Mieszkaniec izraelskiego Sderot relacjonuje masakrę jego mieszkańców
autor MARCIN WYRWAŁ

7października do sąsiadującego ze Strefą Gazy miasta Sderot wdarło się 71 palestyńskich terrorystów. Walki trwały dwa dni. W tym czasie całkowicie zrównano z ziemią posterunek policji. Zginęło ponad pół setki mieszkańców miasta. Kobi Harusz opowiada o zaciętych walkach, pierwszych ofiarach oraz cudzie, który nastąpił w jednym z budynków.
Miasto Sderot jest wymarłe. Po ataku terrorystów z 7 października 2023 r. wyjechało z niego 90 proc. populacji. Na ulicach trudno dostrzec choćby jedną osobę. Dopiero na placu przy startym z ziemi posterunku policji widać kilka osób. Grupa uzbrojonych w karabiny mężczyzn przyszła obejrzeć miejsce dramatycznego starcia terrorystów Hamasu z izraelską armią.
Sderot zaczyna się zaledwie kilometr od Strefy Gazy. Z tego powodu miasto zawsze było narażone na ataki rakietowe. Te nasiliły się w 2001 r. z początkiem tzw. Drugiej Intifady, a po wycofaniu się Izraela z Gazy w 2005 r. stały się tak uciążliwe, że wielu ludzi wyprowadziło się w inne rejony kraju. Z powodu bliskości opanowanych przez Hamas terytoriów, od momentu, kiedy rozlegały się syreny, mieszkańcy mieli od kilku do kilkunastu sekund na ukrycie się w schronach przed eksplozją pierwszych pocisków.
Marcin Wyrwał
Żołnierze w Sderot.
Po zakończeniu wojny w Gazie w 2009 r. ataki rakietowe wciąż się zdarzały, ale było ich znacznie mniej. Wydawało się, że do miasta wróciła względna normalność. Aż do 7 października.
Kobi Harusz ma 65 lat i jest emerytowanym żołnierzem. Spotykamy się z nim w centrum miasta, gdzie jeszcze cztery miesiące temu stał betonowy, mocno ufortyfikowany posterunek policji. Dziś nie ma po nim śladu. W trakcie trwającej 20 godzin bitwy został dosłownie starty z powierzchni ziemi przez czołgi i śmigłowce izraelskiej armii.
W tym miejscu Kobi opowiada historię niedawnego ataku Hamasu, w którym zginęły dziesiątki mieszkańców miasta i policjantów. To on jest narratorem tej historii.
Marcin Wyrwał
Kobi Harusz.
Pierwsze ofiary
Wczesnym rankiem 7 października od południowej strony miasta wjechało do niego 71 terrorystów. 30 z nich przejęło kontrolę nad posterunkiem policji. Na dachach dwóch okolicznych budynków umieścili strzelców wyborowych, więc obszar, w którym stoimy, stał się dla ludzi śmiertelną pułapką.
Jestem kimś w rodzaju koordynatora do spraw bezpieczeństwa w Sderot. Terroryści znali mój adres i nazwisko. Szukali mnie, ale mnie nie znaleźli. Mieli jednak znacznie więcej informacji. Wiedzieli, którzy ludzie mają psy, a którzy mają broń. Budynek, na którym umieścili strzelca wyborowego, ma wiele wejść do środka, ale tylko jedno z nich prowadzi na dach. Terroryści wiedzieli, które to wejście i natychmiast skierowali się właśnie do niego.
Archiwum prywatne / Zdjęcia mieszkańców
Terroryści wjeżdżają do miasta.
Skąd to wszystko wiedzieli? Wielu ludzi z Gazy dostaje pozwolenie na pracę na terenie Izraela [przed 7 października było to 250 tys. ludzi dziennie]. Pracują na budowach i w wielu innych miejscach. Więc ci ludzie tu byli i znali tę okolicę. Wielu z nich zbierało informacje dla Hamasu.
