Uncategorized

Największy błąd, jaki popełniają Żydzi w odniesieniu do Izraela

Autor Joshua Hoffman

Podsumowanie w jednym zdaniu

Tekst przekonuje, że głównym błędem Żydów wobec Izraela jest oczekiwanie od niego niemożliwej doskonałości i rozwiązywania wszelkich problemów tożsamościowych czy antysemityzmu, podczas gdy prawdziwym celem państwa jest po prostu zapewnienie narodowi żydowskiemu suwerenności, odpowiedzialności i możliwości samodzielnej obrony.


Problem nie polega na tym, że Izrael nie jest idealny. Chodzi o to, że od początku oczekiwaliśmy od niego doskonałości.

Przez prawie 2000 lat Żydzi marzyli o powrocie do Izraela.

Potem zrobiliśmy coś znacznie trudniejszego: faktycznie tam wróciliśmy.

Ożywiliśmy język. Osuszyliśmy bagna. Zbudowaliśmy miasta, uniwersytety, szpitale, gospodarstwa rolne, przedsiębiorstwa, jedną z najpotężniejszych armii świata, bezkompromisową demokrację oraz gospodarkę o globalnych ambicjach. Przyjęliśmy Żydów wygnanych z krajów arabskich, ocalałych z Holokaustu, Żydów radzieckich, etiopskich oraz imigrantów z praktycznie każdego zakątka świata.

Wzięliśmy pradawną tęsknotę i przekształciliśmy ją w funkcjonujące państwo. A gdzieś po drodze – być może dlatego, że Izrael osiągnął coś tak nieprawdopodobnego – zaczęliśmy oczekiwać, że dokona niemożliwego.

Poprosiliśmy Izrael, by zapewnił Żydom bezpieczeństwo. Poprosiliśmy Izrael, by położył kres antysemityzmowi. Poprosiliśmy Izrael, by zjednoczył naród żydowski. Poprosiliśmy Izrael, by dał Żydom tożsamość. Poprosiliśmy Izrael, by sprawił, że świat będzie nas szanował. Prosiliśmy Izrael, by postępował bardziej moralnie niż jakikolwiek inny naród, jednocześnie walcząc o przetrwanie w obliczu wrogów dążących do ludobójstwa. Prosiliśmy Izrael, by był schronieniem, potęgą militarną, centrum duchowym, liberalną demokracją, biblijną ojczyzną, technologiczną superpotęgą, dyplomatycznym cudem oraz fizycznym ucieleśnieniem żydowskiej moralności.

A potem, gdy Izrael nie zdołał idealnie spełnić wszystkich tych oczekiwań, Żydzi zaczęli pytać: co jest nie tak z Izraelem?

Być może to niewłaściwe pytanie. Być może wymagaliśmy od niego zbyt wiele.

Wielką obietnicą współczesnego syjonizmu nigdy nie było to, że Izrael wyeliminuje każde zagrożenie, przed którym stoi naród żydowski. Współczesny syjonizm obiecał coś znacznie skromniejszego i zarazem o wiele bardziej rewolucyjnego: Żydzi nie będą już całkowicie zależni od innych ludzi, jeśli chodzi o własne przetrwanie.

Przez większość historii Żydzi mogli jedynie błagać królów, prezydentów, rządy i sąsiadów o ochronę. Mogliśmy mieć nadzieję, że otaczające nas społeczeństwa pozostaną tolerancyjne. Mogliśmy wnosić nieproporcjonalnie duży wkład w ich gospodarki i kulturę. Mogliśmy okazywać lojalność. Mogliśmy się zasymilować. Jednak ostatecznie, gdy zmieniał się klimat polityczny, bezpieczeństwo Żydów zależało od tego, czy ktoś inny uzna, że zasługują oni na to, by żyć w bezpieczeństwie.

Syjonizm to zmienił. Po raz pierwszy od prawie 2000 lat znów powstał żydowski rząd zdolny do obrony życia Żydów za pomocą żydowskich żołnierzy. Nie uczyniło to Żydów niezniszczalnymi. Sprawiło, że stali się odpowiedzialni. To dwie zupełnie różne rzeczy.

