Uncategorized

Polak z portretu i z wyboru. Genialny uczeń Matejki dołącza do wystawy stałej w Polin


Przyslala Rimma Kaul


Briefing prasowy poswiecony udostepnieniu publiczności muzeum Polin obrazu Maurycego Gottlieba ’ Autoportret w stroju polskiego szlachcica ’, który przez wiele lat uchodził za zaginiony . Zygmunt Stępiński , Marian… (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl)W Święto Niepodległości do wystawy Muzeum Polin dołączy „Autoportret w stroju szlacheckim” Maurycego Gottlieba. Odnaleziony po latach obraz dziś może być symbolem Polski otwartej i różnorodnej.

Mężczyzna patrzący z obrazu jest młody i przystojny. Ma duże, ciemne oczy, wydatne usta, czarne loki wystające spod rogatywki. Jedną rękę trzyma na szabli, drugą wsunął za zielonkawy żupan, do którego pasuje spływający z ramienia zielony płaszcz.

Mniej spostrzegawczym widzom może wydać się typowym portretem polskiego szlachcica. Bardziej spostrzegawczy zwrócą uwagę na niesłowiańskie rysy młodzieńca i jego śniadą karnację. Historycy dostrzegą przekłamania w stroju i w pozie. Niby polski szlachcic, ale nie do końca.

„Autoportret w stroju szlacheckim” nosił też inny tytuł, „Polak”. Autor, wybitnie utalentowany malarz Maurycy Gottlieb, Polakiem został z wyboru. Jego integracja z polskim społeczeństwem nie była ani oczywista, ani łatwa. Gdy obraz trafił do Muzeum POLIN, główna kuratorka dr Renata Piątkowska tłumaczyła: – Historia życia i twórczości Maurycego Gottlieba pokazuje, jak ten proces był ważny dla wielu Żydów polskich.

Maniakalna miłość Matejki

Zwłaszcza że Gottlieb mógłby żyć spokojnie, nie przejmując się polskością. Urodził się w Drohobyczu, pod zaborem austriackim. W domu mówił po niemiecku, podobnie w gimnazjum, do którego zapisał go ojciec, właściciel rafinerii. Izaak Gottlieb, religijny Żyd, dbał, by jego dzieci odnalazły się w wielokulturowym społeczeństwie. Pierworodnego syna wysłał na studia malarskie do Wiednia.

To Maurycy uparł się, żeby stolicę cesarstwa zamienić na prowincjonalny Kraków, zafascynowany „Rejtanem” i innymi obrazami Jana Matejki, które zobaczył w Wiedniu. „Dzieła Matejki były dla początkującego malarza olbrzymim przeżyciem. Podziwiał maestrię techniczną, biegłość i precyzję malowania, lecz przede wszystkich zachwyciła go „maniakalna miłość wszystkiego, co było kształtem narodowej przeszłości” – opisuje Piątkowska.

Wierci dziurę w brzuchu ojcu, pisze do Matejki, błagając o przyjęcie do jego pracowni. W 1874 r. rzuca Wiedeń i przyjeżdża do Krakowa. Ma osiemnaście lat, dopiero uczy się polskiego. W tym samym roku maluje swój autoportret w stroju szlacheckim. – Gottlieb utożsamiał Polskę ze szlachtą i dlatego wybrał ten kostium, który zaświadczyć miał o jego przynależności do narodu polskiego – tłumaczy kuratorka.

Dla części Żydów ten autoportret jest odcięciem się od korzeni, dla ortodoksyjnych wyznawców judaizmu niedopuszczalne jest samo przedstawianie ludzi. Ze strony Polaków – tak kolegów, jak profesorów – Gottlieb zdążył już doświadczyć antysemityzmu. Kilka miesięcy później ucieka z Krakowa. Ale wciąż czuje się Polakiem i Żydem. „Jakże chętnie wytępiłbym nienawiść, która nad cierpiącym narodem się unosi, jakże chętnie pogodziłbym Polaków z Żydami” – pisał rok przed śmiercią. Umarł nagle, głupio, na anginę. Miał zaledwie 23 lata, kilka miesięcy wcześniej wrócił do Krakowa, by spróbować znów żyć na polskiej ziemi. Pogrzeb odbył się 19 lipca 1879 r.

Gottlieb odnaleziony

„Autoportret w stroju szlacheckim” przez lata uznawany był za zaginiony. Ostatnim znanym właścicielem był Jacob Felsen, zmarły w 1936 r. w Wiedniu. Po jego śmierci obraz zapadł się pod ziemię. Historykom sztuki badającym twórczość Gottlieba została po nim tylko jedna, czarno-biała fotografia. I niewiele wiary, że kiedyś zobaczą „Autoportret” w kolorze.

Aż do 2009 r., gdy ekspert domu aukcyjnego DESA odkrył go w magazynie nowojorskiego kolekcjonera. Po dziesięciu latach starań dzieło przyjechało do Polski. Pod koniec 2019 r. zostało wystawione na aukcji w Warszawie. Muzeum POLIN przelicytował wówczas anonimowy kolekcjoner, który za obraz Gottlieba zapłacił ponad 3 mln zł. I który rok później przekazał go muzeum w depozyt.

Pandemiczny rok dzieło Gottlieba spędziło w pracowni konserwatorskiej POLIN. – Obraz został oczyszczony, usunięto retusze i przemalowania, podklejono rozdarcia, zabezpieczono krawędzie płóciennego podobrazia, uzupełniono ubytki, przeprowadzono również całościową konsolidację warstw technologicznych obrazu, powtórnie zdublowano odwrocie i zabezpieczono powierzchnię werniksem końcowym z blokerem UV – wylicza jej kierowniczka Erika Krzyczkowska-Roman. W tym czasie wystawa stała została przebudowana tak, by odpowiednio go wyeksponować.

Malarz z innej Polski

„Autoportret w stroju szlacheckim” zawiśnie w Muzeum POLIN 11 listopada. Trudno o lepszy dzień, by zaprezentować obraz Gottlieba widowni. Nie tylko z przyczyn praktycznych (to dzień wolny od pracy, a jednocześnie dzień darmowego wstępu do muzeum), ale i symbolicznych. W ciągu ostatniej dekady Święto Niepodległości zawłaszczyli nacjonaliści, którzy Polskę najchętniej widzieliby tylko białą, katolicką i szczelnie zamkniętą. Taką, w której jest miejsce na Matejkę, ale już nie na Gottlieba.

Malarz, Polak i Żyd, też miał z nimi do czynienia. Być może ze względu na potencjalne ataki – jak sugerował w „Wyborczej” Włodzimierz Kalicki – na autoportrecie nie ma kontusza, choć obraz powstał w pracowni Matejki, obsesyjnie pilnującego zgodności historycznych detali. 

Trudno nie czuć smutku na myśl, że Gottlieb kochał Polskę bardziej niż ona jego. Ale on sam nie zrezygnował z tego powodu. Jego obraz wciąż może być symbolem, wyrazem nadziei na inną polskość – otwartą, różnorodną, niewykluczającą.

Emilia Dłużewska

Polak z portretu i z wyboru. Genialny uczeń Matejki dołącza do wystawy stałej w Polin

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.