Uncategorized

Cena pokoju, zapach wojny. Egipt i Jordania wobec Izraela

Solomon Tanenbaum

Przed podpisaniem porozumień Abrahama Izrael świętował ustabilizowanie sytuacji na swoich najważniejszych i najbardziej zapalnych granicach. Porozumienia z Camp David doprowadziły do uspokojenia sytuacji na południowej granicy państwa, a Egipt stał się pierwszym krajem arabskim, który uznał Izrael, rezygnując tym samym z pretekstu do prowadzenia niekończącej się wojny. Kolejnym krokiem dyplomatycznym, mającym na celu zabezpieczenie najdłuższej, wschodniej granicy Izraela, był traktat z Wadi Araba z Jordanią. Oba te porozumienia miały jednak wyraźnie transakcyjny charakter.

Ceną za utratę części terytorium i strategicznej głębi przez Izrael, a także za wewnętrzne spory wokół uznania Tel Awiwu przez Kair oraz utratę prestiżu Egiptu w świecie arabskim, był amerykański dolar. Z grubsza rzecz biorąc: za każde 3 dolary pomocy wojskowej otrzymanej przez Izrael, Egipt dostawał 2 dolary rocznie. Podobnie traktat z Wadi Araba był powiązany z natychmiastowym umorzeniem długu Królestwa Haszymidzkiego w wysokości 698,4 mln dolarów oraz z dalszym corocznym wsparciem, którego wartość wynosi dziś miliardy.

Od czasu zawarcia pokoju Egipt otrzymuje co roku miliardy dolarów na zbrojenia, szkolenia i wsparcie w proporcji 2:3 w stosunku do Izraela. Jednak w przeciwieństwie do Izraela, Egipt zainwestował znaczną część tej pomocy we własne zdolności produkcyjne, tworząc krajowe fabryki zbrojeniowe we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, Francją, Niemcami, Rosją i innymi państwami. Pomoc ta stanowi mechanizm, dzięki któremu reżim w Kairze utrzymuje kontrolę wewnętrzną, jednocześnie powstrzymując kraj przed otwartą konfrontacją.

Podczas ostatniego konfliktu stało się jasne, że Izrael musi uniezależnić się od amerykańskiej pomocy, która w oczach Jerozolimy okazała się bardziej ograniczeniem niż realnym wsparciem. Premier Netanjahu wyraźnie określił niedawno cel, jakim jest całkowite wycofanie się z amerykańskiej pomocy wojskowej w ciągu dekady. Po drugiej stronie Atlantyku rosnąca niechęć do Izraela wśród amerykańskiej młodzieży staje się powoli kwestią ponadpartyjną. Wydaje się oczywiste, że w przyszłości zarówno Partia Demokratyczna, jak i Republikańska będą dążyć do zakończenia programów pomocowych.

Obecny układ sił na Bliskim Wschodzie spaja jednak amerykański dolar. Traktaty pokojowe opierają się w większym stopniu na finansowaniu z Waszyngtonu niż na wzajemnym zaufaniu czy przyjaźni między narodami. Gdy pomoc USA zostanie wycofana z regionu – czy to w wyniku zmian politycznych, czy strategicznego odwrotu Ameryki – cała równowaga regionalna ulegnie zachwianiu.

Wraz z odpływem dolarów znikną finansowe, polityczne i odstraszające bodźce do przestrzegania umów. Granice, które dotychczas uważano za politycznie „spokojne”, ponownie staną się zapalne.

Egipt dzisiaj

W wymiarze wewnętrznym Egipt od dekady boryka się z głębokim kryzysem gospodarczym. Codzienność charakteryzuje galopująca inflacja oraz wysoki wskaźnik ubóstwa. Krajem rządzi junta wojskowa, która nie cieszy się popularnością wśród obywateli – ci z kolei konsekwentnie wykazują silne poparcie i sympatię dla Bractwa Muzułmańskiego. Pomimo problemów gospodarczych Egipt pozostaje potęgą militarną dysponującą nowoczesną armią. W obliczu upadającej gospodarki i silnych struktur siłowych reżim w Kairze przypomina bardziej „armię posiadającą państwo” niż „państwo posiadające armię”.

Kair dał już do zrozumienia, że postrzega pokój jako warunkowe przestrzeganie procedur, a nie jako trwałe zobowiązanie. Od 7 października Egipt nadzoruje masową koncentrację wojsk na Synaju, znacznie przekraczającą limity dozwolone w porozumieniach z Camp David. Strefa C Synaju, biegnąca wzdłuż granicy z Izraelem, zgodnie z traktatem może być patrolowana wyłącznie przez siły policyjne. Obecnie stacjonują tam jednak całe dywizje czołgów, artyleria oraz lotnictwo.

