Uncategorized

Holocaust a sprawa polska

Podsumowanie w jednym zdaniua

J. Mackenzie Pierce w książce Sounds of Survival podejmuje odważną i wnikliwą próbę przeanalizowania skomplikowanych relacji polskiego środowiska muzycznego z tożsamością narodową, antysemityzmem i pamięcią o Holokauście od międzywojnia po lata 50., choć zdaniem recenzenta ulega czasem pokusie nadmiernych uproszczeń i nadinterpretacji.

Przyslal Beniamin Vogel

Omawiana książka:

J. Mackenzie Pierce

Sounds of Survival: Polish Music and the Holocaust

University of California Press, 2025 (356 s.)

Napisanie książki o stosunku polskiego środowiska muzycznego do Holocaustu jest aktem odwagi, na który niewielu rodzimych badaczy by się zdobyło. Choć J. Mackenzie Pierce stara się zrobić to rzetelnie, nie unika pokusy upraszczania i generalizowania.

Autor: Mateusz Ciupka

Mackenzie Pierce jest amerykańskim muzykologiem z University of Michigan. Istotne miejsce w jego badaniach zajmuje muzyka polska, szczególnie w powiązaniu z wojną i Holokaustem. Pisał już o operze Koniec Mesjasza (The Anointed) Kasserna, o Szpilmanie, Lissie czy kulturze getta warszawskiego. Uczył się języka polskiego, studiując przez rok na Uniwersytecie Jagiellońskim. Sounds of Survival…, jego debiutancka książka, imponuje odwagą wyboru tematu i rozmachem jego opracowania. Pierce postawił sobie za cel „odtworzenie fragmentu złożonej rzeczywistości” stosunku środowiska muzycznego do Żydów oraz pamięci o ich tragicznym losie. Ważnym wątkiem jest definiowanie, budowanie i obrona polskiej tożsamości narodowej przez tę grupę, tworzenie narracji o przeżytej traumie oraz relacja artystów z władzą – od sanacji po komunistów. Autor przyjmuje szeroką cezurę: zaczyna od międzywojnia, kończy na latach pięćdziesiątych. Zbiorowym bohaterem jego książki staje się „muzyczna inteligencja” (musical intelligentsia). Wybór tego zaskakującego terminu rodzi, jak się okazuje, multum problemów.

Chodzi o grono, które „utożsamiało się z misją polskiej inteligencji w dziedzinie muzyki i wierzyło w jej rolę w kształtowaniu tożsamości narodowej”. Pierce zalicza do niego przedstawicieli różnych pokoleń i profesji: od Mycielskiego, Waldorffa czy Kisielewskiego, przez Ochlewskiego, Lissę i Perkowskiego, po Palestra i Lutosławskiego. Stara się unikać generalizacji – wnikliwa praca źródłowa, bogata bibliografia i szczegółowość badawcza pozwoliły na potraktowanie poszczególnych postaci osobno. W publikacji roi się od cytatów, ale czasem wnioski z nich ocierają się o manipulację. Pierce poświęca na przykład akapit negatywnemu stosunkowi inteligencji do muzyki lekkiej, wskazując na wypowiedzi Ochlewskiego (widzącego w niej wyraz kultury masowej i braku indywidualizmu), Régameya (uważającego ją za „muzykę mechaniczną”) czy Maklakiewicza (narzekającego, że Jesienne róże Golda i Własta to szczyt upodobań, o ironio, inteligencji). Puentuje, że u niektórych komentatorów niechęć do popularnej piosenki wynikała z antysemityzmu, albowiem Żydzi byli jej najwybitniejszymi twórcami.

