
Autor: Alexander Joffe
Podsumowanie w jednym zdaniu
Artykuł ukazuje, jak fala antysemityzmu i antyizraelskiego aktywizmu w USA wykracza poza uniwersytety i przenika do szkół podstawowych oraz średnich, wpływając na programy nauczania i sytuację żydowskich uczniów oraz nauczycieli.
Konflikt między administracją Trumpa a środowiskiem akademickim przybrał nowy obrót, gdy sędzia federalny oddalił pozew przeciwko Harvardowi. Sąd uznał, że administracja nie udowodniła, iż uczelnia pozwalała na bezkarność incydentów antysemickich, oraz orzekł, że rząd nie ma prawa uzależniać przyznawania dotacji federalnych od przestrzegania Tytułu VI.
Stwierdzając, że incydenty z przeszłości nie mogą stanowić dowodu na ciągły wzorzec nieprzestrzegania przepisów, sąd odebrał rządowi możliwość dokumentowania i karania praktyk instytucjonalnych związanych z zarzutami o antysemityzm i inne naruszenia Tytułu VI. W innej sprawie sędzia federalny orzekł, że wprowadzone przez Florida International University ograniczenia dotyczące „czasu, miejsca i formy” protestów studenckich były zbyt szerokie.
Z kolei Haverford College zawarł ugodę w sprawie pozwu wniesionego w imieniu żydowskich i izraelskich studentów oraz wykładowców. Rektor uczelni przyznał, że syjonizm stanowi integralną część tożsamości żydowskiej, deklarując: „Nękanie, wykluczanie lub próby uciszania członków społeczności żydowskiej ze względu na ich przekonania, praktyki religijne czy jakikolwiek inny element żydowskiej tożsamości – w tym syjonizm – są sprzeczne z fundamentalnymi zasadami naszej uczelni: zaufaniem, troską i szacunkiem”. Ugoda ta wpisuje się w serię podobnych porozumień zawartych w ostatnim czasie przez prywatne uczelnie humanistyczne (liberal arts).
W powiązanej sprawie kilku byłych prawników Departamentu Sprawiedliwości oraz Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej zarzuciło, że presja administracji Trumpa na uczelnie wyższe w kwestii antysemityzmu opierała się na wątłych dowodach i zmierzała do z góry założonych wniosków. Twierdzili oni, że śledztwa stanowiły jedynie pretekst do wymuszania ustępstw finansowych od uniwersytetów, a inne postępowania umarzano, by skierować zasoby na sprawy dotyczące antysemityzmu. Demokraci, w tym kongresman Jamie Raskin (D-MD), wykorzystali te zarzuty, jednak uniwersytety, które zdecydowały się na ugodę, nie zakwestionowały działań rządu federalnego na tej podstawie.
Wraz z rozpoczęciem semestru jesiennego kadra naukowa pozostaje na pierwszej linii aktywizmu antysemickiego i antyizraelskiego. Nowy raport podkreśla skalę, w jakiej związki zawodowe pracowników naukowych i doktorantów zostały przejęte przez aktywistów antyizraelskich. Problem nasilił się znacząco po masakrach dokonanych przez Hamas 7 października, które doprowadziły sytuację na kampusach do wrzenia. Choć ogólne nastroje wśród naukowców i doktorantów pozostają trudne do zmierzenia, nie da się przecenić stopnia, w jakim ich związki zawodowe przekształciły się w lewicowe grupy lobbingowe.
Dane dotyczące wpłat na kampanie polityczne oraz obserwacje jednoznacznie wskazują, że większość amerykańskich naukowców sprzyja lewicy. Nowa analiza dotycząca badaczy zajmujących się studiami żydowskimi/judaistycznymi, studiami nad Izraelem, językiem hebrajskim i Holokaustem rzuca dodatkowe światło na ten problem. Z analizy podpisów pod petycjami i listami otwartymi wynika, że ponad 51% z nich poparło stanowiska antyizraelskie.
Izraelscy naukowcy wciąż zgłaszają przypadki bojkotu ze strony europejskich i amerykańskich kolegów. Obok nagłośnionych zakazów współpracy wprowadzanych przez całe instytucje – jak Uniwersytet w Gandawie – powszechny staje się tzw. cichy bojkot. Przybiera on formę obniżania grantów badawczych z funduszy europejskich, zrywania projektów naukowych, odwoływania zaproszeń na wykłady, żądań usuwania izraelskich afiliacji z publikacji czy oskarżeń o stronniczość skutkujących wycofaniem artykułów z druku. Etykietowanie to dotyka też ocen dorobku naukowego (tenure review) czy recenzji wydawniczych, co jest jeszcze trudniejsze do formalnego udokumentowania.
