Autor Brian McDonald

Prezydent USA Donald Trump uczestniczy w spotkaniu dwustronnym z prezydentem Syrii Ahmedem al-Sharaa podczas szczytu NATO w 2026 r. w kompleksie prezydenckim Beştepe w Ankarze, 8 lipca 2026 r. (Źródło: Daniel Torok/Biały Dom)
Podsumowanie w jednym zdaniu
Izrael powinien odrzucić proponowane przez Syrię tymczasowe porozumienie w sprawie bezpieczeństwa (hudnę) i uzależnić jakiekolwiek ustępstwa od pełnego pakietu gwarancji, obejmującego formalne uznanie suwerenności nad Wzgórzami Golan oraz powstrzymanie ekspansji wojskowej Turcji.
Minister spraw zagranicznych Syrii Al-Shaibani wezwał Izrael do wykorzystania „historycznej szansy”. W wywiadzie dla agencji Reuters z 22 sierpnia stwierdził, że Syria „wyciąga rękę w imię porozumienia, pokoju i dyplomacji”. Dodał jednak: „Obecnie nie ufamy Izraelowi”, zaznaczając, że nie ma żadnych planów dotyczących pokoju, normalizacji stosunków ani uznania izraelskiej suwerenności nad Wzgórzami Golan.
To, co oferuje Syria, to jedynie wąskie porozumienie w zakresie bezpieczeństwa, skupiające się na granicach, wycofaniu Sił Obronnych Izraela (IDF) oraz ograniczeniu ich swobody działania. Stoi za tym konkretna przyczyna: zgodnie z ideologią dżihadystyczną z wrogiem nie zawiera się trwałego pokoju. Co najwyżej dochodzi do tymczasowego rozejmu zwanego hudną. Hudna służy wyłącznie ponownemu uzbrojeniu się i jest zrywana, gdy tylko warunki ulegną poprawie.
Niektórzy twierdzą, że prezydent Syrii Ahmed al-Sharaa stał się politykiem umiarkowanym, dążącym do rzeczywistego porozumienia. Wskazują na jego niedawne stonowane wypowiedzi, kontrastujące z deklaracjami z czasów, gdy był poszukiwanym na arenie międzynarodowej dżihadystycznym terrorystą. Dowody wskazują jednak, że wcale nie złagodził swojego stanowiska.
W oświadczeniu z 2018 r. (udokumentowanym przez MEMRI) al-Sharaa mówił swoim bojownikom, że po zdobyciu Damaszku „czeka na nas również Jerozolima”. W październiku 2023 r. organizacja, której przewodniczył – Hay’at Tahrir al-Sham (HTS) – wydała oficjalny list gratulujący Hamasowi ataków terrorystycznych na południowy Izrael, opisując państwo żydowskie jako twór przeznaczony do likwidacji.
Po przejęciu władzy w grudniu 2024 r. retoryka al-Sharaa uległa zmianie. Zaczął wypowiadać się łagodniej, deklarując chęć powrotu do porozumienia o rozdzieleniu sił z 1974 r. i zapewniając, że Syria nie przeprowadzi ataków na Izrael. Jednocześnie w grudniu 2025 r., podczas parady z okazji Dnia Wyzwolenia z udziałem wysokich rangą ministrów, podlegli mu żołnierze grozili, że „izraelska krew popłynie rzekami” i wzywali do marszu na Al-Aksę. Na początku tego miesiąca The Jerusalem Post poinformował, że umundurowani syryjscy żołnierze skandowali przed Cytadelą w Damaszku: „Idę po ciebie, Żydzie. Sprawię, że twoja krew popłynie rzekami”.
Słowa to nie jedyny dowód. Od czasu upadku dyktatora Baszara al-Assada nowe władze prześladują mniejszości. W 2025 r. dopuściły się masakr i porwań druzów, zaatakowały społeczności chrześcijańskie w Dolinie Chrześcijan oraz stosowały przemoc wobec alawitów i Kurdów. Wszystko to miało miejsce w czasie, gdy al-Sharaa kreował się na umiarkowanego przywódcę.
Umiarkowana retoryka al-Sharaa wyraźnie rozmija się z jego działaniami. Ta rozbieżność jest najsilniejszym argumentem za tym, by traktować wszelkie propozycje raczej jako hudnę niż szczerą inicjatywę pokojową, co potwierdza, że ideologia dżihadystyczna nadal determinuje jego politykę.
Mieliśmy już do czynienia z hudną w practicale – w ten sposób Hamas traktował każde zawieszenie broni z Izraelem, a tragiczne skutki tego podejścia zobaczyliśmy 7 października. Ta sama dynamika dotyczy obecnych rozmów z nowym prezydentem Syrii. Al-Sharaa wykorzystuje umiarkowany przekaz, aby przypodobać się Zachodowi i państwom Zatoki Perskiej, których wsparcie jest kluczowe dla odbudowy kraju i konsolidacji jego władzy. W rzeczywistości zmaga się on z wewnętrzną presją ze strony jeszcze bardziej radykalnych frakcji dżihadystycznych. W listopadzie ubiegłego roku ujawniono, że syryjskie służby udaremniły dwa zamachy Państwa Islamskiego na jego życie. Aby utrzymać pozycję, prezydent musi zapewnić szybkie i namacalne sukcesy: rozwiązać kryzys energetyczny, zapobiec widmu głodu, tworzyć miejsca pracy i odbudować podstawowe usługi. Ma zatem ogromny interes w tym, by na zewnątrz sprawiać wrażenie polityka umiarkowanego.
