
Tomasz Tadeusz Koncewicz
Ten esej poświęcam Śp. Modeście Tabor (13 czerwca 1892 – 5 listopada 1982 r.), przez dziesiątki lat bezimiennej i zapomnianej cichej Bohaterce, która po tych wszystkich latach, 3 września 2026 r., została pośmiertnie uhonorowana tytułem Sprawiedliwej wśród Narodów Świata za uratowanie przed zagładą Henryka Grynberga i jego matki, Sary Grynberg z domu Stolik.
Jedną z cech charakterystycznych społeczeństw otwartych jest rozdarcie między patrzeniem w przeszłość a spojrzeniem w przyszłość. Międzypokoleniowe paktowanie między tym, co było, co jest i co będzie, stanowi wyzwanie dla każdej generacji. Wymaga ono wydobycia na światło dzienne konsekwencji przeszłych doświadczeń i momentów – zarówno dobrych, jak i złych – w sposób wolny od instrumentalizacji i manipulacji.
Naród nieskory do takiego międzypokoleniowego dialogu staje się zubożały i niezdolny do kroczenia naprzód z prawdziwym zrozumieniem tego, kim naprawdę jesteśmy i co robiliśmy innym, a nie tylko tego, co inni robili nam. Dopiero wtedy zyskujemy szansę na spojrzenie na przeszłość w prawdzie. „Dialog głuchych” wokół powikłanych relacji polsko-ukraińskich oraz puste, pozorowane ruchy „na pokaz” w imię rzekomej „prawdy historycznej” boleśnie dowodzą, że w Polsce nadal nie potrafimy rozmawiać o trudnej przeszłości. A przecież chodzi o to, by pielęgnować pamięć opartą na prawdzie, a przede wszystkim dowiedzieć się czegoś ważnego zarówno o sobie, jak i o innych.
Od przejmowania instytucji do zniewalania umysłu
Cofnijmy się na chwilę do Polski lat 2015–2023. Okres ten naznaczyły dwa równoległe procesy. Z jednej strony obserwowaliśmy antykonstytucyjne przejmowanie niezależnych instytucji, zmierzające do ich podporządkowania większości parlamentarnej i faktycznego zniszczenia mechanizmów checks and balances. Z drugiej strony – mniej widoczne, lecz równie niebezpieczne dla państwa prawa i demokracji liberalnej – odbywało się powolne i metodyczne „przechwytywanie pamięci”, polegające na narzucaniu jednej oficjalnej narracji o tym, kim jesteśmy, skąd przychodzimy, co zrobiliśmy innym i co inni zrobili nam.
O ile „przejmowanie instytucji” ma wymiar prawno-instytucjonalny, o tyle przechwytywanie pamięci rozgrywa się na poziomie dyskursu publicznego, prowadząc do ostatecznego celu każdego rządu autorytarnego: „zniewolonego umysłu”. Umysł ten zwycięża, gdy obywatele przestają krytycznie myśleć i otwarcie dyskutować o swojej historii oraz o sobie samych, bezwiednie poddając się narracji serwowanej w służbie bieżącej polityki. Przejęte państwo i zniewolony umysł pozostają w relacji obustronnej synergii.
„Przechwytywanie pamięci” oferuje jednowymiarowe wyjaśnienie naszej genealogii. Jest ono mściwe: Polacy mieliby mieć wyłączne prawo do szacunku i uznania za dawne cierpienia, a Polska domaga się zadośćuczynienia za wszelkie krzywdy wyrządzone przez niesprawiedliwą historię oraz przez „złych innych” – zarówno wewnętrznych „zdrajców”, jak i zewnętrznych wrogów, którzy rzekomo bez przerwy przeciwko nam knują i szkalują nasze dobre imię. W efekcie debata historyczna i pamięć zbiorowa zostają trwale zachwiane. Elementy pasujące do oficjalnej linii są celebrowane, podczas gdy inne spycha się na margines, piętnuje, a nawet karze.
