Uncategorized

ZA WSZELKĄ CENĘ


Ludwik Lewin

Eric Zemmour od tygodni nie schodzi z pierwszych stron francuskich gazet i tytułowych programów telewizyjnych. A to dlatego, że ten francuski dziennikarz polityczny, publicysta i pisarz, traktowany jest coraz bardziej jako polityk, a dokładniej jako kandydat na prezydenta w przyszłorocznych wyborach, choć gdy piszę – pod koniec września – wciąż się nie zdeklarował.

Bardzo znany stał się dzięki wydanej w 2014 r., książce Suicide français (francuskie samobójstwo). W tym nostalgicznym eseju pokazywał, jak to na potęgę i wspaniałość Francji, od wieków czyhają obce siły, a przede wszystkim „partia zagranicy”, inaczej mówiąc, wewnętrzna „piąta kolumna”.

Sprzedał „Samobójstwa” ponad pół miliona egzemplarzy, ale zapewne dlatego, że praca jest frontalnym atakiem na współczesną imigrację muzułmańską, a nie z powodu erudycyjnej analizy historycznej.

Do połowy września był gwiazdą prywatnej telewizji informacyjnej C-News, gdzie codziennie komentował wydarzenia polityki światowej i krajowej. Choć miał regularnie od ośmiuset tysięcy do miliona widzów, C-News musiała zrezygnować z jego udziału, gdyż francuska Najwyższa Rada Audiowizualna uznała, że przestał być publicystą, a stał się politykiem i czas jego występów należy wliczać do tego, jaki przysługuje kandydatom w kampanii wyborczej.  

Niektórzy oburzali się na cenzurę, inni uznali, że była to jedynie słuszna decyzja instytucji sprawującej pieczę nad pluralizmem politycznym francuskich stacji radiowych i telewizyjnych.

Eric Zemmour denerwuje i drażni wszystkie odłamy polityczne od skrajnej prawicy do skrajnej lewicy. A to dlatego, że jego antymuzułmańska narracja znajduje coraz więcej zwolenników wśród Francuzów, widzących jak mnożą się „stracone terytoria Republiki” (to tytuł znanej książki, bynajmniej nie prawicowych autorów, którzy w początku wieku wskazywali na ucieczkę administracji, służb publicznych z wielu dzielnic i przedmieść, nad którymi rzeczywiste panowanie sprawowały gangi złożone z muzułmanów). 

Wg ogłoszonych we wrześniu statystyk, między rokiem 1990 a 2017 we Francji, szczególnie w Regionie Paryskim, bardzo poważnie wzrosła proporcja dzieci pochodzenia pozaeuropejskiego. I nie tylko na sztandarowym, pod względem liczby cudzoziemców, podparyskim departamencie Sekwany Saint Denis. W bretońskim Rennes 30 lat temu dzieci nieeuropejskie stanowiły 7,7%, w 2017 22,8%.  

Na niektórych przedmieściach Paryża i w niektórych dzielnicach Marsylii, prawie wszyscy uczniowie to muzułmanie, dzieci przybyszy z Północnej i Czarnej Afryki, przesiąknięci religią, cywilizacją i przesądami przodków. Rodzice, aby uniknąć wpływów tej większości, przenoszą dzieci do szkół prywatnych.

Kandydatury publicysty obawia się przede wszystkim Marine Le Pen, gdyż Zemmour może odebrać jej głosy konieczne do przejścia do II tury. Sondaże dają mu 11%, choć jeszcze nie jest kandydatem. Prezydent Macron, który ma niemal pewność, że zwycięży w pojedynku z przywódczynią Zjednoczenia Narodowego (RN dawny Front Narodowy) bardzo by nie chciał zmącenia tego idealnego układu przez Zemmoura. 

No dobra, niech się tym panem martwi pani Le Pen i pan Macron, ale co nas to wszystko razem obchodzi? – zapytacie przerywając czytanie. Niby racja, ale z drobnym ale: Eric Zemmour, na co wskazuje jego nazwisko jest Żydem. Jego rodzina pochodzi z Algierii. 

„Wychowano mnie w tradycji żydowskiej, mój ojciec był bardzo praktykujący” – wspominał w wywiadzie dla tygodnika „La France Catholique” w listopadzie 2018 r. I dodawał – „to są rytuały mojego dzieciństwa, kiedy próbuję się w nie zanurzyć, przywołać nieżyjących rodziców, to idę do synagogi. 

Jednak „żeby stać się Francuzem trzeba być przesiąkniętym katolicyzmem. Niegdyś, kiedy naród opierał się na religii przechodziło się na katolicyzm, z własnej woli albo pod przymusem. Obecnie, mówiąc słowami Renana, opiera się to na kulturze, historii, przeszłości. Przesiąka się więc wartościami chrześcijańskimi. Na przykład pięknem kościołów, co jest konkretem, jak i chrześcijańskim uniwersalizmem, tak samo, jak przepychem Kościoła, jego historią i miłosierdziem dla słabych…”

Te filozoficzne akrobacje są monstrualną parodią stosunku Żydów Francji do swego żydostwa, które większość z nich długo (z przerwami na proces Dreyfusa czy kolaboracyjny rząd Vichy, a nawet wtedy) traktowała jako coś drugorzędnego. Istotne było bycie Francuzem, a wyznanie mojżeszowe gubiło się w miłości do historii, kultury, wielkości ojczyzny. Postawę żydostwa francuskiego po II wojnie św. streścił filozof Shmuel Trigano: „Nie zamykamy się w synagodze, wychodzimy na forum, by uczestniczyć w życiu publicznym”. 

