Uncategorized

Kto kontroluje tych, którzy oskarżają Izrael?

Anne Goldschmid

Podsumowanie w jednym zdaniu

Artykuł stanowi wnikliwą, krytyczną analizę metodologii oraz politycznych i osobowych kontrowersji wokół raportów komisji śledczej ONZ dotyczących Izraela, wykazując brak pełnej przejrzystości i weryfikowalności dowodów przy tak ciężkich oskarżeniach.


26 października 2026 roku światowe media przekazały kolejną wiadomość opatrzoną autorytetem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Według nowego raportu komisji śledczej ONZ, Izrael nadal dopuszcza się ludobójstwa w Strefie Gazy – mimo obowiązującego zawieszenia broni. W Judei i Samarii izraelskim siłom zarzucono natomiast zbrodnie przeciwko ludzkości, tortury, gwałty oraz prześladowania ludności palestyńskiej. To oskarżenia tak ciężkie, że należałoby oczekiwać za nimi wyjątkowo solidnego materiału dowodowego, niezależnych ekspertyz, szczegółowych rekonstrukcji wydarzeń oraz weryfikacji zeznań, która wytrzymałaby konfrontację z najbardziej niewygodnymi pytaniami.

Wystarczyło jednak ogłosić, że ustalenia pochodzą od ONZ, aby wiadomość natychmiast zaczęła żyć własnym życiem. Trzy litery w międzynarodowym obiegu informacyjnym potrafią zastąpić długie wyjaśnienia. Powołanie się na ONZ nadaje oskarżeniu szczególną rangę, choć przeciętny czytelnik rzadko dowiaduje się, kto konkretnie przeprowadził dochodzenie, kto wybrał śledczych i ile z przedstawionych dowodów zostało rzeczywiście sprawdzonych przez niezależne osoby.

A właśnie od tego należałoby zacząć.

Organizacja Narodów Zjednoczonych liczy 193 państwa członkowskie. Nad powołaniem komisji śledczej dotyczącej Izraela głosowało natomiast zaledwie 47. Decyzję podjęło bowiem nie Zgromadzenie Ogólne ONZ, lecz Rada Praw Człowieka z siedzibą w Genewie. To odrębny organ, którego 47 członków wybieranych jest na trzyletnie kadencje z uwzględnieniem podziału geograficznego. Nazwa brzmi dostojnie i mogłaby sugerować, że państwa zasiadające w Radzie wyróżniają się szczególnym szacunkiem dla ludzkiej godności. Niestety, statutowe ideały i rzeczywistość dyplomatyczna od dawna mieszkają pod różnymi adresami. O członkostwie decyduje głosowanie, a państwa mające na sumieniu represje, tortury czy systematyczne prześladowania własnej ludności również mogą znaleźć się w gronie tych, które badają cudze naruszenia praw człowieka.

Teraz najciekawsze: kto wystąpił o powołanie komisji?

19 maja 2021 roku do Rady wpłynął oficjalny wniosek o zwołanie specjalnej sesji. Złożyli go wspólnie Pakistan, działający jako koordynator Organizacji Współpracy Islamskiej, oraz przedstawiciel Palestyny. Dokument podpisał między innymi pakistański ambasador Khalil Hashmi. Wniosek uzyskał poparcie również państw spoza Organizacji Współpracy Islamskiej, a chęć wzięcia udziału w sesji zadeklarowało początkowo 63 państwa.

Warto zapamiętać, skąd wyszła inicjatywa. Pakistan, reprezentujący Organizację Współpracy Islamskiej, wraz z przedstawicielem Palestyny uruchomił procedurę, która doprowadziła do powołania międzynarodowej komisji badającej między innymi odpowiedzialność Izraela za najcięższe zbrodnie. Projekt rezolucji Pakistan przedstawił w imieniu tej organizacji. Wszystko odbyło się zgodnie z procedurami ONZ, co niewątpliwie cieszy miłośników dyplomatycznych formalności. Dla zrozumienia politycznych okoliczności powstania komisji pochodzenie inicjatywy ma jednak znaczenie zasadnicze.

