Konstanty Gebert
Szaleństwo – miał powiedzieć Einstein – polega na tym, by po raz kolejny robić to samo, ale spodziewać się, że tym razem rezultat będzie inny. Obecny etap izraelskiej wojny w Gazie jest przeraźliwie trafnym potwierdzeniem tej diagnozy.

Celem tej wojny było zmiażdżenie Hamasu. Po pierwsze, miała ona uniemożliwić mu dokonanie, jak zapowiadali jego przywódcy, kolejnej rzezi, takiej jak ta, w której 7 października 2023 roku zginęło 1200 osób. Po drugie zaś, jej zadaniem było uwolnienie 251 osób, uprowadzonych wówczas przez Hamas do Gazy. Była to wojna nie tylko uprawniona, lecz konieczna: niepodjęcie jej oznaczałoby kapitulację wobec terroru i zgodę na dalszą rzeź.
Izrael nie osiągnął swoich celów
Zarazem było jasne, że jej prowadzenie spowoduje znaczne straty wśród palestyńskiej ludności cywilnej, którą Hamas wykorzystuje jako żywe tarcze. Nie wiemy, na ile prawdziwe są dane podawane przez Hamas o ponad 50 tysiącach palestyńskich ofiar śmiertelnych. Nie wiemy też, jaka część z nich to kombatanci. Analiza statystyczna wskazuje, że mężczyźni w wieku poborowym stanowią niemal połowę ofiar, co oznaczałoby, że cywile giną proporcjonalnie rzadziej niż w podobnych konfliktach w Iraku czy Czeczenii.
Z kolei śmierć cywili jest w prawie międzynarodowym dopuszczalna, o ile jest proporcjonalna do spodziewanego efektu wojskowego powodujących ją działań (nie zaś, wbrew błędnym popularnym poglądom, do liczby ofiar cywilnych strony przeciwnej). Wydaje się dziś niewątpliwe, że choć niektóre izraelskie operacje nie spełniały tego kryterium i tym samym stanowiły zbrodnie wojenne, to samo prowadzenie wojny pozostaje uprawnione.
Krytycy Izraela wskazują na te zbrodnie i na ogromną skalę cierpień ludności cywilnej w Gazie, żądając, by Izrael wstrzymał wojnę. Wojna jednak mogłaby się skończyć w każdym momencie, gdyby Hamas wypuścił uprowadzonych i złożył broń. Jest czymś zdumiewającym, że tak rzadko wzywa się islamistów, by to uczynili.
Owa wstrzemięźliwość byłaby zrozumiała jedynie wówczas, gdyby uznać, że za hamasowskim mordowaniem cywili i porywaniem zakładników stoją akceptowalne racje. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że – i tu wracamy do przypisywanego Einsteinowi stwierdzenia – wojna nie osiągnęła żadnego z swoich uprawnionych celów, jakie sobie Izrael postawił.
Niemal wszyscy uprowadzeni, którzy powrócili na wolność, zawdzięczają swoje uwolnienie nie działaniom zbrojnym, lecz negocjacjom z Hamasem. Przynajmniej sześciu zostało przez Hamas zamordowanych z obawy przed możliwością ich uwolnienia, inni relacjonowali, że najbardziej w niewoli bali się izraelskich nalotów. Uwolnienie zakładników jest więc nie do pogodzenia ze zmiażdżeniem Hamasu, to ostatnie zaś wydaje się nieosiągalne.
Wojna trwa już 600 dni, a Hamas, choć bardzo wykrwawiony, nadal trwa. Nie wydaje się, by dalsze toczenie wojny mogło przynieść inny wynik. Stąd dwie trzecie Izraelczyków uważa, że uwolnienie zakładników – a więc ugoda z Hamasem i zakończenie wojny – winno być priorytetem.
Netajnahu brnie w szaleństwo
Ale rząd izraelski uważa inaczej. Premier Benjamin Netanjahu odrzuca możliwość zakończenia wojny. Nowo mianowany przez niego szef sztabu, generał Eyal Zamir, oświadcza, że uwolnienie zakładników priorytetem nie jest; Izraelczycy sabotują kolejne negocjacje na ten temat w Dosze. Skoro Hamasu nie udało się pokonać, to także i ten pierwotny plan wojny ulega zmianie: Netanjahu powiedział, że jedyną drogą do pokoju jest plan Donalda Trumpa, który zakłada deportację wszystkich mieszkańców Gazy. Sam jego autor już go chyba zarzucił, choćby dlatego, że nikt deportowanych nie chce przyjąć, i obecnie mówi o konieczności jak najszybszego zakończenia wojny.
