Uncategorized

Ten piąty tom

HenrykGrynberg

Podsumowanie w jednym zdaniu

W swoim przemówieniu towarzyszącym publikacji „Pamiętnika V Jubileuszowego” Henryk Grynberg analizuje współczesną nienawiść i doświadczenia Zagłady, przywołuje skomplikowane losy zasymilowanych twórców oraz postaci literackie mierzące się z żydowską tożsamošću, a także dzieli się osobistymi wspomnieniami o wojennym ocaleniu i osobach, które niesły bezinteresowną pomoc.


Tekst przemówienia Autora, które zostanie wygłoszone zdalnie w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie 5 listopada 2026 r. w czasie promocji jego “Pamiętnika 5 Jubileuszowego”

Przyslal Tomasz Koncewicz

Ten piąty tom mojego polsko-żydowsko-amerykańskiego pamiętnika zaczyna się od psalmu: „Nie będziemy się bać / choćby zmieniła się ziemia / choć góry drżą w sercu morza / choć wody grzmią i się pienią / a góry się trzęsą w ich zgiełku”. Ten psalm – w moim przekładzie – świadczy, że od dawna wiemy o zmianach klimatu, wulkanicznych erupcjach i o tsunami, które zabija całe miasta, lecz nie baliśmy się jak dziś, bo nic tak nie zabija jak nienawiść, którą dziś znamy z doświadczenia.

Kogo Żydzi powinni najbardziej się bać? – pyta mnie ktoś na Facebooku. Będą łatwym celem motłochu i powinni się bać wszystkich – odpowiadam. Nie wiem co radzić zakłamanym Żydom w zakłamanych mediach lub instancjach władzy, którzy myślą, że wolno im to, co wszystkim. Jak niegdyś żydowskim komunistom w Rosji, Polsce, etc. Żydzi, którym pozwala się robić nieżydowskie kariery, zapominają, że są Żydami. Antysemici im to pamiętają.

Najwięcej uwagi poświęcam kulturze, literaturze i sztuce. „Życie, sztuka i śmierć: Berlin 1917 – Auschwitz 1943” to esej o Charlotte Salomon, niemieckiej Żydówce, która poświęciła życie sztuce. Moses Mendelssohn uczył niemieckich Żydów, że mogą być Żydami w domu a Niemcami na ulicy, lecz album Charlotte Salomon z wyborem 450 gwaszy wskazuje, że jej rodzina była niemiecka także w domu. Świętowali Boże Narodzenie pod choinką, grali i śpiewali „Stille Nacht, heilige Nacht”. Tekst albumu przywołuje Nowy Testament, ale nie wskazuje akceptacji społecznej ani interakcji towarzyskiej z „prawdziwymi” Niemcami, bo formuła Mendelssohna nie działała. Samobójstwa w rodzinie Charlotte i wśród innych zasymilowanych kobiet żydowskich były dużo częstsze niż w ogólnej populacji. Jej album stał się pamiętnikiem Kristalnacht i ucieczki na Riwierę, gdzie „prawdziwi” Niemcy ją dogonili i wysłali na śmierć, od której jej dzieło uszło cało.

Do najważniejszych postaci w tym jubileuszowym Pamiętniku należą także Stanisław Lem, Tadeusz Różewicz i Gustaw Herling-Grudziński z podobnym kompleksem polsko-żydowskim. Też całkiem zasymilowani i też bezskutecznie. Nawet Różewicz, którego tylko matka była żydowskiego pochodzenia, notabene bardzo niechętnie. Wszyscy trzej mieli powód i prawo nie chcieć być Żydami. Zwłaszcza Lem, który przeżył największy koszmar Zagłady. I zwłaszcza Różewicz, któremu nie chciano darować, że został polskim  poetą narodowym. Wszyscy trzej starali się ukryć swe pochodzenie, czemu się nie dziwię. Zwłaszcza Różewiczowi, który de facto i de iure nie był Żydem. Herling-Grudziński był bardzo inny. Przyjął chrzest po bitwie o Monte Cassino, w której zasłużył na Virtuti Militari jako Polak, lecz nie miał prawa do antysemickiej pogardy dla Żydów, którą z antyżydowskim talentem wyraził w swym „Innymi świecie”, nie wiedząc, że świat był całkiem inny dla Żydów. Zmienił opinię, gdy po latach odwiedził swą kielecką ojczyznę i głęboko przeżył wizję lokalną tamtejszego pogromu. W rezultacie nie jego „Inny świat” powinien być obowiązkową lekturą szkolną, lecz owa wizja lokalna.