27 maja 2021 roku Rada przegłosowała rezolucję. Za powołaniem komisji opowiedziały się 24 państwa: Argentyna, Armenia, Bahrajn, Bangladesz, Boliwia, Burkina Faso, Chiny, Wybrzeże Kości Słoniowej, Kuba, Erytrea, Gabon, Indonezja, Libia, Mauretania, Meksyk, Namibia, Pakistan, Filipiny, Rosja, Senegal, Somalia, Sudan, Uzbekistan i Wenezuela.

Proponuję przeczytać tę listę jeszcze raz, szczególnie jej mniej demokratyczną część: Chiny, Rosja, Kuba, Erytrea, Wenezuela, Sudan, Libia. Państwa, których władze były oskarżane o ciężkie naruszenia praw człowieka, a niektóre także o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Przedstawiciele tych rządów uznali, że należy powołać bezterminową komisję mającą badać między innymi odpowiedzialność Izraela. Trudno o bardziej osobliwą obsadę moralnego trybunału, choć dyplomacja przyzwyczaiła nas już do tego, że najbardziej gorliwymi strażnikami zasad bywają ci, którzy za własnymi granicami najchętniej zawieszają ich obowiązywanie.

Przeciw głosowały: Austria, Bułgaria, Kamerun, Czechy, Niemcy, Malawi, Wyspy Marshalla, Wielka Brytania i Urugwaj. Czternaście państw wstrzymało się od głosu: Bahamy, Brazylia, Dania, Fidżi, Francja, Indie, Włochy, Japonia, Nepal, Holandia, Polska, Korea Południowa, Togo i Ukraina.

Dwadzieścia cztery państwa poparły projekt, dziewięć było przeciw, a czternaście odmówiło udzielenia poparcia. Wstrzymanie się od głosu nie jest równoznaczne ze sprzeciwem, dlatego rezolucja została przyjęta prawidłowo. Warto jednak pamiętać, że za jej powołaniem opowiedziało się tylko 24 spośród 47 członków Rady. Mandat komisji bywa później przedstawiany w taki sposób, jakby stanowił wyraz jednomyślności całej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Tymczasem polityczna historia jego powstania jest znacznie mniej imponująca.

Jeszcze ciekawsza jest konstrukcja samego mandatu. Komisję ustanowiono jako organ prowadzący dochodzenie w sposób ciągły, bez określonej daty zakończenia działalności. Może ona badać kolejne wydarzenia, powracać do wcześniejszych ustaleń, analizować historyczne przyczyny konfliktu i publikować następne raporty.

Izrael pozostaje przy tym jedynym państwem posiadającym osobny, stały punkt porządku obrad Rady Praw Człowieka, oznaczony numerem siedem. Rosja takiego punktu nie ma. Chiny również. Sudan, Wenezuela czy Iran także nie otrzymały podobnego wyróżnienia. ONZ powoływała komisje badające zbrodnie w Syrii, Ukrainie, Mjanmie i innych częściach świata, jednak wiele z tych mandatów wymaga okresowego odnawiania. W przypadku Izraela stworzono mechanizm stały.

31 marca 2026 roku nawet Wielka Brytania ponownie oficjalnie zaprotestowała przeciwko temu rozwiązaniu. Brytyjska ambasador do spraw praw człowieka, Eleanor Sanders, stwierdziła, że punkt siódmy niesprawiedliwie i wyjątkowo wyróżnia Izrael oraz powoduje nieproporcjonalne skupienie uwagi Rady na tym państwie. Żadne inne państwo nie jest traktowane w taki sposób. Londyn równocześnie podtrzymał krytykę izraelskiej polityki osadniczej, co tylko pokazuje, że dostrzeżenie nierówności proceduralnej nie wymaga szczególnej sympatii do izraelskiego rządu.

Tymczasem jeszcze w październiku 2022 roku ta sama Rada nie była w stanie przegłosować nawet debaty na temat prześladowania Ujgurów w Chinach – debaty, a nie powołania komisji śledczej. Siedemnaście państw poparło projekt, dziewiętnaście było przeciw, a jedenaście wstrzymało się od głosu. Chiny, które tak gorliwie poparły ustanowienie komisji dotyczącej Izraela, sprzeciwiły się dyskusji o własnych działaniach. Przeciw głosowały również Kuba, Pakistan i Wenezuela.

