
Nachum Kaplan
Próba odebrania Izraelowi finansowania systemu „Żelazna Kopuła” przez Partię Demokratyczną ujawniła moralną zapaść, w której powstrzymywanie rakiet traktuje się na równi z ich wystrzeliwaniem.
Głosowanie w Senacie USA przeciwko finansowaniu izraelskiego systemu obrony przeciwrakietowej „Żelazna Kopuła” – choć zakończone niepowodzeniem – nie było zwykłym sporem politycznym. Była to tak rażąca porażka etyczna, że pozbawiła Partię Demokratyczną resztek wiarygodności w kwestii rozróżniania między ratowaniem życia a pozwalaniem na jego odbieranie.
Dobrą wiadomością jest to, że wniosek przepadł. Złą – fakt, że dziesiątki wybranych urzędników były skłonne, a w niektórych przypadkach wręcz chętne, by zagłosować „przeciw”.
„Iron Dome” nie jest dywizją czołgów, kampanią dywanowych bombardowań ani systemem zaprojektowanym do demonstrowania siły. To czysto defensywna tarcza, która przechwytuje rakiety wymierzone w cywilów. Jej jedynym celem jest zapobieganie rozrywaniu ludzi na strzępy w ich domach, łóżkach i kuchniach. Sprzeciw wobec tego systemu nie jest ideowym stanowiskiem antywojennym. To stanowisko wymierzone w bezpieczeństwo niewinnych ludzi.
Nie ma tak sprytnego sformułowania ani akademickiego żargonu, który mógłby zafałszować rzeczywistość: grupa Demokratów głosowała za tym, by ułatwić rakietom zabijanie i okaleczanie Izraelczyków. Partia Demokratyczna – a przynajmniej jej głośna i coraz bardziej wpływowa frakcja – uznała, że to moralnie ohydne stanowisko mieści się w granicach dopuszczalnej debaty.
Odwrócenie wartości
Kiedy Hamas lub inne grupy wspierane przez Iran wystrzeliwują rakiety w kierunku Izraela, nie celują w obiekty wojskowe. Łamiąc wszelkie prawa konfliktów zbrojnych, strzelają na oślep w obszary cywilne. Często robią to z gęsto zaludnionych dzielnic palestyńskich, by maksymalizować liczbę ofiar wśród własnej ludności w razie odpowiedzi Izraela, a następnie wykorzystują zabitych jako „ludzkie tarcze” do celów propagandowych.
„Żelazna Kopuła” pozwala ograniczyć liczbę ofiar i zapobiega eskalacji, którą pociągnąłby za sobą krwawy odwet. Mówiąc prościej: system ten kupuje czas i ratuje życie. Sprzeciw wobec niego nie „hamuje” Izraela – on jedynie zdejmuje hamulce z konsekwencji ataków terrorystycznych. To pierwsze fundamentalne odwrócenie pojęć w tym politycznym cyrku.
Drugim jest groteskowa niezdolność do odróżnienia potencjału ofensywnego od defensywnego. Rozróżnienie to nie wymaga wielkiego wysiłku intelektualnego. Bateria rakietowa zaprojektowana do uderzenia w odległy cel to co innego niż system zaprojektowany do przechwycenia nadlatującego pocisku. Pierwsza rozszerza możliwości prowadzenia wojny, druga ogranicza jej tragiczne skutki.
Jednak radykalne skrzydło Demokratów sprowadza to rozróżnienie do moralnej papki. Wszystko staje się „militaryzmem” lub „przemocą”. Kategorie rozmywają się, tworząc upadły światopogląd, w którym zablokowanie rakiety jest moralnie równoważne z jej wystrzeleniem. To tak, jakby sprzeciwiać się kamizelkom kuloodpornym, twierdząc, że „normalizują przemoc z użyciem broni palnej”. Tylko osoby o głęboko zaburzonym kompasie moralnym mogą zajmować takie stanowisko bez poczucia dysonansu.
