Uncategorized

Nie jestem żadną antypolką – prof. Sabina Bober o pamięci o Żydach, badaniach nad Holokaustem i fali hejtu

Prof. Sabina Bober

Prof. Sabina Bober – dr hab. nauk historycznych, wykładowczyni Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego od 2004 roku, badaczka dziejów zagłady Żydów na terenie okupowanej Polski, ze szczególnym uwzględnieniem Lubelszczyzny. Do niedawna kierowała Pracownią Studiów nad Holokaustem Żydów Polskich i Europejskich. Była również kierowniczką Oddziału Upamiętniania Miejsc Martyrologii w Urzędzie Marszałkowskim w Lublinie, który  został zlikwidowany przez marszałka w czerwcu tego roku.

Piotr Piwowarczyk: Pani Profesor, proszę powiedzieć, czym do niedawna zajmowała się Pani naukowo na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim?

Prof. Sabina Bober: Od trzydziestu lat zbieram materiały dotyczące zagłady Żydów. Jestem również pomysłodawczynią oddolnej inicjatywy, której celem jest upamiętnianie ofiar przez szkoły i samorządy na terenie województwa lubelskiego, a także przypominanie o obecności społeczności żydowskiej na Lubelszczyźnie.

Po ośmiu latach mojej pracy istnieje już ponad pięćdziesiąt takich miejsc pamięci.

Piotr PiwowarczykByła Pani również kierowniczką Pracowni Studiów nad Holokaustem Żydów Polskich i Europejskich na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Czym zajmowała się ta jednostka?

Prof. Sabina Bober: Pracownia zajmowała się gromadzeniem materiałów dotyczących zagłady Żydów, a także upamiętnianiem społeczności żydowskiej. W ramach jej działalności powstało wiele artykułów naukowych oraz dwie książki: Pamięć jest naszym obowiązkiem. Upamiętnianie Żydów na terenie województwa lubelskiego oraz wydana w języku angielskim Jewish Self-Defence in the Shadow of the Holocaust.

Trzeba pamiętać, że na terenie Lublina i Lubelszczyzny rozegrała się akcja Reinhardt — operacja zagłady Żydów na skalę przemysłową — i tutaj również się zakończyła.

Piotr PiwowarczykRozumiem, że Pani praca naukowa koncentrowała się na badaniu Holokaustu i losów Żydów jako ofiar niemieckiej okupacji?

Prof. Sabina Bober: Tak. O ile większe miejscowości, takie jak Chełm, Zamość czy Lublin, zostały już upamiętnione, o tyle w mniejszych miejscowościach, gdzie również żyła bardzo liczna społeczność żydowska — na przykład w Uchaniach — często nie było żadnej wzmianki o jej istnieniu.

Starałam się więc docierać do różnych osób: wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Zabiegałam między innymi o uporządkowanie zaniedbanych cmentarzy, aby w ten sposób oddać hołd członkom tych społeczności.

Oprócz kierowania jednoosobową Pracownią Studiów nad Holokaustem Żydów Polskich i Europejskich byłam również kierowniczką Oddziału Upamiętniania Miejsc Martyrologii w Urzędzie Marszałkowskim. Była to działalność prowadzona na terenie całego województwa.

Upamiętnialiśmy nieistniejące już społeczności, między innymi poprzez ustawianie wykonanych z brązu tablic pamiątkowych. Widnieją na nich napisy, takie jak: „Pamięci Żydów z Lublina zamordowanych przez Niemców podczas akcji Reinhardt”.

Piotr Piwowarczyk: Ile takich tablic udało się dotychczas umieścić na terenie województwa lubelskiego i w samym Lublinie?

Prof. Sabina Bober: Chciałam, aby tablice powstały w każdej miejscowości, w której przed wojną żyli Żydzi. Do tej pory udało się odsłonić około osiemdziesięciu takich tablic. Pozostało jeszcze około trzydziestu miejscowości, w których nie ma żadnego śladu przypominającego o tym, że żyła tam kiedyś społeczność żydowska.

Piotr Piwowarczyk: Skąd wzięło się u Pani zainteresowanie tematyką Shoah? To dość niezwykłe, aby badaczka pracująca na katolickiej uczelni związała swoją działalność naukową właśnie z tym tematem.

Prof. Sabina Bober: Czasami sama zastanawiam się, dlaczego podjęłam się tego tematu. Wszyscy mówili mi, że aby zajmować się naukowo Żydami w Lublinie, trzeba być szaleńcem.

Myślę, że w dużej mierze wpłynęło na to moje wychowanie. Szczególnie ważna była moja mama, która uwrażliwiła mnie na kwestię pamięci o zmarłych. Zabierała mnie na cmentarz i kazała sprzątać groby obcych ludzi. Zastanawiałam się, dlaczego mam to robić, skoro nie leżą tam członkowie naszej rodziny. Mama tłumaczyła mi wtedy, że spoczywa tam człowiek i że po śmierci należy mu się szacunek.

