Waldemar Kumór

Podsumowanie w jednym zdaniu
Wywiad z historykiem Kamilem Kijkiem przybliża historię powojennego Dzierżoniowa, który stał się unikalnym centrum ocalałej społeczności żydowskiej w Polsce, funkcjonującym prężnie aż do ostatecznego kresu tej społeczności w wyniku wydarzeń z 1968 roku.
„W powojennym Dzierżoniowie sąsiedzi nie nosili ubrań po twoich najbliższych i nie mieli w mieszkaniu mebli po twoich znajomych. Choć przez chwilę nie musiałeś się mierzyć z Zagładą” – opowiada Kamil Kijek, autor książki „Ostatnie polskie sztetle. Społeczność żydowska Dzierżoniowa, świat żydowski, zimna wojna i komunizm (1945–1950)”.

Grupa dzierżoniowskich Żydów na ul. Daszyńskiego (obecnie Pocztowa), 1946 r. Przy tej ulicy mieściły się też synagoga, komitety wojewódzkie partii syjonistycznych, kibuce, żydowski dom kultury i szkoła.
Kamil Kijek: – Uderzył mnie wszechobecny dźwięk jidysz. Jidyszowe plakaty, wielkie transparenty nawołujące do obchodów 1 maja, afisze teatralne, a w hotelu Polonia były tego wieczoru tańce do muzyki i pieśni jidysz – wspominał Józef Tenenbaum. – Słyszałem nawet, jak niektórzy nieżydowscy Polacy łamali sobie język i kaleczyli jidysz okropnym polskim akcentem, jakby uznali, że jest to teraz oficjalny język tego „żydowskiego miasta”.
Nowi przybysze zastają mieszkającą tu już od roku – obok Polaków i Niemców – zwartą, kilkutysięczną społeczność żydowską, posiadającą sieć własnych instytucji społecznych. Takich jakich nie ma już w ich dawnych sztetlach w Polsce centralnej i na ziemiach II RP włączonych do ZSRR.
Jankew Pat, amerykańsko-żydowski dziennikarz i zarazem polski Żyd, pisze w swoim reportażu z Dzierżoniowa jak o śnie: „Staję osłupiały. Po raz pierwszy, odkąd postawiłem stopę w powojennej Polsce, widzę duży szyld w jidysz, oświetlony elektryczną lampą – »Dom Kultury«”.
Na pierwszy rzut oka pomysł, by Żydzi, którzy przeżyli wojnę, zamieszkali w Dzierżoniowie, wydaje się abstrakcyjny. Dlaczego akurat tam?
— Geneza tkwi w Holokauście. Pod koniec wojny to właśnie na Dolny Śląsk Niemcy przenieśli więźniów obozów koncentracyjnych, by miał kto pracować w ewakuowanych z bombardowanych Niemiec zachodnich fabrykach obsługujących armię Hitlera. Na przykład w zakładach Philipsa, gdzie do więźniów tutejszego obozu Gross-Rosen dołączyli ci z Auschwitz-Birkenau.
Dopiero 8 maja 1945 r. Armia Czerwona zajmuje Dzierżoniów.
— Wolność odzyskuje ok. 18 tys. Żydów, z czego 10 tys. to polscy Żydzi. Najpierw w opuszczonym przez Niemców mieście zjawili się ci z pobliskiej Sportschule, czyli filii Gross-Rosen. Już 11 maja zakładają żydowski komitet byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Dzięki temu inni więźniowie z okolic Wałbrzycha i Świdnicy wiedzieli, że jest miejsce, gdzie można dostać podstawową pomoc.
Od września docierają pociągi ze Wschodu. Tylko między lutym a lipcem 1946 r. na Dolny Śląsk przyjechało 90 tys. ze 140 tys. tych, którzy tam ocaleli.

Demonstracja pierwszomajowa w Dzierżoniowie, 1946 r. W dwóch pierwszych rzędach członkowie syjonistycznych organizacji młodzieżowych Dror i Frajhajt He-Chaluc ha-Cair.
Zacznijmy od samego miasta.
— Reichenbach im Eulengebirge, czyli Reichenbach w Górach Sowich, miasteczko przed wojną liczące niespełna 20 tys. mieszkańców, było praktycznie niezniszczone. Najpierw nazwę nieco spolszczono na Rychbach. Od 1946 r. oficjalnie nosi imię Dzierżoniów, na cześć księdza Jana Dzierżonia, polskiego naukowca i pszczelarza.
