Uncategorized

Kiedy znów ich zobaczymy

Rivka Hellendall 

Rachel Goldberg-Polin, żałoba i ja

Rachel Goldberg-Polin stała się częścią zbiorowej pamięci Izraela po porwaniu jej 23-letniego syna Hersha z festiwalu Nova 7 października 2023 roku oraz po tragedii jego zabójstwa późnym latem 2024 roku. Wraz z niezliczoną rzeszą innych osób przez prawie rok z zapartym tchem śledziłam jej nieustanne działania na rzecz tej sprawy. Rzeczywistość ich koszmaru wyniosła Rachel i jej męża, Jona, na światową scenę, po tym jak wcześniej prowadzili życie, które ona sama opisuje obecnie jako „ciepłe, beżowe życie” w swojej niedawno wydanej autobiografii When We See You Again (2026). Nawet gdy jej rodzina dowiedziała się o zabójstwie Hersha, Rachel nadal walczyła o powrót wszystkich zakładników z Gazy, aż do dnia 26 stycznia 2026 r., kiedy to nie pozostał już żaden z nich – co samo w sobie jest współczesnym cudem.

Rachel, współczesna żydowska matriarchini, wydaje się żyć w sepiowych barwach. Jej stroje na wystąpienia medialne to niemal wyłącznie jasne, neutralne kolory. Jej zapadnięte kości policzkowe są pozbawione makijażu, a siwo-czarne włosy zawsze upięte. Fizycznie jest kobietą delikatną jak szept, a jej ramiona i barki są kruche niczym skrzydła ptaka. Tym bardziej oszałamiająca jest siła jej przesłania. Każde jej słowo nabiera skrzydeł. Każde zdanie ożywa.

Rachel Goldberg-Polin. Źródło: AP Photo/Ohad Zwigenberg

Rachel pisze:

„Od czasu tej tragedii odkryłam, że cierpienie jest wszędzie takie samo. Takie samo, takie samo. Scenografia tego, jak sprawy się dla każdego z nas rozwijają, jest różna, ale strata to strata. Twoje cierpienie jest więc podobne do mojego.

A moje jest podobne do twojego. Moje było dość publiczne, ale poza tym takie samo.

Jak można tęsknić za kimś na zawsze? Podczas uroczystości upamiętniającej Hersha wpatrywałam się w potężny cyprys górujący tuż przede mną i w kółko zadawałam sobie to pytanie w głowie. Jak mamy to znosić na zawsze? Tę tęsknotę? Jak mamy to znosić na zawsze? Jak mamy to znosić na zawsze?”

Od momentu, gdy Rachel po raz pierwszy znalazła się w centrum uwagi opinii publicznej, podziwiałam jej zdolność do zgłębiania nieuchwytnych pojęć zbiorowego człowieczeństwa i odporności psychicznej. (Jednym z jej kluczowych haseł, nawet po wszystkim, co się wydarzyło, jest: „Nadzieja jest obowiązkowa”.) Niestety, pytania, które porusza w swojej książce, stały się dla mnie w ciągu ostatniego półtora miesiąca niezwykle palące. Mój ojciec, który poza tym był silny i zdrowy, 19 marca doznał zupełnie nieoczekiwanego zawału serca. Zmarł dziesięć dni później, w wieku 65 lat. Moja mama i troje młodszego rodzeństwa musiało go pochować w jasny holenderski wiosenny dzień.

Znałem, kochałem i straciłem już przed nim moich dziadków, ale oni opuścili ten świat mając po dziewięćdziesiąt lat. Ich śmierć była smutna, ale daleka od tragedii, pozostawiając po sobie bogatą i pełną ludzi spuściznę. Mój tata nie był nawet na emeryturze i w dniu, w którym jego serce przestało bić, jeździł na rowerze przez półtorej godziny.

Utrata rodzica oznacza, że część psychologicznych fundamentów twojego życia przesuwa się w zupełnie obcym kierunku. Jeden z kamieni węgielnych tego przysłowiowego budynku już się nie trzyma. Byłam dorosłą osobą mieszkającą na innym kontynencie, ale zawsze miałam być dla taty swoją „dużą dziewczynką”. Byłam trzydziestolatką, stosunkowo świeżą imigrantką w Izraelu, która wciąż zmagała się z utrzymaniem życia i kariery w tym pięknym, niestabilnym kraju. Wciąż jestem tym wszystkim, ale teraz jestem też sierotą. Połowa pary, która mnie stworzyła, nie istnieje już w świecie fizycznym. Jego obecność należy wyłącznie do mojej przeszłości. Cokolwiek przyniesie przyszłość, nie będzie w niej miejsca dla niego. Mój tata nie będzie obecny na moim ślubie, ani nie pozna moich przyszłych dzieci – swoich potomków. Mam szczęście, że otacza mnie sieć wspierających przyjaciół, ale oni wszyscy mają to szczęście, że mają oboje rodziców. Uważam, że utrata rodzica w młodym wieku stanowi dodatkowy cios dla mojej tożsamości, ponieważ moi rówieśnicy zazwyczaj nie mają pojęcia, z czym się to wiąże. Judaizm nakazuje również obrzędy żałobne trwające przez rok po śmierci rodzica, co sprawia, że w mojej grupie przyjaciół jestem osobą psującą nastrój. Nie mogę na przykład chodzić na koncerty ani żadne wydarzenia z muzyką na żywo, których w tętniącym życiem Jerozolimie jest mnóstwo. Mój żałoba sprawia, że jestem postrzegana jako osoba inna, dopóki strata nie straci na świeżości, co ostatecznie jest pocieszające, a nie ograniczające. Oznacza to w praktyce, że nie muszę udawać radości ani kibicować innym ludziom. Poprzez te ograniczenia judaizm uznaje, że powrót do poczucia nieskomplikowanego szczęścia wymaga czasu.