Przed nowym rokiem akademickim lokalne komórki Students for Justice in Palestine (SJP) i organizacje partnerskie znów publikują oświadczenia i petycje, wystawiają stoiska rekrutacyjne oraz organizują drobne protesty mające kształtować wrogą wobec Izraela i Żydów atmosferę na kampusach. Ruszyły również kampanie przeciwko obowiązkowym szkoleniom z wiedzy o antysemityzmie – na przykład na Harvardzie, gdzie krytycy twierdzili m.in., że definicja IHRA „próbuje utożsamiać uzasadnioną krytykę izraelskich rządów kolonialno-osadniczych, apartheidu i ludobójstwa Palestyńczyków z mową nienawiści”.
W sierpniu przybrała na sile fala pozwów sądowych składanych przeciwko uczelniom przez propalestyńskich studentów i wykładowców. Grupa związana z Uniwersytetem Columbia złożyła pozew, zarzucając władzom dyskryminację ze względu na palestyńskie pochodzenie. W petycji twierdzą, że procedury dyscyplinarne wszczęte po protestach wytworzyły „wrogie i niebezpieczne środowisko”, a sama uczelnia „aktywnie uczestniczyła w atakach na palestyńskich studentów i pracowników oraz wzmacniała nagonkę motywowaną rasowo, etnicznie i politycznie”.
Związkowienie doktorantów stało się głównym motorem wzrostu dla organizacji pracowniczych, takich jak United Auto Workers. W konsekwencji same związki uległy zradykalizowaniu i przyjęły twarde stanowiska antyizraelskie.
W szerszej perspektywie relacje z wewnętrznego życia studenckich kół i związków wskazują, że przypominają one często zradykalizowane, zamknięte mikrokulty – na wzór tradycyjnych bractw – w których manifestowanie ideologicznych skrajności służy budowaniu tożsamości skrajnie lewicowych członków.
Doszło jednak również do paradoksalnego zwrotu: związek zawodowy doktorantów Uniwersytetu Columbia wycofał ze swoich żądań układu zbiorowego postulaty wycofania inwestycji z Izraela oraz zamknięcia filii uczelni w Tel Awiwie. Zrezygnowano też z żądania usunięcia nowojorskiej policji z kampusu, a Uniwersytet Columbia oficjalnie otworzył swoje centrum w Tel Awiwie.
Wraz z nadejściem roku szkolnego sytuacja żydowskich uczniów i nauczycieli w szkolnictwie podstawowym i średnim (K-12) ulega dalszemu pogorszeniu. Szokujące dane z nowojorskich szkół publicznych mówią o 250 incydentach antysemickich i antyizraelskich, z czego aż dwie trzecie stanowiły ataki bezpośrednie, w tym napaści fizyczne i wandalizm.
Wieloletni problem uprzedzeń antyizraelskich i antyamerykańskich w ramach tzw. edukacji etnicznej (ethnic studies) wyszedł na jaw w nowym raporcie dotyczącym szkół z rejonu San Francisco. Program przyjęty w pięciu szkołach średnich obarcza „syjonistyczny kolonializm osadniczy” winą za „wywłaszczenie Palestyńczyków”. Z kolei program w okręgu Campbell Union (rejon San Jose) w zasadzie pomija wątek żydowski, skupiając całą narrację wokół pojęcia „oporu”.
Choć robocza definicja antysemityzmu według IHRA została powszechnie przyjęta jako wytyczna przez władze stanowe i okręgi szkolne, w Pensylwanii doszło do incydentu: w materiałach edukacyjnych dotyczących DEI zastąpiono ją tzw. Deklaracją Jerozolimską (wycofano się z tego dopiero pod naciskiem środowisk żydowskich). Deklaracja Jerozolimska głosi m.in., że sprzeciw wobec syjonizmu jako formy nacjonalizmu nie jest sam w sobie antysemityzmem, co otworzyło drogę do sankcjonowania haseł zrównujących syjonizm z rasizmem.
Nasilająca się presja antysemicka w sektorze K-12 przekłada się na postawy kadry: z najnowszego raportu wynika, że aż 70% żydowskich nauczycieli obawia się głośno krytykować stronniczość związków zawodowych z lęku przed konsekwencjami służbowymi lub utratą reputacji.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

