Nachum Kaplan נַחוּם

IAI Lavi był ostatnim myśliwcem zbudowanym przez Izrael.
Podsumowanie w jednym zdaniu
Artykuł Nachuma Kaplana wyjaśnia, że Izrael powraca do rozwijania własnego programu lotnictwa bojowego, aby zyskać pełną niezależność strategiczną i uniknąć nacisków politycznych ze strony zagranicznych dostawców amunicji
Cztery dekady po anulowaniu programu IAI Lavi Jerozolima ożywia krajowy program lotnictwa bojowego. Osiągnięcia państwa żydowskiego są imponujace
Izrael przygotowuje się do ponownego budowania myśliwców.
Dla każdego, kto pamięta gorzkie anulowanie projektu IAI Lavi w 1987 roku, propozycja ta brzmi niemal surrealistycznie. Przez prawie cztery dekady dogmat obronny Izraela polegał na tym, by Amerykanie budowali kadłuby samolotów, podczas gdy Jerozolima instalowała własną awionikę i systemy walki elektronicznej, a znaczna część kosztów była pokrywana z zagranicznego finansowania wojskowego.
Jednak ten dogmat upadł.
Niedawna wojna toczona na wielu frontach – oraz niepokojący widok słabnącego poparcia dla Izraela wśród amerykańskiej lewicy i wzrost izolacjonizmu wśród amerykańskiej prawicy – skłoniły Izrael do rozpoczęcia ogromnego strukturalnego zwrotu w kierunku samowystarczalności obronnej. W centrum tych ambicji leży odrodzenie rodzimych zdolności lotnictwa bojowego, w tym myśliwców stealth.
Budowa samolotu bojowego pierwszej linii w XXI wieku to niezwykle skomplikowane i kosztowne przedsięwzięcie. Izrael jest jednak jednym z nielicznych krajów, które od podstaw zaprojektowały, zbudowały i wprowadziły do służby światowej klasy myśliwce. Posiada pamięć instytucjonalną, talenty w dziedzinie lotnictwa, sprawdzony w boju ekosystem walki elektronicznej oraz potęgę technologiczną, by to osiągnąć.
Co ważniejsze, izraelskie kierownictwo obronne słusznie doszło do wniosku, że niezależnie od kosztów warto zapobiec sytuacji, w której zagraniczni politycy mieliby w ręku „przełącznik wyłączający” izraelskich sił powietrznych (IAF).
Powrót Izraela do produkcji myśliwców to nie tylko element dążenia do samowystarczalności. Wynika to również z głębokiej instytucjonalnej pamięci o zdradzie.
W latach 50. i 60. Francja była głównym dostawcą sprzętu wojskowego dla Izraela. Francuskie samoloty Dassault Mirage były klejnotami w koronie IAF. Potem nadszedł czerwiec 1967 roku. Dwa dni przed wojną sześciodniową prezydent Francji Charles de Gaulle nagle wstrzymał dostawę 50 samolotów Mirage 5, za które Izrael już zapłacił. De Gaulle uznał, że poświęcenie maleńkiej, walczącej o przetrwanie demokracji jest niewielką ceną za dyplomatyczne przychylności arabskich państw naftowych. Do 1969 roku Francja nałożyła na Izrael całkowite embargo na dostawy broni.
Była to klasyczna europejska zdrada w stylu kolonialnym: zgrabna, cyniczna i nie przejmująca się możliwością, że Izrael mógłby zostać zlikwidowany. Francja wciąż wyobrażała sobie, że jest światową potęgą, mimo że rozpoczął się upadek Europy, a jej kolonie się odłączały.
Izrael był wściekły i nie tracił czasu na użalanie się w swoich depeszach dyplomatycznych. Dzięki brawurowym operacjom szpiegowskim i śmiałej inżynierii odwrotnej firma Israel Aircraft Industries (IAI) zdobyła plany konstrukcyjne, wymieniła francuskie silniki na amerykańskie silniki turboodrzutowe General Electric J79 i wyprodukowała samolot „Nesher”, co oznacza „sęp”. Nesher, bez wątpienia najlepiej nazwany myśliwiec na świecie, okazał się niszczycielski podczas wojny Jom Kippur w 1973 roku, notując dziesiątki zestrzeleń w walce powietrznej.
Udostępnij
Po tym triumfie IAI wprowadziło model „Kfir” (Lwiątko) – radykalnie zmodernizowany, produkowany lokalnie myśliwiec o skrzydłach delta, wyposażony w izraelską awionikę i radar. W przeciwieństwie do „Neshera”, „Kfir” nie był prowizorycznym rozwiązaniem; był to pierwszorzędny, wielozadaniowy samolot, który z wyróżnieniem służył w Siłach Powietrznych Izraela (IAF) i został wyeksportowany do Ekwadoru, Kolumbii oraz Sri Lanki, a nawet Stany Zjednoczone wydzierżawiły kilka egzemplarzy do wykorzystania jako samoloty przeciwnika.
