Uncategorized

POLEXIT. Mit i Rzeczywistość


Tomasz Tadeusz Koncewicz
Professor of European and Comparative Law 

Director of the Department of European and Comparative Law, University of Gdańsk

Member of the Council, Fondation Jean Monnet Pour l’Europe 

2017 – 2018 LAPA Crane Fellow, Princeton University 

https://lapa.princeton.edu/content/welcome-2017-2018-lapa-fellows

2019 Fernand Braudel Fellow, European University Institute, Florence  

https://www.eui.eu/DepartmentsAndCentres/Law/People/Fellows/FBF/Tomasz-Tadeusz-Koncewicz


Wczesniejsze wpisy Tomasza na blogu

Od stanu schwytanego do zniewolonego umysłu

THE POLITICS OF MEMORY: POLAND AND BEYOND



W codziennym zaaferowaniu często tracimy z pola widzenia procesy, które choć dzieją się wokół nas, pozostają często niezauważone i niezrozumiałe. Wydarzenia „tu i teraz” absorbują naszą uwagę, która często nie wychodzi poza powierzchowne zainteresowanie i ogranicza się do przeczytania nagłówka prasowego. Żyjemy od newsa do newsa, gubiąc po drodze istotę i sens problemu, nawet się nad nimi często nie zastanawiając. Jednostkowy element przesłania całość. Zaaferowani łodzią, zapominamy o podroży i jej celu.

Tymczasem tylko łączenie rozproszonych elementów pozwala zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość i zmiany, którym ona podlega. Patrzenie na sytuację w Polsce przez pryzmat wydarzeń jednostkowych jest też głównym (choć nie jedynym) powodem ograniczonej efektywności Komisji Europejskiej próbującej wyegzekwować wobec Polski przestrzeganie europejskich standardów praworządności. Tym wspólnym mianownikiem, który ucieka naszej uwadze, jest zbiorczy termin „niekonstytucyjne przejmowanie państwa i jego instytucji”. To, co stało się z Trybunałem Konstytucyjnym, sądami powszechnymi, Krajową Radą Sądownictwa i Sądem Najwyższym, to jedynie elementy tego metodycznego przejmowania państwa. Istotne, że „przejmowanie” jest procesem, a nie tylko punktem w czasie i przestrzeni.

Ma swoje głębokie źródła w kryzysie narracji liberalnej w byłych państwach bloku wschodniego [Burgaric 219], ale nie tylko. Liberalizm i demokracja (rozumiana jako coś więcej niż „demokracja statystyczna”, czyli rządy większości) przestają być tymi wartościami, które są traktowane jako aksjomaty systemów prawnych państw członkowskich UE. W efekcie przejmowania państwa podważone zostają zasady państwa prawnego, podziału władzy, niezależności sądownictwa, nadrzędności Konstytucji, centralnego miejsca sądu konstytucyjnego, który efektywnie kontroluje większościowego ustawodawcę. „Przejmowanie” oznacza stopniowe osłabianie gwarancji składających się na podział władzy i przechodzenie od podstawowej zasady rozproszenia kompetencji pomiędzy różnymi instytucjami (aby wykluczać skomasowanie władzy w jednym ośrodku władzy) w kierunku monoinstytucji, które stoją na straży jednej oficjalnej narracji, mogą wszystko i nie mają nad sobą żadnej kontroli. Takie przejęcie podważa podstawowe założenie państwa liberalnego, że nie ma – i nie może być – instytucji wszechwładnej. W państwie liberalnej demokracji każda instytucja powinna być ograniczona przez prawo i może tylko tyle, na ile pozwala jej obowiązujące prawo. Instytucje muszą akceptować i znosić kompetencje kontrolne wobec siebie innych instytucji działających w ramach systemu prawnego. W demokracji to prawo jest suwerenem.

Analizując procesy towarzyszące rozkładowi systemów demokratycznych, słynny hiszpański politolog Juan Linz postawił tezę, że demokracja jest systemem skonsolidowanym tylko wtedy, gdy można o niej powiedzieć, że staje się „the only game in town” [Linz; Linz, Stefan 15-16]. Do tego muszą być spełnione warunki na trzech poziomach: behawioralnym – gdy każdy aktor polityczny akceptuje legitymizację systemu, w ramach którego funkcjonuje; postaw – gdy obywatele utożsamiają się z zastanym porządkiem konstytucyjnym; konstytucyjnym– gdy wszyscy aktorzy sceny politycznej akceptują, że każda zmiana zastanego stanu prawnego musi nastąpić w ramach procedur i obowiązującego porządku konstytucyjnego. Kiedy z tej perspektywy mówimy o wartościach, które nas łączą, musimy pamiętać, że polska demokracja liberalna po roku 1989 nigdy nie była demokracją skonsolidowaną. Jeżeli mówimy o wartościach i próbujemy odpowiedzieć na pytanie, jak odbudować państwo prawa, to możliwe są dwie perspektywy. Pierwsza to perspektywa instytucjonalna, druga – obywatelska. W jaki sposób tekst przetłumaczyć na kontekst? W jaki sposób (wy)tłumaczyć obywatelom, że Konstytucja jest także po to, aby ich chronić, a nie jest dokumentem kończącym się na suchych zapisach? Nazywam to „ścieżką Konstytucji” i oznacza to przechodzenie od tekstu do kontekstu.


Wydaje się, że w Polsce zapominamy, w jaki sposób nasz wewnętrzny spór o podstawowe wartości, niedocenianie kontekstu i nieznajomość funkcjonowania mechanizmów demokratycznego państwa prawnego – jak to wszystko przekłada się na sytuację w Europie. Niewiele osób pamięta, że w traktacie paryskim z 1951 r. Wspólnota była oparta na jednym fundamentalnym założeniu: łączymy się, ponieważ zakładamy, że są określone wspólne i minimalne wartości, esencjonalia konstytucyjne, które, mimo różnic, powodują, że chcemy być razem. Te wspólne wartości to nie był tekst, ale standard wynikający z kultury prawnej budowanej przez pokolenia.
Teraz Polska (a wcześniej Węgry) proponuje nowe rozumienie decyzji o integracji: my, Europejczycy, różnimy się co do rozumienia constitutional essentials, ponieważ rule of law w Polsce znaczą coś innego niż gdzie indziej i nie ma w tym zakresie zgody na poziomie wspólnego rozumienia np. elementów niezawisłości sędziowskiej. Zestawienie wartości ustabilizowanych na poziomie państw członkowskich Unii Europejskiej z naszym tekstualnym rozumieniem wspólnoty i wartości, które tę wspólnotę tworzą, prowadzi do nieuchronnego zderzenia. Dlaczego jednak po 2015 r. Unia Europejska działała nieco anemicznie w sprawie Polski? Unia Europejska była zaskoczona kryzysem konstytucyjnym i sporem wokół wartości, ponieważ została powołana na podstawie założenia, że wspólnota państw będzie celebracją demokracji liberalnej.


