Uncategorized

Trump nie jest idiotą. W wykrwawianiu się Rosji widzi interes USA

Eugeniusz Smolar

Podsumowanie w jednym zdaniu

Eugeniusz Smolar w rozmowie z „Polityką” przekonuje, że Donald Trump nie jest sojusznikiem Putina, lecz prowadzi politykę transakcyjną, w której osłabianie Rosji w Ukrainie leży w interesie USA, co paradoksalnie jest zbieżne z interesem Europy, niemniej jednak Stany Zjednoczone pod rządami trumpistów stają się nieprzewidywalne, wymuszając na Unii Europejskiej budowę autonomii strategicznej i asertywną postawę wobec gospodarczą ekspansywnych Chin.


Rozmowa z ekspertem ds. międzynarodowych Eugeniuszem Smolarem o tym, dlaczego Trump wcale nie sprzyja Putinowi i jak skutecznie Europa straszy Chiny.

MAREK OSTROWSKI: – Broni pan Donalda Trumpa?

EUGENIUSZ SMOLAR: – Trump jest postacią niezwykłą – mówiąc delikatnie – której możemy przypisać wszystkie złe cechy i niewiele dobrych. Jest gburem, ale nie idiotą. Problem w tym, że dziennikarze i politolodzy skupiają się często na jego cechach osobistych, a nie na tym, co tak naprawdę robi i jakie to ma konsekwencje dla Polski oraz Europy.

I co robi?

Wszystko to zostało wcześniej zapowiedziane w licznych dokumentach środowisk prawicowych, głównie Heritage Foundation, zwłaszcza w tzw. Project 2025. Trump wprowadził już w życie około 60 proc. zawartych tam propozycji programowych. Dotyczą one głównie spraw wewnętrznych, ale i polityki zagranicznej, w tym stosunku do sojuszników. Trumpiści zupełnie przeformułowali globalną rolę Stanów Zjednoczonych. Inaczej niż w 1945 r., kiedy potęga Ameryki była budowana na sojuszach, zaczęli traktować sojuszników w sposób transakcyjny: „coś za coś”.

Czy to zbliża nas do wojny z Rosją?

Nie wiem, ale – trzymając się modelu transakcyjnego – odstraszanie jest dużo tańsze niż sama wojna. I to jest ważna teza mojej nowej książki: trzeba rozpatrywać scenariusze, w których USA nie przyjdą jednak z pomocą Europie „w godzinie W”. Choć intensywne zbrojenie się zarówno Polski, jak i innych państw europejskich w jakimś stopniu realizuje oczekiwania Waszyngtonu.

I mimo to nie możemy już być pewni sojuszniczej odsieczy?

W Warszawie wystąpił ostatnio głównodowodzący wojsk NATO w Europie, gen. Alexus Grynkewich, i przedstawił optymistyczną wizję obrony. Ale Sojusz opiera się na jednomyślności – wystarczy jedno weto, aby wszystko zablokować. Poza tym Trump może wydać rozkaz oficerom amerykańskim w NATO, w tym gen. Grynkewichowi, ażeby powstrzymali się od jakiejkolwiek reakcji na ewentualną rosyjską agresję. Powody mogą być rozmaite – biznesowe czy wewnątrzamerykańskie. A Unia Europejska, choć zrobiła bardzo wiele w ciągu ostatnich dwóch lat, sama się nie obroni.

W tytule książki ukuł pan neologizm „bezsojusz”. Jesteśmy obecnie bez sojuszu?

Sojusze istnieją, ale uległy wewnętrznej erozji, brakuje zaufania między sojusznikami. Państwa bałtyckie zastanawiają się, na ile mogą liczyć na Polskę. Polska zastanawia się, czy polegać na pomocy Europy Zachodniej, w tym Niemiec, przez które przechodziłaby lwia część ewentualnej pomocy wojskowej. Cała Europa nie ufa już Stanom Zjednoczonym. Musimy liczyć na siebie, może z wyjątkiem gwarancji nuklearnych.

Może dlatego, że w różnych państwach Unii postrzeganie zagrożeń jest odmienne?

