Uncategorized

Treblinka, dawniej śmiertelne targowisko, przypomina dziś powierzchnię reklamową


Elżbieta Janicka

Treblinka

Treblinka (RAFAL SZCZEPANKOWSKI)

Polski negacjonizm nie polega na negacji Zagłady jako niemieckiego nazistowskiego mordu na Żydach. Jego istota polega na pomijaniu polskich realiów i zaprzeczaniu miejscu oraz roli Polaków w strukturze zbrodni.

Toczy się dyskusja o Instytucie Pamięci Narodowej oraz Instytucie Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego rozwijających działalność w kraju i za granicą olbrzymim finansowym i społecznym kosztem. Koszt ów to żałosny poziom finansowania humanistyki i nauk społecznych rozumianych jako przedsięwzięcie poznawcze, a nie wyznawcze.

Do kosztów zalicza się też brak transmisji wyników badań oraz aktywne zwalczanie ich w sposób bezpośredni i pośredni, przez tworzenie przeciwobrazu rzeczywistości, który podminowuje liberalno-demokratyczne, obywatelskie ramy państwa i wspólnoty. Częścią tego przeciwobrazu jest negacjonistyczna konfiguracja, której nie zawahał się wesprzeć Instytut Pileckiego. Konfiguracji tej na imię Muzeum Treblinka.

Treblinka to największy po Auschwitz-Birkenau niemiecki nazistowski obóz zagłady Żydów. Miejsce kaźni i spoczynku blisko miliona żydowskich ofiar głównie z Polski, choć transporty przyjeżdżały z niemal wszystkich krajów okupowanej przez Niemców Europy.

Muzeum Treblinka obejmuje dawne tereny stacji kolejowej we wsi Treblinka, niemieckiego nazistowskiego obozu śmierci Treblinka II (1942-1943), niemieckiego nazistowskiego obozu pracy przymusowej Treblinka I (1941-1944), Czarnej Drogi łączącej oba obozy oraz żwirowni i miejsca straceń przyległych do obozu pracy.

Plan sytuacyjny obozu śmierci Treblinka

Plan sytuacyjny obozu śmierci Treblinka Ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego

Negacjonizm Zagłady w sensie transatlantyckim w Polsce nie istnieje. Nie ma w Polsce negacji Zagłady jako niemieckiego, nazistowskiego mordu na Żydach okupowanej Europy. Negacjonizm po polsku to pomijanie polskich realiów Zagłady i zaprzeczanie miejscu oraz roli Polaków w strukturze zbrodni.

Stacja kolejowa

Rabowanie żywych i martwych Żydów nie zaczynało się w Treblince i tu się nie kończyło. Systemowy charakter i europejski kontekst zjawiska przeanalizował Jan Gross we współpracy z Ireną Grudzińską-Gross w „Złotych żniwach”. Jeśli jednak ograniczyć spojrzenie do obozowej konstelacji, Eldorado Treblinka zaczynało się kilka kilometrów od obozu śmierci, na stacji kolejowej, która obsługiwała jednocześnie ruch pociągów pasażerskich i towarowych kursujących według zwykłego rozkładu jazdy.

Inżynier Jerzy Królikowski, zakwaterowany we wsi Treblinka w związku z pracą na pobliskiej budowie mostu, we „Wspomnieniu z okolic Treblinki w czasie okupacji” pisał o polskich tłumach oblegających transporty śmierci. „Gdy z daleka po raz pierwszy zobaczyłem tych ludzi przy pociągu, sądziłem, że wiedzeni szlachetną litością przyszli, aby zamkniętych w wagonach i spragnionych napoić i nakarmić. Zapytani przeze mnie robotnicy rozwiali moje złudzenia, mówiąc, że to zwykły handel wodą i żywnością, i to po wysokich cenach.

[…] Gdy transport był konwojowany nie przez niemiecką żandarmerię, która nikogo do niego nie dopuszczała, ale przez wszystkie inne kategorie niemieckich najemników, zbiegały się tłumy z wiadrami wody i butelkami bimbru w kieszeni. Woda była przeznaczona do sprzedaży zamkniętym w wagonie ludziom, a bimber na łapówki dla konwojentów, którzy za to godzili się na dopuszczanie do wagonów.

Gdy bimbru nie było lub konwojenci nie zadawalali się tego rodzaju łapówką, dziewczęta zarzucały im ręce na szyje i obsypywały pocałunkami, byle tylko uzyskać pozwolenie na dotarcie do wagonów. Po uzyskaniu zezwolenia rozpoczynał się handel z nieszczęśliwymi więźniami, którzy umierali z pragnienia i płacili po 100 zł za garnuszek wody. Były podobno również przypadki, że brało się stuzłotówki, a nie dawało się wody”.

Treblinka. Za złotem leciało to wszystko…

Ocalały w ZSRR Szymon Frajermauer, który pod koniec lat 50. przyjechał do Treblinki jako miejsca kaźni jego rodzinnej żydowskiej Częstochowy, mówił o tych, co się „nałapali” i „nabogacili”: „Bo jak jechali te wagony, ktoś chciał szklankie wody czy pomyi, żeby się napić, to on chciał brylant, a jak widział złoto, to on nie chciał, on chciał z brylantem, za pół szklanki wody”.

Twarz Henryka Gawkowskiego świat zna z plakatu filmu Claude’a Lanzmanna „Shoah”. To jeden z polskich kolejarzy Ostbahnu, kursujących między warszawskim Umschlagplatzem i dworcem Białystok Poleski a Treblinką i dowożących Żydów do wnętrza obozu śmierci. Gawkowski mówił Lanzmannowi o polskim tłumie oblegającym pociągi na stacji we wsi Treblinka: „Za złotem leciało to wszystko”. Relacje Polaków i Żydów są w tym względzie jednobrzmiące.

