Uncategorized

O antysemityzmie, Izraelu i odpowiedzialności za pokój

Autor Poldek Galicki

Podsumowanie w jednym zdaniu

Artykuł analizuje historyczne korzenie i współczesne mechanizmy antysemityzmu oraz obłudy wymierzonej w Izrael, dowodząc, że państwo żydowskie ma pełne prawo do egzystencji i obrony przed terroryzmem, a prawdziwy pokój na Bliskim Wschodzie wymaga odrzucenia przemocy oraz uwolnienia palestyńskich cywilów z roli politycznych zakładników.


7 października jest smutną okazją do zadania pytania, czy pokój między państwem żydowskim a światem arabsko-islamskim jest możliwy. Po przeczytaniu głównych wątków tego artykułu:

  • Zła wola wobec sytuacji Izraela
  • 1948 – państwo pod ostrzałem
  • Problem 700 tysięcy uchodźców
  • Państwo w sytuacji egzystencjalnego zagrożenia
  • 7 października 2023 roku
  • Podwójne standardy
  • Cień Zagłady i milczenie Polski
  • Nigdy więcej jak owce.

znajdziesz konkluzję w bloku:

Zła wola wobec sytuacji Izraela

Radykalna prawica oraz – co szczególnie niepokojące – nie tylko znaczna część współczesnej lewicy, ale też część politycznego centrum, w ostatnich latach w sposób alarmujący przyczyniły się do wzrostu antysemityzmu. Jest to, w moim przekonaniu, rezultat swoistego bandytyzmu myślowego: zastępowania faktów ideologicznymi schematami, emocjami i uproszczeniami.

Ten sposób myślenia ma konsekwencje nie tylko dla opinii publicznej. Przyczynia się również do utrwalania konfliktu, który od dziesięcioleci nie znajduje rozwiązania.

Od dziesięcioleci część świata arabskiego i muzułmańskiego buduje narrację, w której państwo Izrael jest przedstawiane nie jako istniejący organizm państwowy, lecz jako twór pozbawiony prawa do istnienia. W takiej narracji nie ma miejsca na fakty, na analizę przyczyn kolejnych wojen, na liczby ani na pytanie, dlaczego przez prawie osiem dekad nie udało się doprowadzić do trwałego pokoju.

Nie twierdzę, że Izrael jest państwem stojącym ponad krytyką. Twierdzę coś innego: Izraela nie można uczciwie oceniać, ignorując wyjątkową sytuację bezpieczeństwa, w której znalazł się od chwili swojego powstania.

1948 — państwo powstałe pod ostrzałem

14 maja 1948 roku ogłoszono niepodległość Izraela. Deklaracja stwierdzała między innymi gotowość do pokojowej współpracy z sąsiednimi państwami oraz równość praw wszystkich obywateli, niezależnie od ich religii czy pochodzenia.

Następnego dnia regularne armie Egiptu, Transjordanii, Syrii, Libanu i Iraku wkroczyły do wojny przeciwko nowemu państwu. Konflikt trwał wiele miesięcy, a Izrael poniósł w nim ponad 6 tys. strat śmiertelnych – co stanowiło niemal jeden procent ówczesnej żydowskiej ludności kraju.

To jest fakt, którego nie wolno usuwać z narracji o historii i aktualnej sytuacji Izraela.

Państwo żydowskie powstało w warunkach natychmiastowej wojny i przez kolejne dekady musiało budować swoją politykę bezpieczeństwa w oparciu o ugruntowane doświadczenie, że jego egzystencja może w każdej chwili zostać zakwestionowana siłą.

I właśnie dlatego uważam, że jednym z największych błędów współczesnej debaty jest ocenianie Izraela tak, jakby był krajem funkcjonującym w normalnej sytuacji geopolitycznej.

Nie jest.

Problem 700 tysięcy uchodźców

Wojna 1948 roku doprowadziła również do tragedii palestyńskiej ludności arabskiej. Ponad 700 tysięcy Palestyńczyków zostało przesiedlonych lub uciekło ze swoich domów. UNRWA podaje, że gdy rozpoczęła działalność w 1950 roku, zajmowała się pomocą dla około 750 tysięcy uchodźców (przy czym nie można zapominać o zbliżonej liczbie żydowskich uchodźców wypędzonych z krajów arabskich).

I właśnie tu zaczyna się jeden z najbardziej tragicznych problemów tego konfliktu.

