Uncategorized

Wrogom Izraela wybacza się, zanim ofiary zostaną pochowane

Nachum Kaplan

.Świat pamięta każde wykroczenie Izraela, zapominając o każdym żydowskim grobie

Izraelski minister może wypowiedzieć lekkomyślne zdanie, a zostanie ono na zawsze zakonserwowane w dyplomatycznym bursztynie. Izraelski żołnierz może popełnić błąd, a nagranie z tego incydentu będzie przez lata odtwarzane jako dowód zdeprawowania całego narodu. Operacja wojskowa może nie powieść się w mgle wojny, a jednak stanie się punktem odniesienia w każdym kolejnym konflikcie – wyrwana z kontekstu, wyolbrzymiona do rangi doktryny i przedstawiana jako „prawdziwe oblicze” Izraela.

Wrogowie Izraela cieszą się znacznie łagodniejszym traktowaniem; ich okrucieństwa mają krótki termin przydatności. Masakra bywa przerażająca do śniadania, w porze lunchu staje się „skomplikowana”, a przed kolacją zostaje już „osadzona w szerszym kontekście”. Kwestia zakładników znika z publicznej dyskusji. Zarzuty o gwałty podlegają rygorystycznym standardom dowodowym, których nie stosuje się wobec żadnych innych ofiar. Rakiety stają się szumem w tle, tunele terrorystyczne – „infrastrukturą”, a zamordowani cywile – statystyką. Sprawcy zyskują natomiast atrybut krzywdy, osobistą historię, aspiracje polityczne i cały arsenał współczujących przymiotników.

Izrael otrzymuje akt oskarżenia, podczas gdy jego wrogowie – „historię przypadku”.

To oburzająca cecha dzisiejszego dyskursu. Ludzie, którzy nigdy nie wybaczają Izraelowi, są nieustannie gotowi wybaczyć tym, którzy go atakują. Niewłaściwe postępowanie Izraela – rzeczywiste lub wyimaginowane – traktowane jest jako „ujawnienie”. Postępowanie Hamasu, Hezbollahu, Iranu i innych ruchów dążących do zniszczenia Izraela traktowane jest jako „reakcja”. Jedna strona działa, druga jest przedmiotem działania. Izrael posiada zdolność sprawczą, więc jest winny. Jego wrogowie mają powody do żalu, więc mają wymówki i uzasadnienie. Rezultatem jest system moralny zaprojektowany tak, by to tylko jedna strona mogła zgromadzić dług.

Od Izraela oczekuje się encyklopedycznej wiedzy o palestyńskiej krzywdzie: wysiedleniach, blokadach, upokorzeniach i bezpaństwowości. Każda decyzja Izraela musi być rozważana przez pryzmat pokoleń cierpienia. Tymczasem zamordowani Izraelczycy traktowani są jako historycznie nieistotni. Ich śmierć nie wpływa na równowagę moralną, nie nadaje Izraelowi prawa do podejrzliwości ani nie uzasadnia strategicznych wniosków. Z pewnością nie może też kolidować z kolejnym wezwaniem do „powściągliwości”.

Świat nalega, by Izrael wyciągał wnioski z cierpień Palestyńczyków, ale dziwnie się denerwuje, gdy Izrael wyciąga wnioski z własnych. Gdy Żydzi robią to po zamachach samobójczych, oskarża się ich o zatwardziałość serca. Gdy robią to po nieudanych wycofaniach, oskarża się ich o porzucenie pokoju. Gdy wyciągają wnioski po porwaniach czy pogromach, ich decyzje patologizuje się jako „traumę”. Izraelowi nigdy nie pozwala się nazwać własnych doświadczeń wiedzą – w najlepszym razie są one lekceważone jako nerwica. Doświadczenia jego wrogów są natomiast traktowane jak historia.

Ta moralna asymetria opiera się na trującej fikcji: że przemoc wobec Izraela jest zawsze konsekwencją czegoś, co Izrael zrobił jako pierwszy. Atak może zostać potępiony, ale dopiero po zbudowaniu wyjaśniającej konstrukcji. Była okupacja, blokada, prowokacja, brak perspektyw politycznych. Przemoc jest potępiana, ale i interpretowana – umieszczana w łańcuchu przyczynowym, którego celem jest doprowadzenie z powrotem do Izraela.

Wobec przemocy ze strony Izraela nie stosuje się takiej intelektualnej uprzejmości. Nie umieszcza się jej w kontekście powtarzających się inwazji, terroryzmu, porwań czy retoryki ludobójczej. Ocenia się ją w momencie uderzenia, w izolacji – jakby Izrael obudził się pewnego ranka opętany irracjonalnym pragnieniem wysłania swoich dzieci na wojnę. Ludzie, którzy domagają się kontekstu w przypadku terroryzmu, nagle odkrywają „moralne piękno” dekontekstualizacji, gdy Izrael odpowiada.

Właśnie dlatego każda wojna z udziałem Izraela jest opowiadana dwukrotnie. Pierwsza to ta, która faktycznie ma miejsce: terroryści mordują cywilów, porywają zakładników i budują infrastrukturę wojskową wśród ludności, którą rzekomo bronią. Druga wojna zaczyna się, gdy Izrael podejmuje działania odwetowe. W tym momencie chronologia ulega zresetowaniu. Pierwotny atak staje się prologiem, potem przypisem, a w końcu niedogodnością. Agresor znika w gruzach, które sam wywołał, a obrońca staje się głównym przedmiotem analizy.