Było to niezwykłe osiągnięcie. Izrael liczył zaledwie trzy miliony mieszkańców i był krajem o średnim dochodzie, otoczonym przez wrogów, a nie światową potęgą technologiczną, jaką jest dzisiaj. Mimo to udało mu się prześcignąć światowe supermocarstwa pod względem inżynierii.
W 1980 roku Izrael był gotowy na kolejny logiczny krok: samolot bojowy czwartej generacji zaprojektowany od podstaw zgodnie z unikalnymi doktrynami taktycznymi IAF.
Wynikiem tych prac był IAI Lavi („Młody Lew”) – triumf projektowania lotniczego. Izraelscy inżynierowie zaprojektowali ten odrzutowiec tak, by był celowo zwrotny i aerodynamicznie niestabilny, polegając na redundantnych komputerach pokładowych – zamiast na mechanicznych linkach – w celu utrzymania jego stabilności. Wyposażony w zaawansowane technologicznie materiały kompozytowe i w pełni cyfrowy szklany kokpit, Lavi sprawił, że wczesne amerykańskie F-16 wyglądały jak eksponaty muzealne. Kiedy w Sylwestra 1986 roku piloci testowi wznieśli się prototypem w powietrze, byli zachwyceni jego łatwością sterowania i układem kokpitu.
Lavi nie zawiódł w powietrzu. Został zamordowany w sali posiedzeń zarządu.
Pentagon, który sfinansował znaczną część projektu, zaczął się przerażać, że Lavi podciśnie amerykańskich wykonawców z sektora obronnego — a konkretnie General Dynamics i McDonnell Douglas — na globalnym rynku eksportowym. Waszyngton wywarł ogromną presję finansową i dyplomatyczną. W obliczu rosnących kosztów rozwoju i brutalnej stagflacji gospodarczej w Izraelu, izraelski rząd w sierpniu 1987 roku przegłosował 12 głosami do 11 decyzję o anulowaniu projektu.
Decyzja ta wywołała gwałtowne protesty, strajki pracowników przemysłu lotniczego oraz falę kryzysu w całym sektorze obronnym. Z dnia na dzień zwolniono prawie 5 000 najlepszych inżynierów i techników.
Jednak Lavi okazał się najbardziej opłacalną „porażką” w historii wojskowości.
Ci genialni inżynierowie nie zniknęli; rozeszli się po innych częściach izraelskiego ekosystemu obronnego. Wiedza specjalistyczna w zakresie systemów fly-by-wire, algorytmów radarowych, inżynierii kompozytowej oraz środków przeciwdziałania elektronicznego, opracowana na potrzeby samolotu Lavi, stała się bezpośrednim źródłem technologii, które definiują współczesną przewagę militarną Izraela: system obrony przeciwrakietowej Arrow, powietrzna platforma wczesnego ostrzegania Phalcon, wyświetlacze montowane na hełmach firmy Elbit, spełniające światowe standardy, oraz rewolucja w dziedzinie bezzałogowych statków powietrznych, która uczyniła Izrael supermocarstwem w dziedzinie dronów.
Konstrukcja samolotu Lavi została porzucona, ale to właśnie jego „dusza” zbudowała współczesną izraelską gospodarkę high-tech.
Przez 35 lat strategiczne porozumienie wydawało się rozsądne: po co wydawać miliardy na opracowywanie własnych konstrukcji samolotów, skoro Stany Zjednoczone mogą dostarczyć gotowe samoloty F-15, F-16, a nawet F-35 z dostosowaniami do indywidualnych potrzeb Izraela?
Niedawna wojna Izraela na wielu frontach – kiedy Iran i jego armie proxy zaatakowały kraj z siedmiu frontów – pokazała, dlaczego takie wydatki mogłyby okazać się dobrze zainwestowane. Izraelskie Siły Powietrzne (IAF) zużywały amunicję w tempie niespotykanym we współczesnej wojnie.
Chociaż amerykańskie wsparcie logistyczne było początkowo solidne, szybko stało się narzędziem politycznego nacisku za rządów ówczesnego prezydenta Joe Bidena.
Izrael był wściekły, gdy celowo wstrzymano dostawy 2000-funtowej amunicji precyzyjnie kierowanej w związku z planami Izraela dotyczącymi ataku na opanowane przez Hamas miasto Rafah w Strefie Gazy. Rutynowe dostawy zestawów amunicji JDAM (Joint Direct Attack Munition) oraz artylerii 155 mm również zostały wstrzymane w wyniku wewnętrznych politycznych rozgrywek w Waszyngtonie.
Posiadanie najnowocześniejszego na świecie myśliwca stealth jest bezużyteczne, jeśli obce mocarstwo, które go sprzedało, może decydować o tym, czy dysponujesz bombami do zrzucenia z niego, na podstawie wyników sondaży w Dearborn.