Transporty były obstępowane tak szczelnie, że ukraińscy i bałtyccy nadzorcy – choć niekiedy i polscy policjanci – musieli strzelać na postrach, by tłum rozstąpił się i kolejna partia wagonów mogła wyruszyć w kierunku obozu śmierci. Konwojenci strzelali wówczas w powietrze. Poza tym niemal bez przerwy strzelali do Żydów.

Żona inżyniera Królikowskiego opuściła wieś ze względów bezpieczeństwa, „gdyż cały dzień przebywała w domu, w którego kierunku padały bardzo często strzały ze stacji…”. Podwładni inżyniera natomiast „przestali chodzić do pracy drogą bitą, ponieważ biegła ona tuż obok toru i stacji kolejowej. Chodziliśmy ścieżkami, przez łąki, nadkładając drogi, ale unikając przez to konieczności padania na ziemię, gdy zaczynała się kanonada”.

Żydowskie ofiary padały masowo: „w ciągu dnia zbierano trupy ze stacji na kilka wagonów-platform i odwożono do obozu śmierci”. Przez półtora roku funkcjonowania obozu zagłady, a wraz z nim systematycznego łupienia i mordowania Żydów na stacji kolejowej we wsi Treblinka zginął jeden z Polaków, którzy licznie przybywali w to miejsce także z odleglejszych stron. Nikt się do niego nie chciał przyznać. Probostwo parafii Prostyń, do której należy Treblinka, zdecydowało o likwidacji jego grobu.

Duma ze wstydu

„»Człowieka trzeba mierzyć miarą serca« – Jan Paweł II. Pamięci Jana Maletki zamordowanego przez Niemców 20 sierpnia 1942 r. za pomoc Żydom. Pamięci Żydów zamordowanych w niemieckim nazistowskim obozie zagłady w Treblince”. Poniżej to samo po angielsku. Kamień z tablicą tej treści został odsłonięty w miejscu stacji kolejowej we wsi Treblinka w listopadzie 2021 r.

Stacja kolejowa w Treblince, 25 listopada 2021 r. Małgorzata Gawin, wiceministra kultury i dziedzictwa narodowego i inicjatorka powołania Instytutu Pileckiego, podczas uroczystości odsłonięcia tablicy upamiętniającej Jana Maletkę.

Stacja kolejowa w Treblince, 25 listopada 2021 r. Małgorzata Gawin, wiceministra kultury i dziedzictwa narodowego i inicjatorka powołania Instytutu Pileckiego, podczas uroczystości odsłonięcia tablicy upamiętniającej Jana Maletkę. Fot. PAP/Przemysław Piątkowski

Jak to mówią w Treblince za strugą, na złodzieju czapka gore niewątpliwie. Tyle tylko, że to nie Jan Maletka upamiętnił siebie jako dobroczyńcę Żydów aż do ofiary życia swego. Na pomniku podpisał się Instytut Pileckiego. Na wszelki wypadek uczynił to pod osłoną żywej tarczy w postaci podmiotu zbiorowego „Mieszkańcy”. Podmiot został w tym celu uprzedmiotowiony, bo nikt z mieszkańców nic na ten temat nie wie. Wieś zbierała podpisy, owszem, lecz na rzecz innego zagospodarowania dawnej stacji.

Jan Grabowski napisał na ten temat artykuł „Pomnik polskiej cnoty, czyli skandal w Treblince„, który ukazał się w „Gazecie Wyborczej”, a potem w „New York Timesie”. Sprawę podjął też „Haaretz”. Instytut Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego jest przedmiotem dowcipów na międzynarodowych konferencjach badaczek i badaczy Zagłady. A pomnik na stacji w Treblince jak stał, tak stoi.

Negacjonizm po polsku polega zatem nie tylko na negacji faktów, lecz także na tworzeniu „faktów alternatywnych”. „Fakty alternatywne” zaś generowane bywają całkiem od zera. Przykładem pomnik, jaki prof. Magdalena Gawin, założycielka Instytutu Pileckiego, wówczas w randze wiceministry kultury i dziedzictwa narodowego, wzniosła swojej krewnej jako osobie „zamordowanej za pomoc Żydom”.

Wzniosła, choć nie miała do tego tytułu innego poza tym, że chciała i mogła. Publikacje prasowe na ten temat ukazały się również w kilku krajach i językach. Na stacji kolejowej w Treblince Instytut Pileckiego uzyskał „fakt alternatywny” metodą wyposażenia „faktu starego typu” w znaczenie przeciwne do pierwotnego. Ten rodzaj (d)efektu specjalnego Lew Rubinstein zwykł określać mianem dumy ze wstydu.

Instytut Pileckiego nie jest tutaj jedynym rozgrywającym. Gdy ktoś w końcu nie wytrzymał i, zmierzywszy polskie biznesy „na Żydach” „miarą serca”, oblał pomnik farbą w kolorze strażackiej czerwieni, Muzeum Treblinka niezwłocznie usunęło to, co zdefiniowało jako szkodę.

Tablica na stacji w Treblince upamiętniająca kolejarza Jana Maletkę. Została uroczyście odsłonięta staraniem Instytutu Pileckiego w listopadzie 2021 r.