Powołaniu pierwszej Wspólnoty towarzyszyło domniemanie, że żadne z państw nie będzie kwestionować jej podstaw i wspólnego systemu wartości, które przesądziły o kształcie powojennego konsensu europejskiego. Wspólnoty były pomyślane jako celebracja i triumf demokracji liberalnej. Dzisiaj jednak widzimy, że założenia tego powojennego ładu konstytucyjnego nie sprawdzają się w rzeczywistości. Mamy do czynienia z „constitutional design in error”. Na czym polega ten błąd założenia konstytucyjnego Unii Europejskiej? Wspólnota nie umie chronić przed niebezpieczeństwami, ponieważ nikt w 1951 r. nie przewidywał, że na poziomie krajowym podawane będą w wątpliwość liberalne podstawy powojennego ładu europejskiego. Dzisiaj Węgry i Polska stawiają to niebezpieczeństwo na porządku dziennym. To z kolei stawia na porządku dziennym nowe trudne pytanie: jak przemyśleć założenie o wspólnych wartościach w sytuacji, gdy są państwa, które, po pierwsze, nie rozumieją wspólnych wartości na poziomie kontekstu, a po drugie – proponują własną wizję funkcjonowania we wspólnocie?
Przystąpienie do Unii Europejskiej w 2004 r. to był wyłącznie moment w czasie. Akcesja do Unii stawiała jednak więc pytań: jak funkcjonować we wspólnocie i integracji, która jest procesem? Jak operacjonalizować nasze uczestnictwo poprzez budowanie standardów? Tutaj ponosimy spektakularne klęski, w pewnym sensie następuje przełamanie podstawowego paradygmatu z 1989 r. – że nie będziemy zawracać z drogi liberalizacji i przemian demokratycznych. W 2015 r. ten paradygmat został podważony, ponieważ przechodzenie z jednego etapu do drugiego zostało zawrócone. Wracamy do punktu wyjścia i próbujemy na nowo zdefiniować nasze wartości. Największe wyzwanie brzmi: jak zbudować kontekst konstytucyjny wokół wspólnych wartości, wiedząc, że duża część społeczeństwa nie rozumie, jakie postanowienia zawiera Konstytucja? Ale zbudowanie kontekstu konstytucyjnego to znacznie więcej i znacznie trudniejsze zadanie, niż dodawanie nowych instytucji i tworzenie procedur. Nie możemy dalej skupiać się tylko na aspekcie instytucjonalnym polskiej konsolidacji demokratycznej, bo popełnimy ten sam błąd, który popełniliśmy w 1989 r. W 2020 r. musimy być świadomi, że Polska w Unii to także zobowiązanie wobec wspólnoty, którą Polska współtworzy.


Orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości w sprawie tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce jest odpowiedzią na pierwsze kroki w kierunku tzw. polexitu, czyli wyprowadzenia Polski z Unii [“W Puszczy”]. Zaatakowanie procedury prejudycjalnej, która jest kamieniem węgielnym integracji europejskiej, i wszczynanie postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów, którzy stosują prawo europejskie, pozorowane ruchy rzekomo wstrzymujące przejęcie Sądu Najwyższego, odrzucenie wyroku Trybunału z 19.11.2019 r. i teraz kwestionowanie postanowienia tymczasowego z 9.04.2020 r. wydanego w sprawie Izby Dyscyplinarnej, to już jest, niestety, polexit. Postępując w ten sposób, Polska stawia się poza wspólnotą i traci resztki „wiarygodności prawnej”. Miejsce dla państwa, które chce grać tylko pod siebie i wobec innych podkreślać swoją wyjątkowość, jest jedno: poza wspólnotą.
Polexit to jednak znacznie więcej [“POLEXIT”].


Ataki na TSUE nie tylko bowiem marginalizują Polskę wewnątrz wspólnoty i docelowo wypychają Polskę z Unii, lecz także czynią z obywatela polskiego na powrót sługę państwa i obywatela europejskiego drugiej kategorii, pozbawionego ochrony, którą dają obywatelom w innych państwach prawo europejskie i sąd. To powrót do świata, w którym „Kowalski” nie ma żadnych szans – ma świecić światłem odbitym państwa i być posłuszny jego woli. Obywatel ma żyć w cieniu „konstytucji strachu” [“A Constitution of Fear”].
Dochodzimy w tym miejscu do istoty: czym jest duch prawa europejskiego? Czy tylko zgrabnie brzmiącą metaforą? Dzięki prawu europejskiemu i orzecznictwu Trybunału Sprawiedliwości obywatel żyje „na granicy systemów” i nie należy już wyłącznie do terytorium wyznaczonego granicami „swojego” państwa. Dokonuje własnych wyborów i decyduje, gdzie chce pracować czy kupić samochód. Prawo europejskie przetrwało ponad poł wieku właśnie dlatego, że było i jest stosowane w indywidualnych sprawach obywateli w lokalnych sądach państw członkowskich. Duch integracji polega więc na wyzwoleniu obywatela spod gorsetu wszechpotężnego państwa, w którego cieniu obywatel dotychczas żył, i na bezwzględnym przestrzeganiu wydanych wyroków.


Sprzeczność między wizją i ideałem europejskim a doktryną, według której żyje i którą oddycha PiS, ma więc charakter fundamentalny. Podczas gdy według PiS obywatel ma żyć w cieniu „konstytucji strachu”, która pozwala państwu na nieograniczoną ingerencję w ich prawa i życie, Europa powojenna promuje konstytucyjną kulturę wstrzemięźliwości i ograniczenia. Podczas gdy „państwo PiS” za wszelką cenę dąży do wtłoczenia obywatela w ramy państwowe, Unia z tych ram nas wyzwala i otwiera nowe możliwości. Podczas gdy prawo europejskie daje szansę na wygraną z potężnym państwem (odzyskanie podatku akcyzowego przez polskich importerów samochodów używanych to jeden z wielu przykładów), w sporze „państwa PiS” z obywatelem to pierwsze chciałoby widzieć swoje unijne zobowiązania jako nic niewartą kartę papieru. Dla PiS dobry obywatel to obywatel sterowany, przekonany, że decyzje państwa są zawsze dla niego dobre, i potulnie je akceptujący.
Wydarzenia ostatnich lat wraz z najnowszymi zapowiedziami działań odwetowych (cokolwiek one oznaczają) wobec sądu unijnego w najbliższej przyszłości w ramach otwartego już konfliktu Ministra Sprawiedliwości z Trybunałem Sprawiedliwości w pełni uzasadniają więc postawienie wyżej dramatycznego pytania: Quo vadisPolonia?. Co z twoją gotowością do respektowania dobrowolnie zaciągniętych zobowiązań, szanowania wyroków i procedur?


Obywatele i obywatelki, którym zależy na Europie i Polsce w Europie, nie mogą zgadzać się na odrzucenie tytułowych fundamentalnych podstaw integracji i prawa europejskiego. Legalistyczni autokraci z rządu PiS wsparci przez „autorytet” nieprawomyślnego Trybunału Konstytucyjnego pokazują, jak działa przejęte państwo. Dzisiaj nie możemy mieć już złudzeń, że na naszych oczach rozgrywa się spektakl, w którym każdy gra swoją rolę na politycznej planszy gry zatytułowanej „Jak manipulować prawem i instytucjami” i „Jak niszczyć prawo i instytucje, gdy stawiają opór”. Aż strach pomyśleć, co się stanie, gdy obywatele kupią (już kupili?) to politycznie ukartowane przedstawienie.


