
Podsumowanie w jednym zdaniu
Esej przekonuje, że judaizm wymaga połączenia siły fizycznej i prawa do samoobrony z surowymi zasadami moralnymi, wzywając Żydów do aktywnej walki z wrogami bez porzucania własnych wartości etycznych i godności
Joshua Hoffman
Nie ma nic nieżydowskiego w pokonaniu tych, którzy chcą nas zniszczyć
Jest coś niemal szokującego w sposobie, w jaki rozpoczyna się fragment Tory na ten tydzień: „Ki teitzei la’milchama al oyvecha” — „Gdy wyruszysz na wojnę przeciwko swoim wrogom”.
Nie „jeśli”. Kiedy.
Tora nie udaje, że ludzie zawsze potrafią rozsądkiem uniknąć konfliktu. Nie zakłada, że każdego wroga da się przekonać, każdą nienawiść uleczyć dialogiem ani że każde zagrożenie można wyeliminować odpowiednią dozą empatii.
Czasami pojawia się wróg. Czasami wybucha wojna. A czasami musimy podjąć walkę.
Może to być niekomfortowe przesłanie dla współczesnych Żydów, zwłaszcza dla tych z nas, którzy przez większość życia wierzyli, że historia Żydów wkroczyła w nową erę. Uczono nas — pośrednio, a czasem wprost — że antysemityzm jest w dużej mierze problemem przeszłości.
Oczywiście nadal zdarzałyby się sporadyczne incydenty: zniszczona synagoga, teoria spiskowa opublikowana w sieci czy antysemicki polityk gdzieś na marginesie. Kierunek zmian był jednak rzekomo jasny: edukacja to naprawi, dialog to naprawi, postęp to naprawi.
Ja przynajmniej nie mogę już dłużej żyć w tej iluzji.
Wojna, która wybuchła na nowo 7 października 2023 roku, rozpoczęła się w Izraelu, kiedy palestyńscy terroryści przekroczyli granicę i zamordowali Izraelczyków w ich domach, lokalnych społecznościach oraz na festiwalu muzycznym. Nie ograniczyła się jednak do samego Izraela. Niemal natychmiast stało się coś jeszcze: wojna dotarła do Żydów na całym świecie. Nie jest to koniecznie wojna toczona przy użyciu czołgów i myśliwców, ale mimo to pozostaje wojną.
To wojna o to, czy Żydzi mają prawo do samoobrony. To wojna o historię. To wojna o syjonizm — ruch wyzwolenia narodowego rdzennej ludności. To wojna o to, czy gwałty, porwania, morderstwa i tortury na Żydach można w jakiś sposób usprawiedliwić, gdy sprawcy posługują się odpowiednio dobranym słownictwem politycznym. To wojna o godność Żydów. To wojna o prawdę.
I w coraz większym stopniu jest to wojna o to, czy Żydom pozwoli się pozostać istotnymi pod względem kulturowym i społeczno-politycznym w niektórych częściach zachodniego świata bez konieczności wcześniejszego wyrzeczenia się jakiejś kluczowej części samych siebie.
Jako Żydzi możemy nie lubić tej rzeczywistości. Możemy pragnąć, by było inaczej. Jednak Ki Teitzei rozpoczyna się ostrzeżeniem przed myleniem naszych pragnień ze światem takim, jakim faktycznie jest.
Jesteśmy na wojnie. Pytanie brzmi: jakimi ludźmi się staniemy, tocząc ją.
I właśnie w tym miejscu Ki Teitzei staje się niezwykła: zawiera 74 z naszych 613 przykazań — więcej niż jakakolwiek inna pojedyncza porcja Tory.
Zastanówcie się nad tym: Tora rozpoczyna tę część, wysyłając nas na pole bitwy, a następnie natychmiast przytłacza nas zasadami. Są tu zasady dotyczące jeńców, zasady dotyczące rodziny, zasady dotyczące własności, zasady dotyczące zwrotu zagubionych przedmiotów, zasady dotyczące ochrony ludzi przed niebezpiecznymi dachami, zasady dotyczące pracowników, pożyczek, miar i wag, a także zasady regulujące seksualność, małżeństwo, rozwód, dziedziczenie, ubóstwo, kary, rolnictwo, zwierzęta i godność ludzką.
