
Tali Aynalem
0,2% światowej populacji. 100% obsesji.
Prawie każdy ma swoje zdanie na temat Żydów. Prawie nikt nie wie dlaczego. Co jest takiego w Żydach?
Chciałabym zacząć od pytania, na które naprawdę nie potrafię odpowiedzieć: co jest takiego w nas?
Poważnie.
Spośród wszystkich ludów, wszystkich narodów, wszystkich historii na tej ziemi – co sprawia, że mniej niż 20 milionów Żydów zajmuje tak dużo miejsca w głowach wszystkich innych?
Stanowimy 0,2 procent światowej populacji. Wszystkich żyjących dziś Żydów można by zmieścić w aglomeracji Los Angeles i nadal pozostałoby miejsce na bajgle.
A jednak.
Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjmuje więcej rezolucji dotyczących Izraela niż wszystkich pozostałych krajów świata razem wziętych. Razem wziętych.
Na kampusach uniwersyteckich, gdzie wielu nie potrafiłoby wskazać Tel Awiwu na mapie, działają całe organizacje poświęcone jego zniszczeniu.
Kolacje schodzą na manowce. Wypalają się czaty grupowe. Ludzie, którzy nigdy w życiu nie spotkali Żyda, mają niezwykle zdecydowane opinie na temat tego, co Żydzi powinni robić, czuć, w co wierzyć i za co przepraszać.
Już nawet się tym nie denerwuję. Jestem po prostu szczerze ciekawa.
O co. Właściwie. Chodzi. Z nami.
Pozwólcie, że przedstawię teorię: jesteśmy interesujący.
Nie mówię tego z próżności. Mówię to jako fakt, który można zaobserwować. Od tysięcy lat jesteśmy narodem, o którym najwięcej się dyskutuje, pisze, maluje i filozofuje w całej znanej historii.
Trzy z głównych religii świata wywodzą swoje korzenie od nas. Książka, którą napisaliśmy, jest najczęściej drukowanym, tłumaczonym i rozpowszechnianym dokumentem w historii ludzkości. Spory, które zapoczątkowaliśmy w Talmudzie, są sporami, które ludzie toczą do dziś. Ziemia, z której pochodzimy, jest najbardziej spornym obszarem na świecie – nie dlatego, że ma ropę czy strategiczne znaczenie militarne, ale dlatego, że ludzie żywią wobec niej uczucia tak głębokie, że nie potrafią ich nawet wyjaśnić.
To nie jest byle co. To naprawdę niezwykłe. Nie prosiliśmy o taki poziom uwagi, ale tak właśnie jest.
Jest jeszcze jedna rzecz dotycząca tej obsesji: nie jest ona nowa. Nawet w najmniejszym stopniu.
To właśnie ta część powinna sprawić, że odetchniesz z ulgą lub się zaśmiejesz, w zależności od twojego temperamentu. Bo jeśli spojrzysz na to z odpowiedniego dystansu, ten schemat staje się niemal komiczny w swojej przewidywalności.
Egipt próbował nas zniszczyć. Staliśmy się narodem. Babilon próbował nas wymazać. Niektóre z naszych najwspanialszych wierszy napisaliśmy na wygnaniu. Persja próbowała nas wyeliminować. Wyciągnęliśmy z tego całe święto – z kostiumami. Rzym próbował wymazać naszą pamięć z tej ziemi. Modliliśmy się w kierunku Jerozolimy przez 2000 lat, a potem wróciliśmy. Hiszpania wygnała nas w 1492 roku. Żydzi sefardyjscy zabrali ze sobą na wygnanie klucze do swoich domów, a ich potomkowie przechowywali je przez 500 lat. Pięćset lat – jako wyraz sprzeciwu.
Kozacy. Pogromy. Inkwizycja. Holokaust był najbardziej systematyczną próbą zniszczenia narodu w historii ludzkości, wspieraną przez pełną machinę nowoczesnego państwa. Zginęło sześć milionów z nas.
A potem, 30 lat później, 14 maja 1948 roku, David Ben-Gurion i inni współcześni syjoniści ogłosili powstanie państwa żydowskiego. Następnego ranka wkroczyło pięć armii arabskich. Wygraliśmy. Zbudowaliśmy kraj w dużej mierze na pustyni, który teraz karmi inne kraje. Z traumy, chutzpy i upartej odmowy zniknięcia stworzyliśmy naród start-upów.
