
Autor WeissWord,
Podsumowanie w jednym zdaniu.
Artykuł przekonuje, że nieproporcjonalna uwaga skupiona na Izraelu wynika z faktu, że antysemityzm – historycznie i współcześnie – służy społeczeństwom i różnym ideologiom jako wygodne narzędzie do projektowania własnych lęków oraz wyjaśniania problemów świata.
Od wieków antysemityzm sprawia, że Żyd staje się tym, czego społeczeństwo boi się najbardziej.
„Gdyby Żyd nie istniał, antysemita by go wymyślił.” — Jean-Paul Sartre
W ciągu ostatnich trzech lat świat był świadkiem katastrof humanitarnych na ogromną skalę. Wojna w Sudanie, która rozpoczęła się w kwietniu 2023 r., spowodowała wysiedlenie milionów ludzi, sprawiła, że dziesiątki milionów potrzebują pomocy humanitarnej, a także doprowadziła znaczną część ludności na skraj głodu. W kilku regionach ogłoszono stan klęski głodu, atakowano szpitale i targowiska, a Organizacja Narodów Zjednoczonych udokumentowała powszechne przypadki przemocy seksualnej.
Afganistan stanowi przykład katastrofy innego rodzaju. UN Women określiła ją jako najpoważniejszy kryzys w zakresie praw kobiet na świecie. Do 2025 roku prawie 80 procent afgańskich kobiet w wieku od 18 do 29 lat nie uczyło się, nie pracowało ani nie uczestniczyło w szkoleniach zawodowych. Dziewczętom odmawia się dostępu do edukacji średniej, kobiety nie mogą studiować na uniwersytetach, ich udział w rynku pracy jest dramatycznie niższy niż mężczyzn, a w rządzie talibów nie ma ani jednej kobiety.
A jednak, gdy piszę te słowa w sierpniu 2026 roku, Irlandia gości męską reprezentację Afganistanu w krykiecie w ramach serii pięciu meczów One Day International. Pod rządami talibów afgańskim kobietom i dziewczętom praktycznie zabrania się uprawiania sportu zorganizowanego. Reprezentacja kobiet z Afganistanu została rozproszona, a wiele jej zawodniczek żyje obecnie na wygnaniu. Reprezentacja mężczyzn nadal jednak cieszy się międzynarodowym uznaniem i rywalizuje za granicą. Irlandczycy wyrazili moralny dyskomfort z powodu tej sytuacji, ale mecze trwają nadal.
Być może pamiętacie również Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2022 w Katarze. Przed pierwszym meczem Niemiec z Japonią niemieccy piłkarze zakryli usta podczas zdjęcia drużynowego. Był to protest przeciwko FIFA, która groziła europejskim drużynom sankcjami, jeśli ich kapitanowie założą opaskę OneLove, mającą symbolizować różnorodność, tolerancję i sprzeciw wobec dyskryminacji. Związki osób tej samej płci są nielegalne w Katarze, a cały turniej budził kontrowersje dotyczące praw osób LGBTQ oraz, w szerszym ujęciu, praw człowieka. Niemcy zaprotestowały, a ich minister spraw wewnętrznych nosiła opaskę na trybunach, po czym turniej toczył się dalej.
Niedaleko Europy Libia nadal pozostaje centrum handlu ludźmi, pracy przymusowej, tortur, przemocy seksualnej, wymuszeń oraz praktyk opisywanych przez międzynarodowych śledczych jako formy niewolnictwa. W Burkina Faso ponad dwa miliony osób zostało wysiedlonych, miliony potrzebują pomocy humanitarnej, dzieci są zabijane, porywane i rekrutowane przez ugrupowania zbrojne, a setki tysięcy odczuły skutki zamknięcia szkół.
O tych konfliktach się informuje. Organizacje humanitarne się nimi zajmują. Rządy wydają oświadczenia. Jednak żadna z tych spraw nie wydaje się budzić tak ogromnej i trwałej energii politycznej, kulturowej, akademickiej oraz społecznej, jaka towarzyszy konfliktowi między Izraelczykami a Palestyńczykami.
I tu pojawia się interesujące pytanie.
Dlaczego właśnie ten konflikt cieszy się tak niezwykłą międzynarodową uwagą?
