
Yonah E
Ja jestem diabłem.
Ja jestem diabłem.
Przynajmniej tak mnie nazwaliście, zanim naostrzyliście noże.
Ja jestem Żydem.
Najstarsze oskarżenie ludzkości.
Starożytna obsesja.
Wędrujący kozioł ofiarny, ciągnięty przez historię niczym zwierzę ofiarne, podczas gdy upadające imperia krzyczały: „Oto on! Oto powód, dla którego gnijemy!”.
Zbuildowaliście całe cywilizacje na morderstwach i podbojach, a potem wskazaliście na Żyda i nazwaliście go brutalnym.
Zalaliście kontynenty krwią, zniewoliliście narody, spaliliście miasta na popiół, wrzucaliście dzieci do fabryk, zmasakrowaliście miliony w wojnach ideologicznych. Wynaleźliście komory gazowe, gułagi, bomby atomowe i broń chemiczną – zindustrializowaliście samą śmierć. A mimo to wciąż patrzyliście na Żyda, szepcząc:
„Potwór”.
Sama psychiczna deprawacja tego zjawiska byłaby niemal imponująca, gdyby nie była przesiąknięta tak wielką ilością krwi.
Kim jestem?
Jestem Żydem, który rzekomo zatruwał studnie podczas zarazy, podczas gdy żydowskie zwłoki unosiły się obok waszych.
Jestem Żydem oskarżonym o wypiekanie macy z krwi dzieci, choć prawo żydowskie traktuje spożywanie krwi jako obrzydliwość.
Jestem Żydem obwinianym za zabicie Jezusa przez społeczeństwa, które wygodnie pominęły fakt istnienia Imperium Rzymskiego oraz niewygodną prawdę, że sam Jezus był Żydem z Judei, przemawiającym do Żydów.
Jestem bankierem niszczącym gospodarkę i komunistą niszczącym kapitalizm.
Bezkorzennym kosmopolitą i plemiennym nacjonalistą.
Pasożytem i lalkarzem.
Słabym szczurem i wszechmocnym geniuszem.
Ludzkość zebrała wszystkie sprzeczności, jakie tylko mogła znaleźć, zbiła je razem niczym groteskowego bożka i nazwała to „Żydem”.
To ja sprawiłem, że Niemcy przegrały I wojnę światową.
Następnie potajemnie zaaranżowałem II wojnę światową.
Kontrolowałem jednocześnie Waszyngton, Moskwę, Londyn i światowe finanse, rzekomo ukrywając się w gettach i jedząc obierki ziemniaków, zanim zapędzono mnie do wagonów bydlęcych.
Historia rozpada się pod wpływem zaledwie trzydziestosekundowej analizy, ale nienawiść nigdy nie potrzebowała inteligencji, by przetrwać.
To przeze mnie nie zebraliście plonów.
Wasze imperium upadło.
Wasza waluta uległa inflacji.
Wasze małżeństwo się rozpadło.
Wasze dzieci się zbuntowały.
Wasze społeczeństwo uległo rozkładowi.
Ludzie obwiniali Żydów za wszystko poza złą pogodą, choć wystarczy jeszcze tydzień w internecie, a ktoś prawdopodobnie znów oskarży Izrael o kontrolowanie huraganów za pomocą kosmicznych laserów. Ludzkość pozostaje wierna intelektualnemu poniżaniu się na poziomie olimpijskim.
A potem nadeszła Zagłada.
Największa zindustrializowana maszyna do rzezi w historii.
Fabryki śmierci.
Góry butów.
Stosy dziecięcych okularów.
Skóra zwisająca z kości.
Popiół spadający z nieba, podczas gdy Europa dyskutowała o kulturze, filozofii i muzyce.
I jakoś nawet to nie wystarczyło.
Bo po tym, jak sześć milionów Żydów zostało zarżniętych, spalonych, zastrzelonych w dołach, zagłodzonych i wymazanych z powierzchni ziemi, świat nadal patrzył na ocalałych i mówił:
„Kłamiecie”.
Czy rozumiecie poziom duchowej zgnilizny potrzebny, by wypowiedzieć coś takiego?
Negacjonista Holokaustu nie jest jedynie ignorantem.
Jest moralnym nekromantą.
Grabiarzem zwłok.
Pasożytem żywiącym się popiołami.
A oskarżenia wciąż trwają.
Nie w średniowiecznej Europie. Nie w starożytnych królestwach.
Teraz. We współczesnym Londynie.
Mężczyzna podchodzi do ortodoksyjnych kobiet na przystanku w Stamford Hill i chłosta je paskiem, przeklinając jak wściekły fanatyk wyciągnięty z XIV wieku.
Żydowskie dziecko zostaje zaatakowane tylko dlatego, że istnieje.
A świat wzrusza ramionami.
To samo cywilizowane społeczeństwo, które nieustannie poucza o tolerancji, nagle zapada na moralne zapalenie krtani w chwili, gdy Żydzi krwawią w miejscach publicznych.
W ten sposób upadają społeczeństwa.
Najpierw Żyd staje się wyjątkowo winny.
Potem Żyd staje się wyjątkowo zły.
Następnie przemoc wobec Żydów staje się zrozumiała.
Potem akceptowalna.