W następstwie uznania Somalilandu przez Izrael, Egipt zaczął gwałtownie zacieśniać stosunki z Somalią. Krok ten powszechnie zinterpretowano jako próbę zneutralizowania wpływów Izraela u ujścia Morza Czerwonego oraz chęć przejęcia kontroli nad strategicznym korytarzem Bab al-Mandab.

Państwo Jordania

Gospodarka Jordanii znajduje się na skraju bankructwa. Zaopatrzenie kraju w wodę jest faktycznie kontrolowane przez Izrael, a krajowa produkcja rolna nie zaspokaja potrzeb ludności. Amman nie dysponuje surowcami naturalnymi, które mogłyby napędzić lokalny przemysł, a w ostatnich latach kraj stał się regionalnym centrum dla uchodźców. Wysokie bezrobocie sprawia, że Jordania jest dziś całkowicie zależna od zagranicznych zapomóg i przekazów pieniężnych od diaspory.

Większość społeczeństwa jordańskiego sympatyzuje z Bractwem Muzułmańskim. Przed wprowadzeniem zakazu działalności, ugrupowanie to tworzyło największą partię w jordańskim parlamencie. Członkowie parlamentu regularnie potępiają Izrael, a część byłych deputowanych przyłapano nawet na przemycie broni do Judei i Samarii (na Zachodni Brzeg). Zdecydowana większość populacji to nominalnie Palestyńczycy, a delegalizacja struktur Bractwa Muzułmańskiego jedynie nasiliła podziemną mobilizację islamistów i ich działalność propagandową.

Jordański poseł Imad al-Adwan, aresztowany z 200 sztukami broni oraz sztabkami złota

Na początku wojny rozpoczętej 7 października w Jordanii doszło do masowych demonstracji przygranicznych, podczas których obywatele domagali się otwartej konfrontacji z Izraelem. Skala protestów zmusiła armię jordańską do wyjścia na granicę – król musiał postawić wojsko twarzą w twarz z własnymi obywatelami, by powstrzymać ich przed szturmem. Mimo to monarcha powtórzył, że gdyby Palestyńczycy zostali masowo wydaleni ze Strefy Gazy, Jordania musiałaby wypowiedzieć Izraelowi wojnę, bez względu na obowiązujący traktat pokojowy.

Powstający blok sunnicki – dlaczego Egipt i Jordania są z niego wykluczone

Od czasu izraelskich ataków na Iran, postrzegane zagrożenie ze strony Teheranu w świecie sunnickim znacznie zmalało. Nie widząc już w Iranie bezpośredniego wroga dla swoich interesów, regionalne mocarstwa sunnickie zwracają uwagę na Izrael. Co najważniejsze, zawiązał się nowy, nieoficjalny sojusz wojskowy między Turcją, Arabią Saudyjską i Pakistanem. Dzięki parasolowi nuklearnemu Islamabadu, petrodolarom Rijadu oraz potencjałowi militarno-przemysłowemu Ankary, blok ten staje się potężnym graczem.

Poza pragmatycznym realizmem, sojusz ten niesie za sobą cele ideologiczne i prestiżowe. Wzmacnia on pozycję międzynarodową Pakistanu dając mu przewagę geopolityczną nad Indiami. Dla Turcji i Arabii Saudyjskiej jest to z kolei walka o miano niekwestionowanego lidera świata islamskiego – Rijad realizuje te ambicje jako strażnik świętych miejsc islamu, a Ankara przez pryzmat swoich neoosmańskich aspiracji.

W przeszłości do tej roli pretendował także Egipt. Dziś Kair aktywnie rywalizuje z wpływami tureckimi w Libii oraz w Rogu Afryki. Choć egipska armia mogłaby być silnym atutem takiego bloku, to katastrofalny stan gospodarki zmusiłby Kair do wejścia w to porozumienie z pozycji słabszego, „młodszego” partnera. To oznaczałoby ostateczne pogrzebanie egipskich roszczeń do przywództwa w świecie arabskim. Z kolei Jordania, nie oferując nowemu blokowi żadnych korzyści gospodarczych ani militarnych, została z niego całkowicie zmarginalizowana.