Kto zdecydował o tym, że to Dzierżoniów stanie się centrum żydowskiego życia po Holokauście?
— Kilku ważnych działaczy przypisywało sobie ojcostwo tego pomysłu. Na przykład Adolf Berman, czołowa postać Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. W praktyce lokalnej społeczności przewodził Jakub Egit, komunista wysłany w czerwcu 1945 r. do Dzierżoniowa, by objąć stanowisko przewodniczącego założonego tu Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego.
Większość Żydów i repatriantów ze Wschodu była potrzebna na Ziemiach Odzyskanych, by jak najszybciej zasiedlić je polskimi obywatelami. Tutaj było najwięcej „wolnych” mieszkań, fabryk, warsztatów i sklepów, które można było zająć po uciekających albo wkrótce deportowanych Niemcach. Była to przemyślana strategia. Osadnictwo żydowskie na ziemiach poniemieckich stanowiło też część polskiej polityki zagranicznej, naciskającej na aliantów, by ziemie te na stałe przyznali Polsce. Świetnie do tego służyła narracja o ofiarach dokonanej przez Niemców Zagłady, którym właśnie na tych terenach władze nowej Polski dały schronienie i stworzyły warunki do odbudowy ich zbiorowego życia. Wojna się skończyła, ale granice państw nie były jeszcze ustalone. Konferencja zwycięskich mocarstw w Poczdamie, która zaczęła się 17 lipca 1945 r., przyznała Polsce Ziemie Zachodnie tylko w „czasowy” zarząd.
Ocaleni byli w większości komunistami?
— Skądże! To władze i żydowscy komuniści usiłowali stworzyć taką legendę, kreując obraz, że wyzwoleni Żydzi po wyjściu z obozów myśleli tylko o budowaniu polskiej państwowości na Dolnym Śląsku. Faktem jest, że w zarządzie dzierżoniowskiego komitetu więźniów większość stanowili Żydzi o poglądach komunistycznych, lecz nie decydował o tym wybór demokratyczny, a ich powiązania z nową władzą. Większość szeregowych członków komunistami nie była. Wyzwoleni z obozów chcieli przede wszystkim się najeść, wyleczyć, dowiedzieć, kto z bliskich żyje, i dopiero wtedy zdecydować, co dalej.
Zostawali w Dzierżoniowie?
— Tylko niektórzy. Jedni, jak tylko dojdą do siebie i zbiorą siły, wracają do Holandii, na Węgry czy do Francji. Polscy Żydzi wracają w swoje strony – na Mazowsze, w Świętokrzyskie, do Zagłębia itd. Zostają ci z Kresów Wschodnich, bo ich domy znalazły się w granicach ZSRR.
Jadą ci polscy Żydzi do siebie, ale w ich przedwojennych domach nikt z kwiatami nie czeka. Raczej przeciwnie.
— Generalnie tak to wyglądało. Pojechali w rodzinne strony i przekonali się, że nikt z bliskich nie przeżył, nie ma ich domów ani majątku. Wracali więc do Dzierżoniowa, bo tu czuli się bezpieczniej wśród swoich.
Natalia Aleksiun, historyczka i autorka książki „Dokąd dalej?”, tak opisywała ówczesny Dzierżoniów w rozmowie dla Biuletynu IPN z 2015 r.: „Tam można było wyjechać i nie być zmuszonym do konfrontowania się z Zagładą. Sąsiedzi nie nosili ubrań po twoich najbliższych i nie mieli w mieszkaniu mebli po twoich znajomych. To było miejsce, gdzie pomysł na odbudowanie życia rodzinnego i społeczności lokalnej miał szansę powodzenia”.
Ale żyli w niepewności, czy to wciąż Polska, czy jeszcze Niemcy.
— Wśród ocalałych dominuje poczucie tymczasowości, zresztą tak samo jak wśród przybywających tu etnicznych Polaków. Komitet z Dzierżoniowa – poprzez armię radziecką i dopiero powstającą administrację polską – nawiązuje na przełomie maja i czerwca kontakt z Centralnym Komitetem Żydów w Warszawie. Do Dzierżoniowa przyjeżdżają dwie delegacje i widzą, że jest tu bezpiecznie, jest gdzie mieszkać i pracować. Z zainteresowaniem przygląda się temu także nowa władza.