Po wojnie nie następuje barbarzyństwo, lecz więcej prawa niż gdziekolwiek indziej w Torze. Dzisiejsi obserwatorzy powinni docenić, jak bardzo jest to radykalne.
Na długo przed tym, zanim współczesny świat wypracował pojęcie międzynarodowego prawa humanitarnego, Tora już podkreślała, że wojna nie znosi odpowiedzialności moralnej. Żołnierz nie mógł robić, co mu się podobało, tylko dlatego, że pokonał wroga. Kobieta wzięta do niewoli była objęta ochroną. Zwłok nie wolno było pozostawiać wiszących przez całą noc jako widowiska upokorzenia. Obóz wojskowy musiał przestrzegać standardów czystości i godności. Mężczyzna, który niedawno się ożenił, mógł zostać zwolniony ze służby wojskowej, aby pozostać przy żonie.
Nawet poza polem bitwy Ki Teitzei wielokrotnie ogranicza władzę silnych nad słabymi: pracodawcy muszą terminowo wypłacać wynagrodzenie, wierzyciele nie mogą wtargnąć do domu dłużnika, by zająć zastaw, należy chronić ubogich, zabronione są nadmierne kary, a nawet zwierzę pracujące na polu musi mieć możliwość jedzenia.
Judaizm nie wymyślił wszystkich zasad moralnych znanych ludzkości, ale pomógł wprowadzić do cywilizacji coś rewolucyjnego: ideę, że sama władza musi podlegać prawu. Zwycięstwo nie sprawia, że wszystko staje się dozwolone. Siła nie znosi obowiązków. Okrucieństwo wroga nie daje nam prawa do porzucenia własnych standardów.
To coś, z czego Żydzi powinni być niezwykle dumni.
Tysiące lat przed tym, jak wyrażenia takie jak „zasady użycia siły”, „proporcjonalność” czy „prawo konfliktów zbrojnych” weszły do współczesnego słownika, Tora już zmagała się z tymi samymi fundamentalnymi pytaniami. Tora wydaje się rozumieć coś na temat wojny, o czym ludzkość nieustannie zapomina: moment, w którym moralność staje się najtrudniejsza, jest właśnie tym momentem, w którym staje się ona najbardziej niezbędna.
Łatwo postępować etycznie, gdy nic nie jest zagrożone. Łatwo głosić współczucie, gdy twoje dzieci są bezpieczne. Łatwo domagać się powściągliwości, gdy to ktoś inny przyjmuje na siebie rakiety, grzebie zmarłych, wchodzi do tuneli, stawia czoła terrorystom i w ciągu sekund podejmuje niemożliwe decyzje.
Prawdziwym sprawdzianem systemu etycznego nie jest to, jak funkcjonuje on w sali lekcyjnej. Chodzi o to, jak działa, gdy jesteśmy przerażeni, gdy jesteśmy wściekli, gdy ktoś zamordował naszych bliskich, gdy zagrożone jest nasze przetrwanie i gdy dysponujemy siłą pozwalającą na odwet.
Od 7 października Siły Obronne Izraela (IDF) wykazały się taką etyką. W Strefie Gazy mogło z łatwością dojść do ludobójstwa, ale do niego nie doszło. Izrael mógłby sprawić, że Strefa stałaby się niezdatna do zamieszkania, ale tego nie zrobił. Z łatwością mogła przeprowadzić kampanię masowego niszczenia bez ostrzeżeń, bez rozkazów ewakuacji, bez korytarzy humanitarnych i bez rozróżnienia między cywilami a kombatantami, ale nie jest to polityka, którą wybierają Izraelczycy.
Izrael ma środki, by dokonywać strasznych rzeczy, a jednak tego nie robi. Ta powściągliwość nie jest słabością — to jest właśnie sedno sprawy. Żydowska siła powinna kierować się żydowskimi wartościami, nawet jeśli te wartości sprawiają, że zwycięstwo jest wolniejsze, trudniejsze, bardziej skomplikowane i kosztowniejsze. Testem moralności nie jest to, czy posiadasz zdolność zniszczenia wroga; chodzi o to, czy posiadając tę zdolność, nadal nakładasz na siebie ograniczenia.