Gdybyś obserwował to z zewnątrz, czy też nie miałbyś na naszym punkcie obsesji?
Renesans już się dzieje. Wielu mogło to przeoczyć.
Oto więc, na co chcę, abyśmy zwrócili uwagę: coś się zmienia. Czuję to i myślę, że ty też to czujesz.
7 października coś się przełamało. Nie tylko w oczywisty, druzgocący sposób – smutek, zakładnicy, wojna. Ale w cichszy, dziwniejszy sposób. Obudziło to coś w Żydach, którzy przez lata manifestowali swoją żydowskość z bezpiecznej odległości.
Ludzie, którzy od lat nie myśleli o Izraelu, nagle budzili się o 3 nad ranem, czytając o swoich współwyznawcach. Ludzie, którzy nigdy nie nosili Gwiazdy Dawida, założyli ją i nie zdejmowali. Synagogi, które były w połowie puste, zapełniły się. Eseje na Substacku o tożsamości żydowskiej – tak tylko nadmieniam – zaczęły osiągać imponujące wyniki.
Obecnie istnieje pokolenie młodych Żydów, którzy są bardziej dumni, głośniejsi i bardziej zakorzenieni niż pokolenie przed nimi. Którzy mają już dość przepraszania za istnienie Izraela. Którzy mają dość wycofywania się. Którzy uczą się hebrajskiego, odwiedzają żydowskie państwo i zadają swoim dziadkom pytania, które powinni byli zadać lata temu, zanim było za późno.
To jest renesans.
Nie wygląda on jak renesans harlemski ani włoski renesans z obrazami i marmurem.
Wygląda to jak 24-latek zakładający po raz pierwszy kipę na wiecu. Wygląda to jak kobieta w Portland pisząca w czwartek o północy esej o tożsamości etiopskich Izraelczyków. Wygląda to jak kolacje „Breaking Bread”, które gromadzą przy jednym stole Żydów wszelkiego rodzaju, by przypomnieć nam, że jesteśmy jednym narodem.
To się dzieje. Właśnie teraz. Na żywo.
Dlaczego więc mają na nas taką obsesję?
Ponieważ nie chcemy zniknąć.
Ponieważ za każdym razem, gdy historia domagała się naszego zniknięcia, odpowiadaliśmy twórczością. Nauką. Sztuką. Dziećmi. Stołami pełnymi jedzenia i pieśniami, które przetrwały imperia próbujące je uciszyć.
Ponieważ w historii Żydów jest coś, co stanowi prawdziwe zagrożenie dla ludzi wierzących, że liczy się wyłącznie władza. A tym czymś jest właśnie to: jesteśmy żywym dowodem, że tak nie jest. Że naród bez armii utrzymał się razem przez dwa tysiące lat dzięki sile wspólnego tekstu, wspólnego kalendarza, wspólnego stołu. Że tożsamość może być silniejsza niż geografia. Że pamięć może przetrwać przemoc.
To nie jest drobnostka. To w rzeczywistości rewolucyjna idea. A rewolucyjne idee sprawiają, że ludzie czują się nieswojo.
Oto, co chcę, abyście z tego wynieśli: ta obsesja nie jest oznaką, że coś jest z nami nie tak. Jest oznaką, że coś jest w porządku.
Jesteśmy narodem, który był skreślany więcej razy, niż ktokolwiek jest w stanie zliczyć, a mimo to wciąż tu jesteśmy. Wciąż się kłócimy. Wciąż budujemy. Wciąż karmimy ludzi. Wciąż tańczymy. Wciąż piszemy. Wciąż wspieramy się nawzajem w sposób, który nie ma racjonalnego sensu, chyba że zrozumiecie, iż naprawdę wierzymy, iż jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem.
Kol Yisrael arevim zeh bazeh. Cały Izrael jest odpowiedzialny za siebie nawzajem. To nie jest slogan. To system operacyjny.
Więc następnym razem, gdy ktoś zapyta was, dlaczego wszyscy mają taką obsesję na punkcie Żydów i Izraela, możecie udzielić mu długiej, historycznej lub politycznej odpowiedzi.
Albo możecie udzielić mu krótkiej odpowiedzi: już to przeżywaliśmy i zawsze wychodzimy z tego z podniesioną głową.
Dlaczego cały świat ma obsesję na punkcie Żydów?
Kategorie: Uncategorized

