
Agnieszka Warnke
Na to ostatnie pytanie odpowiedzmy od razu: drukował. Przy czym nie chodzi o słynnego gangstera, lecz o Egisto de Andreisa, dziennikarza i administratora OGI, czyli drukarni w Rzymie, będącej w latach 1946–1947 własnością Instytutu Literackiego (IL). Zresztą to niejedyny pseudonim, który w wydanym w 2026 roku tomie korespondencji Listy 1943–1981 wywołuje uśmiech.
O ile określenie „Generał” ani poufałe „Władzio” w stosunku do Władysława Andersa nie dziwią, o tyle „Ukochany” bądź „Czaruś” nie każdemu od razu skojarzą się z autorem rozkazu o utworzeniu IL. Z listów dowiadujemy się też, że o Instytucie plotkować lubił – zwłaszcza przy partyjce pokera – Ludożerca, czyli wydawca Władysław Kowalewski. Dobrym znajomym Giedroycia był też Miau-Miau – historyk i polityk Stanisław Kot, a do „Kultury” pisała m.in. Mimi – Herminia Naglerowa.
Zofia Hertz czekała na odwlekającego wizytę ze względu na kolejny atak malarii Róbcósia – Zbigniewa Racięskiego, wówczas współpracownika zaprzyjaźnionego z „Kulturą” Radia Wolna Europa. Z kolei Giedroyc narzekał na swoją kolejną maszynistkę Bécassine, czyli Marię Mawro-Łamzaki, która przezwisko zawdzięczała jednej z najstarszych bohaterek francuskiego komiksu, dobrodusznej guwernantce rozpoczynającej nowe życie w Paryżu – podobnie jak twórcy IL w Maisons-Laffitte po wyprowadzce z Rzymu.
Rozmowy trójstronne

Zofia i Zygmunt Hertzowie, za nimi Henryk Giedroyc, Maisons-Laffitte, lipiec 1951, fot. ze zbiorów Instytutu Literackiego / Kolekcja Zofii i Zygmunta Hertzów
Pierwsze spotkanie Jerzego Giedroycia i Zofii Hertz miało miejsce w marcu 1943 roku. Oboje – podobnie jak Zygmunt Hertz – byli żołnierzami Armii Andersa. Zofia pracowała w Biurze Propagandy i Oświaty, którym wówczas kierował Józef Czapski. Chcąc zobaczyć się z nim, weszła do jego namiotu, ale zamiast szefa, zastała Giedroycia. „Robił wrażenie dość ponurego” – wspomni po latach. Redaktor nie pozostanie jej dłużny, relacjonując Miłoszowi w Autobiografii na cztery ręce: „jakaś ochotniczka włazi mi dość bezczelnie do namiotu i pyta o Czapskiego. Mówię: »Nie ma«. »No to ja poczekam«. Byłem wściekły”.
Zofia była już wtedy żoną Zygmunta. Poznała go w 1938 roku na balu sylwestrowym u łódzkich fabrykantów. W czasie wojny zostali zesłani na Syberię, a po amnestii wstąpili do Armii Polskiej, lecz przydzielono ich do różnych oddziałów. Ponownie rozpoczęli wspólne życie w Rzymie, a wówczas współpraca Zofii i Giedroycia się rozluźniła.
Po wojnie ona chciała zostać na emigracji, Zygmunt wolał wracać do Polski. Zwyciężyła miłość: jego do żony i jej do idei, których uosobieniem był Giedroyc. We troje – z nieocenioną pomocą Józefa Czapskiego i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego – stworzyli instytucję, która jednoczyła myśl kulturalną i polityczną polskiej emigracji. Giedroyc został Redaktorem, Zofia zajęła się administracją (a tak naprawdę również korektą, redakcją, tłumaczeniem, edycją dzieł oraz sekretariatem Giedroycia), Zygmunt – sprawami finansowymi.
Poza pracą łączyła ich przede wszystkim przyjaźń oparta na zaufaniu i szacunku, mimo czasem odmiennych opinii. Świadectwem tej niezwykłej relacji jest korespondencja – 410 listów – prowadzona w latach 1943–1981, wydana w 2026 roku przez Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego i Stowarzyszenie Instytut Literacki Kultura w serii Jerzy Giedroyc i… Jej opracowaniem naukowym zajęli się Sławomir M. Nowinowski i Kamila Łabno-Hajduk.
Podwójne życie Zofii

Zofia Hertz, Kair, 20 lutego 1943 roku, fot. ze zbiorów Instytutu Literackiego / Kolekcja Zofii i Zygmunta Hertzów
Listy te wiele mówią o Zofii Hertz. Napisała ich więcej niż Giedroyc i jej mąż (aż 239), były też zdecydowanie dłuższe (sama określała niektóre jako „tasiemce”). Stanowią doskonałe uzupełnienie wydanej w 2023 roku biografii Zofia Hertz. Życie na miarę „Kultury” autorstwa Łabno-Hajduk. Już w tej publikacji bohaterka książki – pierwsza kobieta w międzywojennej Polsce, która zdała egzamin notarialny oraz najbliższa współpracownica redaktora „Kultury” – dała się poznać jako osoba nieustępliwa i bezkompromisowa. Ale dopiero w korespondencji okazuje się drapieżnicą walczącą o swoje racje („Wysłałam dziś depeszę do Vistuli o resztę Ciesielstwa, brak przeszło 100 stron korekty. Niech natychmiast wyślą, bo za nic nie ręczę”) i bezwzględną krytyczką zarówno dzieł czy artykułów, jak i postaw ich autorów.
