
Autor: Matthew Taub
W żydowskich matkach jest coś, czego nie da się w pełni wyjaśnić, jeśli się tego nie doświadczyło. To telefon z pytaniem, czy na pewno zjadłeś obiad. Sweter, który wcisnęły ci na siłę, choć przysięgasz, że nie jest ci zimno. Panika, gdy nie odpowiesz na SMS-a w ciągu siedmiu minut. To unikalna umiejętność jednoczesnego krytykowania, bronienia, wywoływania poczucia winy, karmienia i ratowania życia… często w trakcie tej samej rozmowy.
Ale pod powierzchnią humoru, stereotypów i żartów, na których całe pokolenia komików zbudowały swoje kariery, kryje się coś znacznie głębszego. To żydowskie matki stworzyły naród żydowski. Nie w sensie metaforycznym. Dosłownie.
Kiedy faraon nakazał topienie żydowskich synów, to matki ukrywały niemowlęta w ciszy i strachu. Kiedy imperia próbowały nas wymazać, one szeptały dzieciom do uszu hebrajskie modlitwy przed snem. Kiedy przez Europę przetaczały się pogromy, matki pakowały walizki w kilka minut i w niepojęty sposób prowadziły całe rodziny naprzód. Kiedy Auschwitz próbowało zamienić Żydów w popiół i numery, ocalałe matki odbudowały domy, społeczności i szkoły – tworząc przyszłość z niczego poza żalem i upartą wiarą.
Trwałość narodu żydowskiego zawsze spoczywała na barkach kobiet, które nie pozwoliły, by łańcuch pokoleń został przerwany. Mówimy o Abrahamie, Izaaku i Jakubie, ale judaizm nie istniałby bez Sary, Rebeki, Racheli i Lei.
- Bez Miriam czuwającej nad Mojżeszem w trzcinach.
- Bez Jocheved ukrywającej syna przed rzezią.
- Bez Rut wybierającej lojalność wobec narodu.
- Bez królowej Estery ryzykującej życie, by ocalić swój lud przed zagładą.
Historia narodu żydowskiego nie byłaby możliwa bez żydowskich matek – i nie zakończyła się ona w czasach biblijnych. We współczesnym Izraelu Golda Meir zyskała miano „Żelaznej Damy” na długo przed tym, zanim inne kobiety otrzymały podobne tytuły. Kierowała państwem w jednym z najtrudniejszych okresów, niosąc nie tylko odpowiedzialność polityczną, ale i emocjonalny ciężar narodu walczącego o przetrwanie.
W całej Ameryce Północnej żydowskie matki budowały synagogi, organizacje charytatywne, szpitale i domy przepełnione tradycją. Wniosły judaizm do piwnic na przedmieściach Toronto i domów w Montrealu. Do nowojorskich mieszkań, szkół w Los Angeles i ośrodków w Winnipeg. Aż po mieszkania w Miami, gdzie w każdą niedzielę wnuki były dokarmiane ponad miarę, czy tego chciały, czy nie. Wychowały lekarzy, prawników, nauczycieli, żołnierzy, rabinów i marzycieli.
A teraz, w tej chwili, żydowskie matki po raz kolejny dźwigają ciężar, którego większość ludzi nie jest w stanie pojąć. Patrzą, jak ich dzieci wyruszają na wojnę jako żołnierze IDF. Wysyłają je do szkół, przed którymi stoją uzbrojeni ochroniarze. Muszą wyjaśniać pojęcie antysemityzmu dzieciom, które są o wiele za małe, by w ogóle znać to słowo. Obserwują, jak kampusy uniwersyteckie stają się wrogim środowiskiem i nie śpią w nocy, gdy ich dorosłe dzieci wychodzą do miasta z gwiazdą Dawida na szyi. Trzymają rodziny razem, ukrywając własny strach.
Dzisiejsze żydowskie matki robią to, co robiły od zawsze: chronią następne pokolenie w niestabilnym świecie. Robią to mimo wszystko.
Żydowska matka zawsze była emocjonalną „Żelazną Kopułą” swojego narodu. To dzięki niej:
- nadal odbywają się kolacje szabatowe,
- przetrwały przepisy kulinarne i tradycje,
- tożsamość pozostała nienaruszona,
- wnuki wiedzą, skąd pochodzą,
- judaizm przetrwał tysiące lat wygnania, nienawiści i przemocy.
Na długo przed powstaniem oficjalnych instytucji była żydowska matka zapalająca świece. Przed komunikatami prasowymi była matka ucząca odporności przy kuchennym stole. Zanim rządy obiecały ochronę, to ona chroniła swoje dzieci wszystkim, co posiadała.
Wznieśmy więc toast za żydowskie matki.
Te biblijne i te imigranckie. Izraelskie, kanadyjskie i amerykańskie. Za babcie, samotne matki i te śmiertelnie wyczerpane. Za nadopiekuńcze, uparte, głośne i te milczące.
Za kobiety, które niosły na barkach całe pokolenia, abyśmy mogli tu dzisiaj być. Historia judaizmu przetrwała dzięki nim. I jeśli przetrwa nasza przyszłość – to również będzie ich zasługa
Kategorie: Uncategorized

