Uncategorized

Nowa książka ujawnia być może najważniejszą lekcję z 7 października

Autorzy: Nira Broner Worcman i Oswaldo Luiz Pepe

W miarę jak napięcia między Izraelem, Stanami Zjednoczonymi i Iranem wciąż zmieniają oblicze Bliskiego Wschodu, demokracje po raz kolejny stają przed starym i niewygodnym pytaniem: kiedy działania prewencyjne stają się uzasadnione?

Ten dylemat wykracza daleko poza granice Izraela. Społeczeństwa demokratyczne od dawna zmagają się z określeniem, kiedy pojawiające się zagrożenia uzasadniają podjęcie działań. Jeśli zareaguje się zbyt wcześnie, ryzykuje się potępienie jako agresor. Jeśli zareaguje się zbyt późno, zostaje się oskarżonym o zaniedbanie. Jeśli zareaguje się dopiero po ataku, sama reakcja może stać się przedmiotem krytyki.

Atak Hamasu z 7 października 2023 r. wyraźnie uwypuklił ten dylemat. Atak na południowy Izrael spowodował śmierć około 1200 osób i doprowadził do wzięcia 251 zakładników w najkrwawszej masakrze Żydów od czasów Holokaustu. Od tamtej pory w całym Izraelu rozbrzmiewa jedno pytanie: dlaczego nie powstrzymano Hamasu przed atakiem?

To pytanie stanowi sedno książki 06:29, niedawno opublikowanej w języku hebrajskim przez Amosa Harela, wieloletniego korespondenta wojskowego gazety Haaretz, której angielskie wydanie ma ukazać się jeszcze w tym roku. Jego odpowiedź zaczyna się od bezkompromisowego przyznania: „Nikt nie chciał tej wojny”.

Ta uwaga uderza właśnie ze względu na jej źródło. Harel od dziesięcioleci bacznie obserwuje izraelskie kierownictwo polityczne i wojskowe. Twierdzi jednak, że przed 7 października duża operacja prewencyjna przeciwko Hamasowi prawdopodobnie nie znalazłaby szerokiego poparcia w izraelskim społeczeństwie. Nie było powszechnej woli politycznej, nie było konsensusu wojskowego, a poparcie społeczne było niewielkie.

Z perspektywy czasu niebezpieczeństwo wydaje się oczywiste. W tamtym czasie jednak tak nie było. Panowało przekonanie, że Hamas da się powstrzymać. Przekonanie to załamało się 7 października.

Harel twierdzi, że nie była to po prostu porażka jednego rządu. Chociaż często krytykuje premiera Benjamina Netanjahu, zauważa, że kolejne rządy kierowane przez Naftalego Bennetta i Yaira Lapida nie zmieniły zasadniczo strategii Izraela wobec Hamasu. Przekonanie, że zagrożeniem można zarządzać, a nie z nim walczyć, głęboko zakorzeniło się w izraelskich kręgach bezpieczeństwa.

Porażki poprzedzające 7 października wskazują na jedno niebezpieczeństwo. Wojna w Iraku przypomina nam o innym.

Inwazja na Irak w 2003 roku, uzasadniona częściowo twierdzeniami o broni masowego rażenia, której nigdy nie znaleziono, pozostaje przestrogą przed ryzykiem podejmowania działań w oparciu o błędne dane wywiadowcze. Demokracje słusznie podchodzą sceptycznie do działań prewencyjnych. Historia dostarcza zbyt wielu przykładów wyolbrzymionych zagrożeń i błędnej interpretacji danych wywiadowczych.

Jednak błąd polegający na przyjęciu przeciwnego stanowiska również niesie ze sobą ryzyko.

Konsekwencje wydarzeń z 7 października ujawniły nie tylko porażki wywiadu i odstraszania, ale także szerszą porażkę postrzegania — taką, która ukształtowała zarówno rządy, opinię publiczną, jak i relacje mediów.

Ten paradoks kształtuje również publiczne rozumienie wojny. Chociaż atak z 7 października został powszechnie uznany za zainicjowany przez Hamas, relacje na temat konfliktu z upływem czasu mają tendencję do skupiania się na poszczególnych wydarzeniach wojskowych.

W Brazylii i gdzie indziej nagłówki często podkreślają izraelskie reakcje wojskowe na ataki terrorystyczne jako odosobnione wydarzenia, podczas gdy szerszy kontekst powtarzających się ostrzałów rakietowych, ataków transgranicznych oraz długotrwałego wzmacniania potencjału wojskowego przez Hamas i inne ugrupowania zbrojne nie cieszy się tak stałą uwagą. Z czasem może to osłabić postrzeganie związku przyczynowo-skutkowego, sprawiając, że działania obronne wydają się mniej częścią trwającego cyklu ataków i odpowiedzi, a bardziej odosobnionymi aktami eskalacji.

Paradoks polega na tym, że legitymizacja często zależy mniej od charakteru zagrożenia, a bardziej od momentu, w którym ma miejsce. Udana akcja prewencyjna może wydawać się nie do odróżnienia od nieuzasadnionej agresji, ponieważ katastrofa, której zapobiegła, nigdy nie miała miejsca.

Rozważmy scenariusz alternatywny. Gdyby Izrael przeprowadził zakrojoną na szeroką skalę operację przeciwko infrastrukturze wojskowej Hamasu w 2022 r. lub na początku 2023 r., międzynarodowa krytyka skupiłaby się prawdopodobnie na eskalacji i proporcjonalności. Nie doszłoby do masakry, nie byłoby zakładników ani zniszczonych izraelskich społeczności, które kształtowałyby opinię publiczną. Nawet sam Harel zasugerował, że prawdopodobnie nie poparłby wówczas takiej operacji.