W tym czasie Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka miało już własny raport wskazujący, że prześladowania Ujgurów mogą stanowić zbrodnie przeciwko ludzkości. Rada najwyraźniej uznała, że wysłuchanie debaty byłoby przesadą. Z pewnością nie brakowało innych, pilniejszych spraw. Izrael na przykład zawsze pozostaje pod ręką.

Przejdźmy jednak do ludzi, którzy zostali powołani do badania tego państwa.

W lipcu 2021 roku przewodniczącą trzyosobowej komisji została Navi Pillay, południowoafrykańska prawniczka, była Wysoka Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka, a wcześniej sędzia Międzynarodowego Trybunału Karnego dla Rwandy oraz Międzynarodowego Trybunału Karnego. Jej doświadczenie zawodowe jest ogromne. Uczestniczyła w rozwoju międzynarodowego prawa karnego, zajmowała się ściganiem sprawców najcięższych zbrodni, a 9 października 2026 roku Norweski Komitet Noblowski ogłosił przyznanie jej Pokojowej Nagrody Nobla.

Tyle oficjalny życiorys.

Jest w nim jednak szczegół, którego w kontekście późniejszej pracy komisji trudno nie zauważyć. W czerwcu 2020 roku Pillay podpisała apel wzywający do sankcji wobec Izraela pod hasłem „Sanction Apartheid Israel!”. W czerwcu 2021 roku – zaledwie kilka tygodni przed objęciem przewodnictwa – podpisała również list do prezydenta Joego Bidena, potępiający izraelską politykę wobec Palestyńczyków i wzywający administrację amerykańską do podjęcia działań.

Mamy więc prawniczkę, która przed rozpoczęciem dochodzenia publicznie popierała określone działania polityczne przeciwko państwu, którego odpowiedzialność miała następnie oceniać. Organizacja UN Watch domagała się później jej wyłączenia z komisji z powodu wcześniejszych stanowisk. Wniosek pochodził od organizacji otwarcie krytykującej sposób traktowania Izraela przez ONZ, ale przywołane w nim publiczne deklaracje Pillay istniały niezależnie od tego, kto zwrócił na nie uwagę.

W normalnym postępowaniu prawnym wcześniejsze zaangażowanie osoby mającej oceniać odpowiedzialność jednej ze stron stanowiłoby przynajmniej powód do szczegółowego zbadania kwestii bezstronności. Tutaj Pillay powierzono przewodnictwo nad komisją, a jej wieloletni dorobek zawodowy stał się dodatkowym źródłem autorytetu całego przedsięwzięcia. Najwyraźniej ktoś uznał, że wcześniejsze publiczne opowiedzenie się za sankcjami nie przeszkadza w prowadzeniu bezstronnego dochodzenia. Chciałabym poznać uzasadnienie tej oceny, a zwłaszcza procedurę, według której ją przeprowadzono.

Drugim członkiem komisji został Miloon Kothari, indyjski ekspert zajmujący się prawami człowieka. W lipcu 2022 roku udzielił wywiadu, w którym stwierdził, że media społecznościowe są w dużej mierze kontrolowane przez „żydowskie lobby”. To dość niezwykła obserwacja jak na człowieka, którego zadaniem było badanie odpowiedzialności za poważne naruszenia prawa międzynarodowego i który powinien szczególnie uważać na antysemickie stereotypy.

Reakcja przyszła nawet z samej Rady Praw Człowieka. Jej ówczesny przewodniczący, Federico Villegas, w oficjalnej korespondencji przypomniał o obowiązku bezstronności, powściągliwości i korzystania z wiarygodnych źródeł. Wskazał, że wypowiedzi Kothariego mogą być odbierane jako stygmatyzowanie Żydów. Kothari później przeprosił, uznając swoje sformułowanie za niewłaściwe i krzywdzące, a także wyjaśnił, że nie kwestionował prawa Izraela do istnienia.

Przeprosiny są faktem. Wcześniejsza wypowiedź również. Oba fakty należą do historii komisji i oba mają znaczenie przy ocenie zaufania, jakie można mieć do osób przedstawiających tak poważne oskarżenia.