Izraelskie drużyny spotykają się z kampaniami wzywającymi do wykluczenia ich z międzynarodowych zawodów. Izraelscy artyści i naukowcy stają się celem bojkotów. Żydzi mieszkający tysiące mil od Izraela zostają wciągnięci w polityczne spory dotyczące decyzji podejmowanych przez rząd, którego nie wybrali. Izraelscy turyści spotykają się z wrogością za granicą. Wydarzenia sportowe z udziałem Izraelczyków stają się politycznymi polami bitwy. Uniwersytety, muzycy, korporacje, aktorzy, pisarze i sportowcy są nieustannie naciskani, by opowiedzieć się po jednej ze stron.
Jednocześnie opinia publiczna w Stanach Zjednoczonych wobec Izraela ulega gwałtownej zmianie. Według Pew Research Center w kwietniu 2026 r. 60 procent Amerykanów miało nieprzychylne zdanie o Izraelu, co stanowi wzrost z 53 procent w 2025 r. i jest znacznie wyższym wynikiem niż w 2022 r. Co ważniejsze, wśród Amerykanów poniżej 50. roku życia większość w obu partiach politycznych postrzega obecnie Izrael negatywnie. Nie jest to już tylko zjawisko ograniczone do postępowych studentów na kampusach uniwersyteckich.
W większości krajów europejskich zmiana ta jest jeszcze bardziej dramatyczna. Wśród osób identyfikujących się z lewicą polityczną w krajach takich jak Australia, Grecja, Włochy, Holandia, Hiszpania i Szwecja około dziewięciu na dziesięć osób lub więcej ma obecnie nieprzychylne opinie na temat Izraela. W kilku krajach Europy Zachodniej negatywne opinie na temat Izraela wykraczają daleko poza lewicę polityczną i stały się stanowiskiem większości.
W tych danych nie ma nic z natury antysemickiego. Ludzie mogą sprzeciwiać się wojnie w Strefie Gazy, nie lubić rządu izraelskiego, sprzeciwiać się osadnictwu, krytykować decyzje wojskowe lub uważać, że Palestyńczycy są traktowani niesprawiedliwie. Wszystkie te stanowiska mogą istnieć bez jakiejkolwiek wrogości wobec Żydów.
Pozostaje jednak inne pytanie.
Jeśli oburzenie moralne w Europie i Stanach Zjednoczonych wynika przede wszystkim ze skali cierpienia, dlaczego nie obserwujemy porównywalnych kampanii dotyczących kryzysów, w których miliony ludzi zostały wysiedlone, kobiety zostały praktycznie wykluczone z życia publicznego, dzieci są werbowane do udziału w wojnach, a migranci są zniewalani?
Jeśli rządy zachodnie mogą nadal utrzymywać stosunki z krajami rządzonymi przez skrajne reżimy, tolerować poważną dyskryminację w państwach, które uważają za partnerów strategicznych, lub odkładać swoje zastrzeżenia na bok, gdy wymagają tego interesy gospodarcze i polityczne, to niezwykłej kampanii wokół Izraela nie da się wyjaśnić wyłącznie konfliktem izraelsko-palestyńskim.
W grę wchodzi coś większego.
Żyd jako wyjaśnienie
Tragedia Izraelczyków i Palestyńczyków polega po części na tym, że ich konflikt przyciągnął tak ogromną uwagę międzynarodową, iż podmioty zewnętrzne nieustannie przekształcają go w coś większego niż sam konflikt. Palestyńczycy stają się przydatni dla rządów, ruchów, ideologii i frakcji politycznych, których rzeczywiste troski często wykraczają daleko poza niepodległość Palestyny.
Nie oznacza to, że cierpienie Palestyńczyków jest wyimaginowane. Oznacza to, że cierpienie Palestyńczyków bywa wykorzystywane jako narzędzie.
Sprawa palestyńska stała się platformą, z której wiele różnych ruchów politycznych może toczyć własne bitwy: przeciwko Stanom Zjednoczym, przeciwko zachodniej potędze, przeciwko kapitalizmowi, przeciwko kolonializmowi, przeciwko liberalnej demokracji, przeciwko nacjonalizmowi lub przeciwko Żydom. W niektórych przypadkach obok tych motywów istnieje autentyczna sympatia dla Palestyńczyków. W innych stają się oni jedynie narzędziem politycznym.
Współczesny antysemityzm rzadko wymaga, by ktoś stanął na ulicy i ogłosił: „Nienawidzę Żydów”. Może on funkcjonować poprzez system intelektualny, w którym Żydom, a w coraz większym stopniu także państwu żydowskiemu, przypisuje się rażąco nieproporcjonalną rolę w wyjaśnianiu mechanizmów świata.
Przejście od sformułowania „Żydzi kontrolują rządy” do „Izrael kontroluje Kongres” lub „Izrael kontroluje amerykańskiego prezydenta” jest szczególnie przydatne, ponieważ nadaje starej idei współczesny język polityczny.