Jednak po 7 października wielu z tych samych obserwatorów pytało, jak dopuszczono do tego, by Hamas stał się tak potężny. Oba stanowiska są zrozumiałe. Trudniej jest je pogodzić.

To, co sprawia, że przypadek Izraela jest szczególnie pouczający, to fakt, że zagrożenie nie było ani ukryte, ani hipotetyczne. Hamas wielokrotnie deklarował swoje cele. Z biegiem czasu rozbudował swoje zdolności wojskowe, zbudował rozległą sieć tuneli, zgromadził broń i wyszkolił siły do przeprowadzania ataków na dużą skalę. Jednocześnie Hezbollah przekształcił się w jeszcze potężniejszą siłę wspieraną przez Iran wzdłuż północnej granicy Izraela.

Zagrożenie narastało stopniowo. A ponieważ narastało stopniowo, stało się czymś normalnym. Ostrzeżenia, które niegdyś mogłyby wywołać poczucie pilności, z czasem zniknęły w tle.

Ten dylemat wykracza poza Hamas. Demokracje coraz częściej stają w obliczu przeciwników, którzy otwarcie deklarują swoje zamiary, a jednocześnie stopniowo zwiększają swoje możliwości. Wyzwanie polega nie tylko na identyfikacji zagrożeń, ale także na ustaleniu, kiedy przekraczają one próg uzasadniający podjęcie działań prewencyjnych.

Prawo międzynarodowe pozostaje bardziej rozwinięte w zakresie definiowania reakcji niż przewidywania. Jednak wiele współczesnych zagrożeń ewoluuje z upływem czasu, zamiast przedstawiać się jako natychmiastowe, zero-jedynkowe wybory.

Jednym z najbardziej wymownych momentów w relacji Harela jest refleksja izraelskiego oficera wywiadu na temat sposobu myślenia Hamasu: „Wyobrażali sobie naszą klęskę i okupację. My nie wyobrażaliśmy sobie, że oni to sobie wyobrażają”.

Ta obserwacja odzwierciedla coś więcej niż tylko porażkę wywiadu. Odzwierciedla ona porażkę wyobraźni. Hamas przygotowywał się na scenariusz, który wielu uważało za nieprawdopodobny. Jego przeciwnicy traktowali te przygotowania jako retorykę, a nie zamiar operacyjny. 7 października to rozróżnienie zniknęło.

Nie oznacza to bynajmniej, że działania prewencyjne są zawsze uzasadnione. Demokracje wymagają powściągliwości, rzetelnych danych wywiadowczych oraz jasno określonych progów prawnych i politycznych przed uciekaniem się do siły. Umiejętność odróżniania rzeczywistych zagrożeń od wyobrażonych pozostaje jednym z kluczowych obowiązków demokratycznych przywódców.

Jednak powściągliwość bez żadnych progów niesie ze sobą własne niebezpieczeństwo. Jeśli użycie siły staje się uzasadnione dopiero po wystąpieniu masowych ofiar, demokracje mogą w praktyce być zmuszone do przyjęcia pierwszego ciosu, zanim będą mogły podjąć działania.

Wniosek z 7 października nie polega na tym, że każde zagrożenie wymaga działań wojskowych, ani że Izrael koniecznie powinien był podjąć działania wcześniej. Chodzi o to, że społeczeństwom demokratycznym wciąż brakuje spójnych ram oceny zagrożeń, które są deklarowane, widoczne i powoli się urzeczywistniają.

Kiedy zapobieganie staje się uzasadnione? Przychodzą na myśl możliwe progi: kiedy zamiary są otwarcie deklarowane, kiedy budowany jest potencjał wojskowy, kiedy wywiad identyfikuje plany operacyjne, czy dopiero po zabiciu cywilów?

Nie ma prostych odpowiedzi. Jednak brak jasnych kryteriów dotyczących prewencji pociąga za sobą konsekwencje, których społeczeństwa demokratyczne nie mogą już dłużej ignorować.

Nira Broner Worcman jest brazylijską dziennikarką, dyrektorką generalną Art Presse Communications oraz autorką książki „A Sisyphean Task” (angielski tytuł brazylijskiego wydania hors commerce „Enxugando Gelo”), będącej analizą relacji medialnych dotyczących wojny między Izraelem a organizacjami terrorystycznymi.

Oswaldo Luiz Pepe posiada dyplom z prawa i jest założycielem Art Presse Communications.

Nowa książka ujawnia być może najważniejszą lekcję z 7 października

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. ml: 22 czerwca 1941 radziecki sztab generalny wydał rozkaz powstrzymania się od strzelania do Niemców ”aby nie dać się sprowokować”.

  2. Mozliwe ze jest to tez w samej ksiace, ale streszczenie nie wspomina o innym decydujacym czynniku
    Oszustwie spoleczenstwa przez IDF.
    Byli ” silni, zwarci, gotowi”, w planach i cwiczeniach IDF miala sie pojawic np. w Sderot 15 minut po ataku-a zabralo to 2 dni.
    Ploty zbudowane za miliard szekli-i zburzone przez 2 minuty buldozerem..
    Zolnierki poslane bez broni jako obserwatorki na granice.
    Odzial IDF na plazy Sikim uciekajacy bez strzalu przed liczebnie mniejsza grupa Hamasu.
    Przy tej samej Sikim, Marynarka Wojenna tracaca cenny czas i pytajaca sie dowodctwo czy moze otworzyc ogien .
    Lotnictwo, z 1 helikopterem nad granica, ktoremu w koncu pozwoono otworzyc ogien ” dla rozproszenia”, nie zabicia bron Boze.
    To wieksza kleska niz Armi Czrwonej 22 czerwca 1941 roku, wtedy przynajmniej strzelano do NIemcow

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.