Sielankę przerwał socjalistyczny prezydent François Mitterrand. Po tym, jak w początku lat 70’ XX w. jego partia (PS) pokazała, że nie jest w stanie spełnić obietnic wyborczych więc trzeba było znaleźć drugi oddech. Mitterrand znalazł: szeroki „front antyfaszystowski”, gromadzący wszystkich demokratów wokół PS. 

Jak zauważa prof. Trigano, żaden faszyzm wtedy Francji nie groził, ale pod ręką był Jean-Marie Le Pen i jego ultra mniejszościowy wtedy Front Narodowy (FN). Na polecenie prezydenta media publiczne i prorządowe zaczęły zauważać FN, a jego przywódca stał się częstym gościem w studiach telewizyjnych. 

Żeby nadać wiarygodności całej operacji – pisze prof. Trigano – trzeba było włączyć w nią Żydów, „spadkobierców długiej historii antysemityzmu, narażonych na napaści skrajnej prawicy”.

Udało się, różne żydowskie stowarzyszenia złapały haczyk. A ponieważ „faszyści” oprócz Żydów nienawidzą imigrantów pod hasłem Żyd=imigrant, do walki z antysemityzmem dołączono walkę z antyarabskim rasizmem.

Z tym że w tamtych latach antysemityzm we Francji był niemal niezauważalny, oprócz kilku wyskoków Le Pena, skrajna prawica promowała go co najwyżej w poufnych pisemkach, czytywanych przez nielicznych fanatyków. A morderczy dziś antysemityzm islamski, dopiero pączkował, by wybuchnąć przy okazji I wojny w Zatoce.

Mitterrandowi udało się przecież stworzenie paraleli – Żydzi/Imigranci muzułmańscy. I ci pierwsi, od dwóch tysięcy lat mieszkający na tej ziemi i od 1791 r. mający pełne prawa obywatelskie, stali się „wspólnotą”, taką samą jak muzułmanie świeżo przybyli z Afryki.  

Jeśli za 7 miesięcy pani Le Pen zostanie prezydentem Francji, powinna przede wszystkim złożyć kwiaty na grobie Mitterranda, bo to dzięki niemu jej partia, obecnie coraz bardziej zaokrąglająca kąty ekstremizmu, mogła stać się jednym z najważniejszych stronnictw politycznych Francji.

Eric Zemmour, który Żydem przestać być nie może, coraz to stara się pokazać, że z żydostwem zrywać potrafi. Na przykład, kiedy marszałka Pataina, szefa kolaboracyjnych władz Vichy, nazywa „zbawcą Żydów francuskich”, których uchronił jakoby przed holokaustem, poświęcając Żydów, którzy nie mieli obywatelstwa.

A ostatnio przyrównał dżihadystycznego mordercę z Tuluzy do jego ofiar: trójki żydowskich dzieci i nauczyciela. Zemmour twierdzi, że „nikt z nich nie przynależał do Francji”. A to dlatego, że matka mordercy o imieniu Mohamed chciała pochować go w Algierii „w ziemi przodków” (Algieria odmówiła pochówku). A jego ofiary, zastrzelone przed żydowską szkołą, rodziny pochowały w Izraelu. „Zabójcy czy niewinni, oprawcy czy ofiary, wszyscy oni chcieli żyć we Francji, ale za nic nie zostawiać tu swych kości, nawet po śmierci, chcieli być obcymi.

Eric Zemmour nie chce być obcym. Za wszelką cenę.


Wszystkie wpisy Ludwika

TUTAJ

Pierwodruk ukazal sie w Słowie Żydowskim

Kategorie: Uncategorized

3 odpowiedzi »

  1. Smutne to, ale prawdziwe. To czym zajmuje sie Zemmour we Francji nazywalo sie u nas kiedys „Tanczyc na cudzym weselu”. Jak niegdys kapitan Dreyfus, Leon Trocki i Leon Blum, nie mowiac juz o pokoleniu naszych rodzicow w Polsce i dalej jeszcze, o Adamie Michniku na przyklad. Nie on pierwszy, i nie on ostatni przekona sie na wlasnej skorze co to znaczy i jak to sie konczy – pozostaje tylko zyczyc Zemmourowi, by odbylo sie to raczej w stylu farsy niz jako tragedia.

  2. https://apnews.com/article/3cdf080ef1504192f904fd0eeea65491
    „..
    And they have voiced dismay at the book’s revelation that Mitterrand had a close friendship through 1986 with Rene Bousquet, a senior police official in the pro-Nazi Vichy regime who oversaw the deportation of French Jews to concentration camps.

    Bousquet was killed by a gunman last year while awaiting trial for crimes against humanity…
    #

  3. Ludwiku:
    Wspominasz bardzo interesujący manewr Mitteranda, o którym nie miałem pojęcia do dzisiaj. Perfidia tego posunięcia zalatuje Rosją. Mitterand radził się z Rosjanami czy trzymał ich w przyzwoitej odległości? Koniec końców socjalista, nie komunista.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.