Stany Zjednoczone są światowym supermocarstwem posiadającym bazy wojskowe na całym świecie, interesy gospodarcze obejmujące każdy kontynent, kwestie energetyczne, sojusze, szlaki handlowe, presję polityczną w kraju, przemysł obronny, relacje wywiadowcze oraz strategiczną rywalizację z Chinami i Rosją. Ich polityka zagraniczna jest wynikiem ogromnego i skomplikowanego systemu.
Jednak złożoność ta bywa frustrująca. O wiele łatwiej jest powiedzieć, że Izrael kontroluje Waszyngton.
Jest to jedna z charakterystycznych cech antysemityzmu. W wielu formach nienawiści pogardzana grupa jest przedstawiana jako gorsza lub prymitywna. W antysemityzmie Żyd jest często przedstawiany jako posiadający zbyt wielką władzę: zbyt dużo pieniędzy, zbyt duży wpływ na media, zbyt duży wpływ polityczny, zbyt wielką kontrolę nad bankami, rewolucjami, rządami, kulturą czy sprawami międzynarodowymi.
Żyd staje się zatem czymś więcej niż tylko wrogiem. Staje się wyjaśnieniem.
Niezwykłe jest to, jak łatwo te oskarżenia mogą wzajemnie sobie przeczyć. Dla nacjonalisty Żyd jest nielojalny, ponieważ jest zbyt międzynarodowy. Dla komunisty Żyd jest kapitalistą. Dla faszysty Żyd jest komunistycznym rewolucjonistą. Dla izolacjonisty Żydzi wciągają narody w zagraniczne wojny. Dla rewolucjonisty reprezentują banki, finanse i establishment.
Szczegóły zmieniają się w zależności od ideologii. Funkcja pozostaje ta sama.
Żyd może stać się niemal wszystkim, czego społeczeństwo akurat w danym momencie się obawia. Dzisiaj do tego równania dodano państwo żydowskie.
Izrael jako zwierciadło Zachodu
Niezwykła wrogość wobec Izraela mówi nam coś o samym Izraelu i Żydach, ale mówi nam również coś o tym, jak Zachód postrzega obecnie sam siebie.
W niektórych kręgach radykalnej lewicy ukształtowały się ramy moralne, w których większość zła współczesnego świata wyjaśnia się poprzez historię zachodniej potęgi: kolonializm, wywłaszczenie, niewolnictwo, wyzysk, rasizm i imperium. Nie są to wymysły. Państwa europejskie rzeczywiście zbudowały ogromne imperia. Podbijały terytoria, wyzyskiwały ludność, narzucały systemy rasowe i popełniały poważne zbrodnie.
Problem zaczyna się, gdy historia staje się dziedziczną winą.
Dzisiejszych mieszkańców Zachodu zachęca się do postrzegania siebie jako spadkobierców systemu ucisku, niemal tak, jakby osobiście ponosili moralny ciężar wielowiekowego imperium. Polityka staje się wówczas po części próbą ustalenia, kto reprezentuje ciemiężcę, a kto ofiarę.
Izrael niemal idealnie wpisuje się w ten model.
Jest przedstawiany jako zachodnia placówka na Bliskim Wschodzie. Izraelscy Żydzi stają się „białymi osadnikami”. Palestyńczycy stają się „rdzennymi mieszkańcami”. Stany Zjednoczone stają się imperium wspierającym ten projekt. Skomplikowany konflikt obejmujący dwa ruchy narodowe, upadek Imperium Osmańskiego, panowanie brytyjskie, prześladowania Żydów, nacjonalizm arabski, ruchy uchodźcze, wojny regionalne oraz konkurujące roszczenia do tego samego terytorium zostaje sprowadzony do jednej prostej struktury: kolonizator kontra tubylcy, biali kontra uciskani, Zachód kontra jego ofiary.
Gdy te ramy się utrwalą, Izrael nie jest już jedynie krajem, którego politykę można krytykować. Staje się symbolem.
Zachód może przenieść na Izrael swoje własne grzechy, lęki i potrzebę rozgrzeszenia. Demonstracje przeciwko Izraelowi stają się nie tylko wyrazem solidarności z Palestyńczykami, ale także rytuałami, dzięki którym zachodni uczestnicy mogą upewnić samych siebie, że stoją po właściwej stronie historii.
Żyd ponownie staje się użyteczny – tym razem jako narzędzie zachodniego oczyszczenia moralnego.
