
Autor: Sally Prag
Nie, to nie są tylko urocze, niewinne bazgroły
Golders Green to dzielnica zamieszkana przez liczną społeczność żydowską. To także miejsce niedawnego ataku z użyciem noża na dwóch Żydów. (Zdjęcie: James Cracknell)
W zeszłym tygodniu, po tych wydarzeniach, mój przyjaciel z Ameryki zapytał mnie, czy czuję się w Anglii bezpiecznie.
– O tak – odpowiedziałam. – Takie rzeczy dzieją się w Londynie, ale w Devon praktycznie nie odczuwa się napięcia, które panuje tam, na północy.
Jednak wczoraj usłyszałam coś, co zmroziło mi krew w żyłach.
Chodzi o kogoś, kogo znamy. Ktoś, kto mieszka blisko nas, chodzi do szkoły z moim synem, bywał w naszym domu i z kim jeździliśmy na wspólne wycieczki. Ta osoba, która jeszcze niedawno rzucała jedynie przelotne, dziwne uwagi sugerujące pogardę dla Żydów, obecnie regularnie rysuje swastyki, a nawet nazywa siebie nazistą. To młody, podatny na wpływy człowiek; zawsze wydawał mi się wyniosły i mało radosny. Być może po prostu poszukuje w życiu celu, tak jak wielu z nas, a jego doświadczenie życiowe jest zbyt skromne, by zrozumiał mechanizm subtelnej indoktrynacji w sieci.
Ja jednak wiem, jak działa taka indoktrynacja. Znam psychologię marketingu. Wiem, jak idea może przekształcić się w wewnętrzną tęsknotę poprzez zwykłe powtarzanie i delikatną, często podprogową perswazję.
Wiem też, jak działa gniew, poczucie winy, a w konsekwencji nienawiść. Wiem, jak potrafi ona zmienić postrzeganie drugiego człowieka – jak naturalna więź międzyludzka zostaje zastąpiona całkowitym brakiem empatii. To proces zachodzący w mózgu, który nie wymaga żadnego zawinionego działania ze strony obiektu tej nienawiści.
Ten chłopak wie, że jesteśmy Żydami. Wie, że mamy rodzinę w Izraelu. I wie, gdzie mieszkamy.
Po raz pierwszy naprawdę boję się o nasze bezpieczeństwo. On jest w wieku, w którym szaleją hormony, a emocje bywają ekstremalne. Łatwo wtedy szukać pocieszenia w anonimowej przestrzeni internetu, gdzie ma się wrażenie, że ktoś w końcu słyszy tę całą gorycz wobec świata. Jest bezbronny, a istnieją ludzie gotowi, by to wykorzystać.
Dla nich jesteśmy łatwym celem.
Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie reaguję zbyt emocjonalnie. Czy wokół antysemityzmu nie robi się zbyt wiele szumu i czy nie jest on wykorzystywany jako broń w dyskusji. Ale potem patrzę na bezsensowne podpalenia karetek, które służyły wszystkim bez względu na pochodzenie, na dźganie nożem 76-letniego mężczyzny, na terroryzowanie rodzin żyjących swoim codziennym życiem – i przypominam sobie, że nie, to nie jest przesadna reakcja.
Niektórzy mówią mi, że te wszystkie ataki wynikają z sytuacji w Strefie Gazy.
Nie, nie wynikają.
Płakałam nad losem mieszkańców Gazy. Nie sądzę jednak, by ten chłopak to robił. Wiem, co czuje człowiek pochłonięty bólem spowodowanym taką tragedią i jak wtedy wchodzi w interakcje ze światem. Nie lubię wyciągać pochopnych wniosków, ale on wydaje się pochłonięty tym samym, co większość nastolatków: szkołą, sportem, grami i budzącą się seksualnością. Sprawy świata są dla nich drugorzędne.
Byłabym zdziwiona, gdyby ktokolwiek z tych, którzy wjeżdżali samochodem w ludzi przed synagogą, wyciągali noże czy podpalali karetki Hatzola, uronił choć jedną łzę nad mieszkańcami Gazy. Ludzie zdolni do głębokiego współczucia nie mordują niewinnych i nie niszczą mienia publicznego.
Przemoc wobec Żydów nie płynie z empatii wobec ofiar wojny. Wynika z poszukiwania łatwego, „uzasadnionego” celu dla własnego wewnętrznego chaosu. Żydzi po raz kolejny stali się takim celem, co dziś łatwo uargumentować, wskazując na zalew internetowych narracji. Historie te powielają tak odrażające obrazy jedynego państwa żydowskiego walczącego o przetrwanie, że w końcu ma nie pozostać nikt, kto kwestionowałby prawo Izraela do istnienia.
Wciąż jest nas wielu – zarówno Żydów, jak i nie-Żydów – którzy piętnują te kłamstwa. Jednak młodzi ludzie są znacznie łatwiejszym materiałem do manipulacji, zwłaszcza gdy noszą w sobie pokłady gniewu.