Wszystko się zaczęło o godz. 6.30 atakiem rakietowym, co było niezwykłe, bo oczywiście zdarzały się jakieś wystrzały w naszym kierunku, ale nie z taką intensywnością. Zorientowałem się, że coś tu jest nie tak. Jeden alarm rozlegał się za drugim, niemal bez przerwy. Wtedy zrozumiałem, że ktoś próbuje przykryć nimi jakąś inną akcję.
Archiwum prywatne / Zdjęcia mieszkańców
Strzelanina na ulicach Sderot.
Kiedy to wszystko się zaczęło, pewna rodzina – rodzice i dwie córki – postanowiła wyjechać z miasta i przeczekać na zewnątrz, aż wszystko się uspokoi. Byli pierwszymi ludźmi, którzy trafili na terrorystów, którzy właśnie wjeżdżali do miasta. Terroryści otworzyli do nich ogień.
Matka złapała najmłodsze niemowlę i pobiegła z nim w zarośla, a ojciec wziął drugą córkę i pobiegli na pobliski plac. Dokładnie wiemy, co stało się potem, ponieważ tu wszędzie są miejskie kamery. Terroryści zaczęli strzelać do ojca i starszej córki. Zastrzelili ojca, ale córka przeżyła i pobiegła do matki w zarośla. Wtedy matka zatrzymała inne auto, które akurat tamtędy przejeżdżało. Kierowcą był Beduin, który pochodził z jednego z sąsiednich miast. Kiedy się zatrzymał, matka powiedziała mu, że ktoś do nich strzela. Postanowili więc jechać do miejsca, które wydawało im się najbardziej bezpieczne – na posterunek policji.
Nie wiedzieli jednak, że posterunek znajdował się już w rękach Hamasu. Było tam 25 terrorystów, w tym strzelcy wyborowi na dachach sąsiednich budynków. Cały ten obszar stał się śmiertelną pułapką. Ktokolwiek się tu pojawił, natychmiast ginął. Przy przystanku leżeli ludzie, których terroryści zabili, kiedy ci czekali na autobus.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Kiedy tylko auto wjechało w ten obszar, otworzyli do nich ogień. Matka i Beduin zginęli na miejscu. Ale obie dziewczynki, które znajdowały się na tylnych siedzeniach, przeżyły.
Tak się jednak składało, że właśnie w tej okolicy mieszkał izraelski funkcjonariusz policyjnych służb bezpieczeństwa, który jest też strzelcem wyborowym. Ten mężczyzna nie był na służbie, więc nie miał przy sobie długiej broni, podczas gdy terroryści wokół byli świetnie wyposażeni – mieli kałasznikowy, granatniki, cały sprzęt.
Jednak kiedy ten mężczyzna przybył na miejsce, zauważył izraelskiego żołnierza z karabinem, który chował się przed strzelaniną. Wziął od niego karabin i wszedł na dach jednego z budynków, na którym znajdował się strzelec Hamasu. Ten mężczyzna zabił tego terrorystę, a potem wciąż pod ogniem pobiegł do auta, chwycił te dwie dziewczynki i uciekł z nimi w bezpieczne miejsce.
Archiwum prywatne / Zdjęcia mieszkańców
Funkcjonariusz ucieka z dziećmi w bezpieczne miejsce.
W tym samym czasie przy wjeździe do Sderot od wschodu zatrzymał się minibus. Jechała nim grupa emerytów ze Sderot i pobliskiego miasta Ofakim. Wybierali się na turystyczną wycieczkę nad Morze Martwe. Pojazd się zatrzymał, ponieważ złapał gumę. Ci ludzie też należeli do pierwszych ofiar terrorystów. Zginęło tam 13 osób. Niektóre z nich przeżyły Holokaust.
Bitwa o posterunek policji
Kiedy terroryści wdarli się do budynku, to była akurat ta godzina, kiedy z posterunku wychodziła jedna zmiana policjantów, a wchodziła druga zmiana. Na miejscu zastrzelili od razu 10 z nich.
Archiwum prywatne / Monitoring miejski
Terroryści podchodzą pod posterunek policji (w głębi), po lewej stronie widać pick-upa Hamasu.
