Uncategorized

Izrael nigdy nie chciał pokoju? Oto jak wygląda prawda

– Avi Mayer

Zapisy historyczne przedstawiają znacznie bardziej złożony obraz sytuacji, niż wielu jest skłonnych przyznać.zne przedstawiają znacznie bardziej złożony obraz sytuacji, niż wielu jest skłonnych przyznać.

Niedawno wystąpiłem w Oxford Union Society, wygłaszając mowę końcową w burzliwej debacie na temat Izraela. Broniłem tezy przeciwnej stwierdzeniu, że „Izrael nigdy naprawdę nie pragnął pokoju z Palestyną”. Po mojej stronie wystąpili: Emily Schrader, Henie Mazzig, dr Einat Wilf oraz imponujący młody student z Oksfordu, Yonatan Ben-Menachem. Za przyjęciem tezy opowiadali się: dr Ghada Karmi, Sami Hamdi, profesor Ilan Pappé, David Hearst oraz Arwa Elrayess, przewodnicząca Union.

Zgodnie z przewidywaniami, nasza strona przegrała głosowanie publiczności, ale różnica była znacznie mniejsza, niż zakładano: 129 do 208. Weszliśmy na salę, wiedząc, że czeka nas w większości wrogo nastawiona publiczność, ale byliśmy zdeterminowani, by przedstawić nasze argumenty. Pod koniec wieczoru kilku studentów przyznało nam, że zmieniliśmy ich zdanie – co przypomniało nam, iż spokojna, merytoryczna argumentacja wciąż może poruszyć ludzi, nawet w najtrudniejszych warunkach.

Poniżej znajduje się tekst mojego przemówienia. Podczas wygłaszania dodałem krótką uwagę na temat uporczywej odmowy naszych przeciwników, by bezpośrednio odnieść się do faktycznej tezy debaty – temat ten przewijał się przez cały wieczór.

Pani Przewodnicząca, Członkowie Izby, Panie i Panowie,

To na mnie spoczywa obowiązek podsumowania naszej argumentacji i zamknięcia tej debaty.

Moi koledzy umiejętnie przedstawili długą historię wysiłków syjonistów, a następnie państwa Izrael, na rzecz osiągnięcia pokoju z Palestyńczykami: proponowane kompromisy, oferowane ustępstwa terytorialne oraz wielokrotną gotowość izraelskich przywódców i społeczeństwa do podejmowania nadzwyczajnego ryzyka – ryzyka, za które zbyt często płacono izraelską krwią.

Z kolei nasi przeciwnicy przedstawili zupełnie inną wersję wydarzeń. Usłyszeliśmy bolesne relacje o wywłaszczeniu – i rzeczywiście są one bolesne, doktorze Karmi. Usłyszeliśmy wybiórcze interpretacje historii oraz argumenty zaprzeczające jakimkolwiek autentycznym żydowskim roszczeniom do ziemi, którą oba narody nazywają swoją ojczyzną. Usłyszeliśmy sofistykę i odwracanie faktów, mające na celu przedstawienie każdego izraelskiego gestu dobrej woli czy negocjacji w innym, negatywnym świetle.

To prowadzi nas do fundamentalnego pytania, przed którym stoi dziś wieczorem ta Izba.

Nie pytano nas bowiem, czy izraelskie rządy zawsze podejmowały wystarczające wysiłki na rzecz osiągnięcia pokoju. Niektóre tego nie robiły, podczas gdy inne proponowały spektakularne i daleko idące ustępstwa. Nie pytano nas, czy przywódcy izraelscy i palestyńscy nie przegapili okazji, które mogłyby przybliżyć pokój. Przegapili je. Nie pytano nas nawet, czy obie strony cierpiały z powodu braku pokoju. Cierpiały.

Nie, wniosek rozpatrywany dziś wieczorem przez tę Izbę jest znacznie bardziej radykalny. Zakłada on, że Izrael nigdy nie chciał pokoju z Palestyną.

Nigdy?

Ani Rabin? Ani Peres? Ani Barak? Ani Olmert? A co z setkami tysięcy Izraelczyków, którzy wypełniali place publiczne, popierając pokój? A co z milionami głosującymi na liderów obiecujących kompromis terytorialny? Co z izraelskimi rodzicami każdego pokolenia, którzy – znając aż za dobrze cenę wojny – modlili się, by to właśnie ich dzieci jako pierwsze zaznały pokoju?

Nigdy?

Panie i Panowie, nasi przeciwnicy spędzili wieczór, prosząc was o uwierzenie w coś szokującego: że kiedy Izraelczycy mówili o pokoju i modlili się o niego, nie mieli tego na myśli. Że gdy przywódcy proponowali ustępstwa, robili to nieszczerze. Że miliony ludzi głosujących za pokojem kłamały.

