Janek, chłopak z partyzantki, w którym była zakochana, zginął w akcji na trzy dni przed ich ślubem. Nie wiedziałam też o gwałcie w lesie. Miała 18 lat, żołnierze straszliwie ją po nim pobili i zostawili na śniegu na niemal pewną śmierć.

Była zawstydzona opowiadaniem swojej historii?

Na początku bywała raczej zdenerwowana, bo wcześniej nigdy nie występowała publicznie. Poza tym miała twardy akcent, bała się, że ludzie jej nie zrozumieją, ale niepotrzebnie. Szło jej świetnie i z czasem poczuła, że opowiadanie o wojnie to jej misja. Niemal do swoich ostatnich dni spotykała się z młodymi. Po drodze ciężko chorowała, dwa razy leczyła raka, ale nigdy nie zrezygnowała z wyjazdów. Mówienie ludziom, że mają wybór, że ich decyzje mogą mieć wpływ, trzymało ją przy życiu. A fakt, że uratowała Żydów od Zagłady, dodawał jej wiarygodności w przekonywaniu, że jeden człowiek może wiele zmienić.

W Polsce nie znamy wielu nazwisk z prawie siedmiu tysięcy Sprawiedliwych. Są tacy, którzy opowieść o pomocy Żydom wolą zachować dla siebie. Nie chcą usłyszeć, że robili to interesownie. Gdy w 1982 roku Irena Gut otrzymała medal Sprawiedliwej wśród Narodów Świata, zdarzyło się jej usłyszeć coś podobnego?

Nie, nigdy nie odniosłam wrażenia, że ktoś o niej w ten sposób myśli, a nawet jeśli usłyszałabym taki zarzut, mocno obstawałabym przy swoim: matka robiła to, co słuszne. Ale jest coś w tym, że Sprawiedliwym z Polski mówienie o pomocy nie przychodzi łatwo. Pamiętam, kiedy w 2009 roku na zaproszenie Ambasady Stanów Zjednoczonych przyleciałam do Warszawy, spotkałam się nawet z parą prezydencką Lechem i Marią Kaczyńskimi, zorganizowano wówczas spotkanie z bliskimi odznaczonych medalem. I rzeczywiście nie byli tacy otwarci jak ja, by o tym mówić. Wydawało mi się, że mieć członka rodziny, który ratował przed Zagładą, to wyłącznie powód do dumy, ale rozumiem już, że nie dla wszystkich to takie oczywiste.

Irena Gut sadzi drzewko oliwne w alei Sprawiedliwych wśród Narodów Świata Yad Vashem, Jerozolima, 1982 r.

IRENA GUT SADZI DRZEWKO OLIWNE W ALEI SPRAWIEDLIWYCH WŚRÓD NARODÓW ŚWIATA YAD VASHEM, JEROZOLIMA, 1982 R. FOT. ARCHIWUM RODZINNE

Twoja matka miała jeszcze jeden powód, dla którego mogła nie czuć się komfortowo z tym, jak udało się jej ocalić przyjaciół.

Wojna to czas, gdy robi się rzeczy, których w normalnych okolicznościach byśmy nie zrobili. Gdy oficer zrozumiał, że z pomocą Ireny w piwnicy jego domu ukrywają się Żydzi, obiecał, że nie wyda jej ani nie zastrzeli, jeśli wejdzie z nim w intymną relację. Mama nie była dumna, że się zgodziła zostać kochanką Edwarda Rügemera, o czym zresztą postanowiła ukrywającym się przyjaciołom nie mówić. Była gotowa zapłacić tę cenę za ich uratowanie, była to jedyna możliwość, jaką miała. Może nie chciała się tym chwalić, ale rozumiała, że stało się to częścią jej historii, którą zaakceptowała.

Była bardzo wierzącą osobą, zgodziła się na propozycję majora także wbrew swojej wierze. Gdy poszła do spowiedzi, ksiądz, któremu o tym powiedziała, zrugał ją, że to śmiertelny grzech i jeśli nie obieca, że więcej tego nie zrobi, nie da jej rozgrzeszenia. Ale nawet to nie odwiodło jej od decyzji, którą podjęła. Wiedziała, że postępuje słusznie.

Jako wierząca osoba nie straciła po wojnie wiary?

Wiara wręcz pomogła jej niektóre rzeczy sobie wytłumaczyć. Wyszła z założenia, że skoro Bóg postawił ją w takim położeniu, do niej należy wybór, czy zrobi to, co słuszne. Ufała mu. Nawet po napaści nie straciła wiary. Uznała, że to nie przeznaczenie zdecydowało o tym, co ją spotkało w lesie, ale że tamci żołnierze mieli wolną wolę i sami wybrali, by ją skrzywdzić. Całe życie kierowała się przekonaniem, że my sami decydujemy, czy pójdziemy w stronę dobra, czy zła.