Część państw, ruchów i organizacji świata arabskiego oraz – szerzej – świata muzułmańskiego, zamiast konsekwentnie dążyć do rozwiązania problemu uchodźców, zaczęła wykorzystywać ich los jako instrument politycznej walki z Izraelem.

Nie oznacza to, że wszyscy Arabowie czy wszyscy muzułmanie ponoszą odpowiedzialność za taki stan rzeczy. Chodzi o konkretne rządy, organizacje i ideologie.

Problem polegał na tym, że człowiek, który powinien być przede wszystkim uchodźcą potrzebującym pomocy i perspektywy normalnego życia, został wciągnięty w wielopokoleniową grę polityczną.

W ten sposób ofiary konfliktu zaczęły być wykorzystywane jako żywa tarcza propagandowa przeciwko istnieniu państwa żydowskiego.

Czy Palestyńczycy muszą być wiecznymi ofiarami? To pytanie jest dla mnie fundamentalne.

Dlaczego problem palestyńskich uchodźców nie został rozwiązany przez kolejne dekady? Dlaczego ogromne zasoby świata arabskiego i muzułmańskiego nie zostały w większym stopniu skierowane na stworzenie uchodźcom arabskim warunków do życia w wolności, bezpieczeństwie i dobrobycie? Bliski Wschód dysponował przez dziesięciolecia potężnymi dochodami z ropy i gazu. Powstały tam państwa i miasta o niezwykłym poziomie bogactwa, infrastruktury i nowoczesności.

Gaza nie jest obszarem zamieszkanym przez dziesiątki milionów ludzi. Zapewnienie jej mieszkańcom pełnego prawa do normalnego życia nie było i nie jest nieosiągalne. Można było wyobrazić sobie Gazę jako nowoczesne centrum gospodarcze regionu – z portem, przemysłem, turystyką, uniwersytetami, nowoczesną technologią i przedsiębiorczością. Można było wyobrazić sobie Zachodni Brzeg jako dynamicznie rozwijający się obszar, w którym młody człowiek myśli przede wszystkim o pracy, studiach, rodzinie i przyszłości swoich dzieci.

Gaza mogła być arabskim Hongkongiem albo Singapurem.

Nie twierdzę, że byłoby to łatwe. Twierdzę, że było to i nadal jest znacznie bardziej konstruktywną wizją niż utrzymywanie kolejnych pokoleń w permanentnym konflikcie.

Największą ofiarą polityki, która delegitymuje żydowskie państwo, staje się bowiem właśnie ta ludność, w której imieniu rzekomo prowadzi się walkę.

Jeżeli naprawdę chce się pomóc arabskiej ludności w Gazie, Judei i Samarii, trzeba doprowadzić do tego, aby przestali być narzędziem w rękach organizacji i reżimów, których celem jest unicestwienie Izraela.

Arabska ludność w Gazie, Judei i Samarii – wszędzie tam, gdzie żyje – ma pełne prawo do demokracji, własnej kultury, religii, bezpieczeństwa i dobrobytu.

Dokładnie takie same prawa przysługują Izraelczykom.

Państwo w sytuacji egzystencjalnego zagrożenia

Od 1948 roku Izrael wielokrotnie znajdował się w stanie wojny lub pod bezpośrednią groźbą jej wybuchu. Doświadczenie to nie zakończyło się wraz z rozejmem w pierwszej wojnie arabsko-izraelskiej.

Przez lata doświadczał wojen w 1956, 1967 i 1973 roku. Przetrwał kolejne fale terroryzmu, intifady, zamachy samobójcze, ostrzał rakietowy oraz działalność organizacji zbrojnych, które otwarcie deklarowały dążenie do jego zniszczenia.

Także dzisiaj sytuacja Izraela jest wyjątkowa.

Liga Arabska liczy 22 państwa, a Organizacja Współpracy Islamskiej – 57. Nie można oczywiście twierdzić, że wszystkie one odmawiają Izraelowi prawa do istnienia – nieliczna ich część utrzymuje z nim stosunki dyplomatyczne. Mimo to ogromna większość państw arabskich i muzułmańskich wciąż izoluje Izrael.

To ważny fakt geopolityczny, którego nie wolno pomijać.

Izrael jest małym krajem, którego powierzchnia i głębokość strategiczna są dramatycznie ograniczone, a jego historia bezpieczeństwa była nieprzerwaną walką o przetrwanie.

Dlatego słowo „egzystencjalne” nie jest w tym przypadku pustą metaforą.