Kiedy sojusznik traktuje narzędzia niezbędne do twojego bezpośredniego przetrwania jako karty przetargowe w swojej własnej polityce wewnętrznej, dalsze pozostawanie w zależności jest zaniedbaniem.
Nowy program lotniczy Izraela nie będzie przypominał programu Lavi z 1980 roku.
Nikt w Ministerstwie Obrony nie proponuje 20-letniego programu o wartości 100 miliardów dolarów, mającego na celu zbudowanie kopii amerykańskiego załogowego myśliwca stealth piątej generacji. Ekonomika załogowych samolotów bojowych stała się nieopłacalna dla małych państw.
Zamiast tego współczesna wojna powietrzna ewoluowała właśnie w tych obszarach, w których Izrael już teraz dominuje na skalę globalną: systemy autonomiczne, samoloty bojowe współpracujące w ramach sieci, modułowe konstrukcje samolotów, systemy uderzeń z bezpiecznej odległości oraz algorytmiczna wojna elektroniczna.
Program izraelskich samolotów bojowych nowej generacji prawdopodobnie skoncentruje się na suwerennych, wysoce zautomatyzowanych lub opcjonalnie pilotowanych platformach uderzeniowych, zaprojektowanych w oparciu o komputery misji o otwartej architekturze. Samoloty te będą skonstruowane tak, aby działały wspólnie z samolotami załogowymi, przenosiły rodzime uzbrojenie precyzyjne oraz płynnie integrowały się z izraelskimi sieciowymi systemami zarządzania walką.
Izraelskie firmy już teraz produkują wszystkie wysokowartościowe podzespoły niezbędne do stworzenia niezależnego lotnictwa bojowego: radary i zestawy czujników (Elta Systems), komputery misyjne i awionikę (Elbit Systems), precyzyjną amunicję dalekiego zasięgu i pociski przechwytujące (Rafael Advanced Defense Systems) oraz projekty płatowców, aerodynamikę i materiały kompozytowe (IAI).
Brakującym elementem była determinacja narodowa, a nie technologia. Ta determinacja powróciła i jest obecnie postrzegana jako niezbędna.
Równolegle z inicjatywą dotyczącą samolotów odrzutowych firmy Elbit, IAI i Rafael budują krajowe linie produkcyjne pocisków kalibru 155 mm, krajowe alternatywy dla amerykańskich zestawów naprowadzających JDAM (które zamieniają bomby nieukierunkowane w bomby kierowane, umożliwiając precyzyjne uderzenia) oraz przyspieszają wdrażanie lasera wysokoenergetycznego „Iron Beam”.
Jak można było przewidzieć, zwykła rzesza finansowych pesymistów będzie argumentować, że opracowanie własnego programu samolotów bojowych wyczerpie skarb państwa i nadwyręży stosunki z Pentagonem.
To bzdura.
Po pierwsze, Stany Zjednoczone chcą ograniczyć ponad 3 miliardy dolarów rocznie, które przekazują Izraelowi w ramach wsparcia obronnego (chociaż w rzeczywistości jest to dotacja dla amerykańskich wykonawców z branży obronnej, a Izrael jest zobowiązany do wydania tych pieniędzy).
Izraelski przemysł obronny nie jest też dotowaną państwową organizacją charytatywną, lecz eksportowym gigantem, który generuje ponad 13 miliardów dolarów rocznie. Od 75% do 80% produkcji izraelskich firm zbrojeniowych jest eksportowane do sojuszników, którzy chętnie kupują systemy sprawdzone w boju. Nawet głośni europejscy krytycy Izraela ustawiają się w kolejce, by je nabyć.
Kapitał zainwestowany w suwerenne badania i rozwój w dziedzinie lotnictwa i kosmonautyki przekłada się bezpośrednio na miejsca pracy w sektorze zaawansowanych technologii, tworzenie patentów oraz krajowy potencjał przemysłowy.
Co ważniejsze, nie da się wycenić prawdziwej suwerenności w dzisiejszym niestabilnym środowisku geopolitycznym w obliczu egzystencjalnych zagrożeń, takich jak szaleni mułłowie z Teheranu czy ktokolwiek obecnie tam rządzi.
Historia dała narodowi żydowskiemu lekcję, której nie da się podważyć: gdy w grę wchodzi przetrwanie, zagraniczne obietnice ulatują, a międzynarodowa sympatia wygasa. Państwo żydowskie nie może już nigdy więcej być zmuszone do błagania innych o środki do obrony.
Budowa suwerennych samolotów bojowych jest mile widzianym krokiem w kierunku przywrócenia strategicznej samostanowczości.
Powrót „Młodego Lwa”: Dlaczego Izrael znów buduje myśliwce
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

