
Porównanie współczesnych prokremlowskich, ksenofobicznych i antysemickich internetowych hejterów do stadionowych chuliganów, pospolitych bandytów oraz uciążliwych, pijanych agresorów ujawnia głęboką analogię w mechanizmach ich działania, motywacjach oraz niszczycielskim wpływie na przestrzeń publiczną.
Choć narzędzia walki przeniosły się z realnych ulic i stadionów do sfery wirtualnej, natura tych zjawisk pozostaje tożsama: opiera się na prymitywnej agresji, nienawiści do „Innego” oraz całkowitym braku odpowiedzialności za demolowanie wspólnego dobra.
Wandalizm tkanki społecznej: od bazgrołów na murach do internetowego ścieku
Chuligan bazgroczący nienawistne hasła na elewacjach budynków i troll zalewający fora internetowe antysemicką czy ukrainofobiczną propagandą realizują ten sam cel – aneksję i zanieczyszczenie przestrzeni publicznej.
Zacieranie granic:
Podobnie jak wulgarny napis na odnowionej kamienicy niszczy estetykę miasta, tak skoordynowany hejt niszczy jakość debaty publicznej, zamieniając ją w toksyczne wysypisko.
Anonimowość jako tarcza:
Obaj sprawcy działają z ukrycia – jeden pod osłoną nocy z puszką sprayu, drugi schowany za fałszywym profilem i VPN-em. Anonimowość zdejmuje z nich hamulce moralne.
Oznaczanie terenu:
Agresywne komentarze mają zastraszyć oponentów i stworzyć iluzoryczne wrażenie, że radykalne, prokremlowskie narracje stanowią głos większości.
Stadionowa plemienność i polityczne bojówki
Przemoc fizyczna na stadionach oraz internetowy lincz organizowany przez skrajnie prawicowe konta wyrastają z tego samego, plemiennego syndromu „my kontra oni”.
Prymitywna polaryzacja:
Dla stadionowego bandyty wrogiem jest każdy w barwach innego klubu; dla ksenofobicznego trolla wrogiem staje się uchodźca, Ukrainiec czy Żyd.
Psychologia tłumu:
Agresorzy karmią się poczuciem siły w grupie. Cyfrowa „ustawka”, czyli masowe zgłaszanie kont, nękanie i wyzywanie konkretnych osób w sieci, to nowoczesny odpowiednik stadionowej bijatyki, gdzie celem jest fizyczne lub wizerunkowe unicestwienie przeciwnika.
Zadymiarze na żołdzie:
Tak jak grupy pseudokibiców bywają instrumentalnie wykorzystywane do brudnych interesów, tak internetowe trolle realizują agendę obcych mocarstw (głównie Federacji Rosyjskiej), destabilizując państwo od wewnątrz dla osiągnięcia geopolitycznych korzyści.
Ataki w przestrzeni publicznej: fizyczny bandytyzm a cyfrowy terror
Napaści na cudzoziemców w autobusach czy tramwajach są bezpośrednim, fizycznym przedłużeniem jadu sączonego w sieci przez prawicowych ekstremistów.
Dehumanizacja jako paliwo:
Zanim bandyta zaatakuje obcokrajowca w środku komunikacji miejskiej, musi najpierw przejść proces radykalizacji. Trolle dostarczają mu do tego paliwa, przedstawiając migrantów jako zagrożenie, co zdejmuje z napastnika empatię.
Atak na bezbronnych:
Zarówno pobicie pasażera ze względu na kolor skóry lub język, jak i masowy hejt na uchodźców wojennych z Ukrainy, to akty głębokiego tchórzostwa. Uderzają w grupy najsłabsze, szukające w Polsce schronienia lub nowego życia.
Brak kultury i niszczenie gościnności: pijacki amok a cyfrowy nihilizm
Porównanie internetowych hejterów do nieproszonych, pijanych gości, którzy rzygają na dywan lub w autokarze, idealnie oddaje estetyczny i kulturowy wymiar ich działalności. To metafora absolutnego braku wychowania, samokontroli i szacunku dla gospodarzy oraz współpasażerów.
Zanieczyszczanie wspólnej przestrzeni:
Internet, media społecznościowe i debata publiczna są dobrem wspólnym. Wpuszczenie do nich prokremlowskiej nienawiści działa jak wpuszczenie agresywnego alkoholika na eleganckie przyjęcie – momentalnie niszczy atmosferę, budzi obrzydzenie i zmusza innych do sprzątania tego toksycznego chaosu.
Pogarda dla zasad współżycia:
Czyny te wynikają z egotyzmu i przekonania o własnej bezkarności. Troll, podobnie jak pijany wandal, nie dba o koszty, jakie ponosi społeczeństwo; liczy się tylko natychmiastowe rozładowanie własnych frustracji i prymitywnych popędów.
Współcześni prokremlowscy i ksenofobiczni trolle polskiej prawicy nie są partnerami do merytorycznej dyskusji politycznej. Ich działalność to cyfrowy odpowiednik najniższych form społecznej patologii: chuliganizmu, wandalizmu i bandytyzmu. Zamieniając klawiaturę na bejsbol, a posty na spray, posługują się tą samą matrycą nienawiści.
Przeciwdziałanie temu zjawisku wymaga nie tylko sprawnych algorytmów i działań prawnych, ale przede wszystkim powszechnego, społecznego ostracyzmu – dokładnie takiego samego, jaki spotyka stadionowych zadymiarzy czy agresywnych niszczycieli wspólnego mienia.
Przemysław Wiszniewski
NIENAWIŚĆ PLEMIEN NA TRWAJĄCA OD DAWNA DO DZIŚ
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


Każdy napis sprejem na ścianie domu jest atakiem na społeczeństwo, nie tylko wulgarny! Niestety od początku transformacji smarowanie po murach zostało nobilitowane, a nienawistne napisy pojawiły się od razu. W 1990 roku nie było jeszcze internetu, a cały Poznań pełen był napisów ”Mazowiecki nie dla Polaków”. Chociaż akurat Poznań głosował w większości na Mazowieckiego.