Uncategorized

Czy Netanjahu stanowi zagrożenie dla pokoju w regionie?

Vanessa Berg

Przywódcy arabscy sugerują, że premier Izraela blokuje proces pokojowy. W rzeczywistości jednak mają na myśli utrzymanie stabilności na własnych warunkach.

Przywódcy arabscy przekonują prezydenta USA, Donalda Trumpa, że premier Izraela Benjamin Netanjahu stanowi główną przeszkodę dla pokoju na Bliskim Wschodzie. Według doniesień izraelskiej telewizji publicznej Kan z 15 lipca, argument ten był wielokrotnie powtarzany podczas ostatnich rozmów Trumpa z przywódcami państw arabskich.

Jeden z arabskich dyplomatów twierdzi, że przekaz ten zaczyna wywierać wpływ na amerykańskiego prezydenta. Trump, choć niedawno chwalił Netanjahu jako silnego przywódcę w czasie wojny, wyraźnie unika jednoznacznego poparcia dla niego przed październikowymi wyborami parlamentarnymi w Izraelu.

Oczywiście istnieje wiele powodów, by krytykować Netanjahu. Jego osąd nie jest nieomylny, a przetrwanie polityczne zbyt często splatało się z procesem podejmowania decyzji o znaczeniu państwowym. Jego rząd wielokrotnie miał trudności z sformułowaniem spójnej strategii po zakończeniu kampanii wojskowych. Ponadto niektórzy członkowie koalicji wygłaszali lekkomyślne oświadczenia, które szkodziły wizerunkowi Izraela na arenie dyplomatycznej, nie przyczyniając się jednocześnie do poprawy jego bezpieczeństwa.

Netanjahu nie stanowi jednak głównego zagrożenia dla pokoju w regionie. Stanowi on zagrożenie dla porządku regionalnego, z którym rządy arabskie nauczyły się manipulować i w ramach którego wypracowały wygodny dla siebie status quo.

To nie jest to samo.

Pozorny spokój a prawdziwy pokój

Kiedy przywódcy arabscy mówią o „pokoju”, niekoniecznie mają na myśli Bliski Wschód wolny od sił destabilizujących. Często chodzi im raczej o regionalny spokój: przewidywalne granice, stabilne ceny ropy, bezpieczne szlaki handlowe, niezakłócone inwestycje oraz brak wstrząsów politycznych, które mogłyby zagrozić ich władzy.

Żaden z tych celów nie jest nieuzasadniony – rządy powinny dążyć do dobrobytu swoich obywateli. Stabilność i pokój to jednak odmienne pojęcia. Region może wydawać się stabilny, podczas gdy armie terrorystyczne rosną w siłę, gromadzą pociski i finansują kolejne konflikty. Jeśli państwa regionu w milczeniu godzą się na bierność wobec sił, które czynią przyszłą wojnę nieuniknioną, nie jest to pokój, lecz „kontrolowana niestabilność”.

Przez dekady Bliski Wschód funkcjonował według tego modelu. Iran finansował Hezbollah, Hamas, Huti oraz liczne milicje. Rządy arabskie sprzeciwiały się Teheranowi jedynie werbalnie, po cichu współpracując ze Stanami Zjednoczonymi, a czasem nawet z Izraelem. Unikały jednak konfrontacji, która mogłaby trwale zmienić układ sił. Chciano powstrzymania Iranu, ale niewielu chciało jego pokonania. Chciano osłabienia Hezbollahu, ale nikt nie chciał brać na siebie ciężaru jego rozbrojenia.

Netanjahu zagraża temu układowi. Jego doktryna nie polega już tylko na odstraszaniu, ale na rozmontowywaniu infrastruktury wojskowej wrogów Izraela. Jest to działanie destabilizujące z punktu widzenia dyplomacji, ale znacznie bliższe prawdziwemu pokojowi.

Strategiczna gra wpływów

Reżim irański przez dekady tworzył sieć zbrojnych organizacji, które pozwalają Teheranowi projektować siłę bez ponoszenia bezpośrednich kosztów wojny. Region dostosował się do tej rzeczywistości: dyplomaci wzywali do powściągliwości, negocjowano zawieszenia broni, a pieniądze płynęły na odbudowę, podczas gdy milicje pozostawały uzbrojone. Cykl zaczynał się od nowa.

Obecna strategia Netanjahu grozi przerwaniem tego błędnego koła, zmuszając Iran i jego sojuszników do poniesienia znacznie wyższych kosztów eksportowanej przez nich przemocy. To przeraża rządy arabskie. Obawiają się one, że wielka wojna z Iranem zagrozi ich projektom rozwojowym, doprowadzi do chaosu politycznego lub nieprzewidywalnych walk o sukcesję. Wiele z nich woli osłabiony, ale „znany” Iran od próżni, która powstałaby w wyniku jego upadku.

Co więcej, kraje grające rolę mediatorów – takie jak Katar czy Arabia Saudyjska – tracą na znaczeniu, gdy konflikt zmierza ku ostatecznemu rozwiązaniu. Trwały kryzys stanowił dla nich źródło dyplomatycznej przewagi. Netanjahu zagraża tej przewadze, ponieważ jest coraz mniej skłonny do utrzymywania wrogów Izraela w roli „narzędzi” do prowadzenia dyplomacji.

Kres palestyńskiego weta

Przez lata dominowało przekonanie, że Izrael nie może osiągnąć pokoju w regionie bez uprzedniego rozwiązania konfliktu palestyńskiego. Palestyńczycy mieli w praktyce prawo weta wobec normalizacji stosunków. Porozumienia Abrahama obaliły to założenie.

Pokazały one, że reszta Bliskiego Wschodu nie musi pozostawać zakładnikiem tego konfliktu. Choć porozumienia te nie rozwiązały kwestii palestyńskiej, udowodniły, że współpraca z Izraelem – oparta na technologii, wywiadzie i wspólnych interesach – przynosi realne korzyści. Netanjahu zmusił rządy arabskie do wyjścia z cienia: musiały one przyznać, że partnerstwo z Izraelem wynika z ich interesów narodowych, a nie z „aktów dobroczynności”.

Dla wielu liderów wrogość wobec Izraela była wygodnym narzędziem – pozwalała kierować gniew opinii publicznej na zewnątrz i tuszować własne niepowodzenia gospodarcze czy polityczne. Prawdziwie zintegrowany region wymagałby od nich wyjaśnienia własnym społeczeństwom, że Izrael to państwo, z którym można i warto współpracować.

Podsumowanie

Krytycy Netanjahu często przeciwstawiają siłę militarną dyplomacji. Jednak dyplomacja bez realnego zabezpieczenia to tylko fikcja. Zawieszenie broni, które pozwala na dozbrajanie terrorystów, nie jest pokojem – to jedynie przerwa techniczna przed kolejną wojną.

Rządy arabskie chcą, by Izrael był wystarczająco silny, by powstrzymywać Iran, ale nie na tyle potężny, by dyktować strategię regionu. Netanjahu nie jest „przeszkodą dla pokoju”; jest zagrożeniem dla strategicznej niejednoznaczności, która przez dekady pozwalała przywódcom regionu unikać trudnych decyzji.

Zagrożeniem dla pokoju nie jest polityka jednego człowieka, lecz reżimy eksportujące przemoc, organizacje terrorystyczne ukrywające się wśród cywilów oraz dyplomacja, która przedkłada „komfortowy spokój” nad trwałe rozwiązanie problemów. Bliski Wschód musi wreszcie przestać mylić chwilowy brak wojny z prawdziwym pokojem.

Czy Netanjahu stanowi zagrożenie dla pokoju w regionie?


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.