Strategiczna ślepota
Dochodzi do tego strategiczna naiwność. „Żelazna Kopuła” nie jest jedynie darem w ramach pomocy zagranicznej. To wspólny projekt amerykańsko-izraelski. W jego produkcji uczestniczą firmy z USA, analizują go amerykańscy planiści, a generowane przez niego dane chronią amerykańskie aktywa wojskowe na całym świecie.
Próba odcięcia funduszy na ten system to nie tylko wrogość wobec Izraela. To akt geopolitycznego samookaleczenia. Demokraci próbują podważyć system, który pomógł zbudować ich własny kraj i z którego korzysta ich własna armia, tylko po to, by zamanifestować sprzeciw wobec wojny, której „Iron Dome” nawet nie prowadzi – on jedynie łagodzi jej okrucieństwo.
Kultura ofiary i sprawcy
To nie jest tylko pojedynczy, niefortunny incydent. To objaw głębszego zamieszania, które ogarnęło koalicję Demokratów. Intencje stają się nieistotne, fakty podlegają negocjacji, a jasność moralna traktowana jest jako coś wstydliwego. Rezultatem jest polityka, która nie potrafi odróżnić społeczeństwa chroniącego swoich obywateli od organizacji dążącej do ich eksterminacji.
Winna jest tu infantylna kultura aktywistyczna, która sprowadza złożone konflikty do prymitywnej hierarchii siły. W tym schemacie Izrael jest „silny”, a zatem podejrzany, podczas gdy jego przeciwnicy są „uciskani”, a zatem – jeśli nie usprawiedliwieni – to przynajmniej moralnie zrozumiali. Szczegóły, które psują tę narrację – jak celowe ataki dżihadystów na cywilów czy gloryfikacja śmierci – są ignorowane jako drugorzędne.
W tym stanowisku kryje się również performatywne okrucieństwo. Politycy, którzy najgłośniej mówią o „deeskalacji”, są gotowi odebrać narzędzie, które tę deeskalację umożliwia. To zdeprawowany ekshibicjonizm, w którym życie Palestyńczyków staje się walutą polityczną, a życie Żydów – kosztem, który można pominąć.
Gdyby nie było „Żelaznej Kopuły”, a izraelskie miasta spływałyby krwią po codziennych atakach, ci sami Demokraci prawdopodobnie wzywaliby Izrael do „powściągliwości”, celebrując estetykę ofiary. „Żelazna Kopuła” zakłóca ten obraz, sprawiając, że cierpienie Żydów staje się mniej fotogeniczne dla mediów.
Porównanie z prawicą
Obecnie antyizraelskie nastroje pojawiają się także na prawicy. W otoczeniu Donalda Trumpa nie brakuje izolacjonistów, zwolenników teorii spiskowych czy politycznych oportunistów, którzy traktują politykę zagraniczną jak scenę do budowania własnej marki. To często „karnawał oszustów i klaunów”.
Nie dajmy się jednak zwieść fałszywej symetrii. Skala i instytucjonalizacja tych nastrojów w Partii Demokratycznej są o rząd wielkości większe. Na prawicy to wciąż niepokojący hałas marginesu. Na lewicy to już realna polityka, która kształtuje programy wyborcze i wpływa na legislację. Jest ona wzmacniana przez media głównego nurtu, akademię i sieci aktywistów stanowiące intelektualne zaplecze partii.
Konkluzja
Wyborcy nie są zwolnieni z odpowiedzialności. Głosowanie na ludzi zajmujących takie stanowiska oznacza legitymizację amoralności. Nie ma znaczenia, czy wyborca jest postępowcem, czy umiarkowanym demokratą – popieranie polityków ułatwiających ataki na cywilów to oblanie podstawowego testu z przyzwoitości.
Partia Demokratyczna szczyciła się niegdyś ochroną bezbronnych. Dziś coraz częściej wybiera teatralną inscenizację kosztem etyki. Wybory można przegrać i wygrać. Reputację można odbudować. Jednak partia, która traci zdolność odróżniania dobra od zła, traci coś znacznie trudniejszego do odzyskania. Na razie niewiele wskazuje na to, by Demokraci rozumieli wagę tej straty.
Głosowanie przeciwko życiu żydowskich cywilów
Kategorie: Uncategorized

