Uncategorized

Pogrzeb stulecia

Karen Hunt

Zapomniano już o irańskich dysydentach, torturowanych i wieszanych publicznie na dźwigach. Irańczycy jednoczą się, by czcić swojego Najwyższego Przywódcę i skandować hasła o „śmierci Ameryce i Izraelu”, podczas gdy część Amerykanów głośno ich w tym wspiera.

Nie znoszę Glenna Greenwalda, ale ma rację w jednej kwestii dotyczącej tego pogrzebu.

Amerykanom wmówiono, że Irańczycy wyrażą wdzięczność za amerykańskie i izraelskie bombardowania, witając nas z otwartymi ramionami jako wyzwolicieli. To się nigdy nie wydarzyło. Zamiast tego Irańczycy wyszli na ulice, by opłakiwać śmierć swojego Najwyższego Przywódcy, ajatollaha Chameneiego. A ponieważ Amerykanów indoktrynuje się w duchu zasady „im większe, tym lepsze”, wielu z nich patrzy na te tłumy i zaczyna wątpić we własne racje: „Spójrzcie na to oddanie. Może oni mają rację? Przecież naprawdę wierzą w swoją religię i kochają swoich przywódców”.

My – z pewnością nie.

Jesteśmy zagubieni, wewnętrznie puści i spragnieni czegoś, w co moglibyśmy uwierzyć. To efekt lat podważania naszych fundamentów przez marksistowskich profesorów na uniwersytetach, media, polityków, a nawet kościoły, które głoszą dziś kult bezkrytycznej akceptacji wszystkiego i wszystkich.

Mam na pieńku z czołowymi postaciami ruchu Nowego Ateizmu, jak Sam Harris czy Richard Dawkins, którzy zyskali popularność w pierwszej dekadzie XXI wieku. Ci dwaj mężczyźni w znacznym stopniu przyczynili się do upadku chrześcijaństwa na Zachodzie i najwyraźniej są z tego dumni. Dawkins twierdził, że czerpanie kompasu moralnego z religii jest „okropne”, a Harris z pogardą odnosił się do chrześcijaństwa, sugerując, że Biblia to tylko „dzieło ludzi pokrytych piaskiem”.

A jednak teraz obaj nazywają siebie „chrześcijanami kulturowymi”, uświadamiając sobie (ups!), że chrześcijańskie wartości mogą mieć znaczenie, zwłaszcza w zderzeniu z radykalnym islamem. Dawkins przyznaje: „Pod względem kulturowym jesteśmy krajem chrześcijańskim”, choć natychmiast zastrzega, że sam nie jest „wierzący”. Oczekuje się od nas, że uznamy to za sensowny argument.

Tacy intelektualiści nigdy nie zrozumieli, że prawdziwe chrześcijaństwo nie ma nic wspólnego z wojnami religijnymi czy politycznymi postaciami, które dziś mianują się „chrześcijanami”, jak Tucker Carlson. Chrześcijaństwo to przede wszystkim NAUKA JEZUSA. Jezus był albo kłamcą, albo szaleńcem, albo tym, za kogo się podawał – Synem Bożym.

Ludzie pokroju Harrisa i Dawkinsa zrobili wiele, by zniszczyć wiarę w Jezusa, atakując religię w jej ludzkim wymiarze. Nie przewidzieli jednak, że gdy ludzie stracą wiarę, w próżnię wskoczy coś innego – w tym przypadku hybryda komunizmu, islamizmu i nazizmu. Harris i Dawkins wzruszają teraz ramionami, udając, że nie mają z tą katastrofą nic wspólnego. Nadal upierają się przy swoim autorytecie, wycofując się z wcześniejszych tez i zupełnie nie rozumiejąc zachodzących procesów.

Chrześcijaństwa nie można po prostu „narzucić na ramiona” jako fasady. Przy pierwszej próbie spadnie, a pusta dusza pozostanie. Tylko głęboka wiara może stawić czoła złu. Skoro jednak ludzie tacy jak Harris czy Dawkins nie wierzą w Boga, szatana, dobro ani zło, to dlaczego w ogóle mieliby się tym przejmować? Z ich perspektywy nie ma znaczenia, czy podążamy za Mahometem, czy za Jezusem.