Tablica na stacji w Treblince upamiętniająca kolejarza Jana Maletkę. Została uroczyście odsłonięta staraniem Instytutu Pileckiego w listopadzie 2021 r. Fot. Elżbieta Janicka

Nie pomnik zatem, bynajmniej, lecz czerwoną farbę, a i to po wierzchu. Nie poskąpiło natomiast monitoringu. I tym sposobem niegdysiejszy szpaler drzew został zastąpiony przez las kamer.

Amor patriae suprema lex

Pod negacjonistycznym pomnikiem płonie znicz ze złotym krzyżem i napisem: „Muzeum Treblinka – pamiętamy”. Muzeum Treblinka jest instytucją państwową. Państwo nominalnie pozostaje świeckie. Mimo to placówka pieczętuje się krzyżem i czyni to systematycznie. Na Grobie Nieznanego Żołnierza w pobliskiej Prostyni identyczny znicz płonie na zwieńczonej krucyfiksem płycie z napisem „Amor Patriae suprema lex”, czyli „Miłość Ojczyzny najwyższym prawem”, jak gdyby misją Muzeum było legitymizowanie tego hasła zamiast uświadamiania jego konsekwencji.

Nie mniej ciekawe od tego, co i jak Muzeum Treblinka „pamięta”, jest to, od kiedy to robi. Kierownictwo placówki nie zmieniło się od 1996 r. Tak się składa, że w listopadzie tamtego roku dokumentację fotograficzną stacji kolejowej, obozu śmierci i obozu pracy przymusowej wykonał Reinhart Koselleck, historyk i teoretyk historiografii, a także fotograf dokumentalista.

We wsi Treblinka istnieją wówczas tory i semafory, a wraz z nimi dwie nastawnie i dwie stacje transformatorowe. Stoją też trzy inne, oryginalne budynki stacyjne, z których jeden od tamtej pory rozebrano, zamiast wyremontować go po częściowym pożarze. Widać dokładnie obrys peronów, cztery kwietniki oraz stelaże z hasłami „Nigdy więcej wojny” i „Nigdy więcej Treblinki”. To od wschodu, a od zachodu obramowany drzewami, istniejący jeszcze w 2015 r. asfaltowy plac między dawnymi torami i bocznicą, a równoległą do nich uczęszczaną drogą. To tu, w cieniu topól na placu, przez półtora roku uwijali się „nieludzcy Polacy”, jak o ludziach tego typu wyraża się jedno z opracowań Żydowskiej Komisji Historycznej w Białymstoku.

Wszystko to zostało pieczołowicie zrównane z ziemią, asfalt zerwany, topole ścięte, mimo iż nie wymagała tego budowa drogi wojewódzkiej w miejscu toru kolejowego.

Dewastacja była jednak niezbędna, by rzecz urządzić od podstaw na własnych warunkach: odmienić miejsce nie do poznania i wyposażyć je w przeciwhistorię. Również wyłącznie dzięki dewastacji Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego mogło sfinansować specjalistyczne badania mające na celu „odtworzenie topografii byłej stacji kolejowej Treblinka”, którą w najdrobniejszym detalu potrafi wskazać każdy z mieszkających we wsi pracowników kolei, jeśli nie większość mieszkańców. Coś między materiałem na kabaret a informacją dla Naczelnej Izby Kontroli.

Powierzchnia reklamowa

Dawne śmiertelne targowisko przypomina dzisiaj powierzchnię reklamową. Na panującą w tym miejscu kakofonię artefaktów składają się bowiem również informacje o sponsorach. Prócz Instytutu Pileckiego upamiętniają się tutaj Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, władze samorządowe województwa „Mazowsze serce Polski”, ale też Bildungswerk Stanisław Hantz, czyli stowarzyszenie imienia „polskiego ocalałego z obozów koncentracyjnych Auschwitz I, Auschwitz-Birkenau, Groß-Rosen, Hersbruck będącego podobozem obozu Flossenbürg, wreszcie Dachau”. Po drugiej stronie dawnego toru kolejowego, w miejscu szyldu z nazwą stacji, sołectwo Treblinka z kolei poleca naszej uwadze „Dąb Pamięci posadzony dla uczczenia setnej Rocznicy Odzyskania przez Polskę Niepodległości”.

Pomnik z czerwonego piaskowca na terenie obozu zagłady w Treblince.

Pomnik z czerwonego piaskowca na terenie obozu zagłady w Treblince. Fot. Maurizio Fabbroni / Alamy Stock Photo

Z powrotem w miejscu targowiska mamy też promocję historii regionu. O pobliskiej Prostyni na przykład czytamy: „W miejscu kościoła założonego w 1511 r. przez dziedziców wsi prostyńskich obecnie znajduje się Katolicka Bazylika Trójcy Przenajświętszej i św. Anny. W 1920 r. w Prostyni odbyło się zaprzysiężenie Dywizjonu Huzarów Śmierci. W czasie II wojny na terenie parafii, w Treblince powstał Karny Obóz Pracy dla Polaków i Obóz Zagłady, w którym Niemcy zamordowali około 900 000 Żydów. Dnia 19 lipca 1944 r. wycofujący się Niemcy wysadzili w powietrze kościół”.

Również w pozostałych objaśnieniach o charakterze historycznym nie ma ani słowa o polskim kontekście wydarzeń na stacji. W powyższym fragmencie jest za to polonizacja obozu pracy przymusowej, czyli ustanowienie fałszywej symetrii między obozami Treblinka I i Treblinka II nazywanymi powszechnie, także przez pracowników Muzeum Treblinka, obozem polskim i obozem żydowskim. Oswaja nas to powoli z przekazem, który ma dla nas Muzeum Treblinka.