To nie jest dyskusja o polityce Izraela. To dyskusja o motywach Izraelczyków, o izraelskiej duszy. A trudność dla naszych przeciwników polega na tym, że wybrali niewłaściwy cel. Nie ma wartości bardziej istotnej dla żydowskiej duszy narodowej niż pokój. Tradycja żydowska jest nim przesiąknięta – przenika nasze teksty religijne, ożywia modlitwy i inspiruje wizję doskonalszego świata.

To prorok Izajasz wyobraził sobie przyszłość, w której między narodami zapanuje pokój: „I przekują swoje miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy; naród nie podniesie miecza przeciwko narodowi, ani nie będą się już uczyć sztuki wojennej”. Każdego dnia od dwóch tysiącleci Żydzi kończą modlitwy błaganiami o pokój. Talmud stwierdza nawet, że szalom jest jednym z imion Boga, wynosząc pokój z poziomu ziemskich aspiracji do sfery boskiej.

Nic dziwnego, że kiedy wczesne nurty syjonistyczne rozważały kształt państwa żydowskiego, wyobrażały je sobie jako żyjące w pokoju z sąsiadami. Socjaliści, liberałowie, rewizjoniści i tradycjonaliści różnili się w wizjach państwa, ale łączyło ich przekonanie: żydowska ojczyzna powinna dążyć do pokojowego współistnienia. Aspiracja ta znalazła swój najjaśniejszy wyraz w Deklaracji Niepodległości Izraela, ogłoszonej w chwili, gdy pięć armii arabskich nacierało na rodzące się państwo. Założyciele Izraela pisali: „Wyciągamy rękę do wszystkich sąsiednich państw i ich narodów, oferując pokój i dobre stosunki sąsiedzkie”.

Dla pokoleń Izraelczyków to dążenie nie było jedynie frazą w dokumencie. Była to upragniona rzeczywistość i głęboko osobista nadzieja.

Jestem dzieckiem lat 80. Pierwszym słowem, którego nauczyłem się w szkole w Jerozolimie, było szalom. Pamiętam, jak z niedowierzaniem patrzyłem, gdy Icchak Rabin i Jasir Arafat uścisnęli sobie dłonie na trawniku Białego Domu, przekonany, że nadchodzi nowa era. Pamiętam, jak z ojcem i siostrą stałem w tłumie pod Knesetem, by złożyć hołd Rabinowi, zamordowanemu w dążeniu do pokoju. Pamiętam falę samobójczych zamachów Hamasu, które pochłonęły życie setek osób, w tym dwóch dziewczyn z mojej okolicy.

Mimo tego morderczego terroru Izraelczycy nie zwrócili się w stronę prawicy, lecz lewicy, wybierając Ehuda Baraka, który obiecywał ustępstwa terytorialne w imię pokoju, co było jedną z największych wygranych w historii Izraela.

Czy Izrael nigdy nie pragnął pokoju? Nigdy? Naprawdę?

To twierdzenie rozpada się pod ciężarem udokumentowanej historii. Można argumentować, że pokój okazał się nieuchwytny, że zmarnowano szanse czy popełniono błędy. Można nawet dyskutować o tym, czy po 7 października chęć do ustępstw osłabła. Jednak twierdzenie, że Izraelczycy nigdy nie pragnęli pokoju, nie jest poważną interpretacją historii – jest jej zaprzeczeniem.

Gdyby każda oferta była podstępem, a każde pragnienie kłamstwem, zostalibyśmy z mrocznym oskarżeniem: że Żydzi nigdy nie mówią tego, co myślą. A pod tym argumentem kryje się coś jeszcze głębszego. Nie chodzi tu o Camp David, Oslo czy Annapolis. Chodzi o legitymację. Jeśli ktoś uważa, że naród żydowski nie ma prawa do tej ziemi i Izrael nie powinien istnieć, to żadna propozycja – niezależnie od tego, jak szczera – nie będzie wystarczająca.

Jeśli jednak miliony Izraelczyków maszerowały w imię pokoju, głosowały za nim i były gotowe podjąć bolesne ryzyko, odpowiedź jest oczywista: tak, pragnęli go. Tragedią konfliktu nie jest brak woli pokoju, lecz jego bolesna nieosiągalność oraz fakt, że dwa narody o silnych więzach z tą samą ziemią tak często nie potrafiły pogodzić swoich sprzecznych aspiracji.

Niech ta Izba odrzuci wniosek, że Izrael nigdy nie chciał pokoju. Bardzo dziękuję.

Izrael nigdy nie chciał pokoju? Oto jak wygląda prawda


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.