Uncategorized

Złoto, nafta i strach. Jak pęka saudyjski pancerz

Konstanty Gebert

Podsumowanie w jednym zdaniu

Arabia Saudyjska, dotychczas chroniona gigantycznymi zasobami ropy i amerykańskim sojuszem, traci swoją stabilność i pozycję w regionie w obliczu hutyjskich blokad, bezsilności wojskowej oraz rosnącej presji Iranu.


Huti zaatakowali Arabię Saudyjską. Najstabilniejsze państwo na Bliskim Wschodzie – dotychczas chronione przez gigantyczne bogactwo naftowe i sojusz z USA – zaczyna się chwiać. Czy Saudowie w porę znajdą sojusznika, który pozwoli im utrzymać dotychczasową pozycję?

Stabilność Arabii Saudyjskiej była jednym z nielicznych pewników w nieustannie zmieniającej się układance politycznej Bliskiego Wschodu. Opierała się na potężnych zasobach ropy naftowej, których redystrybucja gwarantowała lojalność poddanych wobec jednej z ostatnich monarchii absolutnych na świecie. Bogactwo to finansowało również ścisły sojusze z USA, co z kolei stanowiło gwarancję militarnego bezpieczeństwa królestwa.

Arabia Saudyjska cieszy się także prestiżowym statusem Strażnika Dwóch Świętych Miejsc Islamu, co nadaje jej władcom rangę duchowego autorytetu w świecie muzułmańskim. Jednak wszystkie te atuty – niedostępne dla innych państw regionu – są dziś systematycznie podważane, a Rijad wydaje się pozbawiony skutecznej strategii przeciwdziałania kolejnym kryzysom.

Huti polują na saudyjskie tankowce

Bezpośrednim katalizatorem obecnych problemów okazał się niespodziewany sukces powiązanych z Iranem jemeńskich Hutich, którzy wznowili kampanię przeciwko wspieranemu przez Saudów rządowi. W efekcie przejęli oni kontrolę nad całym jemeńskim wybrzeżem Morza Czerwonego, odcięli Arabię Saudyjską blokadą morską i przypuścili serie bombardowań na cele wojskowe oraz cywilne wewnątrz królestwa.

Choć Huti ogłosili, że statki pod obcymi banderami mogą przepływać bezpiecznie, ruch przez cieśninę Bab al-Mandab praktycznie zamarł. Równocześnie drony wystrzelone przez proirańskie bojówki z Iraku uderzyły w kluczowy rurociąg Wschód–Zachód. Został on zbudowany przez Saudyjczyków w latach 80. (podczas wojny irańsko-irackiej) właśnie po to, by omijać irańską blokadę cieśniny Ormuz.

Infrastruktura ta okazała się bezcenna także podczas obecnego kryzysu. Saudyjskie tankowce ładowały ropę w terminalu Janbu nad Morzem Czerwonym, skąd transportowały surowiec do Azji – albo okrężną drogą wokół Przylądka Dobrej Nadziei, albo przez Kanał Sueski i Cieśninę Gibraltarską. Większe jednostki, niezdolne do przepłynięcia Kanału Sueskiego, rozładowywały ładunek w egipskim terminalu, skąd rurociągiem Sumed płynął on pod Aleksandrię i tam ponownie trafiał na tankowce. Sposób ten obnażał zarówno uciążliwość blokady Ormuzu, jak i determinację w jej omijaniu.

Hutyjskie polowanie na saudyjskie tankowce uczyniło jednak tę metodę zbyt ryzykowną, a atak dronów na rurociąg ostatecznie ją zablokował. Naprawy potrwają tygodnie, a w tym czasie 4 procent światowej produkcji ropy nie dociera na rynki, co winduje ceny paliw i uderza w polskie stacje benzynowe. Kryzys ten godzi zarówno w globalną gospodarkę, jak i w fundamenty saudyjskiego bogactwa. Co więcej, nawet po zakończeniu napraw, pełne zabezpieczenie liczącego 1200 kilometrów rurociągu przed kolejnymi atakami pozostaje w sferze mrzonek.