Treblinka II

Sytuacja na terenie byłego obozu Zagłady Treblinka II zasługuje na odrębne omówienie przekraczające ramy tego tekstu. Wspomnę tylko o szacunku Muzeum Treblinka dla tzw. polskiej wrażliwości, czyli totalnej niewrażliwości zwiedzających, którzy stanąwszy twarzą w twarz ze szczątkami blisko miliona Żydów, wydają głośno i donośnie okrzyk: „Nie ma tu nic do oglądania”.

Żeby do oglądania było coś zamiast niczego, Muzeum ustawiło na straży pól prochów permanentną wystawę fotografii autorstwa ostatniego komendanta obozu Kurta Franza, który w geście sadystycznej rozkoszy portretował gigantyczne bagrownice (koparki) służące, a to do kopania dołów mających pomieścić ciała żydowskich ofiar, a to do wydobywania ciał w rozkładzie, raz już zakopanych, celem ich dalszej destrukcji. I nie szkodzi, że te same fotografie w jeszcze większym wyborze obejrzymy w budynku muzealnym w ramach stałej ekspozycji. Nie trzeba mieć żyłki małego majsterkowicza, żeby zgodzić się z dyrektorem Edwardem Kopówką, że taka bagrownica to jest naprawdę coś!

Inaugurowany w 1964 r. projekt rzeźbiarsko-przestrzenny dla Treblinki autorstwa Adama Haupta, Franciszka Duszeńki i Franciszka Strynkiewicza (zwycięstwo w konkursie Ministerstwa Kultury i Sztuki 1955) należy do najwybitniejszych w historii sztuki światowej.

Jego punktem wyjścia było pragnienie położenia kresu systematycznej i systemowej eksploatacji szczątków polskich Żydów przez polskich chrześcijan w poszukiwaniu żydowskiego złota z antysemickiego fantazmatu. W pierwszej połowie lat 60. teren zalano betonem. Na betonie ustawiono kamienie. Na części z nich wykuto nazwy żydowskich gmin zgładzonych w Treblince.

Sądząc na podstawie dokumentacji Kosellecka, było tak co najmniej do roku 1996, a więc do nominacji obecnego kierownictwa placówki. Dzisiaj w Treblince czeka na nas niespodzianka w postaci kamienia z napisem „Jedwabne”. Polskie biznesy w Treblince – tym razem symboliczne – nie kończą się zatem na dawnej stacji kolejowej.

Kłamstwo jedwabieńskie 

10 lipca 1941 r. – gdy samym Niemcom nie śniło się jeszcze o Treblince – wszyscy Żydzi, których Polacy mogli owego dnia dopaść w Jedwabnem, po całym dniu tortur na rynku u stóp miejscowego kościoła, dziś plac Jana Pawła II, zostali zapędzeni do stodoły i spaleni żywcem. Mężczyźni, kobiety, dzieci. Niektórzy zginęli zatłuczeni przez polskich sąsiadów na żydowskim cmentarzu, jeszcze inni przy próbie ukrycia się lub ucieczki. Nie licząc ofiar przewlekłego pogromu, który zaczął się w Jedwabnem pod koniec czerwca 1941 r., po przejściu Wehrmachtu.

Losy Żydów Jedwabnego, zrelacjonowane w 1945 r. przez Szmula Wasersztejna i opisane przez historyka Szymona Datnera w roku 1946, stały się powszechnie znane w roku 2000 za sprawą ogólnopolskiej debaty nad książką „Sąsiedzi” Jana Tomasza Grossa. Od tego czasu datuje się też nowa polska szkoła badań nad Zagładą. Nowa, bo wcześniejszą, tużpowojenną rozniósł na cztery wiatry polski antysemityzm oddolny i odgórny, a i ostatnio mało brakowało.

Jedwabne okazało się zbrodnią paradygmatyczną i stało się symbolem zjawisk i procesów składających się na polski kontekst Zagłady. To dlatego negacjonizm po polsku – przez analogię z kłamstwem oświęcimskim – nazywany jest kłamstwem jedwabieńskim. Kamień z napisem „Jedwabne” w Treblince – zapewniający nas, że tutaj oto zamordowana została przez Niemców gmina jedwabieńska – to kłamstwo jedwabieńskie par excellence.

Na terenie dawnego obozu zagłady na zwiedzających czeka niespodzianka - kamień z napisem 'Jedwabne'.

Na terenie dawnego obozu zagłady na zwiedzających czeka niespodzianka – kamień z napisem 'Jedwabne’. Fot. Elżbieta Janicka

Na tym wszelako nie koniec. Nieopodal kamienia z napisem „Jedwabne” znajduje się kamień z napisem „Radziłów”. Zbrodnia w Radziłowie tym różniła się od jedwabieńskiej, że została dokonana przez Polaków trzy dni wcześniej, 7 lipca 1941 r. 2 listopada 1942 r. dwadzieścia osób tymczasowo ocalałych z rąk Polaków w Radziłowie Niemcy wywieźli do obozu w Boguszach, skąd mogły one trafić do Auschwitz. Tego samego 2 listopada 1942 r. Niemcy przewieźli 30 tymczasowo ocalałych Żydów przebywających w Jedwabnem przez Łomżę do obozu w Zambrowie. Część żydowskich więźniów obozu zamordowali na miejscu, część wywieźli do Treblinki, część do Auschwitz. Kogo dokładnie, nie wiadomo.