Co to znaczy?
— Polacy w większości patrzą na tę władzę, delikatnie mówiąc, niechętnie. Komuniści doskonale znają te nastroje, mają dość problemów i chcą mieć spokój. A Żydzi to dodatkowy kłopot, bo okazuje się, że nikt ich tu nie chce i zewsząd słychać, że teraz Polską „rządzi żydokomuna”. Centralny Komitet Żydów Polskich dogaduje się więc z Edwardem Ochabem, ważnym wówczas członkiem Polskiej Partii Robotniczej i ministrem spraw wewnętrznych. Stąd zapada decyzja, by Żydów przybywających z ZSRR od razu kierować na Ziemie Odzyskane. Wrocław jest kompletnie zniszczony, więc stolicą regionu staje się Legnica, a Dzierżoniów – centrum żydowskiego życia.
Nie tylko dla komunistów?
— Dla wszystkich: komunistów, ortodoksów, Bundu i syjonistów. Teren jest idealny, by zakładać spółdzielnie, centra kultury, kibuce czy odbudowywać żydowskie życie religijne – przynajmniej na czas pobytu ortodoksów i zwolenników nurtów syjonistycznych w Polsce. Świetnie nadaje się także dla Brichy, czyli zorganizowanej przez syjonistów nielegalnej emigracji Żydów z Polski.
Dlaczego?
— Dzierżoniów jest bardzo dogodnie położony – blisko Czechosłowacji i Niemiec. A Bricha (z hebrajskiego: „ucieczka”) to organizacja, która zajmowała się przerzutem ocalałych niechcących już zostać w Polsce do amerykańskiej lub brytyjskiej strefy okupacyjnej Niemiec, a stamtąd do Palestyny. Szczególnie po pogromie krakowskim z sierpnia 1945 r. czy tym najgłośniejszym w Kielcach z lipca 1946 r.
Bricha była nielegalna, ale nieformalnie wspierały ją organizacje syjonistyczne, partie i ruchy młodzieżowe, a także część polskich władz wojskowych, lokalnych i partyjnych, które w ten sposób chciały pozbyć się „problemu żydowskiego”. W latach 1945–1948 wyjechało w ten sposób z Polski około 200 tys. Żydów.
Powróćmy do żydowskiego Dzierżoniowa.
— Jesienią 1945 r. docierają tam pierwsi przedstawiciele amerykańskiej organizacji Joint, która niesie pomoc ocalałym. Zaczyna działać zasada kuli śniegowej: więcej pomocy międzynarodowej i polskiej oznacza więcej Żydów w Dzierżoniowie.
Spontanicznie migrują tu Żydzi z Polski centralnej, szukający kogokolwiek znajomego. Z 2 tys. osób po przyjeździe pociągów repatriacyjnych z ZSRR liczba Żydów w Dzierżoniowie wzrasta z 6 tys. do ok. 12 tys. w lipcu 1946 r. To połowa wszystkich mieszkańców miasta – ewenement na skalę europejską.
Nawet w czasie paniki emigracyjnej wywołanej pogromem kieleckim, gdy Polskę opuszczają tysiące Żydów w obawie o życie, odsetek uciekających z Dolnego Śląska jest mniejszy niż z Polski centralnej. Mniejszy nawet niż z samego Dzierżoniowa, bo tu udział Żydów w ogólnej populacji do 1950 r. nie spada poniżej 35 proc. mieszkańców.
Nie ukrywają swoich imion i nazwisk, tak jak działo się to w Warszawie i wielu innych miejscach. Odtwarzają elementy kultury oraz wzorce życia znane z przedwojennych sztetli czy żydowskich dzielnic wielkich miast – tyle że bez tej dojmującej biedy.
Czyli?
— Żydowscy rolniczy nadają swoim krowom imiona w jidysz, ale mieszkają w schludnych, przedwojennych, poniemieckich domach, a nie w nędznych chatynkach. Mają radia, słuchają koncertów, chodzą na spektakle w swoim języku. Rzemieślnici prowadzą warsztaty o znacznie wyższym poziomie technicznym niż przed wojną. Żydzi pracują w nowoczesnych fabrykach włókienniczych i radiowych.