Tymczasem Netanjahu, na posiedzeniu komisji Knesetu, miał oświadczyć z zadowoleniem, że armia „niszczy coraz więcej domów w Gazie i Palestyńczycy nie będą mieli gdzie powrócić”. Słowa te, nigdy nie zdementowane, oznaczają przyznanie się do zbrodni wojennej. Argument o używaniu przez Hamas żywych tarcz, choć zasadny, słabnie wobec doniesień „Haaretza” i AP, że zbrodniczą praktykę tę systematycznie stosuje w Gazie także armia izraelska, zmuszając uprowadzonych Palestyńczyków do sprawdzania bezpieczeństwa budynków. Izraelska prokuratura wojskowa już wcześniej zapowiedziała, że prowadzi 74 dochodzenia w sprawie możliwych naruszeń prawa przez wojsko w Gazie. Jednak ani jedno nie zakończyło się, jak dotąd, procesem.
Wojna o uwolnienie uprowadzonych była jednoznacznie godna poparcia. Wojna o zmiażdżenie Hamasu również, o ile cel był osiągalny. Takie wojny jednak – z mudżahedinami, a następnie z talibami w Afganistanie, z Vietcongiem w Wietnamie – toczące je państwa z reguły przegrywały. To każe wątpić w sensowność jej dalszego prowadzenia, a tym samym i popierania. Ale wojna, której celem miało być sprawienie, by Palestyńczycy „nie mieli, gdzie powrócić”, i w której dochodzi do zbrodni, które pozostają bezkarne, zasługuje nie na poparcie, lecz na potępienie.
Izrael jest osamotniony
I tak się na arenie międzynarodowej dzieje. Wielka Brytania zawiesiła negocjacje handlowe z Izraelem, a wraz z Kanadą i Francją zagroziła podjęciem dalszych działań, o ile wojna będzie kontynuowana. Francja wezwała Unię Europejską do rewizji porozumień o wymianie z Izraelem i zapowiedziała możliwość uznania państwa palestyńskiego.
Premier Hiszpanii, który wcześniej oskarżył Izrael o ludobójstwo, wezwał do nałożenia nań sankcji. Friedrich Mertz, nowy kanclerz Niemiec, stwierdził, że nie rozumie powodów obecnego kontynuowania wojny w Gazie. Do krytyki Izraela dołączyły także dotąd życzliwe rządowi Netanjahu Włochy i Holandia. Prezydent Trump nie odwiedził Izraela podczas swej podróży do państw Zatoki i oznajmił, że wojna musi zostać zakończona.
Izrael zrazu odpowiedział na tę falę krytyki podobnie jak żołnierze w Dżeninie, którzy na widok delegacji unijnych dyplomatów badających sytuację w tym palestyńskim mieście oddali strzały w powietrze. Nikomu szczęśliwie nic się nie stało, ale był to dla Izraela strzał samobójczy, podobnie jak oskarżanie przez ministra obrony Izraela Katza czy szefa MSZ-u Gideona Saara przyjaznych dotąd państw o antysemityzm.
Są też inne głosy: były premier Ehud Olmert oznajmił, że Izrael popełnia w Gazie zbrodnie wojenne, gdzie Netanjahu, w jego słowach, toczy „prywatną wojenkę”. Przywódca lewicowej opozycyjnej Partii Demokratycznej Jair Golan stwierdził, że Izrael uczynił z zabijania dzieci w Gazie „hobby”.
To pomówienie spotkało się w Izraelu z miażdżącą krytyką także i ze strony przeciwników rządu, i Golan się zeń niezdarnie musiał wycofać. Jednak reakcja na jego słowa ministra obrony znów była samobójcza: zabronił Golanowi noszenia munduru oraz wstępu do obiektów wojskowych. Golan jest generałem-majorem, byłym szefem sztabu armii. Katz dochrapał się wprawdzie rangi kapitana, lecz działania zbrojne widział z bliska, tylko gdy jako rezerwista służył kilka miesięcy w wojsku podczas pierwszej wojny libańskiej.
Skandal z rozkazem dla Golana szybko przesłonił następny: minister zabronił wojskowej prokurator generalnej wystąpienia na posiedzeniu Rady Adwokackiej, gdzie miała mówić o dochodzeniach przeciw wojskowym w Gazie.