Tych napisów nie było oryginalnie. Nie było ich w roku 1996. Gdy spostrzegłam je latem 2014 r., były zamalowane starannie szarą farbą. Uwidocznił je na chwilę światłocień. Pomyślałam wówczas, że to pewnie kłamstwo z lat 60., które oczekuje na fachowe usunięcie pod okiem konserwatora. Rok później napisy pyszniły się świeżą czernią, pięknie odrestaurowane. Walka państwa polskiego z nową polską szkołą badań nad Zagładą ruszyła pełną parą.

Treblinka I

Polacy byli zazwyczaj osadzani w Treblince I na czas określony – od tygodnia czy dwóch do kilku miesięcy – najczęściej „za kontyngent”, czyli za niewywiązanie się z narzuconych przez Niemców dostaw obowiązkowych. Po odbyciu kary otrzymywali stosowny certyfikat do okazania w razie potrzeby. Byli też tacy, którzy w Treblince I zatrudnili się za wynagrodzeniem i chodzili tam, jak się chodzi do pracy. Praca zaś dawała im możliwość dodatkowego zarobku na nielegalnym handlu z żydowskimi więźniami oraz pośrednictwie w kontaktach między polskimi więźniami obozu a zewnętrzem.

Aresztowany przez Niemców na wniosek wójta Klemens Młynik został osadzony w Treblince I na sześć miesięcy, jak sam się wyraził, „za robienie wódki”. Aresztowane wraz z nim dwie inne osoby Niemcy po przesłuchaniu zwolnili. On sam do rodzinnej wsi wrócił przed upływem wyznaczonego terminu: „W obozie panowała epidemia tyfusu. Na miesiąc przed zwolnieniem zachorowałem i zostałem zwolniony. Żyda chorego nie leczyli, tylko natychmiast rozstrzelano, natomiast Polaków leczono”.

Będąc w Treblince w czasie akcji Reinhardt, „Pewnej niedzieli po południu świadek widział, jak gnali w stronę lasu dużą ilość ludzi i słychać było detonację karabinów maszynowych. Na drugi dzień zapędzono Polaków do ich grzebania. Były rozkopane trzy duże doły (o rozmiarach przeciętnego domu) napełnione ciałami ludzkimi. […] Nad nami stali Niemcy. Żydów, którzy z nami pracowali, rozstrzelano w następujący sposób: kładli twarzą na ziemię, przystawiali lufę karabinu do tyłu głowy i zabijano”.

Również likwidacja obozu rządziła się odrębnymi prawami w odniesieniu do Żydów i Polaków. Od 500 do 700 Żydów rozstrzelano. Polacy zostali zamknięci na ten czas w barakach, a następnie wypuszczeni na wolność.

Zdarzało się, że polscy więźniowie obozu umierali lub byli zabijani. Uwięzieni w obozie Żydzi zginęli wszyscy za wyjątkiem kilku osób. Polskie ofiary obozu pracy Treblinka I są w większości znane z imienia i nazwiska. Zostały zarejestrowane w powojennych spisach, opłakane przez rodziny oraz indywidualnie upamiętnione na płytach rodzinnych grobów na lokalnych cmentarzach. Ofiary żydowskie były, są i pozostaną anonimowe. Podobnie ofiary romskie. Ofiar polskich było w sumie około 300. Wszystkich ofiar zaś 10-12 tysięcy według łącznego szacunku dokonanego przez komisję Armii Czerwonej po otwarciu masowych grobów w sierpniu 1944 r.

Przez symetrię do pierwszeństwa 

Na wysokości obozu pracy przymusowej Treblinka I wita nas drogowskaz w trzech językach: „Droga Krzyżowa. Via Crucis. Way of the Cross”. Krzyże znaczące stacje Drogi Krzyżowej ciągną się stąd do miejsca straceń więźniów obozu, sugerując, iż zmierzamy oto ku chrześcijańskiej Golgocie. I faktycznie jak chrześcijańska Golgota wygląda owo miejsce straceń ofiar w przytłaczającej większości żydowskich. W 2015 r. liczba krzyży wzrosła do 140. Obecnie jest ich 296. Niewykluczone są kolejne. Każdy z krzyży jest upamiętnieniem indywidualnym, imiennym katolickiej ofiary. Jest jeszcze kopiec pamięci „nieznanych”. Też z krzyżem.

Uroczystości w obozie w Treblince

Uroczystości w obozie w Treblince Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Wyborcza.pl

Pomnik z czerwonego piaskowca, oryginalnie pomyślany jako upamiętnienie wszystkich ofiar, również został uzupełniony krzyżem i przemianowany – dosłownie – na „pomnik polski”, o czym informuje tablica z logo Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz władz samorządowych Mazowsza. Nie dość zatem, że chrystianizacja, to i polonizacja.

Chrystianizacja jest oczywiście katolicyzacją, gdyż „pomnik polski” służy obecnie jako ołtarz do odprawiania rzymskokatolickich mszy świętych, czym Muzeum Treblinka szczyci się w jednej ze swoich publikacji, eksponując księdza biskupa seniora Antoniego Pacyfika Dydycza za ofiarnym stołem w tym miejscu niegdyś niewykluczającym żadnej grupy ofiar.

Chrześcijańskie triumfy na żydowskim trupie to idea sięgająca co najmniej wypraw krzyżowych. W powojennej Polsce ożywił ją Jan Paweł II, sprawując mszę na rampie w Birkenau w 1979 r. pod krzyżem, na którym umarł polski Chrystus Narodów, jak wynikało jednoznacznie z mszalnej scenografii. W ślad za tym pogwałceniem w jednym z budynków Birkenau zainstalował się Kościół rzymskokatolicki, polscy harcerze wystawili zaś symbole religijne na polu żydowskich prochów. Słowem, wystartowała polska krucjata: o symetrię polskiego i żydowskiego losu najpierw, o polskie pierwszeństwo w męczeństwie następnie.

