
Fiamma Nirenstein
Podsumowanie w jednym zdaniu
Tekst pokazuje, jak konferencja ONZ w Durbanie z 2001 roku stygmatyzowała Izrael i usankcjonowała współczesny antysemityzm, stając się ideologicznym fundamentem pod obecną delegitymizację Państwa Izrael i usprawiedliwianie wymierzonego w nie terroru.
Konferencja ONZ z 2001 roku uczyniła z Izraela rzekome uosobienie rasizmu, kolonializmu i ludobójstwa. Konsekwencje tamtych wydarzeń odczuwamy do dziś.
Konferencja w Durbanie (RPA) we wrześniu 2001 roku nie była po prostu kolejnym międzynarodowym wydarzeniem – okazała się punktem zwrotnym. Było to współczesne Wannsee, na którym planowano ideologiczny zamach na naród żydowski.
Byłam tam jako korespondentka włoskiego dziennika La Stampa. Smród zgnilizny unosił się już podczas przygotowań do tego wielkiego zgromadzenia „przeciwko rasizmowi”, zwołanego przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Wzięła w nim udział ogromna liczba organizacji pozarządowych – około trzech tysięcy – z których niemal wszystkie przybyły z zamiarem udowodnienia, że pod sztandarem praw człowieka prawdziwym wrogiem świata jest Izrael.
To właśnie tam, w stopniu znacznie większym niż przy powzięciu rezolucji ONZ z 1975 roku („Syjonizm to rasizm”), powrócono na ścieżkę wytyczoną przez Stalina. W latach 1952–1953 zainicjował on i sformułował teorię nowego polowania na Żydów, tworząc oszczerczy mit o „spisku lekarzy” oraz organizując pokazowy proces Slánskiego. Wtedy systematyczne mordy i deportacje Żydów zostały przerwane jedynie przez niespodziewaną śmierć dyktatora.
Jednak dzięki teoretykom, takim jak Maxime Rodinson czy Francis Crémieux, położono podwaliny pod ogłoszenie Izraela nowym wrogiem ludzkości. Narracja, która ostatecznie zdominowała konferencję w Durbanie, głosiła, że rząd izraelski od dawna jest wyłącznie „agentem amerykańskiego imperializmu”.
Rzekomy dowód leżał w złowrogiej roli przypisywanej Żydom na świecie. Lekarze oskarżeni w ramach stalinowskiego spisku – wszyscy niewinni, a ich zeznania wymuszono torturami – zostali zrównani z „nazistowskimi lekarzami z Dachau” na usługach Amerykanów.
Odwrócenie ról
Był to początek historycznego odwrócenia pojęć, które 7 października 2023 roku doprowadziło do oskarżenia Izraela i Żydów o ludobójstwo – zamiast jednoznacznego potępienia barbarzyństwa i jawnie deklarowanych intencji Hamasu.
W Durbanie wyrok śmierci na Państwo Izrael po raz pierwszy połączono z prewencyjną legitymizacją terroryzmu. Jego sprawców zaczęto przedstawiać jako „bojowników o wolność”, a nie kontynuatorów zamachowców z Monachium czy Fiumicino.
Podczas demonstracji na zaniedbanych ulicach przedmieść Durbanu, na zaledwie kilka dni przed zamachami z 11 września, tłum maszerował z portretami Osamy bin Ladena – uważanego za gwałtowny „mózg” nowego oporu. Wzdłuż zakurzonej drogi młodzi działacze organizacji pozarządowych wzywali „całe społeczeństwo obywatelskie” – od Majów po Tybetańczyków, wszystkich uciśnionych – do przyłączenia się do walki z Izraelem i przekształcenia jej w batalię o podstawowe prawa człowieka.
Gdy przekazałam te doniesienia redakcji La Stampa, w odpowiedzi usłyszałam, że mam obsesję na punkcie „jakiegoś biednego saudyjskiego pasterza”.