Izrael nigdy nie gwarantował, że 7 października nie może się wydarzyć. Izrael był powodem, dla którego po 7 października żydowscy żołnierze walczyli w obronie żydowskich społeczności, zamiast pozwalać, by te społeczności czekały bezradnie, aż ktoś inny je uratuje. To rozróżnienie jest bolesne, ale fundamentalne. Istnienie Izraela nie zlikwidowało wrażliwości Żydów na zranienie. Zlikwidowało ich bezsilność. Pomyliliśmy te dwie rzeczy.

A ponieważ je pomyliliśmy, każda izraelska tragedia zaczęła wydawać się dowodem na to, że syjonizm w jakiś sposób zawiódł. Jeśli Żydzi wciąż mogą być mordowani, to jaki jest sens istnienia Izraela? Jeśli Izraelczycy wciąż potrzebują schronów przeciwbombowych, to jaki jest sens istnienia Izraela? Jeśli antysemityzm wciąż istnieje, to jaki jest sens istnienia Izraela?

Żaden poważny ruch narodowy nie obiecuje jednak, że jego naród nigdy więcej nie będzie cierpiał. Francja nie może zagwarantować, że żaden obywatel francuski nigdy nie zostanie zaatakowany. Ameryka nie może zagwarantować, że żaden Amerykanin nigdy nie zostanie zabity. Ukraina nie może zagwarantować, że jej granice nigdy nie zostaną naruszone. Suwerenność narodowa nie eliminuje zagrożeń. Daje narodowi możliwość reagowania na nie.

Izrael dał Żydom możliwość działania. Już samo to stanowiło jedną z największych przemian w historii Żydów. Ale nie poprzestaliśmy na tym. Poprosiliśmy również Izrael o rozwiązanie problemu antysemityzmu. Pierwsi syjoniści – co zrozumiałe – wierzyli, że żydowska suwerenność znormalizuje sytuację Żydów. Gdyby Żydzi stali się narodem takim jak każdy inny, być może patologiczna obsesja na ich punkcie w końcu by zniknęła.

Historia miała jednak inne plany. Żyd był nienawidzony, gdy był bezpaństwowcem; potem był nienawidzony za to, że posiada państwo. Żydów oskarżano niegdyś o odmowę asymilacji; teraz oskarża się ich o nacjonalizm. Oskarżano ich o bycie pozbawionymi korzeni kosmopolitami; teraz oskarża się ich o zbytnie przywiązanie do konkretnego kawałka ziemi. Oskarżano ich o tchórzostwo; teraz Izrael oskarża się o nadmierną siłę militarną.

Słabość Żydów nie zadowalała naszych wrogów. Siła Żydów również ich nie zadowala. Gorzka lekcja płynąca z historii brzmi: antysemityzm nigdy nie dotyczył zachowania Żydów. Chodziło w nim o potrzeby samych antysemitów. Izrael nie był w stanie rozwiązać zjawiska psychologicznego, religijnego i politycznego, które nieustannie na nowo wymyśla uzasadnienia dla nienawiści do Żydów.

Poprosiliśmy również Izrael, by był nośnikiem tożsamości żydowskiej. Być może to jeden z najpoważniejszych błędów, jakie popełniliśmy. Przez dziesięciolecia Izrael stawał się najłatwiejszą formą żydowskiej tożsamości. Można było wiedzieć bardzo niewiele o Torze. Można było rzadko uczęszczać do synagogi. Można było nie znać hebrajskiego. Można było przestrzegać niewielu tradycji i niemal w ogóle nie rozumieć historii Żydów. Ale można było wspierać Izrael.

I dla milionów Żydów – zwłaszcza w diasporze – to wystarczało. Izrael stał się drogą na skróty do żydowskości. Niebiesko-biała flaga zastępowała czasem znajomość judaizmu. Podróż do Izraela zastępowała lata edukacji. Zaangażowanie polityczne zastępowało praktykę religijną. Wspieranie Izraela miało znaczenie. Nadal ma ogromne znaczenie. Ale Izrael nigdy nie miał pełnić roli judaizmu.