Nie jestem religijnym człowiekiem, ale uważam, że wtedy stało się coś, co można nazwać cudem. Kiedy rozeszła się wieść, że coś się dzieje w Sderot, ale nie wiadomo było jeszcze dokładnie co, do miasta skierowano posiłki policyjne. Jednym z policjantów, którzy wtedy przyjechali, był niejaki Levi z miasta Aszkelon, 20 km stąd. To nie był chłopak, który był przygotowany do walki z terrorystami. Był policjantem, który pracował za biurkiem.
Levi był religijnym człowiekiem, a do ataku doszło w sobotę, czyli w trakcie szabatu, kiedy religijnym Żydom nie wolno pracować, w tym jeździć samochodem. Ponieważ jednak chodziło o sprawy bezpieczeństwa państwa, Levi wsiadł do auta i ruszył do Sderot. Z powodu szabatu nie włączył radia, więc nie wiedział, że jedzie do miasta, w którym są terroryści. Nie działało też jego policyjne radio, bo Hamas zagłuszyli całą komunikację w tym rejonie.
Kiedy Levi wszedł do budynku policji, terroryści otworzyli do niego ogień. Levi wyjął pistolet i zaczął się ostrzeliwać. Udało mu się zastrzelić dwóch terrorystów, ale wtedy jedna z kul trafiła go w dłoń, która trzymała pistolet i odstrzeliła mu trzy palce. Oczywiście, pistolet wypadł mu z ręki.
Archiwum prywatne / Zdjęcia mieszkańców
Terroryści ostrzeliwują przejeżdżające auto policyjne w Sderot.
Wtedy już rozumiał, że znajduje się w budynku opanowanym przez terrorystów i nie ma broni. Więc udawał zabitego. Ale terroryści chodzili po nim i kopali go. Potem powiedział, że jego zdaniem byli pod wpływem narkotyków. Po prostu się śmiali.
W pewnym momencie jeden z nich podszedł do niego i kopnął go z całej siły, aby upewnić się, że na pewno nie żyje. Levi nie zareagował. Wtedy ten człowiek, żeby mieć pewność, strzelił dwa razy w klatkę piersiową Leviego. Ale Levi wciąż się nie poruszył. Wciąż żył. To była absurdalna sytuacja, bo wielu ludzi nie wiedziało, że grozi im niebezpieczeństwo. Dla nich to był zwykły sobotni dzień, a tymczasem tu, w środku miasta, trwała prawdziwa wojna.
Archiwum prywatne / Zdjęcia mieszkańców
Funkcjonariusze ostrzeliwują terrorystów.
Levi wciąż znajdował się więc w budynku, kiedy po wielu godzinach zaczęły nadciągać coraz poważniejsze siły.
W końcu główny dowódca izraelskiej policji uznał, że w środku nie ma już żadnych żywych funkcjonariuszy, a jedynie terroryści. Wtedy poprosił armię, aby ta przysłała na miejsce czołg, aby ten zniszczył budynek. Kiedy pojazd przyjechał na miejsce, oddał cztery strzały w kierunku posterunku, ale ten się nie zawalił. Levi wciąż znajdował się w środku, udając martwego.
Archiwum prywatne / Zdjęcia mieszkańców
Oddział specjalny ostrzeliwuje terrorystów w budynku policji.
Wtedy czołg podjechał bardzo blisko, tu na ulicy wciąż są ślady gąsienic, i zaczął ponownie strzelać, ale budynek wciąż nie chciał się zawalić, a Levi wciąż żył.
Wtedy wezwali śmigłowiec, który wystrzelił rakietę w budynek. Przypominam, że to wszystko działo się w środku miasta, w zwykły weekendowy dzień. Ale budynek wciąż się nie zawalił. W końcu wezwali buldożery, którym udało się zawalić ściany budynku.
Archiwum prywatne / Zdjęcia mieszkańców
Buldożer niszczy budynek policji.