Bliskie stosunki Izraela z krajami zachodnimi są zatem zarówno jedną z jego największych zalet, jak i jednym z jego słabych punktów. Współpraca ze Stanami Zjednoczonymi i Europą przyczyniła się do niezwykłych osiągnięć w nauce, technologii, medycynie, obronności, rolnictwie i badaniach naukowych. Izraelczycy postrzegają swoje członkostwo w rodzinie liberalnych demokracji jako dowód, że Izrael należy do Zachodu.
Wielu krytyków Izraela widzi dokładnie coś przeciwnego. Dla nich te stosunki są dowodem winy. Izrael nie jest po prostu kolejnym państwem bliskowschodnim. Jest państwem zachodnim na Bliskim Wschodzie – przedłużeniem tej samej cywilizacji, do której nauczyli się odnosić z nieufnością.
Dziwnym skutkiem tego jest to, że to, co Izraelczycy uważają za dowód legitymizacji, ich krytycy mogą interpretować jako dowód kolonializmu.
Historia, o której Izraelczycy rzadko opowiadają
Jest też coś, czego sami Izraelczycy często nie potrafią dostatecznie wyjaśnić.
Izrael nie jest społecznością Europejczyków z ojczyzną gdzieś za oceanem. Izraelscy Żydzi nie mają Wielkiej Brytanii, Francji ani Holandii, do których mogliby zbiorowo powrócić. Znaczna część izraelskich Żydów wywodzi się z rodzin wysiedlonych z Iraku, Jemenu, Egiptu, Libii, Maroka, Syrii, Iranu oraz innych części Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Inni są potomkami uchodźców, którzy uciekli przed prześladowaniami w Europie.
Nie były to potężne ludy imperialne, które zdecydowały się skolonizować inny kontynent, ponieważ dysponowały do tego siłą militarną i potęgą gospodarczą. Wielu wyjechało, ponieważ byli słabi.
Przeżyli pogromy, dyskryminację, ograniczenia praw obywatelskich, brak bezpieczeństwa, prześladowania, wypędzenia, a w Europie – ostatecznie zindustrializowane masowe mordy.
Właśnie w tym miejscu izraelska mitologia narodowa czasami działa na niekorzyść Izraela. Izraelczycy lubią opowiadać historię syjonizmu przez pryzmat siły: pionier, pług, kibuc, żołnierz, odrodzenie języka hebrajskiego, budowa instytucji, decyzja o wzięciu historii we własne ręce.
To inspirująca opowieść i w znacznej mierze prawdziwa. Jednak w większości jest to opowieść, którą Izrael chciał opowiedzieć o „nowym Żydzie”.
Historia poprzedzająca ją była zupełnie inna. Żydzi nie byli potężni. Często byli całkowicie bezsilni. Nie opuszczali swoich krajów jako reprezentanci rozszerzającego się imperium. Wyjeżdżali, ponieważ byli niechciani, zagrożeni lub nie mieli gdzie się podziać.
Kiedy w pierwszej połowie XX wieku drzwi Stanów Zjednoczonych i wielu innych krajów zostały zamknięte lub poddane surowym ograniczeniom imigracyjnym, Palestyna stała się dla wielu Żydów jednym z niewielu realnych miejsc docelowych. Można zasadnie zapytać, czy Izrael powstałby w tej samej formie, gdyby Stany Zjednoczone szeroko otworzyły swoje drzwi dla europejskich Żydów w latach 30. XX wieku.
Potem przybyli Żydzi z Iraku, Jemenu, Egiptu, Libii, Maroka i innych społeczeństw z większością muzułmańską. Ich historia sprawia, że jeszcze trudniej jest podtrzymać uproszczony obraz Izraela jako czysto europejskiego projektu kolonialnego.
Izraelczycy często pomijają ten element swojej historii, ponieważ syjonizm nauczył ich podziwiać siłę. Państwo żydowskie miało położyć kres wizerunkowi bezradnego Żyda czekającego, aż ktoś inny zadecyduje o jego losie.
Jednak siła pojawiła się dopiero po 1948 roku. Słabość ją poprzedzała. A to rozróżnienie ma kluczowe znaczenie.
Zachód postrzega dziś Żydów jako naród posiadający armię, służby wywiadowcze, firmy technologiczne, uniwersytety, wpływy polityczne oraz suwerenne państwo. Łatwo więc zapomnieć, że współczesna potęga Żydów wyrosła bezpośrednio z historycznego doświadczenia niemal całkowitego jej braku.