Każdy, kto sprzeciwia się dominującemu dogmatowi przeszłości, bywa stygmatyzowany jako kłamca czy zdrajca i wykluczany ze wspólnoty jako jej „gorszy sort”. Prowadzi to do spłaszczenia, a w końcu do stłumienia debaty publicznej, gdyż potencjalni uczestnicy o odmiennych poglądach zostają zniechęceni do zabierania głosu. Dyskusja staje się przewidywalna i jednostronna, realizując nadrzędny cel przechwytywania pamięci: zniewolenie umysłu.
Tymczasem prawdziwa dyskusja o historii potrzebuje dyskursywnych ram dla trudnego procesu roztrząsania różnych aspektów naszej wielowymiarowej przeszłości. Ramy te powinny zapewniać owo „paktowanie” pomiędzy przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Chodzi o ponowne przyjrzenie się zapomnianym lub niedostatecznie zbadanym elementom naszej historii (wymiar przeszłości), refleksję nad naszym dzisiejszym miejscem w świecie (wymiar teraźniejszości) oraz otwarcie się na nowe perspektywy (wymiar przyszłości). Dopiero paktując między tymi trzema wymiarami, stajemy się gotowi na krytyczną introspekcję.
W procesie tym nie ma miejsca na lęk przed porażką, ponieważ błąd jest wpisany w wierność historii, która nigdy nie była nieskazitelna. Odsłaniając przeszłość, nie tylko lepiej rozumiemy teraźniejszość, ale przede wszystkim budujemy przyszłość. Sięgamy do niej nie po gotowe recepty na dzisiejsze dylematy, lecz dlatego, że stanowi ona repozytorium naszych wspólnych zmagań i zobowiązań.
A co z Europą? Co zostało z „Nigdy więcej”?
Poszukiwanie prawdy historycznej nie zawsze kończy się jej znalezieniem. Czasami sam proces ma wartość sam w sobie, nawet jeśli ostateczna zgoda pozostaje nieosiągalna. Taka jest cena funkcjonowania w spolaryzowanych i zróżnicowanych społeczeństwach, w których ścierają się odmienne rozumienia naszych „podlegających kontestacji przeszłości” (liczba mnoga nie jest tutaj przypadkowa). Każdy głos – także głos sprzeciwu – jest istotny, o ile zasila żywą debatę. Nikt nie powinien być wykluczany, a tym bardziej karany za wymianę poglądów na temat dziejów.
W tym duchu nasza kulejąća debata o przeszłości musi zostać wpisana w powojenny konsensus i aspiracje europejskie. Fundamentem integracji po 1945 roku było niełatwe współistnienie w cieniu tragicznej historii. Miała ona dowodzić, że potrafimy wyciągać wnioski z własnych błędów, przyjmując je z pokorą. Formuła „nigdy więcej” to symboliczny akt kolektywnej ekspiacji i zgody na życie obok siebie pomimo tlącego się braku zaufania – braku, którego integracja nie eliminuje, lecz próbuje ucywilizować poprzez wspólne bycie i wzajemne poznawanie się. Lektura przeszłości oparta na resentymentach i jednostronnej martyrologii podważa ten założycielski fundament. Niestety, europejskie demony nacjonalizmu i sny o narodowej wyjątkowości okazują się wiecznie żywe.
Przestroga od Jana Błońskiego
W Polsce przeszłość w głównym nurcie debaty publicznej bywa wciąż postrzegana jako zbiór niepodważalnych prawd i antagonizujących emocji, odpornych na rozbieżne interpretacje. Aby iść dalej i spierać się o dzieje na solidnych fundamentach, musimy pamiętać zarówno o tym, co było w nas jasne i ratujące, jak i o tym, co ciemne, kontrowersyjne oraz wymagające krytycznego badania.
Dlatego opowiadam się za pamięcią inkluzywną, która łączy i nie ucieka przed trudnymi doświadczeniami. Nakładanie sankcji karnych za wypowiedzi sprzeczne z oficjalną polityką historyczną prowadzi do narzucenia jednej, bezalternatywnej wizji przeszłości. Kiedy wielkie, puste gesty na pokaz zastępują rzetelny rachunek sumienia, narody stają się więźniami własnych dziejów, zamiast ich gospodarzami.