Nic nie mogło mnie przygotować na doświadczenie utraty taty, zwłaszcza że nie było żadnego stopniowego narastania tego wydarzenia. Granice między stratą a mną są elastyczne. W moim życiu wszystko jest takie samo i nic nie jest takie samo. Cytując ponownie Rachel: „Gotuję się powoli, wyparowuję, odparowuję. Zmieniam się. I zamarzam na kamień. Wszystko naraz. Niech ktoś wezwie fizyka”. Żal jest o wiele bardziej zaskakujący, niż mogłam sobie wyobrazić. Tęsknię za tatą i uświadamiam sobie, że nie żyje, gdy tylko wieczorem kładę głowę na poduszce. Idę na zakupy spożywcze, a następnego dnia przyjaciel przychodzi na kolację. Dzień później żartuję z kolegami z pracy i czuję rozgoryczenie, że już nigdy nie będę mogła zadzwonić do taty w żadnej sprawie.

Jednak nie jestem Rachel, która doświadczyła najokrutniejszej straty, jaką może znieść jakikolwiek śmiertelnik na tej planecie: utraty dziecka. Dziecka, które Hamas postanowił zamordować z zimną krwią po prawie roku niedostatku, tortur i uwięzienia. Nie mogę w dobrej wierze porównywać się z Rachel, ale dodaje mi sił fakt, że ktoś, kto przeżywa żałobę na taką skalę, stara się przełamać granice indywidualnego cierpienia. Że nawet gdy życie zgotowało jej najtrudniejszą z możliwych sytuacji, ona wciąż dąży do szerszej perspektywy i głębszego sensu, nawet gdy zdaje sobie sprawę, że nigdy nie zdoła przezwyciężyć straty syna. Jej książka opowiada o „czterech rzeczach w tej kolejności: miłości i bólu, bólu i miłości”.

Zdjęcie Rachel Goldberg-Polin i Hersha z 2015 roku. (Dzięki uprzejmości)

Mam nadzieję, że Rachel znajdzie nieco pocieszenia w fakcie, że Hersh sam w sobie był bohaterem, robiącym wszystko, co w jego mocy, by zapewnić pocieszenie i inspirację swoim współwięźniom w tym piekle. Wcześniej wspominała już o relacji byłego zakładnika Ora Levy’ego dotyczącej spotkania z Hershem po ich porwaniu. Opisał on, jak Hersh zacytował filozofię Viktora Frankla z książki Człowiek w poszukiwaniu sensu, mówiąc mu, że „gdy masz dlaczego, zniosesz każde jak”. When We See You Again uosabia zmagania w poszukiwaniu tego „dlaczego”. Rachel napisała tę książkę, ponieważ nie widziała innego wyjścia z pod ciężaru, który ją przytłaczał: „Ciężar cierpienia i bólu mnie przytłaczał. Nie mogłam już tego znieść i zaczęłam pisać”.

Jako aktywistka stała się już kołem ratunkowym dla Żydów i Izraelczyków na całym świecie w obliczu traumy z 7 października i jej trwających już prawie trzy lata następstw. Jej nowa książka, choć przytłaczająca, odzwierciedla jej wolę nadania sensu temu, co spotkało ją i jej rodzinę, nie rezygnując przy tym z piękna więzi, jaką wciąż łączy ją z Hershem. Jak powiedziała Andersonowi Cooperowi w programie 60 Minutes: „Być może żal jest po prostu tym cennym znakiem miłości, który nosisz, ponieważ ktoś odszedł, a twoja miłość wciąż rośnie”. Wywiad ten ukazał się dwa tygodnie po pogrzebie mojego taty. Jej spostrzeżenie zaparło mi dech w piersiach. Mój żal jest moim znakiem miłości. Zawsze nim będzie. Moje serce sięga do Rachel – spod mojego znaku do jej.

Kiedy znów ich zobaczymy

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.