Uncategorized

Otwórzcie oczy, Amerykanie!

Podsumowanie w jednym zdaniu

Melanie Phillips przekonuje, że Zachód i USA popełniają fundamentalny błąd strategiczny, nie dostrzegając, iż wojna na Bliskim Wschodzie to spójny projekt podboju ideologicznego i politycznego, w którym dżihadystyczny szyicki Iran oraz sunnickie Bractwo Muzułmańskie działają jako współpartnerzy.


Melanie Phillips

Ameryka po raz kolejny zmieniła swoje podejście do Iranu.

Biedawno prezydent USA Donald Trump oświadczył, że odwołuje największy atak militarny od czasów II wojny światowej, ponieważ zawarcie porozumienia z Iranem jest już bliskie. Teraz ogłosił „gospodarczy D-Day”, w ramach którego Iran zostanie poddany „wojnie gospodarczej i izolacji na bezprecedensową skalę”, a każdy kraj zapewniający mu wsparcie „sam poniesie OGROMNE konsekwencje gospodarcze”.

Blokada gospodarcza to rzeczywiście brutalna strategia wojenna. Jest to jednak desperacki krok mający na celu przełamanie obecnego impasu, wynikającego z obsesyjnej wiary Trumpa w sztukę zawierania układów.

Takie podejście opiera się na naiwności, która stanowi fundamentalny problem w relacjach z Bliskim Wschodem i światem islamskim.

Zawieranie porozumień opiera się na kalkulacji własnego interesu. Nie ma to jednak zastosowania w przypadku apokaliptycznych i mesjanistycznych fanatyków religijnych, którzy wierzą, że wypełniają wolę samego Boga, niszcząc Izrael i Amerykę.

Oznacza to nie tylko, że Trump nie rozumie nieprzejednanej natury szyickiego reżimu w Teheranie oraz faktu, że traktuje on wszelkie negocjacje jedynie jako okazję do przegrupowania sił i dozbrojenia się, wykorzystując Amerykanów jako naiwniaków. Oznacza to również niezrozumienie znaczenia kluczowych sojuszników strategicznych Iranu – sunnickich islamistów z Bractwa Muzułmańskiego, którzy wpisują się w ten sam nurt co Al-Kaida i ISIS.

A to z kolei oznacza niezrozumienie strategii Bractwa, którego celem jest podbój Ameryki oraz Zachodu dla islamu. Kluczowymi krokami na tej drodze są zniszczenie Izraela i zdobycie dominacji nad całym Bliskim Wschodem.

Stany Zjednoczone popełniają zatem fundamentalny błąd strategiczny, sięgający daleko poza kwestię samego Iranu – wspierają bowiem tych, których powinny neutralizować.

Na początku tego tygodnia siły izraelskie przeprowadziły nalot w głębi północno-zachodniej Syrii, niszcząc – według doniesień – syryjską bazę lotniczą.

Powołano się na głębokie zaniepokojenie Izraela planami Turcji dotyczącymi ustanowienia obecności wojskowej w tej bazie. Stanowiłoby to bezpośrednie zagrożenie dla izraelskiej kontroli nad przestrzenią powietrzną nad Syrią, która ma zasadnicze znaczenie dla obrony północnej części kraju.

Dla państwa żydowskiego zarówno Turcja, jak i Syria to wrogowie, którzy zawarli potencjalnie śmiertelny sojusz. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan odegrał kluczową rolę w dojściu do władzy prezydenta Syrii Ahmeda al-Sharaa, doprowadzając do obalenia sił długoletniego dyktatora Baszara al-Assada.

Obecnie Erdoğan nakłania al-Sharaa – byłego członka Al-Kaidy i ISIS – do eskalacji działań przeciwko Izraelowi.

Początkowo al-Sharaa rozważał możliwość uznania izraelskiej suwerenności nad Wzgórzami Golan w zamian za pomoc i akceptację dyplomatyczną. Obecnie jednak Syria żąda od Izraela opuszczenia Wzgórz Golan, które stanowią kluczowy bufor ochronny dla północy kraju.

W tym tygodniu sfilmowano żołnierzy armii syryjskiej skandujących przed historyczną Cytadelą w Damaszku: „Idę po ciebie, Żydzie… Sprawię, że twoja krew popłynie rzekami”.

Turcja wciąż zapewnia Hamasowi wsparcie finansowe oraz schronienie dla jego przywódców. Erdoğan rutynowo posługuje się również retoryką antyizraelską. W czerwcu oskarżył izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu o „podążanie śladami Hitlera”, podczas gdy turecki minister spraw wewnętrznych wezwał do „wyzwolenia Jerozolimy”.

Islamista Erdoğan stanowi zagrożenie nie tylko dla Izraela, ale i dla całego Zachodu. Dąży do przejęcia przywództwa w świecie islamskim poprzez odrodzenie Imperium Osmańskiego, zastępując względny sekularyzm jego dawnego pierwowzoru dżihadystycznym fundamentalizmem.

W miarę jak reżim irański chwieje się w posadach, Erdoğan dąży do zajęcia jego miejsca jako regionalnej potęgi. Dysponując bazami w Katarze, Somalii i północnym Iraku, Turcja stopniowo zastępuje szyicką, irańską oś podbojów dżihadystycznych osią sunnicką, reprezentowaną przez Bractwo Muzułmańskie.

Trump jednak uważa podobno Erdoğana za przyjaciela. Jedną z jego słabości jest słabość do autorytarnych przywódców prezentujących styl „silnej ręki”.

Wydaje się więc, że nie obawia się sojuszu Erdoğana z al-Sharaa, ponieważ podziwia byłego syryjskiego dżihadystę jako „twardziela” i wierzy w jego zapewnienia o przeobrażeniu. Jednak pomysł, że człowiek stojący dawniej na czele fanatyków Al-Kaidy i ISIS nagle wyrzeka się swojego „boskiego powołania” do mordowania Żydów, Amerykanów i innych niewiernych, od początku był absurdalny.