To właśnie w tym miejscu polska debata nad pytaniem „Co się naprawdę wydarzyło?” wciąż trwa i jest daleka odFINiszu. Dobrze pojęta pamięć ma wyzwalać, pozwalać zakorzenić umysł w teraźniejszości i otwierać go na przyszłość.
Już 39 lat temu w przełamującym tabu eseju Biedni Polacy patrzą na getto Jan Błoński pisał przejmująco:
„[…] bo jeśli nie wzięliśmy udziału w tej zbrodni, to dlatego, że byliśmy jeszcze trochę chrześcijanami, że w ostatniej chwili pojęliśmy, jak szatańskie to było przedsięwzięcie… Ale od współwiny wcale nas to nie uwalnia. Skażenie, zbezczeszczenie polskiej ziemi miało miejsce i dalej ciąży na nas obowiązek oczyszczenia. Chociaż – na tym cmentarzu – sprowadza się już tylko do jednego: do obowiązku zobaczenia naszej przeszłości w prawdzie”.
Pytajmy, nie milczmy
„W pokoju, gdzie ludzie jednomyślnie utrzymują spisek milczenia, jedno słowo prawdy brzmi jak strzał z pistoletu”.— Cz. Miłosz, Mowa Noblowska (1980, tłum. własne)
Gdy staramy się kroczyć naprzód, przechwytywanie pamięci stawia przed wspólnotą demokratyczną fundamentalne pytania. Czy my, Polacy, jesteśmy gotowi na debatę o naszej historii, która zakłada konfrontację odmiennych punktów widzenia? Czy potrafimy żyć obok siebie, nawet gdy nasz sąsiad wierzy i myśli inaczej? Czy – eksponując krzywdy, których sami doświadczyliśmy – mamy odwagę rozmawiać także o tym, co my zrobiliśmy innym?
Umysł zniewolony chętnie przyjmuje intuicyjne, ekskulpacyjne mity o naszym wiecznym cierpięctwie. Tymczasem na „tym polskim cmentarzu” naszym jedynym zadaniem jest spojrzenie na przeszłość w prawdzie. Nie chodzi o bezkrytyczny poklask dla gawiedzi, lecz o uznanie, że złożona historia musi być kluczem do lepszej przyszłości.
O ile zniszczone instytucje da się odbudować, o tyle uwolnienie zniewolonych umysłów i dusz zajmuje całe pokolenia. Ponieważ my, Polacy, bywamy nie tylko piękni i impulsywni, lecz także niedoskonali, sprzeczni i okrutni, narracja historyczna musi umieć nazwać i ukazać tę różnorodność – nie tylko nasze wielkie czyny, ale i słabości. W końcu to nasza wspólna historia i nasze własne czyny, a nie dzieło jakichś anonimowych „Obcych”. Na tym właśnie polega widzenie przeszłości w prawdzie.

[Fotografia: Autor tekstu z rodziną Śp. Modesty Tabor oraz Ambasadorem Izraela po wręczeniu Dyplomu i Medalu „Sprawiedliwego wśród Narodów Świata”, 3 września 2026 r., Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie]
O autorze
* Profesor dr hab., absolwent prawa uniwersytetów we Wrocławiu i Edynburgu, kierownik Katedry Prawa Europejskiego i Komparatystyki Prawniczej na Uniwersytecie Gdańskim; członek Rady Jean Monnet Fondation pour l’Europe w Lozannie; zasiada w Editorial Board Oxford Encyclopedia of EU Law. Adwokat specjalizujący się w zastępstwie procesowym przed sądami europejskimi; w latach 2020–2023 członek zespołu doradców przy Marszałku Senatu ds. kontroli konstytucyjności prawa. Pełnomocnik Henryka Grynberga w postępowaniu przed Instytutem Yad Vashem o uznanie Śp. Modesty Tabor za Sprawiedliwą wśród Narodów Świata.

Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


Pan profesor powtarza za Janem Blonskim, ze Polacy „nie wzieli udzialu w tej zbrodni” (Zagladzie). Owszem, wzieli jako wspolsprawcy. Jeszcze jeden przyklad „wybielania”.