Koncepcja hudny tłumaczy również impas w pośrednich rozmowach syryjsko-izraelskich prowadzonych pod patronatem USA. Jak donosiły Reuters i i24News, negocjacje utknęły w martwym punkcie z powodu kwestii suwerenności. Syria oferowała wyłącznie wąski pakt bezpieczeństwa – skupiony na całkowitym wycofaniu Sił Obronnych Izraela i demilitaryzacji – odrzucając wszystko, co mogłoby prowadzić do trwałego pokoju. Izrael dążył z kolei do kompleksowego porozumienia i ostatecznie wycofał się z rozmów, uznając, że status quo jest dla niego korzystniejsze.
Izraelskie wojsko działa obecnie z pełną swobodą w syryjskiej przestrzeni powietrznej oraz w południowej Syrii. IDF zajmują strategiczne pozycje na górze Hermon i chronią społeczności druzyjskie. Ponadto przelot nad Syrią zapewnia izraelskiemu lotnictwu najkrótszą trasę w stronę Iranu.
Dla izraelskiego dowództwa kluczowe jest zachowanie swobody operacyjnej, ochrona Druzów oraz powstrzymanie ekspansji Turcji i prób odbudowy przez Iran korytarza lądowego do Hezbollahu. Wniosek ten płynie m.in. z raportu Instytutu Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym (INSS) z maja 2026 r. Wąskie porozumienie ograniczyłoby te możliwości, rezygnując z realnej przewagi w zamian za obietnicę pokoju, która w świetle historii szybko okaże się bezwartościowa. Aby Izrael zrezygnował ze swobody operacyjnej, musi otrzymać w zamian twarde ustępstwa.
Dlatego Jerozolima powinna odrzucić propozycje dotyczące wyłącznie kwestii bezpieczeństwa. Jedynym uzasadnionym powodem do ustępstw jest porozumienie kompleksowe – obejmujące demilitaryzację, ochronę Druzów, utrzymanie kontroli nad Górą Hermon oraz zachowanie korytarzy powietrznych.
Izrael powinien postawić dwa twarde warunki:
- Formalne uznanie przez Syrię izraelskiej suwerenności nad Wzgórzami Golan (na zachód od linii rozgraniczenia z 1974 r.). Golan został zajęty podczas wojny obronnej w 1967 r., a część prawników (m.in. Eugene Kontorovich) wskazuje, że terytorium zdobyte w walce obronnej może zostać zatrzymane w celu zapewnienia bezpiecznych granic. Taki krok odrzuciłby etykietę „terenów okupowanych” i utrwalił kontrolę nad strategicznym obszarem. Suwerenność uznana przez samą Syrię skłoniłaby z czasem inne państwa do pójścia w jej ślady – trudno bowiem podważać status terytorium, do którego praw nie rości sobie nawet sam sąsiad. Co więcej, kwestia Druzów na Wzgórzach Golan nie budzi takich emocji międzynarodowych jak sprawa palestyńska.
Wprawdzie al-Sharaa będzie się sprzeciwiał uznaniu granic i proponował nieostre pojęcia (np. „linie kontroli”), ale Izrael nie powinien iść na kompromis. Jako zachętę można zaoferować Syrii stopniowe znoszenie sankcji i pomoc w odbudowie kraju – uzależnione jednak od demilitaryzacji i ograniczenia wpływów tureckich.
2. Gwarancje wstrzymania ekspansji wojskowej Turcji. Konieczny jest zakaz tworzenia tureckich baz, stacji radarowych i rozmieszczania sił na południe od wyznaczonych linii. Porozumienie to musiałoby podlegać ścisłemu monitorowaniu, najlepiej przez USA.
Od upadku Assada Ankara intensywnie szkoli syryjską armię i rozbudowuje własną obecność wojskową w tym kraju. Przykładem był atak izraelskiego lotnictwa z 17–18 sierpnia na bazę Abu al-Duhur w Idlibie, gdzie Damaszek próbował rozmieścić tureckie żołnierze, radary i systemy obrony powietrznej, naruszając dotychczasowe status quo.
To nigdy nie był krok w stronę normalizacji
Izrael mógłby przekonać Donalda Trumpa do takiego planu, wskazując, że decyzja ta potwierdzi słuszność jego dekretu z 2019 r. o uznaniu Wzgórz Golan. Zablokowanie tureckich baz w Syrii zapobiegłoby również bezpośrednim spięciom wojskowym między Izraelem a Turcją – co oszczędziłoby Waszyngtonowi trudnego dyplomatycznie konfliktu między kluczowym sojusznikiem z NATO a głównym partnerem na Bliskim Wschodzie.
Jerozolima może stawiać twarde warunki, ponieważ czas gra na jej korzyść. Potencjalne zyski są znaczne: utrwalenie statusu Wzgórz Golan, zabezpieczenie północnej granicy i podniesienie kosztów ewentualnej agresji ze strony Damaszku.
Odrzucenie wąskiego paktu nie niesie ze sobą dużego ryzyka – propozycja bezpieczeństwa i tak nie była wstępem do pełnej normalizacji. Damaszek odrzucił przecież obszerniejszy pakiet ustaleń z listopada 2025 r. właśnie po to, by uniknąć tematów suwerenności czy trwałego pokoju. Bez takich ustępstw szansa na rzeczywiste pojednanie i tak nie istnieje.
Ideologia nowych władz w Damaszku oraz doświadczenia z poprzednimi rozejmami pokazują, że trwały pokój jest obecnie nierealny. Strategia Izraela musi opierać się na realizmie: należy odrzucić pozorne porozumienia zamieniające realne bezpieczeństwo na krótkotrwały spokój i twardo domagać się pełnego pakietu ustaleń, uznania Wzgórz Golan oraz zatrzymania ekspansji Turcji. Tylko na takich warunkach chwilowe zawieszenie broni można przekuć w trwałą korzyść strategiczną.
Damaszek oferuje tylko „hudnę”. Izrael musi żądać Golan
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