Dopiero wtedy pomiędzy gruzy wszedł specjalny oddział policji. W środku było ciemno. Operatorzy usłyszeli wtedy, jak ktoś woła po hebrajsku „hitzilo!”, czyli „pomocy!”. Zapytali: „Jak się nazywasz?” A on na to: „Levi”. Wtedy kazali mu zaczekać i zapytali dowódcę, czy mają w Sderot policjanta o takim imieniu, a dowódca powiedział, że nie.
Zaczęli podejrzewać, że Levi w rzeczywistości jest terrorystą, który próbuje wciągnąć ich w pułapkę. Wielu terrorystów zna hebrajski. Zaczęli wykrzykiwać do niego z odległości, żeby podał swój policyjny numer. Dopiero wtedy odkryli, że to ten gość z Aszkelon, który przybył im na pomoc. Musieli podnieść zwalone ściany, zanim mogli wydobyć go na zewnątrz. Dziś Levi jest cały i zdrowy, minus te trzy palce.
Historia synów Kobiego
Sobotni poranek był jednym z najbardziej dramatycznych momentów ataku, także dla mnie osobiście, ponieważ mój starszy syn, strażak, był wówczas na służbie. Pierwsza rakieta, która spadła w Sderot, uderzyła w samochód, który stanął w płomieniach. Auto strażackie z moim synem w środku natychmiast wyruszyło do tego pożaru.
Było ich trzech w drużynie – dowódca, mój syn i jeszcze jeden strażak. Kiedy przygotowywali sprzęt potrzebny do ugaszenia ognia, mój syn zauważył ludzi na ulicy. W tym czasie wył już jeden alarm za drugim, więc zaczął krzyczeć do tych ludzi: „Biegnijcie do schronów! To czerwony alarm!”. Jak się szybko okazało, ci ludzie nie byli mieszkańcami miasta, ale terrorystami.
Zaczęli strzelać do strażaków. Zabili dowódcę i drugiego strażaka. Z całej trójki przeżył tylko mój syn.
IDF / IDF
Walki na ulicach Sderot.
Na tym jednak nie skończyła się rola straży pożarnej podczas ataku. Jak mówiłem, kiedy terroryści wdarli się do budynku policji, zabili 10 policjantów. Ale w środku było ich około 15 lub 16. Ci, którzy przeżyli, schronili się na dachu budynku. Niektórzy z nich byli już wtedy ranni.
W środku tej strzelaniny do budynku podjechał samochód strażacki i wysunął drabinę aż do poziomu dachu. Jeden dzielny strażak przeszedł po tej drabinie na dach i sprowadził na dół całą resztę.
W tym samym czasie mój młodszy syn znajdował się w bazie wojskowej Zikim, której jest dowódcą. Dwa kilometry od Gazy, tuż przy morskiej plaży znajduje się kibuc Zikim oraz niewielka baza wojskowa. To jest baza, w której rekruci odbywają podstawowe przeszkolenie wojskowe, więc jest tam minimalna liczba doświadczonych żołnierzy.
IDF / IDF
Walki w bazie Zikim.
I właśnie tam setka terrorystów uderzyła od strony morza. Mój syn i inni doświadczeni oficerowie stoczyli naprawdę heroiczną walkę z napastnikami. Mój syn przeżył, ale siedmiu oficerów zginęło. Jednak terroryści nie zdołali wedrzeć się do bazy. Dziesiątki niedoświadczonych rekrutów uniknęły śmierci.
Jednak od ponad trzech miesięcy nie udało mi się spotkać z moim synem. Walczy teraz w Gazie wraz z siłami IDF [Israel Defense Forces – Siły Obronne Izraela].
IDF / IDF
Walki w bazie Zikim.
Co poszło nie tak
W Sderot od czasu do czasu odbywały się niezapowiadane ćwiczenia, o których nie było informowane nawet wojsko. Podczas takich ćwiczeń na miejsce ataku wroga wyznaczano właśnie posterunek policji. Celem tych ćwiczeń było sprawdzenie, jak szybko wojsko jest w stanie dotrzeć do tego miejsca i zareagować na atak. Zwykle pierwsze siły wojskowe docierały tu w ciągu 12 minut.