Jest jeszcze coś niezwykłego w strukturze fragmentu Tory na ten tydzień: zaczyna się on od wroga i kończy się na wrogu. Trzy ostatnie wersety zawierają jedno z najsłynniejszych i najbardziej niepokojących przykazań Tory: „Pamiętaj o tym, co uczynił ci Amalek”.
Amalek zaatakował Izraelitów wkrótce po wyjściu z Egiptu, ale Tora akcentuje sposób, w jaki to zrobił. Nie stoczył po prostu walki z izraelskimi wojownikami. Zaatakował ludzi pozostających w tyle — wyczerpanych, słabych, bezbronnych maruderów.
Księga Powtórzonego Prawa opisuje Izraelitów jako „zmęczonych i znużonych” oraz wspomina, jak Amalek wybił tych, którzy wlekli się na końcu. Tora nakazuje zatem Izraelitom pamiętać o tym, co uczynił Amalek, i kończy się dwoma niezapomnianymi słowami: „Lo tishkach” (Nie zapomnij).
Dlaczego Tora przywiązuje tak wielką wagę do pamięci o Amaleku?
Być może dlatego, że Amalek reprezentuje coś większego niż jedno starożytne plemię. Amalek uosabia szczególny rodzaj zła: odwagę tchórza, człowieka, który atakuje właśnie dlatego, że ktoś inny jest bezbronny; drapieżnika, który wybiera osobę starszą zamiast żołnierza; terrorystę, który wybiera rodzinę zamiast armii; tłum, który wybiera osamotnionego Żyda; łobuzerię, która odkrywa, że w grupie jest bezpieczniej; osobę, która nigdy nie stanęłaby twarzą w twarz z Żydem, ale staje się niezwykle odważna za pośrednictwem internetu.
Widzimy tego ducha wszędzie. Widzimy Żydów otoczonych i nękanych. Widzimy zastraszaną młodzież żydowską. Widzimy zagrożone synagogi. Widzimy żydowskie firmy niszczone przez wandali. Widzimy Izraelczyków znajdujących się tysiące mil od jakiegokolwiek pola bitwy, traktowanych jako uzasadnione cele tylko ze względu na miejsce urodzenia. A w internecie widzimy coś szczególnie ohydnego: ludzi, którzy odkryli, że Żydów można znów publicznie poniżać, grozić im, rozpowszechniać o nich kłamstwa i odczłowieczać, otrzymując za to poklask.
To właśnie jest moralny instynkt Amaleka.
Są ludzie, którzy interpretują żydowską etykę jako niekończącą się bezbronność: nadstawiaj drugi policzek, wczuj się w sytuację wroga, przyjmuj kolejny atak, staraj się jeszcze bardziej wytłumaczyć — może jutro będą nas mniej nienawidzić.
To nie jest judaizm.
Ta sama Tora, która nakazuje nam troszczyć się o bezbronnych, nakazuje nam również pamiętać o tych, którzy na nich polują. Ta sama Tora, która nakłada ograniczenia na żydowską władzę, nakazuje Żydom tę władzę posiadać. Ta sama Tora, która uczy współczucia, mówi nam, że z niektórymi wrogami trzeba się zmierzyć.
To właśnie jest dysonans poznawczy leżący u podstaw Ki Teitzei: walcz i pozostań człowiekiem, broń się i zachowaj granice, zniszcz zło i nie pozwól, by zło przekształciło cię na swój obraz. Pamiętaj o Amaleku i pamiętaj również o pozostałych 73 przykazaniach.
Być może jest to wielkie żydowskie wyzwanie naszego pokolenia. Nie możemy już dłużej liczyć na to, że antysemityzm sam zniknie. Nie wytłumaczymy się z każdej nienawiści. Nie możemy udawać, że każdy ruch dążący do naszej zagłady po prostu nas źle zrozumiał. Nie możemy budować naszej przyszłości na iluzji, że jeśli Żydzi staną się wystarczająco ulegli, cisi, politycznie wygodni lub zawstydzeni sobą, to w końcu wszyscy zostawią nas w spokoju.
Kiedy wyruszasz na wojnę, czasami musisz iść — wystarczająco silny, by walczyć, wystarczająco moralny, by wiedzieć jak, wystarczająco mądry, by rozpoznać zło, wystarczająco zdyscyplinowany, by nim nie stać, i wystarczająco odważny, by pamiętać.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