Kruchy sojusz z USA

Rząd w Bagdadzie zapowiedział dochodzenie w sprawie ataku z użyciem irackich dronów, ma ono być jednak prowadzone wspólnie z Iranem – domniemanym zleceniodawcą zamachu – co z góry przesądza o braku przełomu. Irak nie jest zresztą w stanie kontrolować własnego terytorium: Teheran bezkarnie atakuje cele w irackim Kurdystanie, uderzając w tamtejsze formacje oraz współpracujące z nimi struktury. Obawa przed odwetem paraliżuje Bagdad, zwłaszcza że tamtejsze władze nie płaczą z powodu strat ponoszonych przez Kurdów. Oczekiwanie, że Irak ukróci działania własnych szyickich bojówek, od początku było złudzeniem.

Przed podobnymi zagrożeniami Saudów miał chronić sojusz z Waszyngtonem. Układ ten przetrwał nawet tak trudne próby jak udział Saudyjczyków w zamachach z 11 września czy nazwanie przez prezydenta Joe Bidena następcy tronu Mohammeda bin Salmana „pariasem” po zamordowaniu dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego. Jednak już podczas pierwszej kadencji Donald Trump odmówił reakcji militarnej na hutyjski atak na saudyjską rafinerię, rzucając szorstkie: „chyba że nam zapłacą”. Saudowie zapłacili – zainwestowali w USA niemal 500 miliardów dolarów i obiecali drugie tyle.

Mimo że część tych środków trafiła bezpośrednio do otoczenia Trumpa, amerykańska pomoc nie nadeszła. Trump odmówił interwencji, zostawiając Rijad na lodzie. Dokładnie tak samo postąpił rok temu wobec Izraela, zawierając z Huti separatystyczne zawieszenie broni, które gwarantowało bezpieczeństwo wyłącznie amerykańskim okrętom na Morzu Czerwonym, całkowicie pomijając Izrael i los atakowanych przez bojówki statków. Z dwojga złego w przededniu wyborów Trump woli tolerować wyższe ceny ropy (obwiniając za nie ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie, a nie wywołaną przez siebie konfrontację z Iranem) niż angażować się w kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie.

Kto pomoże Saudom?

Saudowie nie obronią się sami. Mimo gigantycznych wydatków na armię, ich potencjał militarny okazuje się mało skuteczny. Interwencja w Jemenie utknęła w martwym punkcie i zmierza ku klęsce, kosztując życie 150 tysięcy Jemenczyków, w tym 85 tysięcy dzieci zmarłych z głodu w wyniku nałożonej przez koalicję blokady.

Przewidując, że amerykański parasol ochronny może ostatecznie zniknąć, Rijad wynegocjował w sierpniu z Turcją i Pakistanem porozumienie obronne, natychmiast wybiórczo okrzyknięte „muzułmańskim NATO”. Choć motywy paktu – wymierzonego w równym stopniu w Iran, co w Izrael – wydawały się szerokie (Pakistan wnosił broń atomową, a Turcja potęgę konwencjonalną i członkostwo w NATO), inicjatywa okazała się politycznym niewypałem. Na hutyjskie ataki nie zareagowano nawet werbalnie.

Członkostwo w BRICS również nie przyniosło Saudom wymiernych korzyści – ubiegłotygodniowy szczyt tego bloku przemilczał wojnę w Zatoce. Z kolei sojusz ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, z którymi Saudowie wspólnie interweniowali w Jemenie, dawno przeszł do historii z powodu rozbieżnych interesów. Podczas gdy Rijad wspiera tradycyjne reżimy, Abu Zabi popiera siły dążące do obalenia rządów (m.in. w Sudanie). W ubiegłym roku doszło wręcz do saudyjskiego bombardowania wspieranych przez Emiraty bojówek w Jemenie, co miało uniemożliwić ponowne odseparowanie Adenu.