Trzecim członkiem zespołu był australijski prawnik Chris Sidoti, wcześniej uczestniczący w dochodzeniu ONZ dotyczącym prześladowania Rohingjów w Mjanmie. Sidoti wielokrotnie krytykował sposób, w jaki zarzuty antysemityzmu wykorzystywano do odpierania krytyki izraelskiej polityki. Podczas jednej z konferencji porównał częstotliwość takich oskarżeń do ryżu rzucanego na weselu. Później podkreślał, że antysemityzm jest zjawiskiem bardzo poważnym, a nadużywanie tego pojęcia prowadzi do jego banalizacji.

Przypominam te wypowiedzi, ponieważ komisja mająca badać zbrodnie po obu stronach konfliktu powinna wzbudzać zaufanie również wśród tych, których działania poddaje ocenie. Publiczny język jej członków nie pozostaje bez znaczenia – podobnie jak ich wcześniejsze stanowiska polityczne oraz stosunek do oskarżeń kierowanych przeciwko Żydom i państwu Izrael.

We wrześniu 2025 roku komisja kierowana przez Pillay opublikowała dokument A/HRC/60/CRP.3, w którym stwierdziła, że Izrael dopuścił się ludobójstwa w Strefie Gazy. Dokument jest szczególnie interesujący, ponieważ jego autorzy już na początku wyjaśnili, w jaki sposób doszli do tak daleko idących wniosków.

W punkcie drugim napisano wprost, że ustalenia prawne opierają się przede wszystkim na ustaleniach faktycznych zawartych we wcześniejszych raportach komisji, a także na materiałach przygotowanych do kolejnego raportu. W punkcie siódmym potwierdzono zastosowanie dotychczasowej metodologii i standardu dowodowego określanego jako reasonable grounds to conclude, czyli uzasadnione podstawy do wyciągnięcia wniosku.

Innymi słowy, komisja wykorzystała wcześniej zgromadzony materiał i wcześniejsze oceny poszczególnych wydarzeń, aby następnie przeprowadzić analizę prawną prowadzącą do oskarżenia Izraela o ludobójstwo.

Takie postępowanie jest dopuszczalne w dochodzeniach międzynarodowych. Właśnie dlatego tak istotna staje się możliwość sprawdzenia, skąd pochodzą pierwotne ustalenia, które z nich mają niezależne potwierdzenie i czy późniejsze raporty rzeczywiście wnoszą nowe dowody.

W listopadzie 2025 roku skład komisji zmieniono. Navi Pillay i Miloon Kothari odeszli. Nowym przewodniczącym został Srinivasan Muralidhar, były indyjski sędzia, a do zespołu dołączyła Florence Mumba z Zambii – prawniczka mająca doświadczenie w międzynarodowych trybunałach karnych. Chris Sidoti pozostał.

22 stycznia 2026 roku, podczas konferencji prasowej ONZ, Sidoti sam wyjaśnił powód swojego ponownego powołania. Przewodniczący Rady Praw Człowieka miał zwrócić się do niego z prośbą o pozostanie w komisji dla zachowania ciągłości jej pracy, aby w nowym trzyosobowym składzie zasiadał ktoś, kto uczestniczył również w poprzednim dochodzeniu.

Trudno o bardziej jednoznaczne potwierdzenie.

Zmieniły się dwie osoby, pozostał jednak trzeci członek, zgromadzona dokumentacja oraz wieloletni dorobek komisji. Nowi śledczy przejęli instytucję, która już wcześniej ogłosiła, że Izrael dopuścił się ludobójstwa. W maju 2026 roku nowy skład opublikował raport A/HRC/62/22, w którego części metodologicznej potwierdzono stosowanie tych samych zasad i tego samego standardu dowodowego co u poprzedników. Szczegółowe informacje oraz pełny wykaz wykorzystanych źródeł pozostawały w aktach komisji.

Ciągłość została więc zachowana – zarówno personalnie, jak i metodologicznie. Znacznie trudniej ustalić, jak wyglądała kontrola odziedziczonego materiału.

