Uncategorized

PIŁECZKI NA STRZELNICY

Tomcio Paluch

Rozmaite wiadomości docierają do pilnego czytelnika gazet czy też telewidza, który pogłębia swoją wiedzę o świecie informacjami z takiej czy innej rozgłośni. Tu zamach stanu, tam klęska żywiołowa, jeszcze gdzie indziej wybory wygrał kandydat prawicy, lewicy czy też umiarkowanego centrum. Tu powódź, gdzie indziej globalne ocieplenie sprawia, że morza wysychają, pożary trawią lasy, tam znowu starowinka, co się o lasce porusza, przypomina sobie, kto ją czterdzieści lat temu “molestował” albo jeszcze coś gorszego uczynił. Jedna chyba tylko wiadomość jest niezmienna, dociera co najmniej raz w tygodniu, jak amen w pacierzu.

Nie ma takiego tygodnia, żeby Waleczni Bojownicy z ugrupowania Houthi w Jemenie nie usiłowali przywalić w Żydów w Izraelu co najmniej jedną rakietą balistyczną. Ale zdarza się, że i dwie rakiety podczas tej samej doby odpalą. Waleczni Bojownicy starają się, jak mogą, ku większej chwale Allacha i na pohybel Syjonistycznemu Wrogowi. Zmieniają się pory roku, wyże atmosferyczne ustępują niżom (albo odwrotnie), po nowiu pojawia się sierp, potem pełnia, ale wytężona działalność Rycerzy Allacha trwa niezmiennie i nieprzerwanie.

I tu następuje ciekawostka. Niemal wszystkie rakiety balistyczne, odpalone z terytorium Jemenu przez ugrupowanie Houthi, niszczone są przez izraelskie antyrakiety albo wysoko w powietrzu, albo jeszcze wyżej – w stratosferze. Bardzo rzadko się zdarza, żeby taka rakieta w ogóle doleciała do celu. Tak się zdarzyło stosunkowo niedawno – czwartego maja bieżącego roku obrona nie zadziałała i arabska rakieta walnęła w pobliżu lotniska Ben Gurion. W efekcie osiem osób zostało rannych. 

UKRAIŃSKI SAMOLOT I LOTNICZA BLOKADA

Przy okazji cała masa zagranicznych linii lotniczych nareszcie znalazła pretekst, żeby obłożyć Izrael blokadą. Oczywiście nikomu do głowy nie przyjdzie, żeby blokadą obłożyć Jemen. Nikomu do głowy nie przyjdzie, żeby blokadą obłożyć kraj, który Arabów w Jemenie wyposaża w rakiety balistyczne, choć tam może i bardziej niebezpiecznie. Przynajmniej w dziedzinie lotnictwa cywilnego.

Jakiś czas temu siły obrony przeciwlotniczej w stolicy Iranu, Teheranie, walnęły celnie i skutecznie w startujący właśnie z lotniska w Teheranie ukraiński samolot pasażerski typu Boeing 737-800. Samolot obsługiwał linię Teheran-Kijów, miał na pokładzie sto siedemdziesiąt sześć osób. Wszyscy na pokładzie ponieśli śmierć. Władze Iranu początkowo kleiły głupa i udawały, że to nie ich wina, po niedługim czasie szydło i tak wyszło z wora. Ponieważ w tym wypadku w ogóle nie chodziło o Żydów i sprawa była wyłącznie między aryjczykami, nikogo to właściwie nie obeszło.

Było trochę (ale tylko trochę) pisku ze strony samej Ukrainy, jakieś linie lotnicze z Kazachstanu zmieniły trasę, Pan Prezydent Żeleński wyraził żal, żal wyrazili także politycy kanadyjscy (w Kanadzie istnieje dość duża i silna diaspora ukraińska). Reszta świata zignorowała właściwie zupełnie zestrzelenie pasażerskiego samolotu, startującego właśnie z Teheranu – a cóż to kogo mogło obchodzić? Zakatrupienie stu siedemdziesięciu sześciu ludzi jakoś nie spowodowało wstrzymania połączeń lotniczych z Iranem ani z Teheranem. Żaden Czerwony Krzyż i żaden Międzynarodowy Trybunał Karny jakoś nie twierdził, że to “zbrodnia wojenna” czy “zbrodnia przeciw ludzkości”. Muzułmanie walnęli rakietami, załoga i pasażerowie z drugiego końca świata poszli do piachu – i na tym koniec.