Ten spektakl odgrywany jest przy akompaniamencie suwerennościowej retoryki wojennej, a solistami są przedstawiciele rządu prześcigający się w ignorancji, sądowym warcholstwie i łzawych scenach martyrologicznych w nadziei, że ich elektorat to dostrzeże i doceni. To spektakl, w którym pseudosąd konstytucyjny wypowiada się na temat zgodności postępowania prejudycjalnego z polską Konstytucją i tworzy pozory legalności, rozstrzygając, a parlament co chwila ponawia legislacyjne próby przejęcia resztki niezawisłego wymiaru sprawiedliwości i zniweczenia sensu zadawania przez polskie sądy pytań Trybunałowi. Ten spektakl z tragikomedii staje się dramatem państwa prawa i europejskiej demokracji liberalnej, gdy wiceminister sprawiedliwości walczy z niepokornymi sędziami za pomocą internetowo-medialnej kampanii.


Na gruzach państwa prawa i, niestety, już w drodze w kierunku nadciągającej katastrofy polexitu to obywatele muszą pytać o dalekosiężne europejskie konsekwencje (dla siebie) paranoidalnej polityki PiS, gdzie każdy jest naszym wrogiem knującym na szkodę Polski – wybrańca wśród narodów, państwa, które kwestionuje podstawy Unii, odrzuca autorytet sądów i orzeczeń sądowych. Obywatele muszą rozumieć, że z wyborem partii, która odrzuca podział władzy, tolerancję dla innych, propaguje szowinizm, podziały, a nieufność, małostkowość i żądzę zemsty podnosi do rangi „cnót” politycznych, związana jest cena, którą pewnego dnia trzeba będzie zapłacić. Unia nam niczego nie narzuca. Bycie we wspólnocie oznacza, że jej członkowie dobrowolnie przyjmują określone reguły postępowania, które wiążą wszystkich jako warunek życia obok siebie. Różnorodność (perspektywa państw – członków wspólnoty) nieustannie poszukuje kompromisu z dążeniem do jednolitości(perspektywa Unii). Integracja jest procesem, a nie zero-jedynkowym równaniem według antagonizującej logiki „dobrzy My v. źli Oni”, „suwerenne państwa v. niesuwerenna Unia”.


Gdy stajesz się częścią wspólnoty, korzyści idą w parze z obowiązkami. Gdy nie przestrzegasz tych ostatnich, pozostali członkowie wspólnoty mogą pewnego dnia postanowić, że nie chcą już grać z tobą w jednej drużynie. W tym momencie jesteś zwolniony z obowiązków, ale równocześnie tracisz dobrodziejstwa, które wspólnota gwarantowała. Unia egzekwuje tylko warunki kontraktu, który podpisaliśmy w 2004 r.
W 2020 r. Polska racja stanu potrzebuje obywatelskiej narracji, myślenia i sporu o przyszły kształt Europy, w miejsce obecnego jazgotu i plew zakłamania, które zatruwają serca i dusze. To polscy obywatele zagłosowali za akcesją. Jest wysoce prawdopodobne, że ci sami obywatele będą musieli wkrótce oddać głos za naszym pozostaniem w Unii, zważywszy na bezprecedensowy krok i podważanie w „pseudo-TK” jednego z kamieni węgielnych integracji europejskiej w postaci procedury prejudycjalnej, czy zastraszanie sędziów, którzy stosują prawo europejskie.
Kto by pomyślał, że konieczne będzie je przypominać 15 lat po Akcesji Polski do UE i że nabierze ono znaczenia egzystencjalnego wobec realnie grożącego nam POLEXIT. Gdy odrzucamy fundamenty wskazane powyżej i specyficzny kontekst, w którym sąd unijny funkcjonuje, POLEXIT przestaje być tylko figurą retoryczną … Dzisiaj żyjemy nie tylko w państwie pozbawionym jakichkolwiek bezpieczników i ograniczeń, w którym władza może w rzeczywistości wszystko, ale i w czasach katastrofy epidemiologicznej, która jest wykorzystywana jako „wygodna” wymówka do dalszej konsolidacji władzy i ograniczania praw obywatelskich. Działania ostatnich pięciu lat zmierzające do przejęcia niezależnych instytucji domykają się w upiornie logiczną całość w najgorszym z możliwych momentów zarówno dla Europy, jak i naszych praw i swobód obywatelskich. O ile kryzys finansowy i brexit stanowią bez wątpienia wydarzenia, które każą nam zastanowić się nad przyszłością Unii Europejskiej i nad optymalnym modelem integracji europejskiej, o tyle kryzys wartości w postaci kwestionowania przez jedno z państw członkowskich Unii Europejskiej liberalnej demokracji, rządów prawa, praw mniejszości i ataki na niezależne sądy uderzają w podstawy aksjologiczne Unii i kwestionują jej dalsze trwanie.


Do rangi kluczowej urasta więc przypominanie fundamentów. Nie możemy traktować członkostwa Polski w Unii jako pewnik i element naszej codzienności. Wolność podróżowania, pracy, zakupy w Berlinie, wakacje w Grecji – nie są nam dane raz na zawsze tylko dlatego, że Polska jest wybrańcem narodów, któremu cały czas coś się należy. Czy zapomnieliśmy, że granica dzieliła nas od Europy tylko 16 lat temu, a paszport był niezbędny do podróżowania? Gdy rezygnujemy ze wspólnoty, musimy także zrezygnować z tego otwarcia i wszystkich okazji, które się z nim łączą. Przypominanie o tym ma być obywatelską odpowiedzią na nienawistne zatruwanie serc i dusz Polaków przez podszytą ignorancją narrację o niedobrej Europie, która knuje przeciwko Polsce, nie docenia naszej odrębności, dybie na naszą suwerenność etc. Konieczne jest wyjście ponad dominującą w Polsce perspektywę mikro wyznaczoną przez spory „tu i teraz”, zamiast refleksji makro: „co dalej?”. Pytanie fundamentalne brzmi, jak to „tu i teraz” wpłynie na nasze życie i zmieni je w przyszłości.


Myślenie i mówienie o Europie w kategoriach wartości, które połączyły państwa i narody europejskie, zawsze drogie sercu profesora Mirosława Wyrzykowskiego, ma szczególne znaczenie w Polsce A.D. 2020. „Polska konstytucyjna tragedia” ostatnich czterech lat musi być nieustanną przestrogą przed obywatelskim non possumus i zgubnymi skutkami odwracania się od Europy. Myślmy o Europie, głosujmy za Europą (i Polską w niej) oraz rozumiejmy dalekosiężne zgubne konsekwencje obecnej polskiej polityki.
Gdy prawo i instytucje zaczynają służyć bezwzględnej polityce, zamiast ją cywilizować i krępować, zniszczony zostaje jeden z fundamentów powojennego ładu europejskiego: wiara, że każda władza polityczna musi być władzą ograniczoną i kontrolowaną przez instytucje od niej niezależne, przede wszystkim sądy. Miejmy więc świadomość stawki, o jaką toczy się bezkompromisowa polityczna rozgrywka. To nasze trwanie w europejskiej wspólnocie prawa, której reguły i zasady z własnej woli zaakceptowaliśmy w 2004 r. i które były marzeniem i aspiracją całych generacji Polaków po 1945 r. albo… definitywny polexit.