Nowy przewodniczący oraz Florence Mumba mieli kwalifikacje pozwalające na samodzielną ocenę wcześniejszych ustaleń. Komisja dysponowała zapleczem eksperckim i dostępem do własnych akt. Nie znalazłam natomiast publicznego dokumentu, który pozwalałby stwierdzić, że najważniejsze dowody wykorzystane przez Pillay do sformułowania oskarżenia o ludobójstwo zostały ponownie, od podstaw, sprawdzone przez nowych członków.

Zachowanie ciągłości pracy brzmi bardzo profesjonalnie. Ale ciągłość może oznaczać również przejęcie wcześniejszych założeń, ocen i błędów, jeśli takie wystąpiły. Wszystko zależy od sposobu kontroli materiału. Właśnie tego chciałabym się dowiedzieć, zamiast po raz kolejny czytać zapewnienia o niezależności.

Szczególnie interesująca jest tutaj Florence Mumba.

W 1998 roku przewodniczyła składowi Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii, który rozpatrywał sprawę Anto Furundžiji. Podczas procesu dotyczącego między innymi tortur i przemocy seksualnej obrona zakwestionowała nieujawnienie dwóch dokumentów dotyczących stanu psychologicznego lub psychiatrycznego kluczowego świadka. Sędziowie uznali, że prokuratura naruszyła obowiązek ujawnienia materiałów istotnych dla obrony, i zarządzili ponowne otwarcie postępowania.

To wydarzenie ma zasadnicze znaczenie dla naszej analizy. Florence Mumba przewodniczyła składowi, który potraktował prawo do rzetelnego sprawdzenia zeznań na tyle poważnie, że zdecydował o wznowieniu czynności procesowych, umożliwiając ponowne przesłuchanie świadka.

Dzisiaj ta sama prawniczka uczestniczy w pracach komisji oskarżającej izraelskich żołnierzy i funkcjonariuszy więziennych między innymi o gwałty, tortury oraz przemoc seksualną.

Oczywiście międzynarodowa komisja śledcza nie jest sądem. Nie prowadzi procesu kontradyktoryjnego i nie dysponuje takimi samymi uprawnieniami jak trybunał karny. Jej standard dowodowy jest również niższy od standardu wymaganego do wydania wyroku skazującego. Florence Mumba zna te różnice lepiej niż większość komentatorów powołujących się dziś na ustalenia ONZ.

Tym bardziej interesuje mnie, jak jej wiedzę i doświadczenie wykorzystano przy ocenie konkretnych zeznań. Czy miała dostęp do pierwotnych zapisów przesłuchań? Czy uczestniczyła w analizowaniu sprzeczności? Czy sprawdzano dokumentację medyczną, chronologię zdarzeń i możliwość niezależnego potwierdzenia relacji? Jak traktowano przypadki, w których zeznania stanowiły główny, a czasem jedyny bezpośredni materiał dowodowy?

Nie udało mi się znaleźć publicznych odpowiedzi pozwalających ocenić jej osobisty udział w tych czynnościach. A przecież nie pytam o szczegóły prywatnego życia świadków – interesuje mnie kontrola procesu dowodowego, której znaczenie Mumba sama zna z wieloletniej praktyki sądowej.

Oficjalne zasady komisji przewidują weryfikowanie informacji z wykorzystaniem niezależnych i wiarygodnych źródeł. W określonych okolicznościach dopuszczają również wyjątki, zwłaszcza przy zeznaniach uznanych za szczególnie wiarygodne. Komisja korzysta z dokumentacji medycznej, nagrań, fotografii, relacji świadków, materiałów organizacji pozarządowych i źródeł otwartych.

I tutaj dochodzimy do kwestii, którą uważam za najważniejszą w całym dochodzeniu: niezależności źródeł.

Załóżmy, że mieszkaniec Gazy składa zeznanie lokalnej organizacji. Organizacja przekazuje je międzynarodowej instytucji, która przygotowuje na tej podstawie raport. Kolejna instytucja powołuje się na ten raport, a następnie komisja ONZ wykorzystuje jego ustalenia. W kolejnym roku nowy dokument komisji odsyła do poprzedniego.