Rozmawiałyście później o tych latach po wojnie, gdy wybrała milczenie, czy było jej ciężko?

Nie wiem, jak to robiła, ale naprawdę miała zdolność odłożenia tych wspomnień na półkę i życia tu i teraz. Przez te wszystkie lata nie korzystała z pomocy psychologicznej, nie miała depresji. Kiedy przyjechała do Stanów, zakasała rękawy, wzięła się do roboty. Postanowiła sobie, że w nowym kraju będzie nową osobą. Chciała mieć rodzinę, dom. Gdy się urodziłam, miała 40 lat, dużo pracowała, założyła własny biznes.

Nie pamiętam, by coś ją trapiło, gdy byłam dzieckiem. Zawsze uśmiechnięta, pozytywna. Moje koleżanki, dzieci ocalałych, słyszały: „Zadzwoń, gdy dotrzesz na miejsce”, ich rodzice byli ostrożni, dmuchali na zimne. To w ogóle nie był styl mojej mamy! Nie miała w sobie żadnego lęku, nie pytała: „Czy na pewno zamknęłaś drzwi?”, kiedy szłyśmy spać.

Są sprawy, o które nie zdążyłaś jej zapytać?

Czasem na spotkaniach ktoś zada pytanie, na które nie bardzo wiem, jak odpowiedzieć, bo nie znam szczegółów. Pewnie więcej pytałabym ją też o sposoby radzenia sobie ze złymi wspomnieniami, o to, jakie miała sny, czy miewała reakcje na dźwięki lub zapachy, które przywoływały przeszłość. Wiem na pewno, że jedyne, czego nie lubiła, to zachodów słońca. Mówiła, że czerwony i pomarańczowy kolor na niebie kojarzą się jej z płonącym miastem i wojenną pożogą.

Ciekawe też, że choć należę do stowarzyszenia drugiego pokolenia, nie miałam żadnej traumy, mama nie przetransferowała na mnie lęku czy niepokoju, które mają w sobie dzieci ocalałych.

Odkąd w 2003 roku Ireny Gut zabrakło, kontynuujesz jej opowieść?

Ostatnią rzeczą, której potrzebowałam w życiu, to przemawianie do ludzi. Wcześniej pracowałam z dziećmi i końmi, a nagle miałam stanąć przed tłumem. Zaczęło się w 2008 roku na Broadwayu, gdy na podstawie jej historii wystawiono spektakl „Przysięga Ireny”. Producent wymyślił, że po każdym przedstawieniu będę wychodzić na scenę i opowiadać o mamie. Od tamtej pory dostawałam mnóstwo zaproszeń, bywało, że rocznie występowałam publicznie trzysta razy! Dopóki nie zaczęła się pandemia, była to moja praca na etat.

Traktuję ją jak zaszczyt, ale i obowiązek, skoro nadal są osoby – choć to dla mnie niepojęte – które negują Holocaust, a antysemityzm zamiast maleć, rośnie. Słyszę też nieraz negatywne komentarze o Polakach, którzy zamiast cieszyć się z powrotu Żydów do domów, mordowali ich. Tłumaczę wtedy, że Polacy także cierpieli podczas wojny. Myślę, że świat nie rozumie, jak bardzo. Sama dzięki matce jestem dumna ze swoich polskich korzeni.

Byłyście podobne?

Znajomi wspominają ją jako aktywną, żywiołową kobietę, która gdy pojawiała się przeszkoda, zamiast się zamartwiać, od razu zastanawiała się, jak ją obejść, dołem, górą czy bokiem. Długo myślałam, że nie byłyśmy podobne, ale im jestem starsza – mam dziś 63 lata – tym więcej tych podobieństw widzę. I na pewno tak jak mama wierzę, że nie rodzimy się po to, by żyć tylko dla siebie, że możemy robić wiele dobrego dla innych. To była jej główna wiadomość, pod którą się podpisuję. Choć czasem zastanawiam się, jak potoczyłoby się jej życie, gdyby nie tamten telefon.

Napisz do autorki: paula.szewczyk@agora.pl

Irene Gut-Opdyke, Jennifer Armstrong 'Ratowałam od Zagłady. Wspomnienia', tłum. Maria Makuch, wyd. Poradnia K

IRENE GUT-OPDYKE, JENNIFER ARMSTRONG 'RATOWAŁAM OD ZAGŁADY. WSPOMNIENIA’, TŁUM. MARIA MAKUCH, WYD. PORADNIA K FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.