Kiedy w młodych ludziach narasta pragnienie przemocy, karmią je złożone emocje. Często zaczyna się od nienawiści do samego siebie, głębokiego niezadowolenia z życia i przekonania, że ktoś musi za to odpowiedzieć. Inne kampanie nienawiści – jak choćby ruch inceli – działają identycznie. Zmienia się tylko obiekt ataku i irracjonalne uzasadnienie.
Te kampanie nie są przypadkowe. One celują w konkretne osoby. Jak wyjaśnia artykuł w Vision of Humanity, ekstremistyczne sieci przemocy działają w sposób wyrachowany:
Wykrywają młodzież borykającą się z neuroróżnorodnością, zaburzeniami odżywiania, izolacją społeczną czy problemami rodzinnymi. Zasypują ich „bombą miłości” i wciągają do prywatnych czatów. Gdy w ciągu dni lub godzin zbudują więź zaufania, sprawcy zaczynają nimi manipulować, wymuszając samookaleczenia lub akty skrajnej przemocy.
Najbardziej przeraża mnie to, że ta radykalizacja nie odbywa się już w fizycznych gangach. Dzieje się po cichu, za parawanem ekranu, tuż pod naszym nosem.
Jeden żart. Krótki filmik. Sekcja komentarzy zalana symbolami, które przez powtarzalność przestają szokować. Indoktrynacja nie zaczyna się od hasła „nienawidź Żydów”. Zaczyna się od poczucia wyobcowania, upokorzenia i samotności. Od pragnienia przynależności i siły, której brakuje w świecie rzeczywistym. Resztę załatwia algorytm.
Algorytm potwierdza, że ich gniew jest słuszny, a wrogowie oczywiści. Media społecznościowe nie tylko odzwierciedlają emocje – one je wzmacniają i utwardzają w tożsamość. Jakie szanse ma nieszczęśliwy nastolatek w starciu z maszyną, która zna jego słabe punkty lepiej niż rodzice?
Podczas gdy dorośli spierają się o geopolitykę i semantykę, pod powierzchnią wyrasta pokolenie uczące się dehumanizacji. Nie tylko wobec Żydów – wobec wszystkich. Internet nauczył nas widzieć w innych awatary, na które można rzutować własne frustracje i fantazje o zemście.
Nienawiść nigdy nie kończy się na jednej grupie. Jeśli ktoś chce powodu, by nienawidzić Żydów, zawsze go znajdzie – internet handluje oburzeniem, ale rzadko współczuciem.
Historia uczy nas jednego: społeczeństwo, które pozwala na usprawiedliwianie nienawiści w jednym kontekście, nie zdoła jej powstrzymać w żadnym innym.
To właśnie niepokoi mnie najbardziej, gdy słyszę o dziecku rysującym swastyki w mojej spokojnej okolicy. Nie chodzi tylko o sam symbol, choć jest on potworny. Chodzi o to, jak bardzo stał się on dla młodych zwyczajny. Jak bardzo oderwał się od historii i człowieczeństwa. Gdy nienawiść staje się elementem estetyki, buntu czy humoru, niezwykle trudno jest odciągnąć od niej ludzi.
Młodzi ludzie z natury są zdolni do ogromnej empatii. Są jednak również wrażliwi, a w sieci zbyt wielu graczy postrzega tę wrażliwość nie jako coś do ochrony, lecz jako amunicję.
To powinno nas przerażać.
Nie wybieram życia w strachu, ale strach ma swój cel. Jest sygnałem, że niebezpieczeństwo jest realne. Że zawsze zaczynało się od Żydów, ale nigdy na nich nie kończyło.
Wciąż biję się z myślami, co zrobić z tym chłopcem. Porozmawiać ze szkołą? Z jego matką? Nie chcę pogorszyć sytuacji. Jednak ta praca – demaskowanie kampanii nienawiści w sieci – musi iść w parze z tym, co dzieje się lokalnie. Musimy spojrzeć na młodych ludzi w naszym otoczeniu i zrobić wszystko, by zawrócić ich z tej drogi.
Zaczyna się to od zapewnienia im zdrowego środowiska i bycia szczerym wobec samych siebie. Musimy dawać przykład: uczyć krytycznego myślenia i pokazywać, że życie jest złożone. Sami jesteśmy niedoskonali i potrzebujemy, by nasze błędy traktowano z życzliwością – tego samego potrzebują oni.
Naszym zadaniem nie jest posiadanie odpowiedzi na każde pytanie. Jeśli jednak zaczniemy dostrzegać w sobie nawzajem ludzi i traktować się z empatią, wypełnimy lukę, którą dziś próbują zagospodarować radykałowie. Możemy pokazać młodzieży, że warto być dobrym dla samego siebie i przestać szukać winnych własnych nieszczęść w niewłaściwych miejscach.
Jeśli nie zaczniemy teraz, może być już za późno.
O tym nastolatku rysującym swastyki…
Kategorie: Uncategorized