Mamy już kilka publikacji, kilka instytucji i kilka przypisów. Pierwotny świadek nadal pozostaje jeden.

Podobieństwo relacji i wielokrotne pojawienie się tej samej informacji nie tworzą automatycznie niezależnego potwierdzenia. Trzeba prześledzić jej pochodzenie, sprawdzić, czy poszczególne źródła rzeczywiście pozyskiwały informacje samodzielnie i czy nie powtarzają tej samej historii.

W międzynarodowych dochodzeniach zjawisko to jest dobrze znane. Nazywa się je czasem pozorną niezależnością źródeł albo błędnym kołem cytowań. Przy zwykłym sporze historycznym prowadzi to do powielania nieścisłości. Przy oskarżeniu o ludobójstwo konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze.

Członkowie komisji potwierdzili, że nie mieli możliwości swobodnego prowadzenia oględzin na terenach objętych dochodzeniem. Znaczna część pracy odbywała się zdalnie. W Gazie przebywali oczywiście miejscowi i zagraniczni lekarze, pracownicy humanitarni oraz dziennikarze, którzy mogli bezpośrednio dokumentować obrażenia, zgony i zniszczenia. Ich materiały mogą stanowić wartościowe dowody. Jednak istnienie dokumentacji medycznej nie wyjaśnia jeszcze wszystkich okoliczności zdarzenia.

Lekarz może ustalić charakter rany, jej rozległość i prawdopodobny mechanizm powstania. Dokumentacja nie zawsze pozwala jednak wskazać sprawcę, odtworzyć przebieg operacji wojskowej czy określić zamiar konkretnego żołnierza albo dowódcy.

Komisja musi więc łączyć różne rodzaje dowodów: weryfikować ich autentyczność, datowanie, lokalizację, pochodzenie oraz wzajemną niezależność. W przypadku zeznań dochodzi konieczność badania spójności relacji, wcześniejszych wypowiedzi świadka, ewentualnych nacisków i informacji mogących podważać przedstawioną wersję wydarzeń.

W Strefie Gazy, gdzie Hamas przez lata sprawował władzę, a ugrupowania zbrojne zachowują zdolność do stosowania przemocy wobec ludności, kwestia swobody składania zeznań wymaga szczególnej uwagi. Sama komisja dokumentowała przecież egzekucje pozasądowe, tortury i zastraszanie Palestyńczyków przez formacje związane z Hamasem. Tym bardziej zasadne staje się zbadanie, czy osoby opowiadające o działaniach izraelskiej armii mogły bez obaw przedstawiać również informacje dotyczące działalności palestyńskich ugrupowań zbrojnych.

Nie znam publicznego zestawienia, które pozwalałoby sprawdzić, jak w każdym z opisanych przypadków oceniono takie ryzyko. Brakuje również pełnego wglądu w sposób eliminowania zeznań niespójnych lub niepotwierdzonych.

Najnowszy raport, oznaczony numerem A/81/430 i ogłoszony 26 października 2026 roku, ponownie przedstawia bardzo ciężkie oskarżenia wobec Izraela. Associated Press informuje między innymi o sześciu przypadkach domniemanej przemocy seksualnej wobec palestyńskich mężczyzn przetrzymywanych w ośrodku Sde Teiman. Komisja opisuje również przemoc wobec palestyńskich cywilów oraz utrzymywanie się – jej zdaniem – zamiaru ludobójczego mimo zawieszenia broni.

Sama agencja Associated Press przyznaje, że nie była w stanie niezależnie potwierdzić kilku szczegółowych relacji dotyczących przemocy seksualnej.

To zastrzeżenie zasługuje na znacznie większą uwagę, niż zwykle otrzymuje w prasowych streszczeniach. Nie przesądza ono o fałszywości zeznań, pokazuje natomiast ograniczenia niezależnej kontroli części materiału, na którego podstawie formułowane są oskarżenia o wyjątkowej wadze.

Wciąż brakuje mi kompletnego zestawienia pozwalającego oddzielić przypadki opisane po raz pierwszy w 2026 roku od tych, które pojawiały się już wcześniej. Brakuje też publicznej dokumentacji umożliwiającej ustalenie, które z nich zostały dodatkowo potwierdzone nagraniami, badaniami medycznymi, niezależnymi świadkami lub innymi dowodami rzeczowymi.