Do największych skarbów polskiej literatury zaliczam Jerzego Ficowskiego. Prawie każdy polski poeta pisał wiersz o Zagładzie. Każdy wybitny poeta – wybitny wiersz. Lecz tylko ten jeden nieżydowski poeta napisał o niej tom wierszy. Wybitnych. Oprócz wiekiego talentu niezbędne było do tego utożsamienie podmiotu z przedmiotem i artysty z ofiarą oraz najwyższy stopień artyzmu i człowieczeństwa. On ma to w swoich „żydowskich” wierszach. Jest jedynym znanym mi poetą, który nie będąc Żydem, p r z e ż y ł Holokaust. We wstępie do angielskiej edycji „Odczytania popiołów” Zbigniew Herbert podkreślił, że nadał on „artystycznie przekonywający kształt temu, czego nie można ogarnąć słowem”. Dowodzą tego liczne cytaty w niniejszym Pamiętniku.

W pośmiertnej rozmowie z polsko-izraelską poetką Irit Amiel przypominam, że oboje pochodzimy od rodziców, którzy do swych rodziców mówili jeszcze po żydowsku, ale do dzieci już tylko po polsku. Przeczuwali język, który nam pozwoli żyć. Oboje znaleźliśmy się wiosną 1943 roku w Warszawie, gdzie widzieliśmy i słyszeliśmy „chłopców z placu Trzech Krzyży”, którzy sprzedawali gazety i papierosy i nie wydawali się „podejrzani”, że uszli z życiem z getta. Po Zagładzie naszą deską ratunku była syjonistyczna lekcja, że Żydzi muszą mieć kraj i być u siebie. Żeby nie było więcej na tym świecie dziewczynki, która nie miała gdzie schronić się przed Treblinką… Ani chłopczyka jak mój mały braciszek, którego nie było nigdzie ukryć. Ani matki z dzieckiem, którzy jeździli tam i z powrotem tramwajem nie mając gdzie uciec przed śmiertelną godziną policyjną.

„We wrześniu 1942 roku nie znam jeszcze tego strachu, jaki odczuwam dziś” – powtarza Irit za Jerzym Einhornem. Ja też mogę to powiedzieć – zwłaszcza dziś, gdy znów zewsząd szczucie i ujadanie. „Skąd w ocalonych bierze się siła, by żyć dalej” – pyta retorycznie Marta Tomczok pod koniec swej książki zatytułowanej „Irit Amiel. Życie”. Bardzo dobre pytanie, na które można odpowiadać w nieskończoność.

Irit zawdzięczała życie pewnej polskiej pani, która prosiła, żeby nikomu o tym nie mówić. A moja matka i ja zawdzięczamy życie pani Taborowej, której śladu – może z tego samego powodu – długo nie mogłem odnaleźć. Tu podkreślam, że dużo trudniej i niebezpiecznej było ratować obrzezanego żydowskiego chłopca i dużo mniej nas uratowano, ale pani Taborowa nie zawahała się ani na chwilę. Nagle – dzięki detektywistycznemu talentowi mojego mecenasa, profesora Tomasza Koncewicza – w niniejszym Pamiętniku pod datą 17 IX 2022 pani Taborowa JEST. Z domu Janicka, urodzona 13 czerwca 1892 roku w Świętochowie Starym – dwa i pół kilometra od naszej Radoszyny, bo i tacy ludzie tam się rodzili. Żyła 90 lat, w spokoju, bo kto choć raz uratował życie, ma poczucie spełnionego obowiązku i może niczego więcej od siebie nie wymagać. Są w tym Pamiętniku pewne wyjaśnienia owego cudu.


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.