Uncategorized

„New York Times” nic nie pisze o Trumpie i Netanjahu

Ruthie Blum

Celem tego artykułu nie jest dostarczenie nowych informacji, ale wyolbrzymienie, a nawet podsycenie konfliktu w stosunkach między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem.

New York Times wydaje się uważać, że wiele nazwisk autorów sprawia, że artykuł jest bardziej wiarygodny. Cóż, mamy „wiadomość” dla „Szarej Damy”: zatrudnienie kilku autorów do napisania artykułu tylko wydłuża jego tekst.

Być może praktyka ta służy mydleniu oczu czytelnikom, którzy mają tendencję do przeglądania artykułów, a nie wnikliwego ich analizowania. Jak trafnie ujął to Abraham Lincoln: „Nie można oszukiwać wszystkich ludzi przez cały czas”. Z pewnością nie w przypadku relacji na temat państwa żydowskiego i jego stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. I to pomimo – a może właśnie dzięki – obecności izraelskiego laureata nagrody Pulitzera, Ronena Bergmana, jako figuranta.

Najnowszym przykładem nic nieznaczącego artykułu Timesa, przebranego za dogłębne rewelacje, jest artykuł z 28 maja zatytułowany: „Trump dąży do porozumienia z Iranem, a Izrael ponownie rozważa atak na obiekty jądrowe”. Nagłówek brzmi rozsądnie – choć nudno, ponieważ wszyscy wiedzą, że Waszyngton prowadzi negocjacje z Islamską Republiką, a Jerozolima rozważa działania zbrojne, z pomocą Ameryki lub bez niej.

Problem pojawia się w dalszej części artykułu – w tendencyjnych spekulacjach opartych na anonimowych źródłach. Chociaż takie dziennikarskie nadużycia są na porządku dziennym w wielu mediach walczących o kliknięcia, „Times” udaje, że ma dostęp do poufnych informacji, które sprawiają, że fakty nie są potrzebne.

Artykuł, o którym mowa, jest tego dobrym przykładem. „Podczas gdy administracja Trumpa próbuje wynegocjować porozumienie nuklearne z Iranem, premier Izraela Benjamin Netanjahu grozi zerwaniem rozmów poprzez uderzenie w główne irańskie obiekty wzbogacające uran, według urzędników zaznajomionych z sytuacją” – tak zaczyna się artykuł.

Dalej czytamy: „Spór o to, jak najlepiej zapewnić, że Iran nie będzie mógł wyprodukować broni jądrowej, doprowadził do co najmniej jednej napiętej rozmowy telefonicznej między prezydentem Trumpem a Netanjahu oraz serii spotkań w ostatnich dniach między najwyższymi urzędnikami administracji i wysokimi rangą izraelskimi urzędnikami”.

Tak więc „urzędnicy poinformowani o sytuacji” twierdzą, że Netanjahu „groził zerwaniem rozmów”. Groził. Hmm. To, czego brakuje Timesowi, w zakresie weryfikowalnych przecieków, rekompensuje poetycka licencja.

A potem pojawia się niemal komiczna niejasność dotycząca rzekomego »konfliktu«, który doprowadził do „co najmniej jednej napiętej rozmowy telefonicznej” między Trumpem a Netanjahu. Co najmniej jedna? To najdokładniejsza liczba, jaką czterech autorów mogło uzyskać od swoich wysokich rangą informatorów?

Jeśli chodzi o „szereg spotkań” między administracją a izraelskimi urzędnikami, nie jest tajemnicą, że takie spotkania miały miejsce. Rzeczywiście, były one zgłaszane i wielokrotnie potwierdzane przez oba rządy. Wojna w Strefie Gazy, kryzys zakładników i plany nuklearne Teheranu sprawiają, że jest to zrozumiałe.

To tyle, jeśli chodzi o pierwsze dwa akapity artykułu. Reszta to powtórka wcześniejszych doniesień i wypowiedzi Trumpa przed kamerami, takich jak stwierdzenie z niedzieli, że „bardzo chciałby, aby nie spadły bomby na Iran”.

Nieważne. Celem artykułu nie jest dostarczenie nowych informacji, ale rozkoszowanie się i wyolbrzymianie – jeśli nie podsycanie – rozłamu w stosunkach amerykańsko-izraelskich.

Wobec braku konkretnych dowodów na to, że na horyzoncie pojawia się głęboka przepaść, Times spieszy z wyjaśnieniem, dlaczego nikt z cytowanych osób nie był w stanie wypowiedzieć się oficjalnie.

„Opis napięć między tymi dwoma mężczyznami opiera się na wywiadach z urzędnikami w Stanach Zjednoczonych, Europie i Izraelu, którzy byli zaangażowani w dyplomację i debatę między rządami amerykańskim i izraelskim. Urzędnicy ci nalegali na zachowanie anonimowości, ponieważ nie byli upoważnieni do omawiania delikatnych kwestii dyplomatycznych”.

W takim razie być może tak zwani „urzędnicy” powinni byli milczeć, zwłaszcza że ich plotki nie były nawet warte uwagi, nie mówiąc już o poważnych przeciekach. W końcu sam Trump otwarcie mówił o swoich obawach dotyczących możliwego rychłego ataku Izraela na irańskie obiekty jądrowe.