Pierwszy z brzegu – i chyba najbarwniejszy językowo – przykład to relacja Hertz z Herlingiem-Grudzińskim: pełna szacunku i pretensji. Zaczęło się od wstępu do Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego (drugiej po Legionach Sienkiewicza książce wydanej przez IL) z przedmową pisarza, którą to Hertz przepisywała na maszynie. Do samej funkcji maszynistki jednak się nie ograniczyła. „Bardzo dobry [tekst] – tylko trochę rewolucyjny. Wymyśla nam słowami Mickiewicza, aż trzeszczy i »szarga narodowe świętości«” – oceniła przedmowę w liście do Giedroycia.
Im ściślejsza była współpraca Herlinga-Grudzińskiego z IL, tym napięcie między nim a Zofią Hertz rosło. Apogeum osiągnęło, gdy latem 1947 roku pisarz wycofał się z przeprowadzki do nowej siedziby IL w Maisons-Laffitte. Hertz w korespondencji do Redaktora z 22 września dała upust frustracji:
W każdym razie ja nie myślę pracować na geniuszy czy poetów niezdających sobie sprawy z codziennego życia, ale za to umiejących tak dokładnie zabezpieczać sobie tyły. Nie wiem, czy to jest wpływ Twojego rozpaskudzenia Gustawa, na co niejednokrotnie zwracaliśmy ci uwagę, czy też to, że dostał jakąś intratną posadkę w Londynie […]. Wiesz dobrze, że osobiście nic nie mam przeciwko Gustawowi i że chciałam, aby towarzysz-literat przyjechał do Paryża i był z nami razem, mimo że niewątpliwie byłby dla nas pozycją raczej obciążającą, ale jeżeli z towarzysza zaczyna wyłazić cynik, nie tylko leń – to już nawet dla mnie jest trochę za dużo.

Okładka książki „Listy 1943–1981”, Jerzy Giedroyc, Zofia Hertz, Zygmunt Hertz, fot. Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Instytut Historii, Katedra Historii Powszechnej Najnowszej
Giedroyc starał się łagodzić emocje swojej współpracownicy i powiernicy. Robił to, ostrożnie dobierając słowa, tak, by jej nie urazić. Zdawał sobie sprawę, że bez niej nie poradziłby sobie w prowadzeniu wydawnictwa ani czasopisma. Tak samo jak bez Zygmunta Hertza, szczególnie w okresie rzymskim. „Nie przypuszczam, by »Kultura« mogła bez nich zaistnieć i przetrwać” – stwierdził Redaktor.
Hertz odgrywał jednak mniej ważną rolę, o czym świadczy choćby zdecydowanie mniejsza liczba napisanych przez niego do Giedroycia listów. Dotyczyły one głównie tematów służbowych lub sytuacji politycznej w Polsce, a ich rzeczowy ton połączony z ciętym językiem odsłania czasem impulsywną naturę nadawcy. Sporadycznie Zofia i Zygmunt pisali do Redaktora razem, ale ich wiadomości były raczej krótkimi pozdrowieniami z wakacji. Szczegółowe relacje z podróży zdawała za to Zofia. Jak zauważa Łabno-Hajduk we wstępie do edycji korespondencji:
Od 1943 roku Zofia Hertz żyła podwójnym życiem. Jedno wiodła u boku mężczyzny, który potrafił […] celebrować każdą chwilę. To do niej i Zygmunta Hertza należały kawiarnie Paryża, Cannes i Genui, nadmorskie kurorty Hiszpanii, Akropol i Morze Tyrreńskie, które przemierzali stateczkiem, płynąc na Capri. Mąż był jej wielką miłością, najlepszym przyjacielem i wiernym towarzyszem. Drugie życie – u boku Jerzego Giedroycia, fascynującego i zafascynowanego polityką, owładniętego ideami niczym nowy Romantyk, często trudnego i nieznośnie wymagającego, ale z którym koniec końców dzieliła radości i smutki o ponad dwie dekady dłużej niż z mężem […].
Potwierdzenie tych słów znajdujemy już w liście Zofii z 13 sierpnia 1943 roku: „Panie Jurku, zdaje się, że do żadnej ze swoich sympatii nie pisałam tak częstych i wyczerpujących a długich listów, jak do Pana – urzędowo”. Zaraz po tym wyznaniu mamy popis jej malkontenctwa – ale doprawiony czarnym humorem:
Jestem strasznie zalatana i naprawdę nie mam dla siebie ani chwili czasu, np. od trzech tygodni wybieram się do miasta po pantofle, a od pięciu do dentysty, i nie mogę się zdobyć, żeby to załatwić. Sądzę, że dojdzie do tego, że będę latała boso i bez zębów, a to będzie naprawdę straszne.