Poruszamy się na dwóch poziomach – co innego myślą elity europejskie, a co innego społeczeństwa, w tym polskie. Elity przeszły ogromną zmianę od 2022 r. – poczucie zagrożenia zbliżyło państwa europejskie. Ludzie zaś skupiają się na swoich potrzebach, głównie materialnych. Niepokoi ich gwałtowność przemian. Stracili zaufanie do starych elit i lokują swoje nadzieje w ruchach skrajnych, głównie prawicowych – jak AfD w Niemczech czy Zjednoczenie Narodowe we Francji – ale w praktyce te ruchy nie prezentują przecież żadnej realnej alternatywy.

Może groźba wojny coś zmieni?

Nie wiem. Z jednej strony w ramach Unii dyskutuje się rozszerzenie głosowania większościowego na sprawy polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, żeby na przykład Francja – zważywszy jej tradycje geostrategiczne – pogodziła się z przegłosowaniem jej w ramach Rady Europejskiej, jeśli uznałaby, że chodzi o jej podstawowe interesy. Nie wiemy też, jak zareagują społeczeństwa i w jakim stopniu będą się kierowały solidarnością wobec zaatakowanych państw na wschodniej flance. Dlatego tak potrzebna jest Unii autonomia strategiczna, ale bez zrywania z USA. Nawet gdyby trzeba było, jak to robi dziś sekretarz generalny NATO Mark Rutte, „podlizywać się” Trumpowi.

Czytaj też: Były przełożony Putina zdradza, jak działało KGB. „Kiedyś rządziło zza kulis, dziś jest oficjalną władzą”

Tylko czym kieruje się Trump? Geopolityką? Swoiście rozumianym interesem amerykańskiej gospodarki?

Jej rozwój jest celem samym w sobie, ale należy go widzieć w kontekście zmagań o supremację z Chinami. Gospodarka amerykańska rozwija się ponad trzy razy szybciej niż europejska, ale poziom zadłużenia USA osiągnął 120 proc. PKB. We Francji przy podobnym zadłużeniu mamy głęboki kryzys. W Ameryce nie, choć widać już ograniczenie wydatków inwestycyjnych.

Moi amerykańscy przyjaciele mówią, że gdy wracają z Europy do siebie, czują się jak w Trzecim Świecie. Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo rozwinięta w sensie infrastrukturalnym jest Europa. Stany Zjednoczone w wyniku zapóźnienia w odbudowie i modernizacji infrastruktury tracą setki miliardów dolarów. A te pieniądze są im bardzo potrzebne. Obecnie koszty obsługi długu USA są wyższe niż wydatki na amerykańską obronę, opiekę zdrowotną i sprawy socjalne razem wzięte. Nawet Demokraci przyznają, że Trump jest pierwszym prezydentem, który poważnie się do tego zabrał – dla niego to narzędzie realizowania celów strategicznych, czyli również walki o supremację z Chinami.

Jakie to ma znaczenie dla bezpieczeństwa Europy?

Celem Waszyngtonu i Pekinu jest uniknięcie starcia zbrojnego. Reżim chiński – poza rozbudową wpływów gospodarczych i politycznych na świecie – dba przede wszystkim o stabilność polityczną w kraju. Oni wiedzą, że wojna z Ameryką zniszczyłaby tę stabilność. Dlatego mimo groźnych słów, podwyższania i obniżania taryf celnych, mamy do czynienia tak naprawdę ze stabilizacją stosunków. Obie strony zdają sobie sprawę, że są od siebie gruntownie uzależnione – i w produkcji, i w sprzedaży. Z tej perspektywy wojna w Ukrainie jest dla nich źródłem irytacji, ponieważ Rosja – z wyjątkiem wymiaru nuklearnego – nie odgrywa znaczącej roli w światowej polityce. Trump chce więc zakończyć tę wojnę, żeby usunąć to źródło irytacji. I dlatego uderza w prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, gdy ten nie godzi się na oddanie Rosji Donbasu.

Czy więc Trump sprzyja Moskwie?

Wręcz przeciwnie – gospodarczo i politycznie uderza w Moskwę. Po spotkaniu Putin–Trump na Alasce w sierpniu 2025 r., z którego Rosjanie wrócili przekonani, że wszystko załatwili, Trump wyciągnął zupełnie inne wnioski. Mianowicie, że Putin nie chce pokoju. I prezydent USA zachowuje się zgodnie z tym przeświadczeniem. Problem w tym, że nie jest w stanie realizować przyjętych priorytetów, bo z administracji usunięto tysiące analityków i dyplomatów znających się na europejskiej polityce. Stąd szamotanina w sprawie Ukrainy.