Pełny wykaz źródeł pozostaje w aktach komisji. Ochrona świadków i danych wrażliwych może uzasadniać ograniczenia w ich ujawnianiu. Nie zwalnia to jednak autorów z możliwie dokładnego przedstawienia sposobu weryfikacji i stopnia pewności poszczególnych ustaleń. Istnieje przecież zasadnicza różnica między opublikowaniem nazwiska świadka a wyjaśnieniem, czy jego relację potwierdzają dwa niezależne źródła, dokumentacja medyczna albo autentyczne nagranie.

W przypadku oskarżenia o ludobójstwo dochodzi jeszcze kwestia zamiaru – najcięższa i najbardziej wymagająca część całej analizy prawnej.

Konwencja o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa wymaga wykazania szczególnego zamiaru zniszczenia chronionej grupy w całości lub w części. Nawet bardzo wysoka liczba zabitych cywilów, ogromne zniszczenia i udokumentowane cierpienia ludności nie stanowią same przez się kompletnego dowodu takiego zamiaru.

W raporcie z września 2025 roku komisja Pillay uznała, że zamiar ludobójczy jest jedynym rozsądnym wnioskiem, jaki można wyciągnąć z całokształtu zebranych informacji. Analizowała wypowiedzi przedstawicieli władz izraelskich oraz wzorzec działań wojskowych. Ostatecznie przypisała odpowiedzialność za ludobójstwo państwu Izrael.

Przy tak daleko idącym rozstrzygnięciu szczególnego znaczenia nabiera ocena innych możliwych wyjaśnień. Trzeba ustalić, jak komisja analizowała konkretne cele operacji wojskowych, rozmieszczenie bojowników Hamasu, wykorzystywanie infrastruktury cywilnej do działań zbrojnych, informacje posiadane przez dowódców i decyzje podejmowane w danych okolicznościach. Udowodnienie istnienia celu wojskowego nie wyklucza zamiaru ludobójczego, ale jego obecność musi zostać uwzględniona przy ocenie całokształtu materiału dowodowego.

Izraelskie władze odrzucają ustalenia komisji i zarzucają jej prowadzenie kampanii delegitymizującej państwo żydowskie. Odmawiają też współpracy z komisją, kwestionując jej bezstronność. To dodatkowo utrudnia dostęp do izraelskiej dokumentacji operacyjnej i przedstawienie pełnego obrazu decyzji wojskowych. Komisja ma prawo oceniać dostępne dowody mimo odmowy współpracy, jednak wynikające z tego ograniczenia powinny być szczegółowo opisane.

Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości nadal prowadzi postępowanie wszczęte przez Republikę Południowej Afryki przeciwko Izraelowi. Wydał środki tymczasowe, ale nie ogłosił jeszcze końcowego wyroku rozstrzygającego, czy Izrael dopuścił się ludobójstwa. Komisja śledcza dysponuje własnym mandatem i może formułować oceny prawne, jednak jej raport nie jest orzeczeniem sądowym.

Tymczasem medialny obieg podobnych informacji bywa znacznie szybszy niż sama procedura ustalania odpowiedzialności. Jeden nagłówek, jedno powołanie się na ONZ i oskarżenie zaczyna funkcjonować jako rozstrzygnięta kwestia.

Komisja zajmowała się również zbrodniami popełnianymi przez stronę palestyńską. W 2024 roku stwierdziła, że Hamas i inne ugrupowania dopuściły się zbrodni wojennych podczas ataku 7 października 2023 roku, w tym zabójstw cywilów, tortur i brania zakładników. W czerwcu 2026 roku opublikowała następny raport dokumentujący egzekucje, tortury i przemoc stosowaną przez formacje powiązane z Hamasem wobec samych Palestyńczyków. Najnowszy raport zawiera również zarzuty wobec Autonomii Palestyńskiej dotyczące represji i działań jej służb bezpieczeństwa.

To ważne ustalenia. Pozwalają stwierdzić, że komisja badała naruszenia popełniane przez różne strony konfliktu. Pozostaje jednak kwestia porównywalności procedur i ich stosowania w praktyce.