Niemniej Pierce nie traktuje muzycznej inteligencji jak fanatycznych antysemitów, a książka nie ma publicystycznej werwy ani agresywnego tonu. Badacz stara się budować wyważony obraz rzeczywistości. Z jednej strony opisuje więc losy periodyku „Muzyka” Mateusza Glińskiego, który dążył do zaangażowania kompozytorów żydowskich, takich jak Tansman czy Koffler, w budowanie polskiej tożsamości, lecz w końcu lat trzydziestych został pozbawiony państwowych dotacji i przegrał z „Muzyką Polską” Chybińskiego, dążącego do segregacji i podziału w prasie na etnicznych Polaków oraz „żydów i żydoidów”. Z drugiej strony podkreśla, że „Muzyka Polska” antysemickich tekstów nie publikowała, a poglądy Chybińskiego znamy z prywatnej korespondencji. Sprawiedliwie wylicza przypadki ratowania muzyków żydowskich przez etnicznych Polaków w okresie okupacji, kontrapunktując je przykładami postaw przeciwnych. Wątpliwości budzi już natomiast zestawianie antysemityzmu z niepojawianiem się tematyki Holokaustu w powojennej twórczości. Po części brak ten zostaje usprawiedliwiony poglądami władz komunistycznych, po części uprzedzeniami środowiska. Autor nie doszacował jednak wagi indywidualnych decyzji twórców. Gdy zapytałem niegdyś Romualda Twardowskiego, dlaczego jako świadek wojny i mordów na Żydach nie napisał ani jednego utworu na ten temat, odparł, że było to tak traumatyczne doświadczenie, iż nie dało się go wyrazić mową dźwięków.

Wbrew tytułowi Holokaust nie jest jedynym tematem książki. Pierce postawił sobie także zadanie zdekonstruowania mitu, że w trakcie okupacji muzyka polska rozkwitała. Trafnie przyznaje, że słynne warszawskie kawiarnie romantyzowano we wspomnieniach, podczas gdy wiele z nich służyło niemieckiej opresji – znajdując się pod stałą obserwacją, pomagały w identyfikowaniu i eliminowaniu elity. Czasem jednak autor się zagalopowuje – choćby biorąc na serio ironiczny ton Waldorffa, piszącego, że lata okupacji były czasem wytężonej pracy i skupienia, bo kompozytorom nie przeszkadzały uroczyste premiery ani rwetes życia towarzyskiego. Fragment pochodzi z prelekcji wygłoszonej na jednym z tajnych koncertów u Ochlewskich. Waldorff mówi też o Kisielu imającym się różnych zajęć, w tym akompaniowania „treningom boksu japońskiego”. Trudno to brać na poważnie!

Do pewnego stopnia Pierce ma rację, że dziejowym paradoksem okazała się zbieżność celów muzycznej inteligencji i władz komunistycznych. Doszukuje się jednak intencjonalnej ciągłości, sugerując, że przedwojenny program umuzykalniania młodzieży Organizacji Ruchu Muzycznego świetnie wpisał się w powojenne „upowszechnianie kultury”; że oba realizowane były przez reprezentantów tej samej inteligencji, która nie porzuciła antysemickich poglądów; że Towarzystwo Wydawnicze Muzyki Polskiej de facto przemieniono w Polskie Wydawnictwo Muzyczne, a „Ruch Muzyczny” był spadkobiercą ufundowanej na segregacji rasowej „Muzyki Polskiej”. To zagadnienia, w których ocenie trudno wyważyć rolę i poglądy jednostek (Ochlewskiego, Lissy, Kisielewskiego, Rutkowskiego), mechanikę ustroju czy poczucie odpowiedzialności za odbudowę kraju. Wydaje się, że autor szuka w nich potwierdzenia swoich tez, a synteza prowadzi go do wątpliwych uproszczeń. Nie zawsze też dobrze wyczuwa ducha czasu – czyni na przykład zarzut Lutosławskiemu, iż ten w przemówieniu na zebraniu ZKP w 1957 roku „pomija niewygodną prawdę, że muzyczna inteligencja wiele zyskała pod względem prestiżu, władzy i wsparcia materialnego dzięki stalinowskiej odbudowie”. Biorąc pod uwagę tło historyczne, trudno oczekiwać, by mówca oddał sprawiedliwość „zasługom” stalinizmu.

Bez wątpienia Sounds of Survival to książka merytorycznie bogata, wnikliwa, ale też polaryzująca i – może to jej największy walor – wzywająca, by z tym trudnym tematem zmierzyło się szerokie grono polskich badaczy


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.