Uncategorized

Duma i uprzedzenie

Jan Hartman

Więź polityczna rodzi się z dwóch wielkich rozkoszy: pogardzania kimś gorszym i podziwu wobec kogoś wyżej postawionego. Kto umie zarządzać tymi emocjami, ten zyskuje podziw i władzę.

Filozofia polityki bardziej niż jakakolwiek dyscyplina filozofii zasługuje na skwitowanie jej słowami Whiteheada, że wszystko to są tylko przypisy do Platona. Nie licząc anarchistycznych skrajności, cała jej historia jest apoteozą państwa. Republiki czy monarchii, bardziej czy mniej demokratycznej, ale zawsze – rzeczpospolitej. W ramach tej wielkiej pochwały państwa jako najwyższego dobra – wspólnoty politycznej, dzięki której człowiek wyszedł z dziczy bezprawia, nieodmiennie wychwala się cnoty obywatelskie i zaangażowanie w sprawy ojczyzny, samemu zaś państwu przypisuje suwerenność jako jego wartość nadrzędną i najwyższe dobro.

Obrona suwerennego państwa i zabezpieczenie obywateli jest w myśl tradycji właściwie tym samym. Utrata życia i utrata państwa to jakby dwa wymiary najwyższego politycznego zła, a bezpieczne prosperowanie jednostki i szczęście ojczyzny to nieodłącznie sprzężone ze sobą najwyższe dobra. Dlatego jednostka musi służyć całości jako dobry, zaangażowany w sprawy wspólne obywatel, a władza (rząd) ma wszelkimi środkami bronić swej suwerenności.

Paradoksalnie więc ganiony w przypadku pojedynczego człowieka egoizm w przypadku państwa jest, co do zasady, uprawniony. Dobre zaś ułożenie relacji między obywatelami i rządem (bądź monarchą) powinno polegać na reprezentowaniu i służbie. Sprawujący władzę są na służbie narodu (ogółu obywateli) i mają za zadanie kierować się jego dobrem (z respektem dla ich praw i swobód). O ile zaś władza jest demokratyczna, o tyle służąc narodowi, powinna odzwierciedlać w swojej strukturze i w swojej działalności poszczególne jego odłamy. Ten niemalże uniwersalny schemat służy retoryce politycznej demokratów, populistów, liberałów, konserwatystów, słowem – niemal wszystkich, którzy pałętają się po politycznej scenie w poszukiwaniu zarobku, sławy i władzy. Odnajdziemy go nawet u najpaskudniejszych dyktatorów.

Niestety, wszystko to bajki. Co gorsza, ludzie nie tylko nie wierzą w mit zaangażowanego w dobro wspólne obywatela, we władzę jako służbę i w reprezentację jako sposób na sprawiedliwą równowagę między interesem partykularnym a narodowym, ale w ogóle tych idei nie znają. Owszem, dociera do nich przesłanie o suwerenności jako wartości nadrzędnej, usprawiedliwiającej wszelkie środki w jej obronie, lecz doprawdy niewiele ponad to. Retoryka chwały państwa, używana solidarnie przez autokratów i demokratów, spotyka się z aprobatą i zjednuje poparcie wykorzystującym ją politykom wtedy, gdy koduje w sobie emocje, na których opiera się realna polityka.

Od dawna już nie zajmuję się tzw. filozofią polityki. Podszedłszy bowiem niegdyś nieco za blisko polityki i polityków, zrozumiałem coś, czego wcześniej nie wiedziałem, a mianowicie, że fałszywa jest alternatywa szlachetnego idealizmu i cynicznego machiawelizmu. Polityka nie polega na realizowaniu ideałów na przekór demagogom i despotom. To jest wtórne. „Polityczność” to nie żadna tam współpraca na gruncie prawa i instytucji, nie żadna tam walka dobra (szlachetnych ideałów) ze złem (żądzą władzy i pieniądza), lecz niekończąca się teatralizacja emocji odpowiedzialnych za więź społeczną bądź za więzi tej rozpad.

Więź polityczna to taka więź społeczna, która rodzi się z uzgodnienia dwóch wielkich namiętności, dwóch form rozkoszy: pogardzania kimś gorszym i uniżonego podziwu wobec kogoś wyżej postawionego. Kto umie zarządzać tymi emocjami, wplatając je w porywający dramat, we własnej reżyserii odgrywany na politycznej scenie, ten zyskuje podziw i w konsekwencji władzę. Taki „lider” może nas obronić przed pogardzanymi, gdy nam zagrażają, albo odizolować ich od nas, gdy rzucają się w oczy – ważne, aby nasza pogarda przybrała postać trwałego poczucia sprawiedliwego górowania nad innymi.

Porywcza, niestabilna pogarda ma się zamienić w spokojną i roztropną dumę. I o to właśnie – o ustabilizowanie wzgardliwego narcyzmu – chodzi w polityce. Sposobów jest wiele – autorytarnych i demokratycznych – ale cel zawsze ten sam. Jeśli polityk nakarmi narcystyczne dziecko swego narodu, będzie rządził. I to pomimo biedy i wojny. Naród mogący przeżywać emocje uwielbienia, uwznioślenia, a także gniewu i pogardy, przemienionych w protekcjonalną wspaniałomyślność, jest politycznie spełniony i szczęśliwy. Reszta to dekoracje.

Naród zorganizowany w państwo jest zbiorowym podmiotem własnej chwały. Niezależnie od tego, czy czerpie swą dumę z demokratycznej konstytucji, czy z oddawania czci ubóstwionemu władcy, jego polityczne życie zawsze polega na „regulowaniu emocji”. Wielkie ideały kultury demokratycznej są słuszne i ważne, lecz nie o te ideały w istocie chodzi w polityce. Są jedynie instrumentami, a najczęściej zaledwie woalem, za którym kotłują się brzydkie uczucia. Jaka szkoda, że ich znawcami najczęściej bywają szpetne charaktery.

Duma i uprzedzenie


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.