POLEXIT

Quo vadis, POLONIA?

http://przegladpolityczny.pl/produkt/dialog-131-2020/ 

Kiedyż dojdziemy do dni, w których mówić o głupstwie, że jest głupstwem, nie będzie zdradą stanu!?

Cyprian Kamil Norwid „Myśli o Polsce i Polakach”

Polska A.D. 2020: zrozum stawkę gry

Nieznajomość mechanizmów działania prawa europejskiego i instytucji europejskich oraz brak woli przestrzegania dobrowolnie przyjętych zobowiązań są dzisiaj na porządku dziennym w Polsce. Zasady (państwo prawa, prawa i wolności konstytucyjne, niezawisłość sądów) i reguły gry właściwe dla demokracji liberalnej (poszanowanie praw mniejszości i opozycji, pryncypialne przestrzeganie Konstytucji) ustąpiły pola bezlitosnej narracji demokracji większościowej według której zwycięzca wyborów może wszystko i jest wolny od jakichkolwiek ograniczeń. Motto obecnej władzy w Polsce w sposób elokwentny wyraził w 2015 r. Kornel Morawiecki, gdy błysnął myślą wziętą z … Hansa Franka i jego nazistowskiego opus magnum wydanego w 1935 r. pt. Nationalsozialistisches Handbuch für Recht und Gesetzgebung. Dla H. Franka “Alles, was dem Volke nützt, ist Recht, alles, was ihm schadet, ist Unrecht”, dla Morawieckiego “Nad prawem jest dobro narodu. Jeżeli prawo to dobro zaburza, to nie wolno nam uważać tego za coś, czego nie możemy naruszyć. Prawo, które nie służy narodowi, to jest bezprawie”.  

Ostatnie 5 lat to nic więcej jak tylko konsekwentna i bezwzględna realizacja tego antykonstytucyjnego zamachu stanu. Gdy Trybunał Konstytucyjny został obsadzony wiernopoddańczymi sędziami, wrogiem publicznym nr 1 stał się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (dalej jako „Trybunał” lub „TS”) w Luksemburgu. Najpierw były już minister ochrony środowiska w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej zafundował nam bezprecedensowy spektakl obstrukcji orzeczeń wydawanych przez sąd unijny i personalnych ataków na sędziów Trybunał. W listopadzie 2017 r. jego najmocniejszym argumentem był osławiony słoik z „kornikiem drukarzem”, w którego towarzystwie stawił się na rozprawie. Do antyeuropejskich nastrojów dołączył Jarosław Gowin, który publicznie zapowiadał, że wydanie przez TS orzeczeń w odpowiedzi na pytania Sądu Najwyższego będzie sprzeczne z… duchem prawa europejskiego, a Polska będzie musiała odmówić zastosowania się do orzeczenia Trybunału. W pseudo-TK znalazła się już sprawa z wniosku Zbigniewa Ziobry – kwestionowane jest postępowanie prejudycjalne, jeden z kamieni węgielnych prawa europejskiego; w jego ramach każdy polski sąd może przekazać do Trybunału pytanie o interpretację prawa europejskiego.

Wątpliwości polskich sądów dotyczące wprowadzanej przez PiS tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości zostały przedstawione Trybunałowi właśnie na tej zasadzie, co może wyjaśniać nagłe zainteresowanie Ministerstwa Sprawiedliwości procedurą. Ostatnio w czasie toczącej się przed Trybunałem rozprawy dotyczącej Krajowej Rady Sądownictwa zza pleców pełnomocnika polskiego rządu wyskoczył przedstawiciel Ziobry i bez uzgodnienia złożył kompromitujący wniosek o wyłączenie ze składu sędziowskiego prezesa Trybunału Koena Lenaertsa. Sam Minister Sprawiedliwości Z. Ziobro mówił pogardliwie o opinii rzecznika generalnego Trybunału J. Tanczewa, wydanej w sprawie izby dyscyplinarnej SN (uznanej za niezgodną z standardami europejskimi). Podczas, gdy autorytet prawa europejskiego przemawia od 1951 r., poprzez opinie rzeczników generalnych, dla Ziobry to tylko „opinia jakiegoś Bułgara” … Pisowska obsesja na punkcie Trybunału jest obecna także w tle misternego planu wymierzonego w pytania, które sędziowie polscy skierowali do Trybunału w Luksemburgu. Zgodnie z wnioskiem jednego z sędziów SN (wybranego przez niekonstytucyjną KRS) złożonym do pseudo-TK wybór sędziów desygnowanych przez „starą KRS” jest niekonstytucyjny. Takie orzeczenie pseudo-TK PiS niechybnie wykorzysta jako argument przeciw pytaniom prejudycjalnym polskich sędziów, które kwestionują „reformę wymiaru sprawiedliwości”. 

Podważanie autorytetu Trybunału nie może jednak dziwić. Wpisuje się w antykonstytucyjną i antyeuropejską doktrynę PiS-u. Jednym z jej naczelnych elementów jest przejęcie wszystkich instytucji, które mogą stać na drodze realizacji programu „dobrej zmiany”. W populistycznej narracji PiS-u Trybunału nie jest żadnym sądem – to raczej grupa nieodpowiedzialnych sędziów, która suwerennemu narodowi polskiemu narzuca obce polskiej tradycji prawnej wydumane interpretacje i zobowiązania. Tym razem jednak stawką tej agresywnej populistycznej i antagonizującej narracji jest nasze trwanie w wspólnocie. Jesteśmy bowiem świadkami jednostronnego podważania podstawowych zasad systemu prawnego Unii, czyli polexitu

Polska, przystępując do Unii Europejskiej w 2004 r., dobrowolnie zaakceptowała obowiązki płynące z faktu bycia państwem członkowskim Unii, w tym bezwzględną jurysdykcję Trybunału Sprawiedliwości. Uznała ten sąd za ostateczny autorytet, który w sposób wiążący określa zakres naszych zobowiązań wobec wspólnoty, i wspólnoty wobec nas. Kwestionowanie autorytetu sądu europejskiego podważa znacznie więcej niż zwykłe reguły prawa europejskiego znane wyłącznie prawniczym koneserom. Oznacza brak poszanowania dla podstaw tego prawa i godzi w istotę powojennego ładu europejskiego skupionego wokół poszanowania wartości liberalnych. Fundamentalna lekcja z historii europejskiej brzmi: państwa narodowe, które albo wojny toczyły między sobą, albo je antycypowały, muszą być poddane reżimowi ograniczeń z zewnątrz. Od samego początku więc istnienia Wspólnot Europejskich, miały one mieć nie tylko wymiar ekonomiczny (wspólny rynek), ale były także pomyślane jako zawór bezpieczeństwa i hamulec wobec procesu politycznego na poziomie krajowym. Nie zapominajmy, że Wspólnoty powstały z połączenia dwóch przeciwstawnych emocji: z jednej strony wiary, że państwa i narody europejskie łączy wspólny katalog wartości i model życia, ale z drugiej nieufności i bolesnej pamięci, że te same państwa były dla siebie także źródłem cierpień.