7 października 2023 roku

7 października 2023 roku Hamas przeprowadził brutalny atak, w którym zginęło około 1200 osób, a 251 osób uprowadzono jako zakładników.

Wydarzenie to nie może być sprowadzone do roli „kolejnego epizodu” lokalnego konfliktu.

Był to masowy, bezwzględny terror wymierzony w izraelskich cywilów.

Przed wybuchem wojny liczebność militarnego skrzydła Hamasu szacowano na około 25–30 tysięcy bojowników (choć niektóre źródła podają wartości wyższe). Pokazuje to skalę militarnej organizacji, z jaką musiał zmierzyć się Izrael.

Hamas nie był i nie jest małą grupką terrorystyczną, z jaką mierzyły się państwa europejskie po drugiej wojnie światowej. Hamas i Hezbollah to pierwsze w historii przykłady regularnych armii terrorystycznych. Liczebnością dorównują one np. armii Danii i dysponują potężną infrastrukturą podziemną oraz bojową.

Izrael stanął w obliczu konieczności prowadzenia wojny na wielu frontach jednocześnie: z Hamasem w Gazie, HezboLLAHEM na północy oraz całą siecią proksy sponsorowanych przez Iran.

Sam Hezbollah zgromadził w swoim arsenale – według szacunków agencji Reuters – nawet około 150 tysięcy rakiet.

Tylko w 2024 roku, według oficjalnych danych izraelskich służb, odnotowano 18 365 ataków terrorystycznych wymierzonych w Izrael z siedmiu różnych kierunków: Iranu, Libanu, Syrii, Gazy, Iraku, Jemenu oraz z wnętrza samego terytorium kraju. Mowa tu o samych zdarzeniach terrorystycznych, a nie liczbie wystrzelonych rakiet.

To skala, której europejski obserwator siedzący bezpiecznie w Warszawie, Paryżu, Kopenhadze, Londynie czy Nowym Jorku często nie potrafi sobie nawet wyobrazić.

Jak Izrael powinien był odpowiedzieć?

W tym miejscu stawiam fundamentalne pytanie wszystkim krytykom Izraela:

Co zrobilibyście Państwo, gdyby to Wasze państwo zostało zaatakowane w taki sposób?

Co zrobilibyście, wiedząc, że organizacja sprawcza masakry nadal posiada tysiące uzbrojonych ludzi, rozbudowaną sieć tuneli i gotowość do kolejnych rzezi?

Co zrobilibyście, mając na północy potężny arsenał Hezbollahu, a za plecami agresywny reżim irański?

Czy siedząc w bezpiecznych gabinetach stolic Europy i Ameryki można z czystym sumieniem pouczać Izraelczyków, jak powinni prowadzić wojnę o własne przetrwanie?

Oczywiście, można i należy dyskutować o poszczególnych działaniach izraelskiego rządu.

Ale najpierw trzeba zrozumieć punkt wyjścia:

Izrael prowadzi tę walkę w przekonaniu, że stawką jest fizyczne bezpieczeństwo jego obywateli i przetrwanie państwa. To nie jest uniwersalne usprawiedliwienie każdego kroku, lecz fundamentalny fakt, którego nie wolno przemilczeć.

Podwójne standardy

I tutaj dochodzę do kolejnego bolesnego problemu.

Po zamachach z 11 września 2001 roku Stany Zjednoczone i ich sojusznicy rozpoczęli wojnę w Afganistanie. W 2003 roku przypuścili inwazję na Irak.

Po rosyjskiej agresji na Ukrainę państwa NATO i Unii Europejskiej uruchomiły gigantyczny program pomocy wojskowej i finansowej. W latach 2022–2025 Zachód przekazał Ukrainie około 350 miliardów dolarów. W tym samym okresie Izrael otrzymał od USA około 10,5 miliarda dolarów – czyli blisko 35 razy mniej. Co więcej, niektóre państwa europejskie wprowadziły restrykcje i sankcje wymierzone w towary produkowane w Judei i Samarii.

Pytam więc:

Dlaczego w przypadku Izraela stosuje się miarę, jakiej nie przykłada się do żadnego innego państwa prowadzącego wojnę obronną?

Czy Izrael ma mniejsze prawo do obrony własnego społeczeństwa niż Ukraina, która – w przeciwieństwie do Izraela – nie musi mierzyć się z bezpośrednim zagrożeniem całkowitej zagłady ze strony otaczających ją zewsząd wrogów?