 Co innego, jeśli Arabom w końcu udaje się trafić rakietą w pobliże lotniska Ben Gurion (nie w samo lotnisko) – wtedy wszyscy, zusammen do kupy, Air France, British Airways, Lufthansa, Delta i generalnie kto żyw – “wstrzymuje loty”, czyli de facto ogłasza blokadę. No i nic dziwnego – nareszcie jest pretekst! Siła wyższa, force majeure. Nie trzeba płacić odszkodowań za zerwane umowy.

CO BY BYŁO, GDYBY…

Co jest w tym wszystkim najciekawsze? Nie, nie to, że jedna rakieta w końcu trafiła – no może nie całkiem w cel, ale stosunkowo blisko. Ciekawe jest co innego: To, że dziesiątki rakiet balistycznych nie trafiły w nic w ogóle, bo zostały zniszczone w powietrzu albo jeszcze w stratosferze. Czemu to ciekawe? Głównie z tego względu, że jeszcze nie tak dawno “każdy wiedział”, iż obrona przed ostrzałem rakiet balistycznych jest w oczywisty sposób niemożliwa, że to wyrzucanie pieniędzy w błoto, marnotrawstwo i zupełny bezsens. Każdy wiedział świetnie, że nawet takie supermocarstwo, jak Stany Zjednoczone nie jest w stanie zrealizować w praktyce czegoś takiego, jak system obrony antybalistycznej. A maleńki Izrael? Wolne żarty, porywać się na projekt, z którego z powodów finansowych i technicznych rezygnują wielkie mocarstwa?

W tym momencie można się zastanowić – “co by było, gdyby”. A gdyby Żydzi w Izraelu nie dysponowali obroną przeciwrakietową? Jak by dawano sobie radę, gdyby nie było antyrakiet? Na to można odpowiedzieć dosyć łatwo, Rakiety balistyczne zostały użyte na całkiem sporą skalę przez hitlerowskie Niemcy podczas II-giej Wojny Światowej. Niemcy odpalali swoje rakiety V-2 głównie przeciwko celom w Belgii i w Wielkiej Brytanii. Samych cywilów-Brytyjczyków pozabijały te rakiety nie tak znowu mało – Wikipedia podaje liczbę 2754-ech zabitych w jednym tylko Londynie. Bywały i lepsze rezultaty – jedna, jedyna rakieta, która trafiła w pełne ludzi kino w Antwerpii, uśmierciła jednym trafieniem prawie sześciuset ludzi (dokładnie – 567).

Można więc zauważyć, że bez porządnego systemu obrony przeciwrakietowej byłoby dosyć cienko, tym bardziej, że przecież nie tylko bojownicy Houthi z dalekiego Jemenu lubią sobie rakietami postrzelać. Tyle, że ten system jest i najwyraźniej działa. I to chyba nie najgorzej. Nawet przeprowadzony przez Iran ostrzał Izraela za pomocą właśnie rakiet balistycznych też wielkich strat nie spowodował, jako że mało co dotarło do celu. Przy okazji izraelskie systemy zyskują sobie taką markę, że stają się kolejnym hitem eksportowym biało-niebieskiego przemysłu.

PRZYMUS SYTUACYJNY

Flagowy system antyrakietowy, Arrow 3, produkt firmy IAI (Israel Airospace Industries) kupili nie tak dawno Niemcy za niebagatelną kwotę trzech i pół miliarda dolarów. To jest największy do tej pory w ogóle kontrakt w historii izraelskiego przemysłu zbrojeniowego. Kontrakt, podpisany dwa lata temu, realizowany jest właśnie w chwili obecnej. Dzisiejsze Niemcy, wzorowy przykład liberalnej demokracji, opowiadają się oczywiście całym sercem po stronie Umęczonego Narodu Palestyny. I potępiają “ludobójstwo w Gazie”. Ale izraelskie antyrakiety jakoś i tak kupują. Czemu kupują? No cóż, sytuacja jest trochę przymusowa. Na chwilę obecną to tylko jeden kraj na świecie potrafi takie cacko zmajstrować i ten kraj to właśnie Izrael. Dlatego właśnie zaistniał taki trochę dziwny kontrakt – to coś, jakby wilk od zająca zęby pożyczał. I to żelazny wilk.

Spośród krajów unijnych także Finlandia zdecydowała się na zakup izraelskiego systemu antyrakietowego. System zakupiony przez Finlandię to “proca Dawida”, znany także pod inną nazwą – “Magic Wand”, “Różdżka magiczna”. Ten system działa na nieco mniejszych wysokościach niż stratosferyczny system Arrow-3, stanowi dzieło państwowego koncernu zbrojeniowego Rafael i z powodzeniem zastępuje wycofywane właśnie z linii rakiety typu Patriot oraz jeszcze starsze typu Hawk. 