Wspólnota prawa. Bez wojny

[…]

Państwa europejskie kiedyś rozstrzygały spory na polu bitwy. Siłą i ambicją pierwszych Wspólnot Europejskich było oparcie się na prawie i instytucjach, które wiążą wszystkich. Dlatego po 1945 r. standardy europejskiej kultury i praktyki konstytucyjnej kształtowała tradycja liberalna, która zakłada prymat prawa nad polityką. Pomne tragicznych doświadczeń z przeszłości, gdy wola większości stawała się tępym narzędziem opresji i prowadziła do bezprawia i zbrodni, państwa europejskie były gotowe zrezygnować z części swojej suwerenności na rzecz silnych instytucji ponadnarodowych.

Po 1945 r. europejski konstytucjonalizm odnalazł swoje powołanie w wyeksponowaniu prawa jako siły, dzięki której Europa zostanie odbudowana w wymiarze zarówno duchowym, jak i materialnym. Projekt europejski opierał się na odrzuceniu dyktatury urny wyborczej. Od tej pory każda wyłoniona demokratycznie większość musiała przestrzegać podstawowych reguł porządku konstytucyjnego; do ich zmiany nie wystarczał już prosty argument: „Bo wygraliśmy wybory”. Władza polityczna miała być ograniczona jednak nie tylko od wewnątrz, ale też od zewnątrz, przez struktury europejskie, tak aby polityczny wybór na poziomie krajowym już nigdy więcej nie doprowadził do autorytaryzmu i hekatomby w imię unikalności „mojego narodu”. Od samego początku siłą i ambicją kiedyś Wspólnot, a dzisiaj ich spadkobierczyni – Unii, miało być jednak oparcie się na prawie i instytucjach, które wiążą wszystkich. Zakorzeniony w symbolicznym zobowiązaniu “nigdy więcej” europejski konstytucjonalizm dzisiaj składa się z kilku fundamentalnych zasad: konstytucja musi być akceptowana jako najwyższe prawo bez względu na to, kto zdobywa chwilową większość parlamentarną; obowiązkiem państwa jest przestrzeganie praw i wolności konstytucyjnych obywateli, które wyznaczają granice działania każdej władzy; władza na poziomie krajowym zostaje poddana kontroli z zewnątrz sprawowanej przez Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu i Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

Nie ma Unii bez sądu

Fundamentalna funkcja TS od zarania Wspólnot pozostaje taka sama. Wobec państw to przypominanie o zobowiązaniach zaakceptowanych w dobrej wierze w dniu akcesji. Wobec prawa integracji to zapewnienie, że jest ono jednolite i stosowane na tych samych warunkach na terenie całej UE. W końcu, wobec obywateli Unii, to zagwarantowanie przy pomocy niezawisłych sądów krajowych (więc także polskich), że prawa tychże obywateli są chronione w sposób efektywny. 

W historii integracji europejskiej status i autorytet sądu unijnego nigdy nie były kwestionowane. Tak było przez 60 lat – aż do czasu Polski PiS-u. Ugrupowanie to odrzuca z góry orzeczenia TS, gdy tymczasem od 2004 r. ten sąd jest integralnym elementem polskiego porządku prawnego. Polska, przystępując do Unii, zaakceptowała z góry bezwzględną jurysdykcję TS. Sądy polskie są sądami europejskimi i stosują prawo europejskie jako „swoje”. Bezwzględnym obowiązkiem krajowego ustawodawcy jest respektowanie prawa sądu do zadawania pytań TS, ilekroć wątpliwość budzą przepisy prawa europejskiego. Żaden przepis krajowy nie może pozbawiać sądu krajowego tej kompetencji. Sukces prawa europejskiego na przestrzeni lat jest w dużej mierze konsekwencją zawierzenia sądom jako niezależnym i bezstronnym arbitrom rozstrzygającym konflikty, których państwa nie byłyby w stanie samodzielnie między sobą rozstrzygnąć. 

W Unii wszyscy członkowie przestrzegają prawa w sposób równy i bezwarunkowy, a nie tylko wtedy, gdy im to pasuje, i pod warunkiem, że inni też go przestrzegają. Przystępując do Unii, państwa zawarły między sobą kontrakt, którego jednym z kluczowych punktów było zobowiązanie do respektowania kompetencji TS, jego jurysdykcji, procedury i do wykonania każdego rozstrzygnięcia wydanego przez tak uznany sąd. Aby zobowiązanie to było wiarygodne, musi być przestrzegane nie tylko ex post factum (gdy wyrok został wydany), lecz także ex ante (gdy na wyrok dopiero oczekujemy). Tylko wtedy wspólny rynek i wspólnota polityczna mają sens. Na sali sądowej potężne Niemcy dysponują jednym głosem tak jak mały Luksemburg. Obowiązuje na niej język zasad i reguł, przed którymi doraźna polityka ustępuje. 

PIS się tego wszystkiego boi, ponieważ wie, że w sądzie nie ma miejsca na siłę i prawniczy cynizm. Jeżeli chcesz wygrać, musisz przekonywać siłą argumentów, a nie wielkością słoika. Ten ostatni może trafić do emocji wyborców, na sali sądowej wzbudza pusty śmiech. W ostateczności przeważyć mają autorytet argumentów, a nie argumenty siły.

Lojalność wobec wspólnoty prawa 

Zasada unijnej lojalności jest kamieniem węgielnym europejskiej integracji od zarania. W Unii państwo jest postrzegane nie tylko z perspektywy wiarygodności politycznej i gotowości do kompromisu w ramach wspólnoty, w której każdy rezygnuje z czegoś, aby coś otrzymać w zamian. Państwo jest także oceniane z perspektywy „wiarygodności prawnej” rozumianej jako gotowość wypełniania przyjętych zobowiązań i wierności wobec europejskiego dorobku prawnego (acquis communautaire). Zgodnie z historycznym orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości „Unia opiera się na prawie” i dobrowolnie zaciągniętych zobowiązaniach egzekwowanych przez unijny sąd wobec wszystkich. Państwa podejmują decyzję o integracji, opierając się na założeniu, że inne państwa są podobnie gotowe do postępowania według z góry ustalonych reguł. W przypadku ich naruszenia nie ma miejsca na samopomoc na zasadzie, że państwo bierze sprawiedliwość w swoje ręce – jego obowiązkiem jest korzystanie z wiążących procedur rozstrzygania sporów określonych w traktatach. 

Sukces prawa europejskiego na przestrzeni lat jest w dużej mierze konsekwencją zawierzenia sądom jako niezależnym i bezstronnym arbitrom rozstrzygającym konflikty, których państwa nie byłyby w stanie samodzielnie między sobą rozstrzygnąć. Miejsce Trybunału w systemie prawnym Unii zostało pomyślane tak, aby państwa miały niezwykle ograniczoną możliwość ingerowania w orzecznictwo. W Unii wszyscy członkowie przestrzegają prawa w sposób równy i bezwarunkowy, a nie tylko wtedy, gdy im to pasuje, i pod warunkiem że inni też go przestrzegają. 

Gdy jedno z państw nie wypełnia swoich zobowiązań, pozostałe nie mogą jednostronnie zamknąć granic i nie wpuszczać obywateli czy towarów tego pierwszego. Raczej muszą sprawę skierować na drogę postępowania sądowego, czekać na rozstrzygnięcie i bezwzględnie się do niego zastosować, bez względu na treść. Jest tak, ponieważ przystępując do Unii, państwa zawarły między sobą kontrakt, którego jednym z kluczowych punktów jest respektowanie kompetencji Trybunału Sprawiedliwości, jego jurysdykcji i zobowiązanie do wykonania każdego rozstrzygnięcia wydanego przez tak uznany sąd. Aby zobowiązanie było wiarygodne, musi być przestrzegane nie tylko ex post (gdy wyrok został wydany), lecz także ex ante (gdy na wyrok dopiero czekamy). Tylko wtedy wspólny rynek i wspólnota polityczna mają sens. 