Porozumienie wojskowe z Izraelem, które zapewnia Emiratom skuteczną obronę przeciwlotniczą, dla Rijadu pozostaje nieakceptowalne. Królestwo twardo stoi na stanowisku, że zbliżenie z Jerozolimą nie nastąpi bez przełomu w kwestii palestyńskiej, na który się nie zanosi. Liczenie na dyskrecję premiera Netanjahu w przypadku ewentualnego tajnego porozumienia byłoby zresztą czystą mrzonką – izraelski premier natychmiast wykorzystałby je w kampanii wyborczej.

Negocjacje z Iranem?

Nic dziwnego, że Rijad przystąpił w końcu do rozmów państw Zatoki Perskiej inicjowanych przez Oman i Iran. Propozycja ta była zaskakująca – wszak Teheran od roku terroryzuje państwa regionu, które bezpośrednio nie uczestniczą w wojnie, usiłując wymusić na nich naciski na Waszyngton. Widząc niezdolność USA do zakończenia konfliktu, ofiary irańskich ataków (na same Emiraty spadło więcej dronów niż na Izrael) zdecydowały się szukać porozumienia bezpośrednio z agresorem. Wyłamał się jedynie mały Bahrajn oraz – w ostatniej chwili – sama Arabia Saudyjska, uznając warunki Teheranu za upokarzające.

Nie oznacza to jednak porzucenia dyplomacji. Trwają podstępne negocjacje warunków wstępnych: Iran nie zrezygnuje z kontroli nad Ormuzem ani z żądania wycofania wojsk USA z Zatoki. Jednak płacenie swego rodzaju „haraczu” Teheranowi może okazać się tańsze niż trwanie blokady. Po co zresztą utrzymywać kosztowne bazy USA, które ściągają niebezpieczeństwo, a nikogo nie bronią? W pakiecie Teheran oferuje przecież ułożenie się z Huti i irackimi szyitami.

Na dłuższą metę taki układ oznaczałby jednak kapitulację przed dominacją Iranu, co mogłoby pogrążyć rządy Mohammeda bin Salmana. Ambitny następca tronu już teraz naruszył tradycyjne interesy elit i zmarginalizował rywali do władzy. Przeprowadził też ostrożną liberalizację kraju: zniósł karę chłosty, zezwolił na otwarcie kin oraz pozwolił kobietom prowadzić samochody. Wywołało to wściekłość konserwatywnego kleru. Dopóki jednak potęga i bogactwo królestwa były nienaruszalne, społeczeństwo podporządkowywało się władzy ze strachu i lojalności, wybaczając nawet tak ekstrawagancje pomysły jak budowa futurystycznego miasta Neom.

Żołnierze w klapkach

Dziś jednak saudyjski następca tronu utknął w klasycznej pułapce autokraty-modernizatora: rozbudził aspiracje, których nie może zaspokoić, i lęki, których nie potrafi uśmierzyć. Cała ta konstrukcja mogłaby przetrwać, gdyby Rijad nadal budził powszechny respekt. Skoro jednak potężne królestwo nie radzi sobie z Huti, których bojownicy walczą dosłownie w klapkach, i musi układać się z Teheranem, aura niezwyciężoności pryska.

Tyle że ci „żołnierze w klapkach” dysponują irańskimi rakietami balistycznymi i niezłomną wolą walki wspieraną przez zdeterminowanego protektora. Amerykańska technika wojskowa nie nadrobi braku determinacji – słabość, którą u amerykańskich sojuszników widać coraz wyraźniej. Arabia Saudyjska jako Strażnik Miejsc Świętych nie może sobie pozwolić na słabość.

Już Osama bin Laden uznał sojusz z USA za zdradę islamu. Został wyeliminowany przez Amerykanów, których zaatakował. Dziś jednak Waszyngton gotów jest układać się z Huti i samym Iranem. Saudyjski sojusz z „Wielkim Szatanem” budził niegdyś oburzenie i strach muzułmanów; dziś mrzonką byłaby wiara, że strach ten cokolwiek jeszcze znaczy, skoro wszyscy widzą, że królestwo nie ma się już czym bronić.

Złoto, nafta i strach. Jak pęka saudyjski pancerz


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.