Międzynarodowy skandal wokół dawnych obozów Auschwitz I i Auschwitz II Birkenau trwał latami, a jego przyczyny zostały usunięte jedynie częściowo. Literatura naukowa na ten temat cały czas przyrasta, by wymienić tylko „Auschwitz, Poland and the Politics of Commemoration” Jonathana Huenera, „Krzyże w Auschwitz” Geneviève Zubrzycki czy „Od »Shoah« do »Strachu«” Piotra Foreckiego. Muzeum Treblinka działa metodą faktów dokonanych, najwyraźniej licząc na ich nieodwracalność w razie międzynarodowego skandalu. Przede wszystkim zaś nie obawia się pociągnięcia do odpowiedzialności w kraju.

Treblinka odzyskana 

Negacjonizm w Treblince nie jest bowiem jedynie kwestią ostatnich lat. Owszem, negacjonistyczny pomnik w miejscu dawnej stacji kolejowej to rok 2021. Dziesięć lat wcześniej jednakże Edward Kopówka wespół z Pawłem Rytel-Andrianikiem, duchownym Kościoła rzymskokatolickiego i późniejszym rzecznikiem Episkopatu Polski, wydał tom „Polacy z okolic Treblinki ratujący Żydów”. Symetria obozu pracy i obozu śmierci to tutaj jedynie wstęp do zbiorowego triumfu moralnego Polski i Polaków. Bez echa przeszła wówczas recenzja Dariusza Libionki w „Zagładzie Żydów”, w dziale „Curiosa” prezentującym antysemicką literaturę o Zagładzie. I dalej, co się tyczy chronologii, negacjonistyczne kamienie w obozie śmierci wydają się być następstwem debaty jedwabieńskiej, a więc kwestią wczesnych lat dwutysięcznych.

Od tamtej pory broszurkę „Plan kamieni symbolicznych” (chodzi o kamienie z nazwami żydowskich gmin zgładzonych w obozie śmierci) „przebito” książką „Plan symbolicznych krzyży” poświęconą 296 polskim ofiarom obozu pracy. 216 stron kontra 20. Nie wspominając o uporczywym reklamowaniu książki o Żydowskiej Służbie Porządkowej – gdzie, jak nie w Treblince! – czy publikowania przez Muzeum Treblinka utworów poetyckich w rodzaju „Holokaust Polaków”. Przykłady można mnożyć.

Pomnik, który Sinti i Romom słusznie się w tym miejscu należał, służy tutaj jako listek figowy na wypadek zarzutów pod adresem kierownictwa placówki. Usilne produkowanie „obozu polskiego” było bowiem jednocześnie produkowaniem fałszywej symetrii: „obóz polski – obóz żydowski”. Prowadzone latami, działania te pozostawały bezkarne. Bezkarność doprowadziła do sytuacji, w której symetria przestała wystarczać.

Kolejne działania w terenie i kolejne publikacje zostały uwieńczone zmianą logo placówki. Najrozleglejszą, centralną część logo Muzeum Treblinka zajmuje obecnie „pomnik polski” wraz z krzyżem. Oflankowuje go skromnie sylwetka pomnika pamięci Sinti i Romów stojącego w obozie pracy Treblinka I oraz karykaturalnie zminiaturyzowany kontur pomnika żydowskich ofiar obozu śmierci Treblinka II. Na okładce pierwszej publikacji Muzeum Treblinka z nowym logo, pomnik 900 tys. Żydów został „po prostu” usunięty. Treblinka została odzyskana.

Eldorado Treblinka

Nic tu się nie zaczęło wraz ze zwrotem autorytarnym w 2015 r., bo nic tu się nie skończyło. Dwudziestopięciolecie między upamiętnieniem obu obozów (1964) a transformacją ustrojową (1989) stanowiło jedynie krótką przerwę. Dzisiaj mamy do czynienia w Treblince z ciągiem dalszym polskich praktyk rabunkowych. Zbijanie kapitału – tym razem symbolicznego – „na Żydach” trwa. I jak kiedyś, tak i teraz Eldorado Treblinka zaczyna się na stacji kolejowej.

Czerpiących zyski z umierających i martwych zwykło się nazywać w polszczyźnie sępami, szakalami i hienami cmentarnymi. Te określenia wprowadzają jednakże w błąd. Negacjonizm Zagłady nie występuje wśród zwierząt. Ludzie zaś mają wybór i jako jednostki, i jako podmioty zbiorowe. Polska i Polacy mogą żerować na żydowskich ofiarach Treblinki, lecz nie muszą tego robić.

Wielki kwantyfikator bierze się stąd, że tereny dawnej stacji kolejowej i obu obozów z przyległościami nie są prywatnym ogródkiem osób, które robią tam, co chcą, bo mogą i nikomu nic do tego. Muzeum Treblinka jest państwową instytucją. Opisane powyżej praktyki i artefakty opłacane są z podatków. To „my, naród polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej” prowadzimy zatem symboliczny rabunek żydowskich ofiar Treblinki i łupieżczą eksploatację symboliczną tego miejsca.

Państwo polskie – niezależnie od politycznej orientacji znajdującej się w danym momencie u władzy – decydowało dotąd o tym, że kolosalna energia i coraz większe fundusze wydatkowane były w na walkę z faktami i promocję antysemityzmu, choć te same siły i środki mogło przeznaczyć na uświadamianie znaczenia Zagłady i walkę z antysemityzmem, w tym na oznaczenie mogił niezliczonych ofiar polowania na Żydów – w okolicach Treblinki i w całej Polsce. Tymczasem zaś, tak jak niegdyś, Eldorado Treblinka pracuje pełną parą. Nie musi tak być. Ale żeby to zmienić, trzeba to zmienić.