Na wystawie w muzeum POLIN widziałem plakat: „Rolnik żydowski na Dolnym Śląsku”.
— Jest też inny: „Żydowskie Brygady Żniwiarskie to twój szczytny obowiązek! Kosa w twoich rękach przekreśli głód i da Ojczyźnie i Twoim najbliższym chleb!”.
Są też górnicy. Przed wojną Żydzi w Polsce byli dyskryminowani w przemyśle państwowym, a teraz w wałbrzyskich kopalniach pracuje prawie tysiąc żydowskich górników, we wrocławskim Pafawagu – setki.
A co działo się wówczas w Dzierżoniowie z Niemcami, którzy nie wyjechali? Jaki był stosunek do nich ze strony Żydów?
— W wypowiedziach oficjalnych taki sam jak u Polaków: wrogi, traktujący wywózki Niemców z Ziem Zachodnich oraz przejęcie ich domów, sklepów i fabryk jako dalece niewystarczającą karę i rekompensatę za wojenne zbrodnie.
Jednak na poziomie relacji indywidualnych nie wyglądało to tak jednoznacznie. Większość Niemców z Dzierżoniowa wywieziona została dopiero w drugiej połowie 1946 i w 1947 r. Musieli żyć obok Polaków i Żydów, często ucritsz ich obsługiwać nieznane imigrantom maszyny fabryczne czy domowe urządzenia codziennego użytku. Zachowały się relacje o rodzących się na tym tle niemiecko-polsko-żydowskich przyjaźniach, które trwały do momentu wysiedlenia Niemców.
Skąd Żydzi wiedzieli, że w Dzierżoniowie jest bezpieczniej niż gdzie indziej?
— Wielu z nich pojechało na chwilę w swoje przedwojenne strony i przekonało się, jak jest tam niebezpiecznie. Po drugie, to Centralny Komitet Żydowski po pogromie kieleckim zdecydował o ewakuacji na Dolny Śląsk Żydów z Polski centralnej.
Tutaj Żydzi byli zorganizowani, posiadali własne instytucje i struktury samoobrony. Po pogromie kieleckich przy każdej żydowskiej instytucji stały uzbrojone straże. Nie było tu również konfliktów o przedwojenną własność, ponieważ wszystko miało charakter poniemiecki, a nie polski czy żydowski.
Ale nie znaczy to, że Dolny Śląsk był rajem.
— Nie. Również tutaj dochodziło do aktów przemocy, oskarżeń o mordy rytualne, a wielu Żydów zadawało sobie pytanie: zostać czy wyjechać. Na Ziemie Odzyskane przyjechali ludzie z bagażem własnych przyzwyczajeń – dobrych i złych – w tym także z przedwojennym antysemityzmem.
Na przykład gdy Żydzi zgłosili do kuratorium chęć założenia szkoły rolniczej, usłyszeli od urzędnika, że Żydzi to pasożyty. Wyraził on zdziwienie, że Hitler ich wszystkich nie wymordował, choć zastrzegł, że on sam za mordowaniem nie jest, ale najchętniej wszystkich by stąd wyrzucił.
Jesienią 1946 r. ktoś zastrzelił pełniącego posterunek 26-letniego Mosze Becalela Zylberberga, należącego do syjonistycznej partii Ichud. Sprawcy nie ujęto. Na pogrzeb przyszło 8 tys. mieszkańców. Strach więc Dzierżoniowa nie opuszczał, choć Żydzi czuli się tu relatywnie bezpieczniej, m.in. ze względów ekonomicznych.
Co to znaczy?
— Na Dolnym Śląsku każdy miał pracę i nie musiał się pryncypialnie deklarować ideologicznie – po cichu robił swoje i myślał o przyszłości, rozważając m.in., gdzie i jak wyjechać. Popierał władzę z rozsądku, ponieważ w ówczesnej sytuacji tylko zdominowane przez komunistów państwo miało instrumenty, by bronić ich przed antysemicką przemocą.
Ale żydowscy komuniści też działali.