Warto o tym pamiętać w kontekście ostatniej umowy dieslowskiej z Rosją. Idąc na wojnę gospodarczą z Iranem, Donald Trump i Beniamin Netanjahu wywołali ogólnoświatowy kryzys energetyczny, który uderza też w amerykańską gospodarkę. Dlatego przed listopadowymi wyborami do Kongresu Trump postanowił poczynić gest, który mógłby wpłynąć na opinię publiczną – pokazać, że panuje nad sytuacją i że ceny diesla spadną. Stąd to porozumienie pozwalające na eksport rosyjskiego oleju napędowego. Ono zasadniczo nie zmienia relacji Waszyngton–Moskwa, bo jednocześnie Amerykanie odmrozili ustawę o daleko idących sankcjach na Rosję i jej kontrahentów energetycznych. Trump nie musi jej użyć, wystarczy, że nią postraszy, choćby w kontekście Ukrainy.

Czyli Trump i rosyjski diesel to żaden skandal?

Absolutnie nie. To nie zmienia linii amerykańskiej polityki. I Moskwa to rozumie. Rozumiał to szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow, który powiedział, że „zostaliśmy oszukani” na Alasce. Takie wypowiedzi Rosjan są ważne, bo wyrażają nie tylko emocje, ale wskazują też na pewną linię rozumowania. Putin wie, że Trump nie jest jego przyjacielem. Mało tego, uważam, że Trump kontynuuje politykę Joe Bidena – zarówno gospodarczego, jak i politycznego osłabiania Rosji poprzez wojnę w Ukrainie. Z jednej prostej przyczyny – jeśli miałoby dojść do wojny USA z Chinami, ostatnią rzeczą, jakiej życzyłby sobie Waszyngton, to Rosja otwierająca drugi front w Europie. Dlatego osłabienie Rosji i wykrwawienie jej na wojnie w Ukrainie leży w interesie USA.

To również leży w interesie Europy. A czy w jej interesie jest dogadanie się z Chinami?

Pekin to nasz partner i jednocześnie konkurent handlowy. W unijnych dokumentach na temat Chin nie pada słowo „przeciwnik”, choć Chiny są rywalem strategicznym z uwagi na ideologię. Mamy do czynienia z opresyjnym reżimem komunistycznym. Ale wobec tego, co ostatnio na świecie wyczyniają Amerykanie, Chiny jawią się dziś jako oaza stabilizacji, przewidywalności oraz multilateralizmu – dlatego tak spoglądają w ich stronę kraje Globalnego Południa. One poszukują dziś alternatywy dla stosunków z Waszyngtonem. I chodzi tu o pragmatyzm, nie ideologię. Chiny, ani tym bardziej Rosja, nie są źródłem – nazwijmy to – ideologicznych nadziei, jak to było w przeszłości.

To pragmatyczne podejście do relacji z Chinami nie sprawdziło się jednak w przypadku państw afrykańskich.

To prawda, w Afryce chińskie inwestycje spotykają się z rosnącym oporem. Chiny zatrudniają tam własnych pracowników, nie dopuszczają lokalnych inżynierów do nowych technologii, nie przekazują ich de facto wykorzystują te państwa i uzależniają od ogromnych kredytów.

Jakie z tego płyną lekcje dla Europy?

Zagrożenia są ogromne. Dla bezpieczeństwa – ze względu na Rosję. Chiny zagrażają nam z powodu subsydiowanej produkcji i handlu. USA – z powodu nieprzewidywalności i wrogości trumpistów wobec UE, bo Unia jako wspólnota utrudnia im wykorzystywanie i wyłuskiwanie poszczególnych państw. Ze względu na te wszystkie zagrożenia Unia nie może zachowywać się jak wegetarianin w świecie kanibali.

Bo wegetarianom brak energii?