Wykorzystane źródła niepublikowane: Jerzy Królikowski, „Wspomnienie z okolic Treblinki w czasie okupacji”, ŻIH, 302/224. Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu: niemiecki obóz zagłady (SS-Sonderkommando Treblinka, tzw. Treblinka II) i obóz pracy (tzw. Treblinka I) w Treblince, IPN BU 4210/343. Główna Komisja Badań Zbrodni Hitlerowskich w Polsce: powiat Sokołów Podlaski, IPN BU 2448/1038 i IPN BU 2448/1039. USHMM Claude Lanzmann Shoah Collection: Treblinka; Henryk Gawkowski and Treblinka railway workers; Czesław Borowy – Treblinka (online).

Elżbieta Janicka

Badaczka antysemityzmu i Zagłady. Autorka „Festung Warschau”. Treblince poświęciła studium „Herbarium Polonorum” oraz seminaria w YIVO Institute for Jewish Research w Nowym Jorku. Profesorka w Instytucie Slawistyki PAN.

Treblinka, dawniej śmiertelne targowisko, przypomina dziś powierzchnię reklamową


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

7 odpowiedzi »

  1. @Ryszard Jarzębski

    „Skoro wiemy, że nawet do 75-90% spośród 20 tysięcy osób, które trafiły do obozu Treblinka I stanowili Polacy”

    Z przyjemnością i satysfakcją dowiaduję się z komentarza imć Ryszarda Jarzębskiego, że ludzi masowo uśmiercanych w obozie zagłady w Treblince, polskich obywateli, urodzonych i wychowanych w Polsce – nie uważa się za „Polaków”. Czy ich się w ogóle uważa za ludzi, za przedstawicieli gatunku Homo Sapiens – to kwestia otwarta. Na zaszczytne miano Polaków najwyraźniej się nie łapią. Polakiem (z definicji) może być tylko aryjczyk.

    Warto przypomnieć po raz kolejny, że na Polaka łapie się nawet Murzyn Olisadebe, bo za umiejętne kopanie piłki otrzymał polskie obywatelstwo – ale w żadnym wypadku ktoś, kto winien jest posiadania niewłaściwego „pochodzenia” i nie takiej, jak trzeba „narodowości”.

  2. Skoro wiemy, że nawet do 75-90% spośród 20 tysięcy osób, które trafiły do obozu Treblinka I stanowili Polacy i zarazem wiadomo, że ponad przymusowych pracowników zginęła, to jakim cudem Autorka doszła do wniosku, że „Ofiar polskich było w sumie około 300.”?

    Rozumiem potrzebę ujawniania wszystkich, nawet najbardziej kontrowersyjnych okoliczności Holocaustu, ale… czy naprawdę lekarstwem na nierzetelność i wybiórczość jednej strony muszą być podobne manipulacje strony drugiej?

  3. Alicia*, my chyba sie zle zrozumielismy. Ja wlasnie pisze, ze organizacja jest bez watpienia bardzo pozytywnie zaangazowana w zachowanie pamieci po Zydach, ktorzy kiedys zyli na ziemi polskiej. Co do tego nie mam najmniejszych watpliwosci. Jestem natomiast zdziwiony prioritetem organizacji: jezeli maja srodki na wzniesienie ”Sciany Imion”, ktorej koszt jest bardzo wysoki, to powinni miec tez srodki na zakup wiekszego serwera – bo na nim jest umieszczony w zasadzie caly wynik ich dzialalnosci. Nie znam obecnych realiow polskich: bardzo mozliwe, ze obecny rzad Tuska, starajac sie ”dokopac” dotychczasowym rzadom PIS-u, daje dodatkowe dotacje na przeciwna dzialanosc – a antysemityzm PIS-owski jest przeciez znany.
    Wczoraj sprobowalem inna metode wyszukiwania w rejestrze w/g opisu: najpierw nacisnalem ”Szukaj” i w kilka sekund wczytalem caly rejestr 108.761 ”Imion”. Pozniej wpisalem nazwisko Kafenbaum i moje ciocie odnalazlem w kilka sekund = tak, jak powinno to dzialac. Dzisiaj sprobowalem to jeszcze raz i dostalem caly rejestr w kilka sekund. Ale juz dalej nie udalo sie znalesc moich cioc: kolko dalej sie kreci. To jest bez watpienia problem techniczny starego serwera.
    * Mamy zwyczaj (co najmiej w Szwecji), ze do ludzi z ”Naszej Wycieczki Marca 68” mowimy od razu na ”ty”. ”Brudzia” wypilismy razem ze lzami w tamtych czasach. Mam nadzieje, ze sie nie obrazilas?

  4. Panie Adamie, chciałam tylko dorzucić, że ta strona kiedyś funkcjonowała prawidłowo. Bez trudności odnalazłam
    wtedy nazwiska moich krewnych z krótką osobistą informacją. Pani Teleżyńska i jej mąż Paweł Sawicki są bardzo oddani tej sprawie, o ile zrozumiałam z rozmów z nimi. Pani Ewa jest siostrą Barbary Engelking, a Paweł ma dramatyczną sytuację późnego odkrycia że jest Zydem, bo ojciec trzymał to w tajemnicy. Ja nie wątpię o ich dobrej woli, ale może po prostu nie potrafią sobie poradzić ze wzrostem bazy danych.