Najważniejszym jednak być może głosem była wypowiedź byłej prezeski izraelskiego banku centralnego Karnit Flug, która stwierdziła, że państwa nie stać na dalsze prowadzenie wojny: wydatki na cele cywilne spadną, w jej ocenie, o 4,5 – 5,5 procent PKB. Cena polityczna, moralna i ekonomiczna, jaką Izrael płaci za „wojenkę” Netanjahu, jest istotnie przeraźliwa. Widać to także w narastającej fali pogromów na Zachodnim Brzegu, i rosnących tam wpływach Hamasu, czy w tym, że hasła „Śmierć Arabom!” i „Niech spłonie twoja wioska!”, śpiewane na marszu w Dniu Jerozolimy, nie budzą już protestu czy zdziwienia. Bez trudu można też założyć, że nowy cel „wojenki Netanjahu” – żeby „Palestyńczycy nie mieli dokąd powrócić”, nadal spełniać będzie podaną definicję szaleństwa.
Po co Netanjahu wojna?
Bo rzeczywisty jej cel jest inny: utrzymanie jedności koalicji, która gwarantuje Netanjahu premierostwo, dzięki czemu może on w nieskończoność przedłużać swój proces o korupcję i nadużycia władzy. Kontynuację wojny aż do etnicznego oczyszczenia Gazy z Palestyńczyków wymuszają dwie małe faszystowskie partie koalicyjne. Jeśli ich żądanie nie zostanie spełnione, wyjdą z koalicji, co wymusiłoby przyspieszone wybory. Te zaś, jak świadczą sondaże, Likud – partia premiera – dotkliwie by przegrała. Netanjahu kosztowałoby to premierostwo i przewodnictwo partii – a po ich stracie jego proces karny dobiegłby końca. Żołnierze, którzy w Gazie walczą i giną, nadal są przekonani, że walczą przeciwko Hamasowi, a nie przeciwko izraelskiemu sądowi. Ale są już pierwsze przypadki odmawiania przez rezerwistów służby.
Rząd jeszcze może upaść, gdy się okaże, że nie sposób dłużej utrzymać zwolnień haredim. Chodzi tu o religijnych poborowych, którzy pozbawieni są obowiązku służby wojskowej — to postulat, od którego utrzymania obie partie ultraortodoksyjne uzależniają dalsze trwanie w koalicji. Haredim śpiewają: „Lepsza śmierć niż służba u syjonistów w armii” – a przywódca partii Aguda, Icchak Goldknopf, dał się sfilmować, jak podśpiewuje i tańczy wraz z nimi. Rzecz w tym, że minister Goldknopf jest „u syjonistów” ministrem mieszkalnictwa, zaś sprzeciw wobec ich armii nie wynika z krytyki działań w Gazie, lecz z tego, że służący w niej religijni młodzieńcy narażeni by byli, zdaniem partii religijnych, na moralne zepsucie, jakie powoduje, powiedzmy, widok kobiet w mundurze czy słuchanie ich rozkazów. Żołnierki z kolei stanowią dziś jedną piątą składu armii.
By uniknąć wyroku, Netanjahu toczy dziś w Gazie, na żądanie jednych koalicjantów, wojnę, w której uczestnictwa odmawiają drudzy, i której jest przeciwne dwie trzecie społeczeństwa. A z pozostałych w niewoli 54 uprowadzonych żyją jeszcze jedynie 23 osoby; może mniej. Potrzebny byłby Einstein, by napisać nową definicję szaleństwa.
Palestyńczycy giną, by Netanjahu nie poszedł siedzieć
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


Nie. Palestyńczycy giną, by Hamas nie poszedł siedzieć. Zakładając oczywiście, że Izrael zdecydowałby się pozostać przy jednym przypadku wykonanej egzekucji w historii, tej na Eichmannie. Natomiast niektórzy izraelscy politycy najwyraźniej mają gdzieś, że słowa które wypowiadają na potrzeby ich politycznej wojenki z Bibim mogą przyczynić sie do śmierci Żydów i to nie tylko w Izraelu. Generał Golan wypowiedział swój tekst 20 maja. Dzień później ”wolnopalestyński” antysemita wpakował magazynek pistoletu w parę na waszyngtońskiej ulicy. Ta konkretna wypowiedź zapewne nie miała wpływu, ale powtarzana w kółko narracja o złym, zbrodniczym Izraelu już tak. Myślę, że Konstanty Gebert lepiej by zrobił, gdyby zamiast pisać ten tekst, przetłumaczył na hebrajski pewien wiersz mówiący o tym jak w podobnej sytuacji należy traktować polityczne podziały. Chociaż może nie warto, bo Broniewski też był tylko kapitanem?
”Potrzebny byłby Einstein, by napisać nową definicję szaleństwa”.