Kontrakt z Finlandią opiewa na skromniejszą kwotę, około trzystu czterdziestu milionów dolarów, także i ten kontrakt budzi kontrowersje. Niemniej jednak Finlandia ma raczej smutne doświadczenia, jeśli chodzi o bilateralne stosunki z sąsiadem ze Wschodu. Także i Finlandia całym sercem opowiada się po stronie Walecznych Bojowników o Wolną Palestynę, ale cóż zrobić – jak się nie chce oberwać balistyczną rakietą od sowieciarzy, to trzeba mieć czym się bronić. No i znowu nie ma raczej tak wiele do wyboru, albo Arrow, albo Magic Wand, czyli “Proca Dawida”. No, chyba że coś z rodziny “Barak” (hebr. ברק, “błyskawica”).

ZA DOBRE PIENIĄDZE

Barak 8 oraz Barak MX to spokrewnione systemy przeciwlotnicze i antyrakietowe, dzieło korporacji IAI. Ten rodzaj rakiet, czy jeśli ktoś woli – antyrakiet chroni, jak na razie skutecznie, izraelskie korwety klasy Saar. Także i ten system sprzedaje się jak świeże bułeczki. Wśród klientów figurują aż dwa kraje muzułmańskie (Azerbejdżan i Maroko), trwa koprodukcja z Indiami (i to na dużą skalę), do klientów zalicza się także Cypr. Z krajów europejskich umowę podpisała już Słowacja (i to taką na pięćset osiemdziesiąt milionów dolarów), do podobnej umowy przymierza się Grecja. 

Współpraca wojskowa akurat z Grecją mogłaby dziwić w świetle faktu, że Grecja była w swoim czasie jednym z niewielu normalnych krajów, które głosowały w roku 1948-ym przeciwko podziałowi mandatowej Palestyny (czyli przeciwko utworzeniu Izraela). Przysłowie twierdzi jednak, iż “need makes strange bedfellows” (polska wersja jest ciutkę mniej elegancka – “z braku laku to i pies na kotkę …” no właśnie). Grecja tradycyjnie popierała Bohaterską Walkę Narodu Palestyny z Syjonistycznym Najeźdźcą, ale to jakoś wiele nie pomogło. Muzułmańska Turcja i tak zagarnęła sobie połowę Cypru prawem kaduka, wysuwa coraz dalej idące roszczenia dotyczące greckich i cypryjsko-greckich bogactw naturalnych. Ponownie pojawia się przymus, jak w brydżu. Antyrakiety, radary trójwspółrzędne, systemy naprowadzania – to w końcu nie serki feta, to jeszcze trzeba umieć zrobić. Dlatego więc “z braku laku”, czyli z braku innego wyboru trzeba zawierać kolejne umowy i wyasygnować kolejne setki milionów dolarów.

Jeśli dojdzie do kontraktu z Grecją, to izraelski sektor zbrojeniowy będzie mógł pochwalić się jeszcze jednym, spektakularnym sukcesem: System “Barak MX” zastąpi działający do tej pory rosyjski system S-300. Jak by nie było, sowieciarze to do niedawna niedoścignieni mistrzowie w dziedzinie antyrakiet i rakiet przeciwlotniczych. Przez dziesięciolecia jedyny na świecie, wdrożony i działający w praktyce system antyrakietowy to system “Galosh” (A-350), który miał bronić Moskwy przed niespodziewanym atakiem Stanów Zjednoczonych. 

Warto dodać, że w warunkach izraelskich ten system raczej by się nie sprawdził – antyrakiety rodem z ZSRR niszczyć miały nadlatujące głowice wroga wybuchami termojądrowymi o mocy… dwóch megaton. Nie musiały tak całkiem dokładnie trafiać w cel, wystarczyła eksplozja nieco obok. W kraju o wielkości ZSRR to na pewno mogło być sensowne rozwiązanie, poszkodowanych sąsiadów też by chyba nikt o zdanie nie pytał. 