Konferencja została zorganizowana przez ONZ, która już wtedy była zdominowana przez blok państw Trzeciego Świata i krajów islamskich, niezawodnie zapewniający większość głosów zbieżną z interesami bloku radzieckiego. Rezolucja z 1975 roku uznająca syjonizm za rasizm była w rzeczywistości ideologicznym dopiskiem do próby całkowitego wymazania judaizmu z powierzchni ziemi przez Hitlera.
Izrael stał się nowym celem antysemityzmu – niezmiennie powiązanego z antyamerykanizmem i postrzeganego jako przyczółek kolonialnego i imperialistycznego Zachodu.
Prawda przestała się liczyć. Prawie desperackie próby Izraela, by podzielić się terytorium i iść na kompromisy z sąsiadami, były raz po raz odrzucane. W 2000 roku, pomimo przywrócenia Jasera Arafata do roli partnera dyplomatycznego, wybuchła Druga Intifada.
Gdy odbywała się konferencja w Durbanie, znajdowaliśmy się w samym środku intifady – będącej w istocie zapowiedzią wydarzeń z 7 października. Dokumenty przygotowawcze do konferencji spisywano i omawiano w Strasburgu, Santiago oraz – co wymowne – w Teheranie, gdzie od 1979 roku rządził reżim islamistyczny, którego fundamentem jest dążenie do zniszczenia Państwa Izrael.
Izrael jako zło absolutne
W Durbanie spotkali się Fidel Castro, Jaser Arafat i Robert Mugabe, a kwestię żydowską wpleciono w żądania miliardowych odszkodowań za niewolnictwo. Choć Izrael nie miał z tą historią nic wspólnego, został przedstawiony jako zło absolutne.
Palestyński światopogląd narzucony w Durbanie głosił, że Izrael jest państwem rasistowskim, imperialistycznym, kolonialnym i ludobójczym – wręcz mocarstwem wyzyskującym niewolników. Wszystkie te określenia tracą jakikolwiek sens, gdy odniesie się je do kraju symbolizującego powrót ocalałych, rozbrojonych i pozbawionych wszystkiego ludzi do swej praojczyzny. Ludzie ci przybyli uzbrojeni jedynie w motyki i książki, a po broń sięgnęli dopiero wtedy, gdy zrozumieli, że ich egzystencja po raz kolejny jest bezpośrednio zagrożona. Nawet wtedy Izrael wielokrotnie oddawał znaczne obszary terytorium w zamian za obietnicę pokoju.
Byłam tam
W Durbanie wynajęłam pokój w otoczonym wysokim murem kompleksie. Dzieliłam go z dziennikarzem włoskiego lewicowego dziennika La Repubblica, który był zachwycony możliwością spotkania na korytarzach Castro i innych idoli tamtej epoki – a przy odrobinie szczęścia także Nelsona Mandeli.
Obok oficjalnej obradowała konferencja pod przewodnictwem Wysokiej Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Mary Robinson. Miała ona rzekomo tonować nastroje i zapobiegać uchwaleniu skrajnych rezolucji – które w rzeczywistości były przesądzone od samego początku. Równolegle na stadionie i w innych miejscach trwały zgromadzenia organizacji pozarządowych, gdzie antysemicka nienawiść objawiała się w każdej możliwej formie: w ulotkach, przemówieniach, pieśniach oraz w otwartych, fizycznych nagonkach na Żydów.
Kilka razy musiałam uciekać i szukać schronienia w budynku lokalnej gminy żydowskiej, gdzie można było opanować emocje i bezpiecznie zjeść posiłek.
Tysiące uczestników nosiło koszulki z wizerunkiem Mohammeda al-Dury obok logo konferencji. Masowo kolportowano materiały o cierpieniach Palestyńczyków. Żydów przedstawiano na karykaturach z rakietami i nożami, z krwią kapiącą z ust i z ciałami zamordowanych dzieci u stóp.