Właśnie tak rozumuje grupa amerykańskich influencerów o skrajnych poglądach – być może również zainfekowana myślą Harrisa i Dawkinsa. Islam jest dla nich tak samo dobry jak każda inna ideologia, o ile przynosi sławę i pieniądze. Dlatego tak szybko popędzili do Teheranu, by relacjonować pogrzeb.

Jednym z nich jest Patrick Henningsen. Byliśmy kiedyś przyjaciółmi, poznaliśmy się w czasie pandemii. Był gospodarzem podcastu „21Wire” i pomógł mi nawiązać kontakty z wieloma osobami walczącymi z lockdownami i nakazami noszenia masek. Myślałam, że jesteśmy po tej samej stronie.

A potem nadszedł 7 października. Covid poszedł w zapomnienie. Nagle wszyscy moi dawni sojusznicy zaczęli wylewać nienawiść wobec Izraela i syjonistów. To był koniec naszej współpracy. Patrick Henningsen jest teraz w swoim żywiole, budując zasięgi na antyizraelskiej retoryce. Oto jak relacjonuje pogrzeb Chameneiego:

PASJA I PIELGRZYMKA: IRAŃCZYCY JEDNOCZĄ SIĘ, BY UHONOROWAĆ SWOJEGO NAJWYŻSZEGO PRZYWÓDCĘ

Poczuj jedność narodu pogrążonego w żałobie… Ten materiał oddaje ogromną frekwencję i emocjonalną atmosferę podczas uroczystości na Grand Masala…

Warto wspomnieć o innych „pożytecznych idiotach” obecnych na miejscu. Podczas uroczystości poeta reżimu, Mohammad Rasouli, otwarcie wzywał przez głośniki do zamachu na Donalda Trumpa. Czy to nas dziwi? To brzmi dokładnie tak samo, jak hasła słyszane na amerykańskich ulicach i kampusach od 7 października 2023 roku. Irańczycy wywiesili gigantyczną kukłę Trumpa z zakrwawionymi dłońmi, a protestujący skandowali „Śmierć Ameryce”. To samo mogłoby się wydarzyć w Nowym Jorku; sceny te nie są nam obce.

Wśród obecnych znaleźli się również Hasan Piker i Max Blumenthal. Nazywają Stany Zjednoczone największą tyranią świata, a mimo to czują się bezpiecznie – nie boją się, że zostaną uwięzieni czy torturowani za wzywanie do upadku własnego kraju. Nie zająknęli się ani słowem o dziesiątkach tysięcy Irańczyków, którzy w ostatnich miesiącach byli represjonowani za sprzeciw wobec reżimu.

Główną nagrodę za hipokryzję otrzymuje jednak Calla Walsh, założycielka Palestine Action US, która nazwała ajatollaha Chameneiego „największym przywódcą antyimperialistycznym w swoim życiu”. Walsh dorastała w zamożnym Cambridge, jest córką wpływowych akademików – to idealny produkt systemu edukacji, który uczy młodzież nienawiści do własnej ojczyzny. W wygłoszonej tam przemowie dziękowała reżimowi za gościnność i wzywała do walki z „syjonizmem i imperializmem”.

Jej zachowanie budzi niepokój. Przeplata przemówienie komunistycznymi frazesami rodem z najgorszych reżimów: „chwała męczennikom”, „chwała osi oporu”. Wypowiada hasła o śmierci Ameryce nawet po arabsku. Wygląda przy tym jak cyborg – bez emocji, jakby mogła stać z boku i przyglądać się torturom z całkowitą obojętnością.

Ci uprzywilejowani Amerykanie nie mają pojęcia o prawdziwym cierpieniu. Chwalą potwory, ignorując odważnych młodych Irańczyków, którzy ryzykują życie za prawo do wyrażania własnych opinii. Czuję się, jakbym utknęła w domu strachów, w którym rzeczywistość jest wypaczona, a granice między prawdą a fałszem zatarte.

Aby przypomnieć sobie, kim naprawdę są dzielni młodzi Irańczycy, warto posłuchać Meli Imani śpiewającej „Khodafez” (Żegnaj) na ulicach Teheranu podczas styczniowych protestów. W tle słychać zbliżającą się „policję obyczajową”. W Iranie publiczne śpiewanie przez kobiety jest zakazane.

Pogrzeb stulecia


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.