Orzecznictwo Trybunału musi być odczytywane jako stałe wyciąganie na światło konsekwencji związanych ze statusem Unii jako porządku opartego na prawie. Ilekroć zasada rządów prawa była i jest zagrożona, Trybunał, bazując na swojej roli strażnika traktatów, zawsze jest gotów podjąć konieczną interwencję na podstawie fundamentalnego art. 19 Traktatu o Unii Europejskiej. Ten artykuł nakazuje Trybunałowi zapewnienie, że „w procesie interpretacji i stosowania Traktatów, prawo jest przestrzegane” (“Der Gerichtshof der Europäischen Union sichert die Wahrung des Rechts bei der Auslegung und Anwendung der Verträge”). Kluczowe jest odwołanie do “prawa” (niem. des rechts, ang. the law; fr. le droit), które pozwala sądowi unijnemu wprowadzać w obręb unijnego rozstrzygania sporów, niezbędny element sprawiedliwości. 

Filozofia prawa europejskiego 

W dniu 19 listopada 2019 r. Trybunał udzielił odpowiedzi na pytania i wątpliwości przekazane przez polski Sąd Najwyższy dotyczące statusu Izby Dyscyplinarnej SN i Krajowej Rady Sądownictwa w świetle standardów unijnych. Gdy czytamy ten wyrok, kluczowe nie jest tylko, co (na tym wszyscy się koncentrują) Trybunał Sprawiedliwości mówi. Równie istotne jest, jak to mówi. Trybunał po raz pierwszy od wielu lat tak systematycznie przypomniał fundamentalne zasady prawa europejskiego, które Polska przyjęła do przestrzegania w 2004 r., i ich konsekwencje. W wyroku uderza kategoryczność języka: wykonywanie przez sądy krajowe swoich funkcji orzeczniczych w sposób zupełnie autonomiczny, bez jakiejkolwiek podległości hierarchicznej, bez otrzymywania jakichkolwiek instrukcji i podporządkowania komukolwiek, wolność od zewnętrznej presji, która może zagrozić niezawisłemu wyrokowaniu sądu. 

Gdy czytamy wyrok, rozumiemy, że Trybunał walczy nie tylko o niezawisłe sądy w Polsce, ale równocześnie o samego siebie, o przetrwanie Unii i o fundamentalną zasadę całej wspólnoty i cechę powojennego ładu europejskiego: to polityka ma się zawsze dostosować do prawa, a nie prawo do polityki.  Dodajmy jednak, że prawa rozumianego w sposób szczególny: nie suchego przepisu, ale raczej prawa pisanego przez duże P, prawa niepisanego, pewnego Ideału Prawa. Ten wyrok jest w rzeczywistości manifestem filozofii europejskiego wymiaru sprawiedliwości. Cztery elementy definiują tę filozofię w czasach kryzysu i odwrotu od Europy. 

Pierwszy to wspólnota prawa. Podkreślenie, że żadna instytucja ani żadne państwo członkowskie nie mogą unikać kontroli sądowej swoich działań sprawowanej przez niezawisłe sądy. We wspólnocie prawa to polityka dopasowuje się do prawa, a nie na odwrót. Największą siłą wspólnoty jest to, że wyjęła prawo z rąk polityków i dała je zwykłym obywatelom, którzy dochodzą ich przestrzegania przed „swoimi” sądami krajowymi. 

Drugi to istota (esencja) prawa. Niezawisłość sędziowska ma charakter inherentny dla sądowego rozstrzygania sporów, co oznacza, że bez niezawisłości nie ma sądu. Trybunał dodał jednak nowy kluczowy element w porównaniu z wcześniejszymi sprawami, mianowicie, że niezawisłość stanowi istotę nie tylko prawa fundamentalnego do rzetelnego postępowania, lecz także prawa do efektywnej ochrony sądowej. Obowiązkiem państw członkowskich jest zapewnienie, że sądy krajowe spełniają wymogi efektywnej kontroli sądowej, a więc że są niezwisłe. 

Trzeci element jest związany z samą istotą wykonywania wymiaru sprawiedliwości. Nie ma efektywnej ochrony prawnej, jeżeli sąd nie będzie w pierwszym rzędzie niezawisły. Na szczególną uwagę zasługuje wyeksponowanie art. 19 TUE jako zwornika całego systemu prawa europejskiego i konkretnego wyrazu zasady praworządności. Przewidziany w tym przepisie obowiązek sądów unijnych zapewnienia, że w procesie interpretacji i stosowania Traktatu prawo jest przestrzegane, jest zadaniem nie tylko Trybunału Sprawiedliwości, ale także sądów krajowych. Te sądy razem z Trybunałem sprawują kontrolę sądową w ramach europejskiego porządku prawnego. 

Czwarty element to fundament w postaci mandatu unijnego sądu krajowego (art. 19 TUE) i zasady pierwszeństwa prawa unijnego. Dla Trybunału mandat i zasada są wartościami najwyższymi. Wyrok w sposób kategoryczny przypomina, że zgodnie z zasadą pierwszeństwa obowiązkiem każdego organu państwa członkowskiego jest zapewnienie pełnej efektywności prawu europejskiemu, a prawo krajowe nie może ograniczać tej efektywności. Każdy sąd krajowy jest zobowiązany do interpretacji pro-unijnej, która jest nierozerwalnie związana z systemem prawa europejskiego. Ta interpretacja ma zapewnić zgodność prawa krajowego z prawem europejskim w największym możliwym stopniu. Gdy nie jest ona możliwa, obowiązkiem sądu jest zapewnienie pełnej efektywności prawa unijnego przez natychmiastową odmowę zastosowania jakiegokolwiek przepisu krajowego z tym prawem niezgodnego, bez oczekiwania na uchylenie takiego przepisu zgodnie z prawem krajowym. 


POLEXIT i „życie na granicy” 

For some people the day comes
when they have to declare the great Yes
or the great No. It’s clear at once who has the Yes
ready within him; and saying it,
he goes from honor to honor, strong in his conviction.
He who refuses does not repent. Asked again,
he’d still say no. Yet that no—the right no—
drags him down all his life.

C. P. CAVAFY, Che Fece … Il Gran Rifiuto

(TRANSLATED BY EDMUND KEELEY)

Wydarzenia kilkunastu ostatnich miesięcy razem z zapowiedziami kolejnych działań odwetowych wobec TS i dalszej eskalacji otwartego już konfliktu ministra sprawiedliwości z Trybunałem Sprawiedliwości, w pełni uzasadniają postawienie w tytule dramatycznego pytania: „Quo vadis, POLONIA? Co z twoją gotowością do respektowania dobrowolnie zaciągniętych zobowiązań, szanowania wyroków i procedur?”. 