Dalej już następują rzeczone sprawy urzędowe wymienione w punktach – Zofia często je stosowała, co może być dowodem na jej analityczny umysł. W poruszanych w listach sprawach prywatnych nie brakuje szczerej, obustronnej troski i zupełnie przyziemnych kwestii związanych z życiem na emigracji. Wzajemne uprzejmości niekiedy ocierają się wręcz o flirt (Redaktor zwracał się do swojej współpracownicy per „Kochanie”, a w jednym z listów wspomina wspólne „przejażdżki dorożką w Kairze i jedno popołudnie w Hotelu Imperial”).
Redaktor ujarzmiony

Jerzy Giedroyc w ogrodzie domu „na Korneju”, lata 50., fot. Henryk Giedroyc / ze zbiorów Instytutu Literackiego
Czytelnik uważniej śledzący losy paryskiej „Kultury” może czuć jednak podczas lektury pewien niedosyt. W listach tych brak bowiem intelektualnych dyskusji, do których Giedroyc przyzwyczaił nas chociażby w korespondencji z pisarzami Czesławem Miłoszem czy Andrzejem Bobkowskim. Nie ma też charakterystycznego zaangażowania politycznego w sprawy polskie, tak ważnego w jego relacjach ze Zdzisławem Najderem, dyrektorem Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w latach 80. Jedynie kilka listów od Zygmunta Hertza rekompensuje ten niedobór (swoją drogą, kiedy redaktor „Kultury” miał czas, by regularnie korespondować z tak wieloma osobami?).
Zaglądamy za to za kulisy współpracy z najwybitniejszymi literatami, tłumaczami, publicystami i komentatorami spraw politycznych XX wieku. Poznajemy ówczesne problemy wydawnicze i wygórowane żądania rabatów na książki dla dystrybutorów (brzmi znajomo?), szczegóły negocjacji z autorami (chociażby z Orwellem) lub ich przedstawicielami (jak w przypadku Hemingwaya), okoliczności służbowych podróży i źle rozliczonych wydatków przez nieuczciwych pracowników Instytutu.
Najbardziej zaskakuje ton listów Giedroycia do Zofii Hertz: zasadniczo uładzony, tak jakby nadawca nie chciał narazić się adresatce, być może trochę się jej bał. Redaktor co chwilę tłumaczy się, dlaczego tak długo nie pisał albo pisał tak niewiele, choć w większości przypadków winę ponosiła poczta, która nie dostarczała wiadomości na czas. To z kolei prowadziło do nieporozumień i przekomarzań (Zofia: „Chciałam Panu narysować Żabę – ponieważ wiem, jak Pan nie lubi wszelkiego rodzaju zimnokrwistych płazów”; Jerzy: „Jestem wściekły z tego powodu, tym bardziej, że miałem w tych listach szereg próśb. Co prawda i tak by ich [Pani] nie załatwiła przy swoim wrodzonym lenistwie”).
Treść listów często zbaczała z głównego tematu na nieoczekiwane tory. I tak jeden z największych intelektualistów XX wieku wykazywał wątpliwy talent w ogrodnictwie:
[…] w ogrodzie schnie wszystko fantastycznie i zaczynam mieć dosyć podlewania. To zabiera masę czasu. Mszyce zjadają Twoje nasturcje, walczę z nimi jak mogę [10.07.1955].
Ale już gotowanie szło mu nienajgorzej:
Dziś ugotowałem genialną zupę szczawiową. Nigdy byś tego nie potrafiła. Black [pies Giedroycia] się zlitował nad Dudkiem [Jerzym Giedroyciem] zgodził się na bouletki [pulpety] z siekanego mięsa na jutro. Niemniej w sobotę gotuję bourguignon [wołowinę po burgundzku] na cały tydzień [17.07.1953].
Więcej! W dziedzinie mody nie miał sobie równych:
Odbierz od Lula [Ludwika Łubieńskiego] moją walizkę i porozdzielaj sprawunki, które Wam pozałatwiałem, tak jak św. Mikołaj. Flanela jest dla Władka [Władysława Wąchały], brązowawy tweed dla Ciebie na kostium, brązowy tweed na kurtkę dla Wolskiego [Jana] i szary tweed dla Dudka. […] Ponadto wygrzebiesz w walizce 5 tubek pasty dla siebie oraz rękawiczki [23.05.1946].
Jedna tylko rzecz przeszkadza w lekturze – brak szczegółowego kalendarium z życia Instytutu Literackiego i „Kultury”, które wypełniłoby okresy korespondencyjnej posuchy spowodowanej bezpośrednimi spotkaniami i rozmowami tych trzech niezwykłych osobowości. Listy 1943–1981 Jerzego Giedroycia oraz Zofii i Zygmunta Hertzów to co najmniej 410 powodów, by nadrobić tę lekcję historii we własnym zakresie
„Chciałam Panu narysować Żabę”. Listy Giedroycia i Hertzów
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