Znaczenie miały również opowieści mojego ojca, który zmarł, gdy miałam czternaście lat. Pamiętam historię, którą mi opowiadał. Kiedy był nastolatkiem i trwała likwidacja getta w Przemyślu, do jego domu przyszło żydowskie małżeństwo.

Ludzie ci rzucili się na podłogę i powiedzieli, że już stąd nie wyjdą. Byli głodni, zmęczeni i nie mieli siły dalej walczyć o życie. Wtedy moja babcia, a matka ojca, zajęła się nimi: nakarmiła ich, dała im ubrania i pozwoliła zostać do czasu, aż odzyskają siły. Nie wiadomo, co się z nimi później stało. Jednak to, co opowiedzieli mojemu ojcu o swoich przeżyciach, pozostało w jego pamięci do końca życia.

Później, ani w szkole podstawowej, ani w średniej, nie uczono nas właściwie o Żydach. Wiedzieliśmy, że była wojna, że zginęły miliony ludzi i że istniały obozy koncentracyjne, ale w tym kontekście niewiele mówiono o zagładzie Żydów.

Kiedy przyjechałam na studia do Lublina, bardzo chciałam zobaczyć obozy zagłady. Pierwszym miejscem, które odwiedziłam, był Sobibór. Przyjechałam tam w rocznicę powstania, w dniu, w którym odbywały się uroczystości. Uczestniczyli w nich między innymi ocaleni z powstania oraz ortodoksyjni Żydzi ubrani w chałaty.

Jeden z nich podszedł do mnie i zapytał, czy miałam w tym miejscu rodzinę, która zginęła. Odpowiedziałam, że nie. Zaczęliśmy rozmawiać. W pewnym momencie zapytał, czy pojadę z nimi do Izbicy. Zgodziłam się, a on powiedział: „Chodź, pokażę ci moją Izbicę”.

Od tego zdania zaczyna się moja książka poświęcona samoobronie Żydów. Pojechałam z nimi do Izbicy i dopiero tam zrozumiałam, dlaczego Żydzi często nie mogli uciec z gett. Mój rozmówca zapytał mnie wtedy: „Dlaczego nie interesuje was to, że walczyliśmy? Przecież nie szliśmy umierać jak barany na rzeź”.

Postanowiłam to zbadać. Byłam wówczas studentką pierwszego roku i nie wiedziałam jeszcze, jak się do tego zabrać. Po studiach, kiedy zaczęłam pracować na uczelni, zauważyłam, że nie ma zbyt dużej chęci do współpracy przy tym temacie.

W Lublinie znajdują się przecież Majdanek, Sobibór, Bełżec i Ośrodek „Brama Grodzka — Teatr NN”, ale żadna z tych instytucji nie była początkowo zainteresowana wspólną działalnością. Dopiero osiem lat temu udało mi się zorganizować w mieście obchody Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu.

Myślę, że zaczęłam w pewien sposób przecierać szlaki. Mam wrażenie, że byłam jednym z pierwszych, a może również jednym z ostatnich, badaczy konsekwentnie zajmujących się tą sprawą.

Piotr Piwowarczyk: Mówi Pani o swojej pracy w czasie przeszłym. Czy wydarzyło się ostatnio coś, co wpłynęło na możliwość kontynuowania tych projektów na Uniwersytecie i w Urzędzie Marszałkowskim?

Prof. Sabina Bober: 31 stycznia tego roku moja działalność została uhonorowana najwyższym odznaczeniem województwa lubelskiego. Otrzymałam tytuł „Ambasadora Województwa Lubelskiego” za upamiętnianie społeczności żydowskiej.

Tytuł przyznała kapituła, na której czele stoi marszałek województwa, a w jej skład wchodzą między innymi wicemarszałkowie oraz przedstawiciele mediów z Lubelszczyzny.

Piotr Piwowarczyk: Mówi Pani o marszałku Jarosławie Stawiarskim?

Prof. Sabina Bober: Tak. Następnego dnia rano zobaczyłam, że w internecie pojawiła się fala komentarzy. Rafał Mekler, działacz Konfederacji z województwa lubelskiego, rozpoczął przeciwko mnie kampanię krytyki. Każdego dnia publikował kilka materiałów na mój temat.

Piotr Piwowarczyk: Jakie stawiano Pani zarzuty?

Prof. Sabina Bober: Zarzucano mi, że jestem anty-Polką, ponieważ piszę o Holokauście i martyrologii Żydów, a powinnam mówić wyłącznie o Polakach ratujących Żydów. Twierdzono również, że nie powinnam mówić o przypadkach krzywdzenia Żydów przez Polaków, o których także pisałam otwarcie.

Później moje wypowiedzi wyrwane z kontekstu zaczęto rozpowszechniać w mediach społecznościowych i rozpoczęła się fala hejtu. Z czasem dołączyli do niej kolejni politycy i działacze, między innymi pan Zduńczyk z Janowa Lubelskiego oraz poseł Tumanowicz. Ostatecznie włączył się w to również pan Przemysław Czarnek.