— Tak, brali udział w sfałszowanych wyborach w 1947 r. Frida Pertman opowiadała mi o swojej kuzynce, która na prośbę władz głosowała w sześciu różnych punktach wyborczych, ponieważ komunistom brakowało głosów. Kuzynka należała do partii, a jej mąż był ideowym komunistą pracującym w UB. Na pochody pierwszomajowe przychodzili wszyscy Żydzi, maszerując wokół rynku. Zarazem wielu pozostawało sceptycznymi – co innego mówili publicznie, a co innego prywatnie, nie wierząc w trwałość nowego ustroju. Z kolei centrowym syjonistom, ortodoksom, kupcom i rzemieślnikom ustrój ten przeszkadzał i czuli się w nim zagrożeni. Wszyscy widzieli też, że miejscowa ludność w większości nie popiera władzy.
Podstawą poczucia bezpieczeństwa była stabilna praca – najczęściej nie na rzecz systemu komunistycznego, lecz we własnym warsztacie, sklepie, spółdzielni lub zakładzie państwowym.
Słynne były dwie spółdzielnie: krawiecka „9 Maja” i szczotkarska „Szczeciniarz”. Pierwszą założyli młodzi krawcy, którzy jeszcze w latach 30. przyjechali z Podlasia i Lubelszczyzny do Warszawy, a po wojnie odnaleźli się w Dzierżoniowie. Historia drugiej jest jeszcze ciekawsza – „Szczeciniarza” powołało do życia kilku szczotkarzy z Międzyrzeca Podlaskiego, którzy po pogromie kieleckim uciekli do Dzierżoniowa. W 1947 r. ich spółdzielnia zatrudniała ponad 100 osób, z sukcesem podbijając rynek i eksportując doskonałe wyroby głównie do USA.
Działali tu kaletnicy z Warszawy, włókniarze z Pabianic i Ozorkowa, krawcy z Białegostoku i Łodzi czy kilimiarze z Pokucia. Analfabeci uczęszczali na kursy czytania i pisania w jidysz oraz po polsku. Podobnie jak polscy chłopi i robotnicy, korzystali z dobrodziejstw nowego ustroju i realnego równouprawnienia.
Na co szły te fundusze?
— Na ochronę zdrowia, edukację, sport, opiekę nad dziećmi, kibuce i organizacje religijne. Na aktywizację zawodową, dokształcanie, wsparcie dla spółdzielni, niezależnych kupców, rzemieślników oraz robotników z firm państwowych. W oficjalnej propagandzie komunistycznej panował różowy obraz – robotnik miał być najważniejszy, w praktyce jednak nie było go stać na zakupy, ponieważ na czarnym rynku ceny były astronomiczne. Osoby o chłopskim pochodzeniu często mogły liczyć na wsparcie rodziny pozostawionej na wsi. Żydzi takiego zaplecza nie mieli, dlatego wolno im było zakładać quasi-kapitalistyczne spółdzielnie, by lepiej zarabiać. Ponad tysiąc żydowskich robotników pracowało w sektorze państwowym głównie dzięki temu, że otrzymywali zapomogi z komitetów żydowskich oraz darmowe leki i żywność z darów zagranicznych.
W ramach pomocy międzynarodowej powstała m.in. szkoła kształcąca specjalistów dla zakładów radiowych (późniejszej Diory), tak ważnych dla kilku pokoleń w PRL. Fabrykę tę przeniesiono tu w czasie wojny z Hamburga do produkcji na rzecz Wehrmachtu, a pracowali w niej żydowscy więźniowie. Część z nich znalazła zatrudnienie w tym samym miejscu, przekształconym teraz w Państwową Fabrykę Odbiorników Radiowych (PFOR).
W piłce nożnej rywalizowały żydowskie drużyny z Bielawy i Dzierżoniowa.
— Najsłynniejszym piłkarzem był Emanuel Szefer, późniejszy selekcjoner reprezentacji Izraela. To on prowadził drużynę na jedynym w historii Izraela mundialu w Meksyku w 1970 r. oraz na igrzyskach w Monachium w 1972 r.
Urodził się w Drohobyczu. W 1939 r. uciekł do ZSRR, a po wojnie odnalazł siostrę w Dzierżoniowie. Grał w Żydowskim Klubie Sportowym Bielawa. W 1950 r. wyemigrował do Izraela, choć – co wywołało oburzenie wielu rodaków – wyjechał na jakiś czas do Niemiec, by szkolić się na trenera. Zmarł kilka lat temu. W Izraelu powstaje obecnie film dokumentalny poświęcony żydowskim piłkarzom z Bielawy.