  5. Ja oczywiscie nie dalem za wygrana i napisalem list do tej organizacji opisujac moje problemy i pytajac sie co jest teraz z organizacja i jej rejestrem. Natychmiast otrzymalem odpowiedz:
    Dzień dobry Panu,
    Fundacja działa i ma się dobrze. Stale przybywa nam nazwisk – w tej chwili mamy w bazie 108761 osób. Z powodu takiego przyrostu danych nasza baza wymaga niestety trochę cierpliwości. Ponieważ nasza Fundacja działa praktycznie społecznie, utrzymuje się z niewielkich grantów i darowizn, nie stać nas w tej chwili na większy serwer, ale podejmujemy prace nad modyfikacją bazy, żeby działała sprawniej.

    Na podstawie naszej bazy będzie budowany Mur Imion z kamienia przy nowym budynku Muzeum w Treblince. Cieszymy się, że znajdą sie na nim również nazwiska z Pana rodziny.

    Pozdrawiam serdecznie
    Ewa Telezyńska-Sawicka

    W pierwszym momencie brzmialo to dobrze, ale pozniej przyszly pytania: server na baze danych powiedzmy 200.000 osob na powiedzmy 100 TB powinno sie dostac za okolo 150-200.000 kr. Budowanie muru ze wszystkimi (jak to rozumiem) znalezionymi imionami i nazwiskami to odrazu kwestia milionow. Dlatego wrzucilem Pania Ewe (ta sama, z ktora rozmawialem w 2017 roku) na Google – i dostalem bardzo dobry obraz dzialalnosci zarowno jej jak i jej organizacji. Przy okazji okazalo sie, ze w zarzadzie siedzi moj stary kumpel z warszawskich czasow, Roman Weinfeld. No i jestem w kropce. Co wy o tym sadzicie???

  6. To bardzo przykre. Zaalarmowana wiadomością Adama kliknęłam natychmiast na znaną mi stronę i wpisałam mojego dziadka, którego dane podałam kiedyś na tą Stronę Pamięci po kontakcie z bardzo sympatyczną panią (siostrą znanej historyczki Zagłady). Pojawił się napis ”Trwa wyszukiwanie, proszę czekać …” i kropkowane kółeczko zaczęło się kręcić, kręcić i kręcić. Po 30 minutach dałam za wygraną i babci już nie próbowałam znaleźć. A więc widać, że na cudzą pamięć nie można liczyć. Tylko ja jeszcze pamiętam.

  7. Musze przyznac, ze jestem przerazony, ale …. niespecjalnie zdziwiony. Oczywiscie wiedzialem o polskich probach rewizjonizmu historycznego (przyspieszonego w czasie rzadow PIS), ktorego glownym celem bylo pokazanie „calego narodu polskiego bohatersko ratujacego swoich zydowskich wspolobywateli i placacych za to najwyzsza cene”, ale myslalem, ze w takie glupoty to oni sami nie wierza. A tutaj prosze: „piekny” obraz mieszkancow okolic Treblinki (i nie tylko) robiacych wszystko, zeby dorobic sie na tragedii ludzkiej. – bynajmiej nie ryzykujac zycia. Najwyzej (watpliwa juz) cnote. I ten plac pokryty falszywymi pomnikami placonymi przez instytut Pileckiego – jakby naprawde ktos w to wierzyl. Dlatego brak mojego zdziwienia.
    Natomiast przerazony jestem, bo Treblinka dotyka mnie osobiscie: w 2017 roku postanowilem na kamieniu cmentarnym moich rodzicow dodac IN MEMORIAM nazwiska tych najblizszych z rodziny rodzicow, ktorzy z wiadomych powodow nie maja grobow. Z imionami Matki, Brata i Siostry mojej Mamy nie bylo problemu. Ale imonami siostr mojego Ojca wywiezionych prawdopodobnie pierwszym transportem do Treblinki w lecie 1942 roku… w moim domu temat wojny byl tabu. Oboje z siostra nie odwazylismy sie pytac za duzo wiedzac jakie rany rozrywamy. I nagle zdalismy sobie sprawe, ze Ich imion nie znamy. Skontaktowalem sie ze wszelkimi mozliwymi archiwami w Polsce, dostalem w zasadzie od wszystkich te same odpowiedzi: Niemcy starali sie wymazac pamiec, ze Zydzi tu kiedykolwiek zyli i dlatego palili systematycznie wszystkie dowody m.in. archiwa. Wtedy tez natknalem sie na organizacje Pamiec Treblinki, ktora starala sie znalesc jak najwiecej danych o tych 900.000 Zydow, ktorzy zgineli w Treblince. https://pamiectreblinki.pl/ksiega-imion/ Bardzo chwalebna inicjatywa – uwazalem – i dlatego na prosbe bardzo sympatycznie (przez telefon) brzmiacej i zaangazowanej pani wypelnilem blankiet wpisujac wszystkie mozliwe dane, ktore wiedzialem o moich ciociach – oprocz imion oczywiscie. Teraz, po przeczytaniu artykulu, postanowilem sprawdzic co z tego wyszlo. Znalazlem strone (powyzej) i wcykalem nazwisko Kafenbaum… i czekam… i czekam… a to kreci… i nic. W zaledwie 108.000 nazwisk powinno to zajac kilka sekund. A tu nic. Wcykalem wiec Dawid Goldberg – bo ktos o tym nazwisku powinien byc. I znowu nic. Wyglada na to, ze Pamiec Treblinki zostala tez dotknieta antysemicka choroba tego narodu…………

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.