
Stanisław Obirek
Ta książka proponuje nowy sposób rozumienia wojny. Nie epatuje okrucieństwem, liczbami zabitych, krzykiem zranionych. Wsłuchuje się w szept i głuche milczenie tych, co przeżyli. Nie oskarża ani nie piętnuje, ale zmusza do wstrzymania oddechu, do milczenia. Jeśli piekło istnieje, to jest dla tych, którzy sprawiają, że życie dopiero rozpoczęte zostaje nagle przerwane, a plany i marzenia dopiero kiełkujące zostają zmiażdżone betonową płyta spadającą na korytarz wypełniony ludźmi uciekającymi ze swoich mieszkań.
Przepełnione szpitale psychiatryczne. Każdy przypadek jest inny. Wobec większości lekarze są bezradni, choć próbują pomoc, zrozumieć. Większość podleczonych chce wracać na front, bo nie odnajdują się w cywilu…

Wydawca książki „Robaków rozgryzać nie wolno”, Centrum Mieroszewskiego pisze na swojej stronie tak: „Autorka – Tetiana Kolesnychenko – oddaje głos tym, którzy zwykle pozostają niewidoczni: rodzinom, dzieciom, osobom próbującym przeżyć kolejne dni po utracie bliskich, w rzeczywistości, która przestała być bezpieczna i zrozumiała. Bez patosu, bez wielkich słów, bez efektów obliczonych na szybkie poruszenie emocji. Jest tu codzienność – ta sprzed katastrofy i ta, która zaczyna się po niej, już na innych zasadach”.
Lektura kolejnych rozdziałów uświadamia, że tak właśnie jest. To nie jest zabieg marketingowy. To dokładne zdanie sprawy z wrażenia jakie na czytelniku sprawia ten magiczny tekst. Dopełniony obrazami, bo tak trzeba określić towarzyszące reportażem zdjęcia Macieja Stanika. Oddajmy jeszcze raz głos wydawcy: „Integralną częścią książki są fotografie Macieja Stanika. Nie pełnią one funkcji ilustracyjnej – stanowią równoległą, wizualną opowieść. Oszczędne, uważne, pozbawione dosłowności kadry pogłębiają sens tekstów, skupiając się na detalu i ciszy. Razem z reportażami tworzą spójną narrację o pamięci, stracie i próbie dalszego życia”.
Tu znowu wypada się zgodzić. Te zdjęcia, gdyby ktoś tego potrzebował, uwiarygadniają ściszony szept tekstu Tetiany Kolesnychenko. Choć prawdę powiedziawszy nie jest to konieczne. Trzeba mówić nie tyle o uwiarygodnianiu, co o wzmacnianiu pacyfistycznego przesłania kolejnych odsłon tragedii Ukraińców, którą tym razem zgotowała im wojna Putina. Tak ta wojna została przez niego wymyślona, choć scenariusz wymknął mu się z rąk. Nie tak miało to wyglądać. Jednak Putin jest tchórzem, który boi się przyznać, że poniósł sromotna klęskę już w dniu 22 lutego 2022 roku gdy rozpoczął pełnoskalową inwazje na Ukrainę. To dzień, który otwiera kolejne kręgi piekielne nie tylko dla napadniętych Ukraińców, ale i dla samych Rosjan. Kiedyś historycy o tym napiszą pełny raport, dziś możemy czytać jego fragmenty zatrzymane w kadrze przez Macieja Stanika i odmalowane reporterskim piórem Tetiany Kolesnychenko. Ta książka wejdzie do klasyki reportażu czasu wojny. Nie jest łatwo ją zdobyć, a jej przeczytanie graniczy z cudem. Mnie się ten cud przydarzył.
Putin stworzył nowe piekło, z którego sam już nie wyjdzie…
Kategorie: Uncategorized