Słowa Einsteina są poparciem dla polityki N. Wojnę należy wygrać, wszystkie poprzednie nie zostały doprowadzone do końca, z wiadomym skutkiem. Aby nie powtórzyć błędów poprzedników (wymuszonych przez przyjaciół z UE i Stanów) chce zakończyć wojnę zwycięstwem.
.
„Niemal wszyscy uprowadzeni, którzy powrócili na wolność, zawdzięczają swoje uwolnienie nie działaniom zbrojnym, lecz negocjacjom z Hamasem”.
Panie G. to oczywisty nonsens. Hamas zwolnił zakładników bo był zmuszony do pertraktacji. W przeciwnym wypadku zabiłby wszystkich. Wojna nie jest jeszcze zakończona. Możliwe, że w końcu Hamas zostanie zniszczony. Ze tak się jeszcze nie stało jest zasługą UE, ONZ i komentatorów w rodzaju G. Proszę p. G. o wskazanie mi tekstur, w którym określonz jest dozwolony procent cywilnych ofiar. W Leningradzie zginęło 900 000 ludzi z głodu, ofiary blokady. W Dreźnie zginęło dziesiątki tysięcy cywilów, uciekinierów przed nacierającą Armią Czerwoną. W mieście nie było żadnego wojska. Procent ofiar cywilnych 100%. Nikt nie oskarżył armii USA o ludobójstwo. Mosul został całkowicie zniszczony, pan wie przez kogo. ONZ nie protestowało, ani słowa o ludobójstwie. Oskarżenia przeciw N. są idiotyczne, rozumieją to i sędziowie. Ta sama taktyka oskarżania, ale nie stawiania przed sądem stosowana była również przez demokratów w Stanach. Wszystkie oskarżenia zostały anulowane przez sąd najwyższy. Spełniły one jednak swoją rolę, podstawiania nóg wybranemu prezydentowi. Wydaje mi się, że żurnalistyka pana G. kieruje się zasadą: Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek, stąd wiele sprzeczności w jego artykułach.
Dylemat.
Miałem ochotę skomentować wstrętny artykuł Gerberta w dość oczywisty sposób: Brednie, bzdury, nonsensy, rozpaczliwa próba wdzięczenia się do folksdojczerii kominowej (próba pozbawiona sensu, bo z punktu widzenia folksdojczerii każdy Żyd cały, zdrowy i nieprzerobiony na mydło to anomalia, skandal i zupełna okropność). W tym „artykule” naliczyłem nie mniej niż sześć określeń „zbrodnia”, „zbrodniczy” etc na temat walczących o przetrwanie Żydów w Izraelu.
Taki miałem zamiar – ale nagle wdepnąłem w… Nie, nie w to, co pozostawił piesek sąsiadów. Gorzej: Nagle wdepnąłem w ehmm… _wypowiedź_ tego ehmm… _komentatora_, co się kreśli dwoma literkami. Trochę zemdliło, ale jakoś opanowałem odruch wymiotny. I zacząłem się zastanawiać.
Jeśli ten typ od dwóch literek tak napaskudził na tekst Gerberta, to przecież rzeczony tekst nie może być całkiem do niczego. Jakieś pozytywy musi zawierać (choć za cholerę nie wiem, jakie). Tekst opluty przez blogowego speca od dwuliterowej ksywy nie może być całkiem i do końca do kitu.
nie ma czegos takiego „rzad izraelski postanawia” postanawia tylko Nataniahu a reszta marionetek „rzadu” podtakuje
Zeszmacony Gerber piszacy ze szmaty-Polski przytacza Olmerta i Golana na podbudowanie swoich Urbanowych tez o ” zbrodniczym Izraelu.”
Olmerrt ktory przegral wojne z Hezbollachem i oddal im wszystko wzamian za 2ie trumny z zamordowanymi zolnierzami, ludzac sie do osttniej chwili ze zyja, i Golan , ” General -Major” , ktory przed Oct. 7. nic nie mowil o totalnym nieprzygotowaniu Izraela do wojny.
Hiszpainia tez gwiazda przewodnia Gerberta, ta ktora by chetnie udusilla Izrael, a jakos sama ma 1.25% na zbrojenia, nie chcac widocznie jak Polska wciagnac NATO i Swiat w III WWW.
Netanyahu jest pretekstem dla Gerberta i kraikow EU, ” silnych, zwartych, gotowych” dla checi zniszczenia Izraela.
Gerbert juz wyglada na eunucha, on, politycy ”postepowej EU” i ludnosc Polski by chetnie byli czy sa sluzkami ” jedynej prawdziwej Wiary” , czy to katolicyzmu czy Islamu, kto wiecej da.