Hamas może ukrywać się za plecami cywilów i swojego nikczemnego patrona w Teheranie. Izrael nie ma gdzie się schronić, więc musi ponosić odpowiedzialność za wszystko. To nie przypadek. Współczesna kultura moralna osądza stronę silniejszą, a nie tę o najgorszych zamiarach. Władza jest moralnie obciążająca, słabość – częściowo uniewinnia. Ta „moralna arytmetyka” nagradza okrucieństwo: uczy ruchy stosujące przemoc, że im bardziej narażają własnych cywilów, tym cenniejsi stają się oni politycznie. Przekształca cierpienie ludności w strategię.

Wrogowie Izraela doskonale to rozumieją. Umieszczają broń przy domach i szpitalach, wiedząc, że opinia publiczna oceni sam wybuch, a nie decyzję, która uczyniła go prawdopodobnym. Izraelowi stawia się wymagania nie do spełnienia: ma walczyć z wrogiem ukrytym wśród cywilów bez wyrządzania im krzywdy, niszczyć infrastrukturę wojskową bez uszkadzania cywilnej, powstrzymywać rakiety bez uderzania w ich wyrzutnie. Każda wykonalna opcja jest zabroniona, każda niewykonalna – moralnie wymagana.

To wielkie rozgrzeszenie. Im potworniejsza taktyka wroga, tym bardziej ograniczony staje się Izrael. Im bardziej jest ograniczony, tym łatwiej oskarżyć go o porażkę, która staje się „dowodem” na brak moralnej legitymacji. To zamknięty obieg ideologiczny.

Zwróćmy uwagę na język: Izrael „atakuje”, wrogowie „reagują”. Izrael „eskaluje”, wrogowie „stawiają opór”. Izrael „zabija”, wrogowie „toczą walkę”. Izrael ma politykę, wrogowie podlegają presji. Nawet zmarli są dzieleni na kategorie: Izraelczycy giną w „cyklach przemocy”, Palestyńczycy są zabijani przez Izrael. Jedna śmierć jest bierna, niemal meteorologiczna. Druga ma konkretnego sprawcę.

Ludzie, którzy nigdy nie wybaczają Izraelowi, są też niezwykle wybiórczy w kwestii wiarygodności głosów. Zeznania ocalałych Izraelczyków traktuje się jako „skażone politycznie”. Tymczasem propaganda organizacji terrorystycznych napotyka mniej przeszkód – ich dane krążą natychmiast, a rzecznicy pojawiają się w telewizji jako przedstawiciele polityczni, a nie funkcjonariusze grup cenzurujących i mordujących.

Ta moralna pobłażliwość nie pomaga Palestyńczykom. Skazuje ich na przywódców, którzy nigdy nie muszą odpowiadać za porażki, bo każdą katastrofę można zwalić na Izrael. Zachodnia sympatia staje się narkotykiem, który uwalnia palestyńskie elity od konieczności samokrytyki. Ci, którzy twierdzą, że są obrońcami Palestyńczyków, są często najbardziej zdeterminowani, by utrzymać idee, które doprowadziły ten naród do ruiny. Wybaczają wszystkim: złodziejom, bojownikom ukrywającym się wśród cywilów, duchownym uświęcającym śmierć. Wybaczają wszystkim – oprócz kraju, który odmawia poddania się zniszczeniu.

W tej postawie nie ma prawdziwego współczucia, lecz moralna próżność. Wybaczanie wrogom Izraela pozwala komentatorom czuć się „subtelnymi”, a potępianie Izraela – „odważnymi”. Mogą udawać obrońców bezsilnych, nie wymagając od nich niczego trudnego.

Żadne inne państwo nie jest zmuszone do bronienia metafizycznej legitymizacji swojego istnienia za każdym razem, gdy jeden z jego żołnierzy odda strzał. Tylko Izrael w wyobraźni krytyków jest „tymczasowy”. Jego legitymizacja jest przywilejem, który można cofnąć po każdym nagłówku w gazetach. Legitymizacja jego wrogów – dążących do tyranii i masowych mordów – jest nieograniczona.

Werdykt zapadł, zanim pojawiły się dowody. Izrael jest „potężnym Żydem” i dlatego musi bez końca udowadniać swoją niewinność. Jego wrogowie są „pokrzywdzonymi” i dlatego pozostają godni przebaczenia, bez względu na to, co robią. To nie humanitaryzm. To najstarsze uprzedzenie w nowoczesnym przebraniu: przekonanie, że żydowska samoobrona budzi podejrzenia, podczas gdy przemoc wobec Żydów zawsze zasługuje na wyrozumiałe wyjaśnienie.

Izrael powinien odrzucić ten moralny trybunał. Powinien badać własne błędy i karać przestępstwa, bo jako demokracja jest odpowiedzialny przed samym sobą. Powinien jednak przestać łudzić się, że nienaganne postępowanie zapewni mu sprawiedliwość ze strony ludzi, którzy są zdeterminowani, by jej odmówić. Ich sprzeciw nie dotyczy tego, co Izrael robi, ale tego, że w ogóle ma moc, by cokolwiek robić.

Żyd, który może zostać zaatakowany, jest ofiarą; ten, który potrafi się bronić, stanowi problem.

Świat musi wybrać między dwoma systemami moralnymi. Jeden ocenia podmioty na podstawie intencji, wyborów i czynów. Drugi ocenia Izrael na podstawie wyrządzonych szkód, a jego wrogów – na podstawie zgłaszanych skarg. Pierwszy może doprowadzić do realizmu i pokoju. Drugi spowodował już blisko wiek rozlewu krwi.

Ludzie, którzy nigdy nie wybaczają Izraelowi, będą nadal wybaczać jego wrogom. Ponieważ nie chodzi o sprawiedliwość. Chodzi o to, by zapewnić, że tylko Izrael pozostanie winny.

Wrogom Izraela wybacza się, zanim ofiary zostaną pochowane


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.