Dziś już nie wystarczy, że jesteśmy najlepszym miejscem do życia na świecie. To już za mało, że Unia jest potęgą regulacyjną i wyznaczającą standardy. Musimy zintegrować unijne polityki, wykorzystując atrakcyjność wspólnego rynku, z polityką pomocową, migracyjną i klimatyczną, aby skutecznie oddziaływać na świecie. Ale pozostaje kwestia twardego bezpieczeństwa. Świat w sensie geopolitycznym zmierza w kierunku duopolu amerykańsko-chińskiego. I my w zasadzie nie mamy wyboru. Przy wszystkich błędach administracji Trumpa w polityce gospodarczej, wewnętrznej, atakach na prawa obywatelskie w USA, przy całym upolitycznieniu FBI, wojska i administracji w stopniu niespotykanym wcześniej – Stany Zjednoczone pozostają dla nas niezbędnym punktem odniesienia z jednego powodu: bezpieczeństwa.

A nie możemy – jako Europa – grać na dwóch fortepianach, amerykańskim i chińskim?

Podaję w mojej książce dane, które wskazują na ogromne zagrożenie dla gospodarki europejskiej ze strony Chin. Poziom subsydiów chińskich dla własnej produkcji jest niespotykany, często wynosi ponad 4 proc. wartości produktu końcowego. Te subsydia zaczynają się na poziomie projektowania inwestycji w Chinach, zakupu gruntu, budowy fabryki, wyposażenia jej w maszyny, a kończą na produkcji, transporcie i eksporcie.

I jak Europa na to reaguje?

Słabo albo wcale. Zaplanowane kontrataki nie były realizowane ze względu na różnice zdań między grupami państw skupionymi wokół Berlina i Paryża. Ostatnio, z ponadrocznym opóźnieniem, Friedrich Merz i Emmanuel Macron dali Komisji Europejskiej zielone światło dla radykalnego ograniczenia chińskiego importu do Unii, który pozbawia nas kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy dziennie. Pekin to odnotował i zareagował, godząc się na ograniczenie eksportu samochodów do Europy. To było zaskoczenie, że Chiny w tej sprawie się cofnęły. Okazało się, że gdy występujemy jako Unia zjednoczeni i zdecydowani, możemy postawić na swoim. Atrakcyjność wspólnego rynku europejskiego ma dla Chin znaczenie zasadnicze. Zamknięcie lub przymknięcie tego rynku uderzy natychmiast w skalę chińskiej produkcji, a tym samym – w stabilizację społeczną.

Czyli Europa może być asertywna i skuteczna?

Wierzę w europejską spójność, ale różnie to bywa. Teraz negocjowany jest nowy budżet unijny. Liczne państwa już zapowiedziały, że nie zgodzą się na zwiększenie składki ponad obecny poziom około 1,1 proc. wspólnego PKB państw członkowskich. A jednocześnie oczekiwania wobec Unii gwałtownie rosną, ostatnio w sprawie bezpieczeństwa i zbrojeń. I tu mamy paradoks: państwa członkowskie z jednej strony publicznie wyrażają poparcie na przykład dla programu SAFE (unijny instrument finansowy wspierający obronność – przyp. red.), ale przecież bezpieczeństwo musi być „kupowane” z budżetów narodowych, samej Unii na to nie stać. W sensie finansowym jej rola ma głównie charakter mobilizacyjny i organizacyjny.

Unia to arena negocjacji.

Nie dość tego powtarzać. Przecież w wyniku różnic między Berlinem i Paryżem reforma strefy euro ugrzęzła dwa, trzy lata temu. Dodajmy – reforma przecież niezbędna dla dalszego rozwoju Unii. Ona ma również wymiar polityczny, bo przecież jeśli chcemy odciąć tlen ruchom skrajnym w Europie, to musimy zadbać o rozwój gospodarczy i społeczną stabilność. A jest na to szansa, bo według badań sondażowych wciąż ponad 65 proc. Europejczyków popiera unijny projekt. Teraz trzeba temu projektowi nadać treść i sprawczość.

Eugeniusz Smolar – ur. 1945 r., analityk i były prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych. Opozycjonista w czasach PRL, wyjechał do Szwecji w 1970 r. Na emigracji był dziennikarzem, dyrektorem Sekcji Polskiej BBC, współtwórcą wydawnictwa Aneks. Współpracownik KOR i innych środowisk demokratycznej opozycji. Jego najnowsza książka „Chaos bezsojuszu: Polska i Europa wobec rumowiska starego świata” ukazała się na platformie internetowej Fundacji im. Stefana Batorego.

Trump nie jest idiotą. W wykrwawianiu się Rosji widzi interes USA


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.