Już kontynuowanie wycinki w Puszczy Białowieskiej wbrew autorytetowi TS (postanowienie tymczasowe nakazało wstrzymania wszelkich prac w puszczy aż do momentu rozstrzygnięcia skargi Komisji przeciwko Polsce) było krokiem w stronę polexitu. Prowadzona bezwzględnie czystka w SN, ostatnio podważanie postępowania prejudycjalnego, zastraszanie sędziów poprzez inicjowanie postępowań dyscyplinarnych, to już jest niestety, polexit

Prawidłowo zrozumiany polexit to jednak znacznie więcej niż odrzucenie autorytetu prawa europejskiego i bezwzględne ataki na sądy. Niszczenie niezawisłego wymiaru sprawiedliwości nie tylko bowiem ostatecznie wypychają Polskę z Unii, ale czynią z obywatela polskiego na powrót sługę państwa i obywatela europejskiego drugiej kategorii: pozbawionego ochrony, którą daje prawo, sąd i procedura prejudycjalna. Państwo PiS pragnie mieć „obywateli sterowanych”, którzy będą przekonani, że decyzje państwa są zawsze dla nich dobre. “Dobra zmiana” nie pyta samych zainteresowanych obywateli, ale z góry zakłada, że to co dobre dla państwa musi być także dobre dla każdego z nas.  

Tymczasem prawdziwa, a nie politycznie instrumentalizowana idea i duch prawa europejskiego, polegają na tym, że prawo to jest źródłem praw podmiotowych dla obywateli, którzy rzucają wyzwanie państwu, które chce za nich decydować, gdzie i jak mają żyć. Dzięki orzecznictwu TS i postępowaniu prejudycjalnemu Unia Europejska i jej prawo emancypują obywatela, który staje się prawdziwym beneficjentem procesów integracyjnych. Przy pomocy prawa europejskiego obywatel „żyje na granicy systemów” i nigdy nie należy już wyłącznie do terytorium wyznaczonego granicami „swojego” państwa. Dokonuje własnych wyborów, gdzie chce pracować, kupić samochód etc. Sam rozstrzyga o najlepszym dla siebie modelu życia w obrębie wspólnoty. Prawo europejskie przetrwało 60 lat właśnie dlatego, że było i jest stosowane w indywidualnych sprawach obywateli w lokalnych sądach państw członkowskich. Duch integracji, tak niezrozumiały w Polsce, polega więc na wyzwoleniu obywatela spod gorsetu wszechpoteżnego państwa, w cieniu którego obywatel dotąd żył i na bezwględnym przestrzeganiu wydanych wyroków. Duch prawa europejskiego oznacza efektywną ochronę obywateli przed ich państwem, otwiera przed nimi nowe sfery aktywności, daje nieznane wcześniej wybory, gdzie i jak chcą żyć, pracować, gdzie chcą kupić samochód itd. 

Tymczasem państwo PIS za wszelką cenę dąży do wtłoczenia obywatela w ramy państwowe. Podczas gdy Europa powojenna promuje konstytucyjną kulturę wstrzemięźliwości i ograniczenia, “państwo PIS” chce w sposób nieograniczony ingerować w prawa i życie obywateli. Podczas gdy prawo UE otwiera przed nami nowe możliwości, “państwo PIS” chce was wtłoczyć za wszelką cenę w ramy państwowe. Dla PiS-u dobry obywatel to obywatel sterowany, przekonany, że decyzje państwa są zawsze dla niego dobre, i potulnie je akceptujący. To powrót do świata, w którym Kowalski ma świecić światłem odbitym państwa. Nie może więc już dziwić, że prawo europejskie i stojący na straży emancypacji obywateli TS, są śmiertelnymi wrogami PIS

Na naszych oczach rozgrywa się politycznie ukartowany spektakl, w którym każdy gra swoją rolę na pisowskiej planszy gry zatytułowanej „Jak manipulować prawem i instytucjami” i „Jak niszczyć prawo i instytucje, gdy stawiają opór”. Dzieje się to przy akompaniamencie suwerennościowej retoryki wojennej, a solistami są przedstawiciele rządu prześcigający się w ignorancji, sądowym warcholstwie i łzawych scenach martyrologicznych w nadziei, że ich elektorat to dostrzeże i doceni. To spektakl, w którym pseudo-sąd konstytucyjny wypowiada się na temat zgodności postępowania prejudycjalnego z polską konstytucją, a parlament co chwila ponawia legislacyjne próby przejęcia resztek niezawisłego wymiaru sprawiedliwości i zniweczenia sensu zadawania przez polskie sądy pytań TS. Ten spektakl z tragikomedii staje się dramatem państwa prawa i europejskiej demokracji liberalnej, gdy wiceminister sprawiedliwości walczy z niepokornymi sędziami za pomocą internetowo – medialnej kampanii, a sądom za stosowanie prawa europejskiego grozi odpowiedzialność dyscyplinarna … Powtarzam, to jest już polexit.   

Gdy prawo i instytucje zaczynają służyć bezwzględnej polityce, zamiast ją cywilizować i krępować, zniszczony zostaje jeden z fundamentów powojennego ładu europejskiego: wiara, że każda władza polityczna musi być władzą ograniczoną i kontrolowaną przez instytucje od niej niezależne, przede wszystkim sądy. Miejmy więc świadomość stawki, o jaką toczy się ta bezkompromisowa polityczna rozgrywka. To nasze trwanie w europejskiej wspólnocie prawa, której reguły i zasady z własnej woli zaakceptowaliśmy w 2004 r. i które były marzeniem i aspiracją całych generacji Polaków po 1945 r. Albo … definitywny polexit

Rule of law – prawo – autorytet sądu – powaga wyroków – wspólnota prawa – dialog sądowy – integracja” to wszystko słowa klucze, które definiują prawo europejskie. Utworzenie europejskiej wspólnoty prawa było i jest ambicją, która miała Europę wyróżniać od reszty świata po 1945 r. Myślenie w kategorii tej wspólnoty i bronienie prawa europejskiego oraz cywilizacyjnego wyboru dokonanego przez Polaków w 2004 r. są polską racją stanu w tych niedobrych czasach w nieliberalnej Polsce A.D. 2020.Czytam więc jeszcze raz przejmujący wiersz Kawafisa Che Fece … Il Gran Rifiutto o potędze sprzeciwu i odwadze zabrania głosu w czasach próby. Teraz już wiem, w imieniu czego muszę wykrzyczeć moje własne obywatelskie TAK: w obronie integracji, prawa europejskiego i sądu, a w konsekwencji pokojowej, Europy i jej aspiracji do jak najściślejszej unii pomiędzy narodami Europy.