Podczas konferencji prasowej w Gabinecie Owalnym w środę stwierdził: „Powiedziałem [Netanjahu], że nie byłoby to właściwe w tej chwili, ponieważ jesteśmy bardzo blisko rozwiązania”. Dodał jednak: „Teraz sytuacja może się zmienić w każdej chwili”.

Innymi słowy, Trump powtórzył swoje stanowisko – wyczerpać wszystkie inne możliwości, zanim ucieknie się do „przemocy”. Netanjahu od dawna ostrzegał, że okno możliwości się zamyka.

Wszystkie „groźby” izraelskiego premiera w tej sprawie są skierowane do ajatollahów, a nie do prezydenta USA, niezależnie od tego, jak przedstawia to Times.

Nie oznacza to, że przywódcy są całkowicie zgodni. Wręcz przeciwnie.

Jednak ufanie, że „Times” przedstawi sprawę prawidłowo, jest daremnym wysiłkiem, dlatego biuro Netanjahu wydało zwięzły komentarz do artykułu, nazywając go „fałszywą wiadomością”. Trump bez wątpienia zgodziłby się z tą opinią.

„New York Times” nic nie mówi o Trumpie i Netanjahu

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. @Wlodek S

    … ma oczywiście rację, konkludując, że artykuł jest ”głupawy”, a Natanjahu jest zły i niedobry. Warto przypomnieć, że Netanjahu nie jest pierwszym premierem Izraela, który popełnia ewidentne faux pas w odniesieniu do prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nieładnie i brzydko zachował się na przykład Menachem Begin w odniesieniu do prezydenta Reagana. W czasach Reagana Arabowie z Iraku budowali sobie fest reaktor i szykowali się do tego, żeby zlikwidować Izrael za pomocą bomb atomowych. Tak właściwie to reaktor budowali Francuzi (sami Arabowie mogliby co najwyżej zaprojektować nowy rodzaj stanowisk do uzdatniania wielbłądow), ale właściwie cały świat się cieszył i pomagał.

    Żydzi w Izraelu, zamiast grzecznie się ustawić do atomowej Treblinki 2.0, bezczelnie i po chucpiarsku wysłali co nieco samolotów nad Irak i spowodowali, że reaktor tak jakby przestał się nadawać do użytku (generalnie reaktor gorzej działa, jak się w ten reaktor przywali odpowiednią ilością bomb lotniczych). Bezpośredni rozkaz wydał paskudny i wredny Begin. W efekcie cały świat był oburzony – ONZ, Czerwony Krzyż, Zielone Jabłuszko i podobno nawet Różowa Seria (choć za to ostatnie nie ręczę). Jego Ekscelencja Pan Prezydent Reagan tak się wściekł, że opisać trudno i za karę wstrzymał dostawy samolotów bojowych do Izraela.

    Nieco później, jak Saddam wyzwolił Kuwejt i uczynił ten Kuwejt dziewiętnastą czy którąś tam prowincją Iraku, to półgębkiem mamrotano, że może i dobrze się stało – Saddam z bronią jądrową byłby nie do ruszenia. Nic jenak na tym świecie nie ma za darmo – pozbawienie Saddama jakże pięknego reaktora ”Osirak” oznaczało, że te syjonisty niechrzczone (że też kary na nich nie ma!) nadal będą żyć i oddychać. To nie była łatwa do strawienia pigułka dla Jego Ekscelencji Pana Prezydenta Ronalda Reagana, nie wspominając już o licznych przedstawicielach Sił Pokoju i Postępu. Niemniej jednak trudno coś było poradzić – wredny Begin w ogóle nie pytał się u Pana Prezydenta Reagana o pozwolenie czy o jakieś ”zielone światło”.

    Historia się powtarza. Znowu zachodzi ryzyko, że te wredne syjonisty i tym razem nie będą grzecznie i potulnie czekać, aż im się na głowy posypią perskie (już nie arabskie) bomby atomowe. Blogowym statystom zaleca się zawczasu, aby się zaopatrzyli w syropek na gardło. No bo od darcia ryja można sobie ten cenny organ nadwyrężyć…

  2. Glupawy artukul, NYT podsumowuje relacje US-Izrael i oczywiscie potwierdza znane fakty, co robi równiez Blom. Nie ma w nich nic nowego co jest oczywiste. NYT ma zasadę potwierdzania informacji z 3 zródel, parę lat odstaplili od niej i zdrowo przejechali się. Z te « anonimowe » przecieki sa często po prostu organizowane, o czym Blom swietnie wie.
    Natanyahu ma zwyczaj ponizania amerykańskich prezydentów, tym razem nie udaje się, Trump zrobil się niezalezny finansowo od dawców (korupcja się oplaca)
    a jego elektorat nie interesuje się swiatem.
    O napiętych relacjach donosza nawet izraelskie media:

    https://www.timesofisrael.com/report-netanyahu-trump-phone-call-on-iran-was-marked-by-heated-disagreements/

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.