Ale kiedy doszło do prawdziwego ataku, ten czas wyniósł od 9 do 10 godzin. Ten czas pozwolił terrorystom mordować, gwałcić i porywać.
Archiwum prywatne / Zdjęcia mieszkańców
Terroryści włamują się do prywatnych posesji.
Jak to możliwe, że przy całej izraelskiej armii, czołgach i śmigłowcach trwało to tak długo? Można powiedzieć, że nasze miasto zaatakowało 70 terrorystów, ale w różnych miejscach kraju było ich 3 tys., więc wojsko musiało reagować na wszystkie te ataki. Jednak to nie wyjaśnia wszystkiego. Czekamy na wyniki śledztwa, które ma wyjaśnić, dlaczego w jednej chwili zawiodły wszystkie systemy bezpieczeństwa i dlaczego liczba żołnierzy, którzy stacjonowali wówczas wzdłuż granicy z Gazą, była minimalna.
Najcięższe walki odbyły się w rejonie posterunku policji. Izraelska armia zabiła tu w sumie 26 terrorystów. Ciało ostatniego z nich znaleziono dopiero miesiąc później. W tym miejscu było zablokowane ujście ściekowe. Dopiero kiedy je otworzyli, okazało się, że ujście jest zablokowane przez ciało terrorysty. Miał przy sobie granaty ręczne i cały sprzęt, więc trzeba było wzywać oddział saperów, aby usunęli ciało.
Ale walki prowadzone były w całym Sderot. Terroryści zaatakowali w dziewięciu obszarach miasta, w których ranili i zabijali ludzi. Zanim przybyła tu armia, walczyli z nimi policjanci oraz zwykli ludzie, którzy posiadali broń.
Łącznie w Sderot zginęło 52 Izraelczyków. Do niektórych rannych nie mogły dotrzeć służby medyczne, bo tu się odbywała regularna bitwa. Półtora dnia od rozpoczęcia ataku w mieście wciąż było słychać strzały. Sytuacja została opanowana dopiero po dwóch dobach.
W naszym mieście nigdy nie stacjonowało dużo wojska. Nie byliśmy przygotowani na taką skalę ataku. Jednak to nie wyjaśnia faktu, że wszystko, co mogło pójść nie tak, poszło nie tak.
Co dalej
Dziś Sderot jest opustoszałe. Przed atakiem liczyło 36 tys. mieszkańców. Po ataku większość ludzi została ewakuowana przez państwo i dziś mieszkają w hotelach w głębi kraju. Na miejscu pozostało ok. 4 tys. ludzi, czyli nieco ponad 10 proc. populacji. Można odnieść wrażenie, że jest tu więcej bezdomnych kotów niż ludzi.
Zgodnie z planem mają wrócić do domów z końcem lutego. Ale ilu z nich zechce wrócić? Jeżeli ci ludzie nie będą czuć się bezpiecznie, nikt ich nie może do tego zmuszać.
Marcin Wyrwał / Marcin Wyrwał
Koty na ulicach Sderot.
Mój starszy syn ma ośmioletnią córeczkę i właśnie powiedział mi, że chcą wyprowadzić się ze Sderot. Zapytałem go, dlaczego chce to zrobić, przecież dopiero co wybudował sobie bardzo ładny dom. Wtedy mój syn powiedział: „Zadam ci jedno pytanie i jeżeli twoja odpowiedź mnie usatysfakcjonuje, to zostaniemy”. Pytanie brzmiało: „W każdą sobotę moja córka chodzi tu niedaleko na pizzę ze swoimi przyjaciółmi. Czy po tym wszystkim mogę wciąż ją puszczać do pizzerii?” Odpowiedziałem: „Nie”. A on odpowiedział: „W takim razie nie zostaniemy”.
Inny przykład, tylko z mojej rodziny: moja żona przebywa teraz w mieście Ejlat na samym południu Izraela. Powiedziała mi, że wróci dopiero wtedy, kiedy zamontuję we wszystkich oknach naszego domu żelazne kraty. Ściągnięcie jej do domu kosztowało mnie 30 tys. szelki [ok. 32 tys. zł]. Przy każdym mieszkaniu w Sderot dobudowany jest schron. Teraz ludzie będą się jeszcze bardziej zabezpieczać.