(Siedziba Główna Instytutu Pokoju Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie, 20 stycznia 2012 r., gdzie obraduje Rada Pokoju. Źródło: Something Original/Creative Commons/CC BY-SA 3.0 za pośrednictwem Wikimedia Commons)

Stany Zjednoczone wykazują podobną – a może nawet większą – naiwność wobec Hamasu. To absolutnie zdumiewające, że Jared Kushner, zięć i starszy doradca Trumpa, spotkał się w ubiegły weekend w Kairze z przywódcami tej organizacji. Jego celem było przełamanie impasu w sporze między Izraelem a Hamasem wokół inicjatywy Rady Pokoju dotyczącej trwałego porozumienia w Strefie Gazy.

Po raz kolejny amerykańscy urzędnicy nie zdołali pojąć, że islamscy terroryści bezwstydnie kłamią i podpisują zawieszenia broni tylko po to, by zyskać na czasie i je złamać.

Zamiast zrozumieć, że żadne układanie się z nimi nie jest warte papieru, na którym spisało się ustalenia, Kushner został wysłany do Kairu, by ukorzyć się przed grupą psychopatycznych masowych morderców. W ten sposób legitymizował wrogów cywilizacji, upokorzył Amerykę i dał Hamasowi sygnał, że Waszyngton tańczy tak, jak mu zagrają.

Impas powstał, ponieważ Hamas odmawia przestrzegania porozumienia podpisanego przez Izrael w październiku ubiegłego roku. Zakładało ono, że grupa terrorystyczna musi się rozbroić, zanim Izrael rozpocznie wycofywanie wojsk ze Strefy Gazy.

Sama Rada Pokoju zmieniła jednak kolejność tych kroków, gdy Nickolay Mladenov, wysoki rangą urzędnik Rady, stwierdził, że wycofywanie się Izraela „musi przebiegać równolegle” z rozbrojeniem Palestyńczyków (z czego Rada później się wycofała pod wpływem protestów Izraela).

Opublikowana na początku tego miesiąca „Mapa drogowa dla Strefy Gazy” nie doprowadziłaby ani do rozbrojenia, ani do końca rządów Hamasu. Wręcz przeciwnie – jak wynika z analizy opublikowanej przez MEMRI – umożliwiłaby mu zachowanie potencjału militarnego i przetrwanie jego struktury politycznej.

Co gorsza, określając swój cel jako utworzenie „wiarygodnej ścieżki do samostanowienia i państwowości Palestyńczyków”, dokument ten utrwala niebezpieczne przesłanie: krwawy atak Hamasu na południe Izraela z 7 października 2023 r. przyniósł polityczną szansę na utworzenie państwa palestyńskiego.

Nic dziwnego, że Hamas postrzega to jako swój wielki sukces, który umacnia go w przekonaniu, że rzeź z 7 października była milowym krokiem w stronę zniszczenia Izraela.

Obłuda ze strony Rady Pokoju nie powinna jednak zaskakiwać. Skoro w jej skład wchodzą tacy wrogowie cywilizacji jak Katar i Turcja, a także fałszywi sprzymierzeńcy w postaci Egiptu czy Arabii Saudyjskiej, właściwszą nazwą byłaby „Rada Uspokajania”.

Tymczasem Izraelczycy przekazali Białemu Domowi listę naruszeń ze strony Hamasu. Dokumentuje ona, że organizacja ta nadal gromadzi i przemyca broń, odbudowuje infrastrukturę wojskową, prowadzi rekrutację i szkolenia, zbiera dane wywiadowcze oraz przygotowuje ładunki wybuchowe wymierzone w izraelskie oddziały. Raport wykazał aż 14 naruszeń w ciągu zaledwie 24 godzin – z czego większość zaklasyfikowano jako bezpośrednie zagrożenie dla życia żołnierzy.

Działania Rady Pokoju nie tylko uniemożliwiają Izraelowi ostateczne rozbicie Hamasu i wyeliminowanie ryzyka powtórki z 7 października. Uniemożliwiają również realizację kluczowego zadania, jakim jest neutralizacja islamistycznego zagrożenia dla całego Zachodu.

Choć Hamas jest wspierany przez Iran, stanowi w rzeczywistości zbrojne ramię Bractwa Muzułmańskiego. Całkowite rozbicie Hamasu w Strefie Gazy zadałoby druzgocący cios strukturom Bractwa na całym świecie.

Bractwo jest ogniwem łączącym Turcję, Syrię, Katar i Hamas. Katar finansuje amerykańskie instytucje i osoby prywatne, aby chronić swój antyzachodni program przed ujawnieniem. Turcja kontroluje napływ imigrantów do Europy, co już doprowadziło do destabilizacji i grozi głębokim chaosem społecznym oraz kulturowym.

Z kolei samo Bractwo – którego strategia podboju Ameryki poprzez masową imigrację i demokratyczny entryzm wyszła na jaw podczas procesu Holy Land Foundation w latach 2007–2008 – oplata rozległą siecią meczety, fundacje i instytucje w Ameryce, Wielkiej Brytanii i Europie.

Wojna na Bliskim Wschodzie nie jest odrębnym konfliktem – to część jednego, spójnego projektu podboju Zachodu, prowadzonego wspólnie przez Iran i Bractwo Muzułmańskie. Stany Zjednoczone walczą dziś z pierwszym z nich, nie rozumiejąc z czym mają do czynienia, a drugiego w ogóle nie dostrzegają.

Ameryka musi wreszcie otworzyć oczy.

Otwórzcie oczy, Amerykanie!


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.