Czy państwo żydowskie ma być jedynym miejscem na ziemi, którego prawo do użycia siły w obronie własnej jest nieustannie kwestionowane bez względu na skalę śmiertelnego zagrożenia?

Moja odpowiedź brzmi: nie.

Cień Zagłady i milczenie Polski

Jeszcze kilka pokoleń temu Europa była miejscem przemysłowej eksterminacji sześciu milionów Żydów.

Polska była jednym z najważniejszych centrów żydowskiego życia i kultury. Niemiecka Zagłada bezlitośnie zniszczyła tę społeczność. Tym bardziej bolesne jest obserwowanie, jak współcześnie w Europie odradzają się dawne stereotypy, uproszczenia i nienawiść pod płaszczykiem antysyjonizmu.

Antysemityzm nie jest zwykłą opinią polityczną. Jest ideologią, która odziera człowieka z indywidualności i czyni go odpowiedzialnym kolektywnie. Dlatego tak trudno mi zrozumieć milczenie wielu polskich środowisk intelektualnych, artystycznych i opiniotwórczych wobec wydarzeń z 7 października. Chociaż były i są chlubne wyjątki – jak choćby wyrazisty i ważny głos profesora Stanisława Obirka – to jako społeczeństwo powinniśmy zrobić znacznie więcej.

Polska ma szczególną historyczną wrażliwość i moralny obowiązek pamiętania o Żydach.

Oznacza to jednoznaczny sprzeciw wobec każdego przejawu antysemityzmu. Oznacza obowiązek obrony prawa Żydów do bezpiecznego życia. Oznacza również solidarność z ludnością arabską, która pragnie wydostać się z piekła wojny i żyć w pokoju oraz demokracji.

Dotknięta tragedią ludność arabska nie musi być zakładnikami historii i wiecznymi uchodźcami.

Izraelczyci również nie muszą być skazani na wieczną egzystencję w oblężonej twierdzy.

Można zbudować zupełnie inną przyszłość.

Ludność w Gazie, Judei i Samarii zasługuje na demokrację, dobrobyt, uniwersytety, nowoczesną gospodarkę, kulturę i bezpieczeństwo.

Izrael ma pełne prawo do trwałego pokoju, stabilności i normalnych relacji z sąsiadami.

Arabowie i Żydzi mogą wspólnie współpracować na polu gospodarczym i technologicznym. Bliski Wschód nie musi być skazany na wieczną wojnę.

Problemem nie jest brak potencjalnego bogactwa czy możliwości. Problemem jest zła wola polityczna, która nie chce tego potencjalnego dobra uwolnić.

Nigdy więcej jak owce

Najstraszniejszą lekcją europejskiej historii była bezbronność narodu żydowskiego wobec przemocy zorganizowanej na skalę przemysłową. Dlatego hasło „nigdy więcej” nie może być pustym frazesem. Musi oznaczać realną gotowość do obrony:

Nigdy więcej bezbronności wobec tych, którzy otwarcie deklarują chęć fizycznego zniszczenia Żydów.

Nie oznacza to prawa do stosowania przemocy bez granic.

Oznacza natomiast, że Żydzi nigdy więcej nie mogą znaleźć się w sytuacji, w której pozostaje im jedynie potulnie iść gęsiego na śmierć, wierząc naiwnie, że świat zareaguje dopiero wtedy, gdy będzie już za późno.

Jednocześnie zasada „nigdy więcej” musi oznaczać także coś drugiego:

Nigdy więcej dotknięta tragedią ludność arabska nie może być traktowana jako cyniczne narzędzie politycznej walki.

Ci ludzie nie mogą być dłużej zakładnikami Hamasu ani żadnego innego reżimu, który wykorzystuje ich cierpienie do realizacji własnych partykularnych interesów. Nie mogą być skazani na wieczną wojnę z Izraelem.

Nie wierzę w pokój, którego ceną byłaby likwidacja państwa Izrael.

Nie wierzę również w pokój, w którym ludność arabska pozbawiona byłaby prawa do godnego, bezpiecznego i dostatniego życia.

Izrael ma niezbywalne prawo istnieć i chronić swoich obywateli. Ludność arabska w Gazie, Judei i Samarii ma prawo rozwijać swoją kulturę, religię, gospodarkę oraz demokrację z dala od terroru.

„Nigdy więcej” to wezwanie i zarazem fundamentalne życzenie dla całej ludzkości.


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.