Lista prac cytowanych
Barcz, Jan. “Unia Europejska wobec niepraworządnego państwa członkowskiego”. Państwo i Prawo, no. 1, 2019, pp. 3-23.
Bugaric, Bojan. “A crisis of constitutional democracy in post-communist Europe: »Lands in-between« democracy and authoritarianism”. International Journal of Constitutional Law, vol. 13, no. 1, 2015, pp. 219-245.
Can It Happen Here? Authoritarianism in America. Edited by Cass R. Sunstein. Harper Collins, 2018.
“Editorial Comments. About Brexit negotiations and enforcement action against Poland: The EU’s own song of ice and fire”. CMLR, vol. 54, 2017, pp. 1309-1317.
„Editorial Comments. 2019 Shaping up as a challenging year for the Union, not least as a community of values”.CMLR, vol. 56, 2019, pp. 3-22.
Huq, Aziz, and Tom Ginsburg. “How to Lose a Constitutional Democracy”. UCLA Law Review, vol. 65, 2018, pp. 78-169.
Koncewicz, Tomasz Tadeusz. “A Constitution of Fear”. Verfassungsblog, 15 Nov. 2017, https://verfassungsblog.de/a-constitution-of-fear/.
—. “Czy Polska jest gotowa na wspólnotowe myślenie”. Interviewed by Agata Łukaszewicz, Rzeczpospolita, 15 kwietnia 2020, https://archiwum.rp.pl/artykul/1426269-Czy-Polska-jest-gotowa–na-wspolnotowe-myslenie.html.
—. “The Democratic Backsliding and the European constitutional design”. Reconnect, 21 Dec. 2018, https://reconnect-europe.eu/blog/european-constitutional-design-error-koncewicz/.
—. “’The Existential Jurisprudence’ of the Court of Justice Moving Beyond the Boats, Embracing the Journey”. Reconnect, 8 Aug. 2019, https://reconnect-europe.eu/blog/existential-jurisprudence-koncewicz/.
—. Filozofia Unijnego Wymiaru Sprawiedliwości. O ewolucji podstaw unijnego porządku prawnego. Wolters Kluwer, 2020.
—. “W Puszczy PiS robi pierwszy wielki krok do polexitu”. Gazeta Wyborcza, 13 sierpnia 2017, http://wyborcza.pl/7,75968,22227617,w-puszczy-pis-robi-pierwszy-wielki-krok-do-polexitu.html.
—. “The Politics of Resentment and the Constitutional Capture. Learning from Constitutional Debacles and Thinking Counter-Strategies and Narratives”. LAPA, 2 Dec. 2018, https://lapa.princeton.edu/content/politics-resentment-and-constitutional-capture-learning-constitutional-debacles-and-thinking.
—. “On the Rule of Law Turn on Kirchberg, Part I: What and How has the Court of Justice Been Telling Us About the EU Constitutional Essentials?”. Verfassungsblog, 3 Aug. 2019, https://verfassungsblog.de/on-the-rule-of-law-turn-on-kirchberg-part-i/.
—. “On the Rule of Law Turn on Kirchberg, Part II: How the Court of Justice is Spelling out the Constitution’s Unwritten Understanding(s)”. Verfassungsblog, 4 Aug. 2019, https://verfassungsblog.de/on-the-rule-of-law-turn-on-kirchberg-part-ii/.
—. “POLEXIT? Quo Vadis Polonia?”. Dialog, no. 131, 2020, pp. 42-51.
—. “Understanding the politics of resentment: of the principles, institutions, counter-strategies, normative change and the habits of heart”. Indiana Journal of Global Legal Studies, vol. 26, no. 2, 2019, pp. 501-630.
—. “The politics of resentment and first principles in the European Court of Justice”. EU in Populist Times. Crises and Prospects, edited by Francesca Bignami, Cambridge University Press, 2020, pp. ….
—. „Unijny etos sądzenia. O fundamentach, meta polityce i POLEXIT”. Księga Jubileuszowa Profesora Mirosława Wyrzykowskiego [w druku].
Landau, David. “Abusive constitutionalism”. University of California Davis Law Review, vol. 47, 2013, pp. 189-260.
Levitsky, Steven, and Daniel Ziblatt, How Democracies Die. Broadway Books, 2019.
Linz, Juan J. The Breakdown of Democratic Regimes: Crisis, Breakdown and Reequilibration. An Introduction. The Johns Hopkins University Press, 1978.
Linz, Juan J., and Alfred Stefan. “Toward consolidated democracies”. Journal of Democracy, vol. 7, no. 2, 1996, pp. 14-33.
Müller, Jan-Werner. “Rising to the challenge of constitutional capture. Protecting the rule of law within EU member states”. Eurozine, 21 Mar. 2014, https://www.eurozine.com/rising-to-the-challenge-of-constitutional-capture/.
Palestry. no. 6, 2020.
Pech, Laurent, and Sebastien Platon. “Rule of Law backsliding in the EU: The Court of Justice to the rescue? Some thoughts on the ECJ ruling in Associação Sindical dos Juízes Portugueses”. EU Law Analysis, 13 Mar. 2018, http://eulawanalysis.blogspot.fr/2018/03/rule-of-law-backsliding-in-eu-court-of.html.
Rosas, Allan. “The European Court of Justice: Do all roads lead to Luxembourg?”. Policy Insight, no. 3, 2019, pp. 1-8.
Sanchez, Pedro. “Même les pays les plus européistes, comme l’Espagne, ont besoin de preuves d’un réel engagement de l’UE”. Le Monde. 5 Apr. 2020, https://www.lemonde.fr/idees/article/2020/04/05/pedro-sanchez-meme-les-pays-les-plus-europeistes-comme-l-espagne-ont-besoin-de-preuves-d-un-reel-engagement_6035600_3232.html.
Scheppele, Kim Lane. “Autocratic Legalism”. The University of Chicago Law Review, vol. 85, 2018, pp. 545-583.
Scheppele, Kim Lane, and Laurent Pech. “Illiberalism Within: Rule of Law Backsliding in the EU”. Cambridge Yearbook of European Legal Studies, vol. 19, 2017, pp. 3-47.
Strzembosz, Adam, and Tomasz Tadeusz Koncewicz. “Historia pokazała, że warto być uczciwym”. Interviewed by Agata Łukaszewicz, Rzeczpospolita, 22 stycznia 2020, https://www.rp.pl/Sady-i-prokuratura/301229996-Historia-pokazala-ze-warto-byc-uczciwym.html.
Tushnet, Mark. “Authoritarian constitutionalism”. Cornell Law Review, vol. 100, no. 2, 2015, pp. 391-461.
Varol, Ozan O. „Stealth authoritarianism”. Iowa Law Review”, vol. 100, 2015, pp. 1673-1742.

https://czaskultury.pl/czytanki/polexit-mit-i-rzeczywistosc/
https://www.eurozine.com/on-the-rubble-of-the-rule-of-law/


Kategorie: Uncategorized

6 odpowiedzi »

  1. Bulwersuje mnie pytania: gdzie w tych artykułach T.T. Koncewicza Jerzy zauważył: ” Polacy źli-wszyscy Polacy przeciw Żydom „, kto i gdzie w tym kontekście szukał antysemitów gdziekolwiek? Może fakt bycia Żydem żyjącym w Polsce udziela jakichś cudownych, kosmicznych mocy widzenia czegoś czego nie ma? Ciekawe i j.w. bulwersujące.

  2. Zawsze to samo; Polacy źli-wszyscy Polacy przeciw Żydom. Jestem Żydem, mieszkam w Polsce. Jestem bezpieczny. Szukajcie antysemitów w Niemczech i innych krajach, które sprowadziły sobie arabską hołotę.

  3. Zle nam zycza, to wiadomo, to wlasnie Narod zle zyczy. Gorzej jest ze wpelzneli nawet na ten blog i zycza nam zebysmy zpowrotem ” zamieszkali w Polsce”

  4. W każdym demokratycznym państwie suwerenem jest Naród, a nie prawo. Naród rządzi wybierając swoich przedstawicieli w demokratycznych wyborach. Szkoda, że pan o tym nie wie, albo udaje, że nie wie.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.