Kolejny powód wykluczenia Jordanii wiąże się z projektem korytarza transportowego IMEC (Indie-Bliski Wschód-Europa). Pierwotny plan zakładał trasę z ZEA przez Arabię Saudyjską i Jordanię do Izraela. Ankara zaproponowała jednak alternatywny szlak, biegnący przez Irak do Turcji, który całkowicie omija Izrael i Jordanię, monopolizując handel między Wschodem a Zachodem na korzyść Turcji. W tej sytuacji ewentualna konfrontacja z Izraelem zaczyna jawić się Kairowi i Ammanowi jako coraz bardziej opłacalna karta przetargowa.

Zbieżność interesów

Dotychczas niepisana zasada głosiła, że jeśli Egipt lub Jordania zaatakują Izrael, stracą amerykańskie fundusze, na których opierają się ich budżety. Jednak w obliczu zmian politycznych w Waszyngtonie i Jerozolimie, oba te kraje dostrzegają sygnały, że Ameryka i tak zamierza ograniczyć swoje zaangażowanie.

Nasuwa się więc pytanie: jeśli Izrael przestanie być strategicznym priorytetem finansowym dla USA, czy Waszyngton rzeczywiście ukarze Egipt i Jordanię odcięciem funduszy za eskalację konfliktu? A nawet jeśli tak się stanie, Kair zabezpieczył swoje zdolności obronne. Egipt przez lata inwestował w krajową produkcję sprzętu i amunicji, gromadząc zapasy na takim poziomie, że nagłe wstrzymanie amerykańskich dostaw nie wpłynęłyby natychmiast na jego zdolności prowadzenia wojny.

Oba reżimy borykają się z silną presją wewnętrzną ze strony radykalnych islamistów. Przejęcie inicjatywy w konflikcie z Izraelem pozwoliłoby dyktaturom zyskać poparcie większości społeczeństwa, w tym sympatyków Bractwa Muzułmańskiego. Co więcej, w przypadku załamania wewnętrznego i ryzyka przewrotu wojskowego, nowe, niedoświadczone władze tych państw mogłyby bezrefleksyjnie dołączyć do bloku turecko-saudyjsko-pakistańskiego jako podwładni. Aby tego uniknąć, obecne rządy w Kairze i Ammanie mogą zdecydować się na kontrolowaną eskalację z Izraelem, zanim blok sunnicki stanie się wobec nich otwarcie wrogi. Taki ruch przywróciłby obu krajom status kluczowych rozgrywających w regionie i ustabilizowałby zagrożone reżimy.

Pod względem geograficznym, wspólne uderzenie Egiptu i Jordanii stanowiłoby ogromne zagrożenie. Oba kraje bezpośrednio graniczą z Izraelem. Egipt zdążył już zmilitaryzować Synaj, a Jordania kontroluje najdłuższą linię frontu na wschodzie. Razem tworzą one naturalne kleszcze, zdolne do jednoczesnego uderzenia na strategiczne punkty Izraela w Judei i Samarii oraz na jego słabo zaludnione, południowe flanki na pustyni Negew.

W momencie, gdy amerykańskie subsydia dla Izraela wygasną, polityka Waszyngtonu oparta dotychczas na „kiju i marchewce” wobec państw arabskich straci swój element dyscyplinujący (kij), pozostawiając jedynie bezużyteczne bodźce finansowe.

Izrael idzie naprzód

Pokój, którym Izrael cieszy się dziś z Egiptem i Jordanią, nie opiera się na wspólnoty wartości czy ideologii – to czysty biznes. Gdy zabraknie amerykańskiego finansowania, znikną fundamenty tego porozumienia. Kryzysy wewnętrzne w Egipcie i Jordanii czynią te państwa skrajnie nieprzewidywalnymi, a wojna z Izraelem staje się dla tamtejszych elit wygodnym zaworem bezpieczeństwa.

Oba te kraje wysłały już jasne sygnały ostrzegawcze. Na Bliskim Wschodzie rodzi się nowy układ sił, napędzany desperacją wykluczonych i ambicjami nowo powstałych potęg.

W ciągu najbliższych 10 lat Izrael musi – wzorem Egiptu – radykalnie zwiększyć własne, niezależne moce produkcyjne w zakresie amunicji i technologii wojskowych. Jednocześnie Jerozolima powinna mocniej zabezpieczyć swoje interesy i obecność w Somalilandzie, aby uniemożliwić Kairowi bądź Ankarze ewentualną blokadę morską na Morzu Czerwonym.

Cena pokoju, zapach wojny. Egipt i Jordania wobec Izraela

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.