Kiedy skończył się żydowski Dzierżoniów?
— Można wskazać trzy kluczowe momenty. Pierwszy przypada na lata 1949–1950. Staliniści likwidują wówczas wszystkie niekomunistyczne organizacje żydowskie, pozostawiając jedynie zmarginalizowaną kongregację wyznaniową. Zamykane są m.in. domy dziecka, kibuce, prywatne zakłady, Centralny Komitet Żydów w Polsce oraz wszystkie jego oddziały regionalne. Z Dzierżoniowa wyjeżdża ponad 2 tys. Żydów.
Rok 1956 przynosi nową falę antysemityzmu, ze szczególnym nasileniem na Dolnym Śląsku, gdzie Żydzi – ze względu na swą liczebność – nie ukrywali pochodzenia, imion ani nazwisk. Wynękani stalinizmem ludzie o wszelkie nieszczęścia obwiniali „żydokomunę”. W Wałbrzychu drzwi gabinetów dwóch lekarzy pomazano fekaliami. W Dzierżoniowie na zebraniu aktywu partyjnego twierdzono, że polskie dzieci nie chcą bawić się z żydowskimi, dochodziło też do pobić w szkołach. Podczas akcji żniwnej jeden z partyjnych towarzyszy uderzył w twarz drugiego za to, że jako Żyd źle pracuje. W Wałbrzychu niemal doszło do pogromu – gdy rozeszła się plotka, że w sklepie mięsnym Szymona Segala (współzałożyciela żydowskiej spółdzielni masarskiej „Zgoda”) inny Żyd ranił nożem klienta-Polaka, wokół placówki zgromadził się tłum żądny zemsty. Władze przez kilka dni patrolowały ulice, jednak usunęły z pracy żydowskiego kierownika sklepu i zakazały sprzedaży mięsa koszernego. Po 1956 r. z Polski wyjechało ponad 80 proc. Żydów – ok. 50 tys. osób.
Trzecim etapem jest rok 1968. Żydzi opuszczają miasto, wyjeżdżając do Warszawy czy Wrocławia. Zostają głównie najstarsi – dziś w Dzierżoniowie nie żyje już niemal nikt z tamtej społeczności.
Czy można dziś dostrzec jakieś ślady dawnego żydowskiego Dzierżoniowa?
— Tablicę z lakoniczną informacją, że po wojnie mieszkało tu wielu Żydów, umieszczono przy budynku synagogi. Niewielka wzmianka znajduje się też w muzeum miejskim. Naprzeciwko stoi wielki, piękny gmach z czerwonej cegły, w którym mieścił się najpierw Wojewódzki, a potem Powiatowy Komitet Żydowski. Widnieje na nim tablica informująca o historii budynku przed wojną i w jej trakcie – była to willa miejscowych niemieckich patrycjuszy (jak wykazały badania Anny Grużlewskiej, skoligaconych z żydowską rodziną Fleischerów, którą ukrywali w czasie wojny) – nie ma jednak ani słowa o epizodzie żydowskim. A przecież komitet był absolutnie najważniejszą instytucją życia żydowskiego w mieście.
Dlaczego tak się dzieje?
— Moim zdaniem nie wynika to z antysemityzmu sensu stricte, lecz z naszej nieumiejętności rozmawiania o historii i o realiach życia na Ziemiach Odzyskanych po 1945 r. Obowiązuje czarno-biały obraz komunizmu, opresji i walki z nią polskiego społeczeństwa. W tej narracji brakuje miejsca na odcienie szarości – na proces budowania wspólnego życia Polaków i Żydów w nowej rzeczywistości, na ich skomplikowane relacje oraz nie mniej zawiłe więzi z komunistycznym państwem. Na szczęście to podejście powoli zaczyna się zmieniać.
- Kamil Kijek – historyk i socjolog, adiunkt i wicedyrektor Katedry Judaistyki Uniwersytetu Wrocławskiego, autor wielu nagradzanych publikacji krajowych i międzynarodowych. W 2026 r. nakładem wydawnictwa IBL ukazała się jego książka „Ostatnie polskie sztetle. Społeczność żydowska Dzierżoniowa, świat żydowski, zimna wojna i komunizm (1945–1950)”.
Ostatnie „żydowskie miasto” w Polsce. Ostateczny kres położył mu 1968 r.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

