Uncategorized

Fantazja o „wyjściu z Iranu”

Nachum Kaplan

Dlaczego media uważają, że zwycięzca powinien się wycofać i co to mówi o współczesnym dziennikarstwie.

Bądź najmądrzejszą osobą w pomieszczeniu i zyskaj dostęp do DWUKROTNIE większej liczby informacji niż bezpłatni subskrybenci. Przejdź na poziom PRO już TERAZ, aby otrzymać dodatkowe 140 esejów rocznie za jedyne 45 dolarów – to śmieszne 20 centów za artykuł. Zyskasz także wczesny dostęp do treści, ekskluzywne podcasty, wywiady oraz nasze archiwum zawierające ponad 550 tekstów.


Relacje medialne dotyczące wojny z Iranem są – co było do przewidzenia – błędne do tego stopnia, że graniczą z urojeniami.

Stany Zjednoczone i Izrael systematycznie osłabiają potencjał militarny Iranu: eliminują kluczowych liderów, paraliżują struktury dowodzenia, a obecnie Amerykanie blokują irańskie porty. Mimo to znaczna część zachodnich mediów przedstawia ten konflikt jako strategiczny dylemat Waszyngtonu, niebezpieczny moment dla Izraela oraz – co najbardziej zdumiewające – szansę dla Iranu.

„The Guardian” przekonuje czytelników, że Donald Trump „potrzebuje drogi wyjścia”, podczas gdy CNN informuje, że Islamska Republika „odzyskuje przewagę”, ponieważ ceny ropy rosną i mogą utrzymać się na wysokim poziomie.

Nic dziwnego, że nikt nie traktuje tych nagłówków poważnie. To strategiczna ignorancja najwyższej próby.

Sytuacja ta obnaża kondycję klasy medialnej, która nie rozumie Bliskiego Wschodu i nie potrafi rzetelnie relacjonować działań podmiotów, których nie lubi – zwłaszcza Trumpa i Izraela. Co ważniejsze, media te nie zauważyły, że ich stronniczość stała się aż nadto widoczna dla odbiorców.

Fatalne relacjonowanie konfliktu z Iranem to kolejny gwóźdź do trumny wiarygodności mediów głównego nurtu, która legła w gruzach już przy okazji ostatnich wyborów w USA oraz wojny Izraela z Hamasem.

Fakty silniejsze niż narracja

Zacznijmy od faktu tak oczywistego, że nie przeoczyłyby go nawet bezokie stworzenia głębinowe: Stany Zjednoczone i Izrael nokautują Iran.

Przywództwo Islamskiej Republiki zostało zdziesiątkowane, jej siły zbrojne są w rozsypce, elastyczność operacyjna została ograniczona, a dostęp do morza – odcięty. Eliminacja decydentów paraliżuje państwo. Osłabienie armii niszczy potencjał odstraszania. Blokada morska dusi gospodarkę i krępuje ruchy strategiczne.

To nie są drobne potknięcia. To straty strukturalne. Presja ta wywołała wewnętrzną niestabilność; widać już wyraźne pęknięcia na linii prezydent Masoud Pezeshkian – Gwardia Rewolucyjna. Dziś nikt tak naprawdę nie wie, kto rządzi w Teheranie.

Jednak wśród analityków, weteranów wywiadu i komentatorów wciąż powraca ta sama mantra: jeśli reżim przetrwa, Iran „wygra”.

To absurd.

Takie rozumowanie zakłada wiedzę, której nikt nie posiada (czy reżim upadnie?) i opiera się na pasmie błędnych prognoz, które zawstydziłyby nawet amatora. To ta sama grupa ekspertów, która nie przewidziała upadku ZSRR, błędnie zinterpretowała Arabską Wiosnę i przysięgała, że Irak posiada broń masowego rażenia.

To nie są pomyłki małego kalibru. To systemowa niewydolność tych samych ludzi, którzy dziś twierdzą, że wiedzą, jak zakończy się ta wojna.