MACHINY LATAJĄCE

Sytuacja przypomina do złudzenia uczone dyskusje, które wypełniały całe strony gazet w dziewiętnastym stuleciu. Wiek pary i elektryczności, charakteryzujący się głęboką wiarą w zdobycze nauki, techniki i racjonalnego myślenia, odrzucał jako mrzonkę, fantazję nie do zrealizowania, myśl o “machinach latających” cięższych od powietrza. Każdy wiedział, że to oczywista niemożliwość, że to mrzonka, że nic takiego nie może nigdy powstać. Uczeni prezentowali nawet dowody matematyczne, które miały w sposób oczywisty i niezbity dowodzić niemożliwości takiego przedsięwzięcia.

Podobnie z obroną antybalistyczną – już w czasach Reagana każdy wiedział, że taki pomysł to mrzonka i że nie da się zrealizować (niby ten radziecki system istniał, ale o tym się jakoś nie wspominało). Inicjatywa tzw “gwiezdnych wojen” (SDI, Strategic defense Initiative) została gruntownie wyśmiana przez środowiska naukowe. Było rzeczą oczywistą, że żadnych efektów to nie przyniesie, a poza tym zaszkodzi w umacnianiu pokoju między narodami.

W Izraelu debata była jeszcze bardziej gorąca. Debata dotyczyła zresztą dwóch pokrewnych, ale osobnych zagadnień – obrona przeciw rakietom krótkiego zasięgu, rakietom artyleryjskim (ale i przeciw pociskom moździerzowym) – oraz obrona przeciwko rakietom dalekiego zasięgu (balistycznym). Każdy wiedział, że jedno i drugie to porywanie się z motyką na Słońce. Zabierać się za coś, co nawet Amerykanie uznali za niewykonalne? Trwonić szczupłe środki na zupełne mrzonki, na pomysły, których nikt na świecie, wliczając w to potężne mocarstwa, nie próbował realizować?

Dzisiejszy pasażer jakiegoś Boeinga czy Airbusa nie zastanawia się na pewno nad tym, że jeszcze nie tak dawno mądrzy ludzie wiedzieli świetnie, ż samo istnienie machin latających cięższych od powietrza to bzdura, mrzonka i oczywista niemożliwość. Dzisiejszy mieszkaniec Tel-Awiwu czy Natanii nie zastanowi się raczej nad tym, że jego miasto wyglądałoby (w najlepszym razie) tak, jak Londyn podczas II-giej Wojny Światowej (chyba znacznie gorzej, Londyn miał metro). Tak by było, gdyby nie grupka genialnych wizjonerów, inżynierów, programistów, fizyków, którzy, zupełnie nie dbając o krytykę, przesunęli granice tego, co możliwe. Kolejne salwy rakiet artyleryjskich zestrzeliwuje “Żelazna Kopuła” (chyba, że wybuchają gdzieś w szczerym polu). Kolejne rakiety balistyczne zestrzeliwane są, jak kwiatki czy piłeczki na strzelnicy. A kolejne wpłaty, rzędu setek milionów czy nawet rzędu miliardów dolarów, nadchodzą nawet z takich krajów, z którymi przyjaźń raczej nie kwitnie.


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. @Leon Ungierczony

    ”Nawiasem mówiąc nie wszystkie rakiety dalekiego zasięgu są balistyczne. Są też (guided) kierowane.”

    Zgadza się oczywiście, ale rakiety balistyczne stanowią nieporównanie większe zagrożenie i są oczywiście znacznie trudniejsze do zestrzelenia czy zniszczenia. Pociski kierowane (krążące) ustępują balistycznym i prędkością, i zasięgiem. Poza tym poruszają się na mniejszych wysokościach. Mogą być niszczone przez klasyczne systemy przeciwlotnicze. Zasięg tych kierowanych jest ograniczony przez ilość paliwa na pokładzie. Rakieta balistyczna (czy jej głowica bojowa) po osiągnięciu swojej trajektorii leci zaś tylko siłą rozpędu. Cel minimalnej wielkości, Szybkość rzędu kilkanaście razy większa niż szybkość dźwięku – żaden samolot na świecie nie porusza się z taką szybkością. Po prostu cud techniki.

    A Żydzi w Izraelu zestrzeliwują te cuda techniki, jeden cud po drugim. Ktoś im w końcu powinien powiedzieć że to zupełnie niemożliwe i niewykonalne.

  2. Wsio prawda. Dobrze pamiętam jak cała Ameryka szalała ze śmiechu nad tym idiotycznym ponysłem antyrakiet Regana. Amerykanski telewizyjny kabaret Saturday Night Live i inne miały temat samograj.
    Nawiasem mówiąc nie wszystkie rakiety dalekiego zasięgu są balistyczne. Są też (guided) kierowane.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.