Piotr Piwowarczyk: Mówi Pani o Przemysławie Czarnku, kandydacie Prawa i Sprawiedliwości na premiera oraz swoim koledze z uczelni?

Prof. Sabina Bober: Pracujemy na tej samej uczelni. Wspomniane osoby skierowały do marszałka, jako przewodniczącego kapituły, pismo z wnioskiem o odebranie mi tytułu Ambasadora Województwa Lubelskiego.

Piotr Piwowarczyk: Czy odebrano Pani ten tytuł?

Prof. Sabina Bober: Formalnie nie. Jednak w praktyce czuję, że już go nie mam, ponieważ zlikwidowano pracownię, której byłam jednoosobową kierowniczką.

Marszałek zorganizował konferencję prasową, podczas której odmówił odebrania mi tytułu i powiedział, że decyzja o jego przyznaniu była słuszna. Ataki w internecie jednak nie ustawały. Dołączyły do nich także lokalne media. Pojawiały się publikacje, że powinnam upamiętniać Polaków, a nie Żydów.

Piotr Piwowarczyk: Dlaczego, Pani zdaniem, badanie Zagłady i upamiętnianie jej ofiar przez wiele osób postrzegane jest jako działalność antypolska?

Prof. Sabina Bober: Niestety, nie wzięło się to znikąd. W pewnych środowiskach antysemityzm był obecny od dawna, choć pozostawał raczej przytłumiony. Po 7 października 2023 roku i rozpoczęciu wojny w Strefie Gazy niektóre osoby, które wcześniej — mówiąc delikatnie — nie darzyły Żydów sympatią, wykorzystały politykę rządu izraelskiego do atakowania Żydów jako całej grupy, a nawet do podważania pamięci o nich.

Uważam to za całkowicie irracjonalne.

1 lipca zostałam poinformowana przez rektora, ks. prof. Mirosława Kalinowskiego, że centrum, którym kierowałam od czasu uzyskania habilitacji, zostaje zlikwidowane. Rektor powołał do życia finansowane przez Ministerstwo centrum im. Herschela, a moje zadania miały zostać wygaszone.

Z powstaniem tej placówki również wiązała się interesująca historia. Ówczesny prorektor nie zgodził się na utworzenie jednostki, której nazwa zawierałaby słowo „Holokaust”. W ten sposób powstała Pracownia Dziejów Mniejszości Narodowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Nigdy nie zajmowałam się badaniem wszystkich mniejszości narodowych — poza społecznością żydowską — ale otrzymałam informację, że w nazwie pracowni nie może pojawić się słowo „Żyd”. Po kilku latach, kiedy rozpoczęłam współpracę z marszałkiem województwa, doprowadziłam do zmiany nazwy pracowni. Zgłaszali się do mnie ludzie z propozycjami opracowania tematów dotyczących różnych mniejszości, a nie był to obszar mojej specjalizacji.

Ostatecznie rektor wyraził zgodę na zmianę nazwy jednostki.

Piotr Piwowarczyk: Czy Pani sprawa została umiędzynarodowiona? Czy otrzymała Pani wsparcie z zagranicy?

Prof. Sabina Bober: W Polsce nie otrzymuję obecnie praktycznie żadnego wsparcia. Część mediów przedstawia moją działalność jako wspieranie Izraela, podczas gdy ja upamiętniam obywateli polskich żydowskiego pochodzenia. Uważam takie przedstawianie sprawy za absurdalne.

Otrzymałam natomiast pewne wsparcie z zagranicy, między innymi od Centrum Szymona Wiesenthala w Paryżu. Niedawno bardzo mocne stanowisko zajęła również organizacja B’nai Brith. Wiceprezydent tej międzynarodowej organizacji żydowskiej skierował w mojej sprawie pismo do rektora, a także do wielkiego kanclerza KUL abp. Stanisława Budzika oraz kard. Grzegorza Rysia, odpowiedzialnego z ramienia Episkopatu Polski za dialog polsko-żydowski.

Piotr Piwowarczyk: Czy liczy Pani na odzyskanie swojej pracowni?

Prof. Sabina Bober: Mam taką nadzieję. Rozumiem, że stałam się ofiarą doraźnej gry politycznej i nacisków wywieranych na rektora. Liczę na zmianę tej decyzji.

Piotr Piwowarczyk: Czego oczekuje Pani od polskiej społeczności emigracyjnej w Kanadzie? Czy można Pani w jakiś sposób pomóc?

Prof. Sabina Bober: Jeżeli byłaby taka możliwość, oczekiwałabym słów wsparcia skierowanych do władz KUL oraz do marszałka Jarosława Stawiarskiego.

Uważam, że swoją pracą badawczą promuję Polskę za granicą. Z jednej strony upamiętniam ofiary, o które nikt wcześniej się nie upomniał, a z drugiej — poprzez tę działalność staram się przełamywać funkcjonujący za granicą stereotyp Polaka-antysemity. Nie jestem żadną anty-Polką.

Nie jestem żadną antypolką – prof. Sabina Bober o pamięci o Żydach, badaniach nad Holokaustem i fali hejtu


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.