Odwrócona logika słabości

Rzeczywistość jest prostsza: Iran przegrywa.

Jednak media konsekwentnie interpretują reakcje Teheranu – retoryczne groźby, niepokój na rynkach czy hipotetyczne scenariusze blokad – jako dowód siły, a nie desperacji. Nawet dromader błąkający się po pustyni z piaskiem w oczach dostrzegłby ten fałsz. Na Bliskim Wschodzie groźby są językiem słabych. Gracze pewni siebie działają w ciszy. Ci, którzy mają związane ręce – krzyczą.

Irańskie groźby zablokowania dostaw ropy świadczą o kurczących się możliwościach. Media widzą w tym jednak „lewar”. Ta inwersja faktów nie jest przypadkowa. To efekt analizy, która zaczyna od gotowej tezy i dopasowuje do niej rzeczywistość: Trump musi być lekkomyślny. Izrael musi destabilizować region. Ergo: sytuacja musi być niepewna, a Iran musi mieć asa w rękawie.

Wiele z tych relacji to nie analiza, lecz podtrzymywanie narracji przy życiu. Hipotetyczne ryzyko stawia się ponad obserwowalne fakty. Możliwość traktuje się jak pewnik, a rzeczywistość – jak niedogodność.

Obsesja „wyjścia”

Znamienna jest obsesja na punkcie „wyjść awaryjnych” (exit ramps). To sformułowanie pojawia się zawsze wtedy, gdy operacje USA lub Izraela okazują się skuteczne. Odzwierciedla ono naiwne założenie, że każda eskalacja jest z natury zła, a jeśli sukces odnosi Trump, to musi on podszyty być szaleństwem.

W strategii wojskowej to tak nie działa. Strona, która niszczy potencjał wroga, zazwyczaj nie szuka wyjścia. To strona, której dowództwo płonie, a gospodarka tonie, ma żywotny interes w przerwaniu walk. Sugerowanie czegoś przeciwnego ma tyle samo sensu, co proszenie posągu o taniec.

Podobnie rzecz ma się z „bronią naftową”. Rosnące ceny ropy są problemem, wywołują inflację i niepokoje społeczne na Zachodzie. Ale nie wskrzeszą one generałów, nie naprawią radarów ani nie otworzą portów. Skok cen ropy to nie to samo co siła geopolityczna. Co więcej, całkowite odcięcie dostaw uderzyłoby w sam Iran, jednocząc przeciwko niemu nawet kraje mu przychylne.

Koniec wiarygodności

Głównym problemem zachodnich mediów jest zakładanie, że Bliski Wschód operuje według zachodniej logiki dyplomatycznej. Tymczasem tamten region rozumie tylko język wiarygodności, odstraszania i realnej siły. Według tych kryteriów Iran jest najsłabszy od dekad.

Ten rozdźwięk staje się wręcz karykuralny, gdy w grę wchodzi Donald Trump. Kiedy on działa, media analizują jego psychikę. Gdy działa Iran – media analizują jego „strategię”. Sukcesy USA są opisywane jako „ryzyko”, a porażki Iranu jako „eskalacja”.

Ta sama dynamika dotyczy Izraela. Jego skuteczność nazywa się prowokacją, a sukces strategiczny – problemem. Izrael jest traktowany jako anomalia: wolno mu istnieć, ale nie wolno mu wygrywać zbyt zdecydowanie.

Odbiorcy to widzą. Widzą, kiedy prognozy po raz setny się nie sprawdzają i kiedy fakty są ignorowane na rzecz opowieści o „nieuchronnej katastrofie”. Problem mediów nie polega już na stronniczości – polega na przewidywalności.

Gdy czytelnik zna treść artykułu, zanim pozna fakty, dziennikarstwo przestaje informować, a zaczyna odgrywać rolę w teatrze. W takim układzie wiarygodność nie wyparowuje powoli. Ona znika nagle.

Fantazja o „wyjściu z Iranu”

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.