Marcin Wyrwał / Marcin Wyrwał
Schron bombowy w Sderot.
W tej chwili trudno spodziewać się jakiegokolwiek ataku w podobnym stylu co 7 października, ponieważ armia prowadzi działania wojskowe w Gazie i mocno odepchnęło Hamas w głąb jej terytorium. Z tego samego powodu obecnie w granicach Sderot także nie ma wielu żołnierzy. Znajdują się przy wjazdach do miasta.
Jednak nauczeni doświadczeniem organizujemy w naszej społeczności ochotników, którzy będą działać jako grupy szybkiego reagowania. Takie grupy funkcjonowały jeszcze przed atakiem we wszystkich kibucach, ale nigdy nie były dobrze wyposażone. Kiedy nastąpił atak, nie były też poinformowane, że to się stało.
Marcin Wyrwał / Marcin Wyrwał
Opustoszałe ulice Sderot.
Tu zamierzamy zorganizować to lepiej. Mamy 100 ochotników. W swoich domach mają oni broń i kamizelki kuloodporne, z których mogą skorzystać w każdej chwili.
Co do posterunku policji, to dziś znajduje się w prowizorycznym budynku w przemysłowej części miasta. Miasto planuje wybudować nowy posterunek, ale nie w tym miejscu. To miejsce pozostanie puste.
Marcin Wyrwał / Marcin Wyrwał
W tym miejscu znajdował się posterunek policji w Sderot.
Mamy tu mural, który przypomina tamte wydarzenia, a także monument. Ludzie zostawiają tu flagi Izraela, a także flagi innych krajów. To jest nasze ground zero [puste miejsce upamiętnienia, takie jak w Nowym Jorku po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 r.].
Marcin Wyrwał
Mural opisujący wydarzenia w tym miejscu.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


Drogę wśród liberalno lewicowych aktywistow utorowal sobie dyskurs o kolonialnym charakterze syjonizm. W parze z niechęcią do Żydów lub wręcz antysemityzmem mamy poparcie progresistow dla Gazy/Hamasu, również zawirowanych Żydów amerykańskich. Tu nie ma zagadki, tu jest krecia robota na uniwersytetach.
@Izhak Walfish
”Ale skąd bierze się ta „ wielka” miłość między „Progresywną” lewicą a zacofanej,
ekstremalnie religijnej i militarnej ludności
Gazy i narodu Arabskiego?.”
Nic nowego pod sloncem.
Po Wojnie Szesciodniowej niezadowolona Wladza zawezwala na dywanik Antoniego Slonimskiego. ”Co to ma byc”, wrzeszczala Wladza, ”musicie zrozumiec, Slonimski, ze kazdy moze miec tylko jedna ojczyzne!”.
”No dobrze”, odparl Slonimski, ”ale dlaczego Egipt”?
Marcin Wyrwał
Wydarzenia 7.10.2023 oglądam
i czytam
ponad cztery miesiące i to w różnych
językach.
Za każdym razem ponoszą mnie uczucia
złości i bezradności, widząc do jakich bestialskich zbrodni doszło na terenie Izraela na granicy z Gazą.
Nie mniej bezczelna jest reakcja światowej opinii publicznej czy też oficjalnych
czynników politycznych. Ogólne potępienie
Izraela jest na porządku dziennym, szczególnie czynniki lewicowe wyróżniają się w tej działalności, ale nie tylko.
Ale skąd bierze się ta „ wielka” miłość między „Progresywną” lewicą a zacofanej,
ekstremalnie religijnej i militarnej ludności
Gazy i narodu Arabskiego?.
Jedyne wytłumaczenie jakie ja widzę jest,
nie miłość i litość do narodu Arabskiego,
która nie istnieje, tylko wykorzystanie ich
agresywne nawyki dla własnych, nie
mniej agresywnych potrzeb.