Słowo „ludobójstwo” weszło wówczas do powszechnego użycia w odniesieniu do Izraela.
Z podium w zatłoczonej, zaciemnionej sali Fidel Castro – domagając się finansowych rekompensat za niewolnictwo dla całych kontynentów – mówił o „straszliwym ludobójstwie, jakiego na naszych palestyńskich braciach dopuszcza się dziś” ówczesny premier Izraela Ariel Szaron. Określił go mianem skrajnie prawicowego watażki działającego w sojuszu z „hegemonicznymi mocarstwami”.
Arafat świętował powszechną akceptację swojej narracji, opisując sytuację jako „przejaw rasistowskiego spisku kolonialnego”, mającego na celu wykorzenienie Palestyńczyków i podbój ich ziemi.
W Durbanie skonsolidowały się siły tej nowej, globalnej wojny – wojny, która zaledwie kilka dni później znalazła swój niszczycielski wyraz w zamachu na Bliźniacze Wieże w Nowym Jorku. To był prawdziwy sens konferencji. Sprawa palestyńska, wraz z postulatem zniszczenia Izraela, została ogłoszona nieodzownym warunkiem wstępnym każdej walki rewolucyjnej.
Zaskoczenie i niedowierzanie w Izraelu oraz w Stanach Zjednoczonych były ogromne. Po wszystkim, co Żydzi przeszli w XX wieku, i w obliczu uderzenia fali terroru intifady, konieczność ponownego zmierzenia się z tak bezpardonowym atakiem na ich prawo do samostanowienia, samoobrony i istnienia we własnym domu wydawała się koszmarem.
Delegacje obu państw potrzebowały kilku dni na podjęcie decyzji o opuszczeniu obrad. Izrael początkowo wahał się – jak podkreślał minister ds. diaspory Michael Melchior, walka z rasizmem była dla Żydów sprawą tak fundamentalną, że kraj chciał uczestniczyć w pracach forum do końca. Ostatecznie jednak Stany Zjednoczone i Izrael wycofały swoje reprezentacje.
Kanada i państwa europejskie pozostały na miejscu, lecz stanowisko Europy sprowadzało się do poszukiwania niemożliwego kompromisu. Zaproponowano wpisanie Pamięci o Holokauście do dokumentów końcowych jako przestrogi przed najgorszym przejawem rasizmu. Wystąpienia szefa włoskiego MSZ Renato Ruggiero, niemieckiego dyplomaty Joschki Fischera czy kulisowe działania Margherity Boniver – chyba jedynej osoby z delegacji, która rozumiała powagę sytuacji aż do łez – były jednak nieśmiałe i zachowawcze.
Fischer miał odwagę przypomnieć, że prawo Żydów do własnego państwa jest niepodważalne. Zarazem jednak natychmiast powrócił do kwestii prawa Palestyńczyków do państwowości, ignorując fakt, że Izrael od 1948 roku wielokrotnie wyrażał gotowość do takiego rozwiązania w ramach kolejnych propozycji pokojowych.
„Nie doszło do tego w próżni”
Negowanie prawa Żydów do posiadania własnego państwa – prawa przysługującego każdemu innemu narodowi – osiągnęło swój tragiczny punkt kulminacyjny 7 października 2023 roku.
I po raz kolejny Organizacja Narodów Zjednoczonych stanęła po niewłaściwej stronie, powtarzając schemat z Durbanu. Dobitnym tego symbolem stały się słowa sekretarza generalnego ONZ António Guterresa, który zamiast jednoznacznego potępienia czystego terroru, oświadczył, że ataki z 7 października „nie miały miejsca w próżni”.
To prawda: nie miały miejsca w próżni.
Durban pozostaje kamieniem milowym na drodze nowej fali antysemityzmu, która po raz kolejny nęka dzisiejszy świat – a Organizacja Narodów Zjednoczonych stała się, niestety, jej głównym prorokiem.
Durban: Kamień milowy w historii nowego antysemityzmu
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