Być może sami Izraelczycy powinni opowiadać tę historię bardziej otwarcie. Nie dlatego, że cierpienie Żydów niweluje cierpienie Palestyńczyków – tak nie jest. Palestyńczycy również dźwigają na barkach historyczną tragedię: wysiedlenia, straty, bezpaństwowość, okupację, klęskę militarną oraz pokolenia nieudolnych przywódców politycznych.
Te dwie historie się nie znoszą. Dwa narody mogą jednocześnie dziedziczyć historyczne katastrofy.
Jest to koncepcja znacznie trudniejsza do ogarnięcia niż uproszczona polityczna opowieść o czystym oprawcy stojącym naprzeciw czystej ofiary, ale historia rzadko dostarcza nam tak czarno-białych scenariuszy.
Gdyby Izraelczycy mówili bardziej otwarcie o uchodźczej historii własnych rodzin, być może niektórzy Palestyńczycy i ich zwolennicy lepiej zrozumieliby, że żydowska suwerenność nie zrodziła się wyłącznie z europejskiej siły. Zrodziła się ona również z żydowskiej bezbronności.
Państwo żydowskie zostało stworzone przez ludzi, którzy nauczyli się, co się dzieje, gdy nikt inny nie odpowiada za ich bezpieczeństwo.
Suwerenność, a nie public relations
Jest jeszcze jeden wniosek, który sam Izrael musi zrozumieć.
Jeśli antysemityzm jest po części sposobem, w jaki społeczeństwa rzutują swoje lęki na Żydów, Izrael nie pokona go lepszymi działaniami z zakresu public relations.
Hasbara nigdy nie była głównym elementem syjonizmu. Była nim suwerenność.
Izrael ma obowiązek poprawić swoje postępowanie. Musi stawić czoła ekstremizmowi rozprzestrzeniającemu się w jego własnym społeczeństwie, w tym formom żydowskiej supremacji, które są moralnie niebezpieczne i politycznie destrukcyjne. Państwo powstałe częściowo dlatego, że Żydom brakowało władzy politycznej, nie może pozwolić, by sama suwerenność stała się pretekstem do nadużywania tej władzy.
Izrael powinien jednak również zrozumieć, że niektórych postaw nie da się skorygować kolejną kampanią reklamową, kolejnym rzecznikiem ani kolejnym sprytnym filmikiem wyjaśniającym konflikt.
Antysemityzm się dostosowuje.
Kiedy nienawidzi się kapitalizmu, Żyd staje się kapitalistą. Kiedy boi się komunizmu, Żyd staje się komunistą. Kiedy dominuje nacjonalizm, Żyd staje się pozbawionym korzeni kosmopolitą. Kiedy kolonializm staje się definiującym złem moralnym, Izrael staje się kolonią par excellence.
Oskarżenie zmienia się wraz z epoką. Mechanizm pozostaje ten sam.
W XX wieku miliony Żydów znalazły bezpieczne i dostatnie życie w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Australii, Ameryce Łacińskiej i gdzie indziej. Izrael nie zastąpił tych społeczności. Stworzył coś innego: miejsce, które nie zależało całkowicie od woli innego rządu, by chronić Żydów.
To pozostaje głównym sensem żydowskiej suwerenności.
Izrael nadal może być źródłem siły i oparcia dla milionów Żydów na całym świecie, ale tylko wtedy, gdy ci, którzy nim kierują, zrozumieją, że ich odpowiedzialność wykracza poza zwykłą politykę wyborczą. Są odpowiedzialni za państwo, które istnieje częściowo dlatego, że poprzednie pokolenia przekonały się, jak szybko może zniknąć bezpieczeństwo.
Niezwykła uwaga skierowana na Izrael mówi nam zatem o wielu rzeczach. Mówi nam o cierpieniu Palestyńczyków. Mówi nam o porażkach Izraela. Mówi nam o wojnie w Strefie Gazy, o polityce zachodniej oraz o zmieniających się relacjach między Izraelem a liberalnymi demokracjami.
Ale mówi nam również o czymś znacznie starszym.
Od wieków społeczeństwa wykorzystują Żydów, by wyjaśnić to, czego najbardziej się obawiają. Ideologie się zmieniają. Zmieniają się oskarżenia. Język staje się bardziej wyrafinowany. Rola pozostaje jednak niezwykle znajoma.
Dzisiaj Żydzi mają swoje państwo. I w coraz większym stopniu to państwo przejmuje rolę, którą niegdyś przypisywano Żydom.
Co nienawiść do Żydów mówi nam o świecie?
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


Święta prawda.