Interesowałoby mnie zestawienie pokazujące, jak komisja traktowała sprzeczne lub niepotwierdzone relacje izraelskich ofiar 7 października, a jak zeznania palestyńskich ofiar izraelskich operacji. Ile zeznań odrzucono w obu kategoriach spraw, jakie były przyczyny odrzucenia oraz jakie materiały uznano za wystarczające do ustalenia odpowiedzialności? Dokumentacja taka pozwoliłaby ocenić konsekwencję stosowania przyjętych standardów, zamiast opierać się na zapewnieniach samych autorów.

W całej tej historii uderza mnie jeszcze jedna rzecz. Państwa mające poważne trudności z przestrzeganiem podstawowych praw własnych obywateli zdołały odegrać istotną rolę w powołaniu komisji, której mandat jest bezterminowy. Część tych samych państw sprzeciwiała się później badaniu lub nawet omawianiu naruszeń popełnianych przez ich własne władze czy politycznych sojuszników. Wystarczy przypomnieć głosowanie dotyczące Ujgurów, żeby zobaczyć, jak elastyczna potrafi być zasada uniwersalności praw człowieka, kiedy przychodzi do jej praktycznego zastosowania.

A następnie mamy komisję, której pierwsza przewodnicząca jeszcze przed objęciem funkcji publicznie popierała sankcje przeciwko Izraelowi, członka zmuszonego przepraszać za wypowiedź o „żydowskim lobby” oraz nowy skład, który przejął dotychczasowe ustalenia i zadeklarował stosowanie tej samej metodologii. Wśród nowych członków znajduje się sędzia mająca osobiste doświadczenie w egzekwowaniu prawa do rzetelnej weryfikacji zeznań, lecz zakres jej udziału w ponownym badaniu odziedziczonego materiału nie został publicznie szczegółowo przedstawiony.

Przy oskarżeniu o ludobójstwo oczekiwałabym znacznie większej przejrzystości. Szczegółowego wyjaśnienia, ile niezależnych dowodów zgromadzono, które przypadki badano po raz pierwszy, jakie materiały wykorzystano ponownie i na jakiej podstawie wykluczono inne interpretacje zdarzeń. Chciałabym również wiedzieć, jak nowi członkowie komisji kontrolowali ustalenia poprzedników, zanim przyjęli je jako część dalszej analizy.

Powołanie się na wieloletnie doświadczenie autorów, ich funkcje w międzynarodowych trybunałach czy prestiż Pokojowej Nagrody Nobla nie zastępuje takiej kontroli. Dorobek zawodowy zasługuje na uznanie, ale nie daje nikomu dożywotniego zwolnienia z obowiązku wykazywania, że przedstawione wnioski wynikają z rzetelnie sprawdzonych dowodów.

Niepokoi mnie zwłaszcza łatwość, z jaką kolejne raporty otrzymują rangę niemal ostatecznych rozstrzygnięć. W przestrzeni publicznej ich konkluzje będą powtarzane przez dziennikarzy, polityków i organizacje – często bez znajomości metodologii, bez wglądu w materiały pierwotne i bez rozróżnienia między nowym dowodem a wcześniejszym ustaleniem przytoczonym w następnym dokumencie.

W takim mechanizmie każda kolejna publikacja może wzmacniać przekonanie o prawdziwości poprzedniej, nawet jeśli opiera się częściowo na tym samym materiale.

Właśnie dlatego interesuje mnie przede wszystkim to, czego nadal nie można sprawdzić z dostateczną dokładnością: pochodzenie poszczególnych dowodów, ich wzajemna niezależność, sposób oceny zeznań i zakres rzeczywiście nowych ustaleń.

Dokumentacja pozwalająca to odtworzyć powinna stanowić podstawę publicznej oceny pracy komisji. Przy oskarżeniu państwa o jedną z najcięższych zbrodni znanych prawu międzynarodowemu obowiązek wykazania rzetelności własnego dochodzenia nie powinien kończyć się na zapewnieniu, że członkowie komisji są niezależnymi ekspertami.

Anne Goldschmid


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.