A w końcu – nieunikniona.
Ludzkość przeszła tę drogę tak wiele razy, że ślady stóp na stałe wbiły się w ziemię.
Żyd jest biały, gdy potrzebujecie oprawcy.
Brązowy, gdy potrzebujecie outsidera.
Jest Europejczykiem na Bliskim Wschodzie.
Bliskowschodniakiem w Europie.
Zbyt religijny dla społeczeństwa świeckiego.
Zbyt świecki dla społeczeństwa religijnego.
Zbyt odnoszący sukcesy, by zasługiwać na współczucie.
Zbyt znienawidzony, by kiedykolwiek czuć się bezpiecznie.
I Izrael.
Ten maleńki skrawek ziemi, nie większy niż plamka na mapie.
Jedyne miejsce, w którym Żydzi odzyskali suwerenność po dwóch tysiącach lat wygnania, masakr i ludobójstwa.
To najwyraźniej jest teraz kolonializm.
Żyd wraca do Hebronu, gdzie Żydzi mieszkali, zanim powstał islam.
Do Jerozolimy, gdzie rządzili żydowscy królowie, gdy Londyn był jeszcze bagnem.
Do Judei, której nazwa pochodzi wprost od Żydów.
A świat krzyczy: „Kolonizatorze!”.
To cywilizacyjna schizofrenia.
Jedyny naród na ziemi oskarżany o najeżdżanie ziemi, od której pochodzi jego własna nazwa.
Ta absurdalność byłaby komiczna, gdyby nie podsycała terroryzmu.
Średniowieczny tłum oskarżał Żydów o zatruwanie studni.
Współczesny tłum oskarża Żydów o zatruwanie ludzkości poprzez syjonizm, kapitalizm, „białość” czy globalizm.
Inne słownictwo. Ta sama choroba.
Pod każdym hasłem, każdym protestem i każdą teorią spiskową kryje się ta sama pradawna żądza:
Potrzeba uczynienia z Żyda diabła.
Bo gdy Żyd stanie się diabłem, każde zło mu wyrządzone staje się święte.
W ten sposób kobiety są biczowane na przystankach.
W ten sposób żydowskie dzieci są atakowane w biały dzień.
W ten sposób płoną synagogi.
W ten sposób zaczynają się pogromy.
W ten sposób sześć milionów ludzi znika w dymie, podczas gdy intelektualiści debatują, czy ofiary na to zasłużyły.
A jednak po tym wszystkim – po Babilonie, Rzymie, inkwizycji, Hitlerze i Stalinie – Żyd wciąż stoi.
Próbowali go wymazać wszyscy.
Imperia wznosiły się i obracały w pył, a Żyd nadal niósł tę samą Torę przez ogień.
Nadal się modląc.
Nadal zakładając rodziny.
Nadal śpiewając starożytne pieśni w języku starszym niż połowa cywilizacji, które oskarżają go o kradzież.
Rzym to dziś ruiny dla turystów.
Trzecia Rzesza przetrwała dwanaście lat.
Związek Radziecki rozpadł się w oparach wódki i betonu.
Ale Żyd pozostaje.
To właśnie doprowadza nienawistników do szaleństwa.
Nie władza. Nie pieniądze.
Przetrwanie.
Każdy żyjący Żyd jest dowodem na to, że nienawiść zawiodła.
Każde żydowskie dziecko jest zwycięstwem nad każdym faraonem i inkwizytorem, który obiecał światu, że Żydzi znikną.
Żyd nigdy nie był diabłem. Diabłem była cywilizacja, która wciąż go potrzebowała.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


Jest link pod tekstem
Smutny, a bardzo prawdziwy tekst, wykazujacy samo sedno…. Pytanie: Czy jest wersja tez po angielsku? Aby copy and paste a rozpowszechnic??
Moj komentarz: Kto jest Zydem? Wedlug obecnej definicji w Izraelu, to ten co jest religijnym Zydem, albo ma matke Zydówke…
Ale to przeciez pól prawdy: Jest wielu takich po ojcu Zydzie… Moze nawet po ojcu, niereligijnym Zydzie – czyli ludzi majacy typowo zydowskie nazwisko, ale bez utrzymywania zydowskich tradycji, moze tylko kilka symboli. Tak jak np jest wielu z nas przybylych z Polski.
A przeciez i tez ci ludzie sa prawdziwymi Zydami, skoro utrzymuja skrupulatnie swoje typowe zydowskie nazwisko – mimo ze obecnie latwo mozna zamienic nazwiska i imiona na jakieklwiek inne… Tym samym znacznie uproszczajac swoje codzienne zycie i zycie swoich dzieci.
Ze celem fizycznych ataków sa z reguly Zydzi publicznie noszacy zydowskie symbole to prawda, ale przeciez i ludzie majacy zydowskie nazwiska sa potencjalnymi ofiarami ataków. Tym bardziej jezeli nie odwoluja sie od swego pochodzenia ani nie potepiaja Izraela – ba, sa aktywni na forach spolecznych broniac Izraela…
Mam nadzieje, ze Izrael pamieta o tym, gdyby tacy ludzie kiedykolwiek chcieli robic Alija – czy to dobrowolnie, czy z przymusu.