Uncategorized

RAPORT Z OBLĘŻONEJ TWIERDZY WYOBRAŻONEJ, CZYLI WIECZÓR PRZY CHAŁCE

Przemyslaw Wiszniewski

Podsumowanie w jednym zdaniu

Tekst przedstawia satyryczną i krytyczną analizę polskiej mentalności oraz debaty publicznej, w której obsesyjna fascynacja i uprzedzenia wobec Żydów — łączące skrajne strony sceny politycznej — służą jako mechanizm budowania narodowej tożsamości poprzez stałe poszukiwanie zewnętrznego wroga.


Wchodzisz do przeciętnego polskiego przedpokoju, a tam, tuż obok lustra, wita cię on – Żyd z pieniążkiem. Tradycyjny, namalowany z miłością do detalu, obrócony do góry nogami (żeby dukaty leciały wprost do portfela gospodarza). To talizman polskiego dobrobytu.

Paradoks polega na tym, że w tym samym domu, zaledwie kilka metrów dalej, w salonie przed telewizorem, ten sam Żyd z przedpokoju staje się źródłem wszelkiego zła na świecie, głównym tematem debat geopolitycznych i całonocnych bezsenności.

Polska to doprawdy unikalne laboratorium socjologiczne. Nigdzie indziej na globie ziemskim nie spotka się takiego zagęszczenia wybitnych, samozwańczych profesorów judaistyki, bliskowschodnich strategów i ekspertów od topografii Strefy Gazy.

Katedra Geopolityki im. Każdego Polaka

Za oknem, paręset kilometrów na wschód, toczy się brutalna, pełnoskalowa wojna. Imperialna Rosja burzy miasta, giną ludzie, ważą się losy kontynentu. Czy to interesuje Polaka? Skądże. To nudne. To bliskie. Prawdziwe emocje są tam, gdzie Binjamin Netanjahu właśnie coś powiedział.

Przeciętny Polak nie wie, kto jest premierem Czech, a nazwisko kanclerza Niemiec błąka mu się w pamięci, ale plan taktyczny izraelskiej armii w Rafah zna na pamięć. Analizuje go w poniedziałek rano w drodze do pracy, w środę przy obiedzie i w niedzielę po sumie. Ta fascynacja łączy ponad podziałami. To narodowe interludium, w którym prawica i lewica, normalnie skaczące sobie do gardeł, nagle podają sobie ręce w eksperckim zapale.

Z prawej strony słychać tradycyjne, gęste od jadu frazy o „żymianach”, „małoczapeczkowych” i podstępnych spiskach. Tam lekarstwem na całe zło ma być poseł Braun z gaśnicą w ręku, gotowy gasić nie tylko chanukowe świece, ale i cały globalny ład. Z lewej strony, z wyżyn moralnego wzmożenia, grzmi poseł Zandberg. Dla niego, z marksistowską precyzją, sprawa jest prosta: faszyzm, apartheid i globalny imperializm.

W ten sposób polska debata publiczna zamienia się w przedziwny teatr, w którym ortodoksyjny prawicowiec i postępowy lewicowiec mówią niemal to samo, tylko używając innych przypisów. Jeden czerpie z XIX-wiecznych broszur endeckich, drugi z manifestów zachodnioeuropejskich uniwersytetów. Cel jest jeden: Żyd.

Wieczny casting na wroga

Tragedia polega na tym, że prawdziwych Żydów w Polsce prawie nie ma. Ale dla zbiorowej wyobraźni to żadna przeszkoda. Skoro ich nie widać, to znaczy, że świetnie się ukrywają. Polak z natury jest tropicielem. Kiedy brakuje tradycyjnego obiektu fascynacji i pogardy, natychmiast uruchamia się mechanizm zamienników.

Na giełdzie „nowych Żydów” rotacja jest spora: środowiska LGBT i feministki – za niszczenie tradycji; hierarchowie kościelni – ci nieliczni, którzy zamiast o walce mówią o miłosierdziu i uchodźcach (pewnie też ukryte opcje); Ukraińcy – najnowsi i najtragiczniejsi laureaci tego castingu.

Ukraińcy wpadli prosto w tryby polskiego imaginarium. Zastąpili Żydów halachicznych w roli idealnego straszaka. Dziś to przed nimi trzeba drżeć, ich podejrzewać o skryte plany przejęcia rzeszowskiego rynku, ich winić za kolejki do lekarza i na nich wylewać lęk, który Polak nosi w sobie od stuleci. Współczucie dla nich miesza się z natychmiastową nieufnością.

Jedwabne i syndrom niewinności

Polak żyje w rozkroku między głęboką pogardą, która pozwala mu czuć się moralnie wyższym, a panicznym strachem, że ten mityczny, potężny Żyd znowu go przechytrzy. Ta schizofrenia najlepiej objawia się w polityce historycznej.

Z jednej strony mamy niezłomne przekonanie, że każdy Polak podczas okupacji ryzykował życie, by ratować sąsiadów – jesteśmy wszak narodem wyłącznie Sprawiedliwych. Z drugiej strony, w tym samym nastroju, żąda się ekshumacji w Jedwabnem. Dlaczego? Bo tli się nadzieja, że pod ziemią znajdą się „nazistowskie łuski”. Wtedy prawda historyczna wreszcie byłaby taka, jak trzeba: czysta, biała i niewinna.

Cała polska polityka zagraniczna w głowach komentatorów z internetowych forów i kanapowych publicystów sprowadza się do Bliskiego Wschodu. Nawet Donald Trump jest oceniany przez ten pryzmat. Jeśli ktoś go lubi, twierdzi, że Netanjahu specjalnie mu szkodzi. Jeśli go nie znosi – uważa, że Trump i Netanjahu to ta sama, mroczna strona mocy.

Gorzki powrót do przedpokoju

I tak kręci się ta karuzela narodowej obsesji. W dzień i w nocy, każdego dnia tygodnia. Budujemy swoją tożsamość nie na tym, kim jesteśmy, co potrafimy stworzyć i dokąd zmierzamy, ale na tym, wobec kogo stoimy w odwiecznej opozycji. Żyd jest nam potrzebny jak tlen – bez niego polska duma nie miałaby się od czego odbić, a polskie lęki nie miałyby jasnego adresu.

Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś ten seans zbiorowej psychoterapii dobiegnie końca. Że Polacy wreszcie się otrząsną, spojrzą w lustro w przedpokoju, ściągną ze ściany obrazek z pieniążkiem i zaczną budować własną tożsamość na własny rachunek – bez szukania winnych na ulicach Gazy czy w gabinetach w Jerozolimie. Ale do tego czasu – pilnujcie swoich chałek, eksperci czuwają.

Przemysław Wiszniewski


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.