Państwo żydowskie nie stworzy tożsamości Żydom, którzy nie wiedzą, co oznacza bycie Żydem. Izrael może chronić cywilizację żydowską, ale nie może jej zastąpić. Izrael może inspirować Żydów, ale nie może ich kształcić na odległość. Izrael może zapewnić ojczyznę, ale nie sprawi, że dom stanie się żydowski. Izrael może dać Żydom suwerenność, ale nie da każdemu z nich życiowego celu.

To pomaga wyjaśnić jedno z najdziwniejszych zjawisk we współczesnym życiu żydowskim: niektórzy Żydzi głęboko zaangażowali się w sprawy Izraela, nie angażując się przy tym w sam judaizm.

Kiedy sytuacja polityczna Izraela stała się skomplikowana, skomplikowała się również ich żydowska tożsamość. Jeśli nasza więź z narodem żydowskim opiera się przede wszystkim na tym, czy popieramy politykę danego rządu izraelskiego, wówczas każde wybory stają się kryzysem teologicznym. Każdy premier staje się referendum w sprawie judaizmu. Każda operacja wojskowa – referendum w sprawie tożsamości.

To ciężar nie do udźwignięcia dla jednego kraju.

Izraelem rządzą politycy. Politycy popełniają błędy. Rządy ponoszą porażki. Polityka się zmienia. Koalicje się rozpadają. Przywódcy rozczarowują. Nie jest to dowód na to, że Izrael poniósł porażkę. Jest to dowód na to, że Izrael jest po prostu państwem.

Często mówimy, że Izrael powinien być traktowany jak każdy inny kraj, ale samym Żydom czasami trudno jest to zrobić. Oczekujemy, że Izrael będzie zachowywał się jak państwo, a jednocześnie wymagamy, by funkcjonował jako symbol moralny. Każda izraelska decyzja musi w jakiś sposób reprezentować sam judaizm. Każdy izraelski żołnierz staje się przedstawicielem żydowskiej etyki. Każdy polityk – rzecznikiem całego narodu. Każda porażka Izraela staje się porażką Żydów.

Żadne inne państwo nie dźwiga takiego ciężaru.

Kiedy rząd Australii postępuje niewłaściwie, nikt nie uznaje australijskiej cywilizacji za nielegalną. Kiedy prezydent Argentyny podejmuje złą decyzję, nikt nie twierdzi, że Argentyńczycy powinni porzucić ideę argentyńskiej suwerenności. Kiedy Wielka Brytania toczy kontrowersyjną wojnę, nikt nie kwestionuje, czy brytyjskie prawo do samostanowienia było historycznym błędem.

Jednak Izrael jest nieustannie zmuszany do uzasadniania nie tylko tego, co robi, ale i tego, dlaczego w ogóle istnieje.

Czasami Żydzi internalizują ten standard. Zaczynamy bronić Izraela tak, jakby jego prawo do istnienia zależało od jego doskonałości. Tak nie jest. Izrael nie musi być doskonały, by zasługiwać na istnienie. Nie musi być nawet wyjątkowy. Naród żydowski ma prawo do samostanowienia dokładnie z tego samego powodu, co inne narody: ponieważ jesteśmy narodem.

Izrael nie potrzebuje humanitarnego wyłączenia z historii. Nie musi być najbardziej demokratycznym krajem na Bliskim Wschodzie, by uzasadnić swoje istnienie. Nie musi tworzyć technologii zmieniających świat. Nie musi leczyć chorób. Nie musi zdobywać Nagród Nobla ani dostarczać światu moralnej inspiracji. Te rzeczy są wspaniałe, ale stanowią jedynie dodatek. Izrael ma prawo istnieć nawet w swój najgorszy dzień.

Być może najniebezpieczniejszym oczekiwaniem, jakie pokładaliśmy w Izraelu, było przekonanie, że utworzenie państwa pozwoli reszcie żydowskiego świata odetchnąć z ulgą. Izrael miał zająć się przetrwaniem Żydów; Żydzi z diaspory mogli zająć się wszystkim innym. Izraelczycy mieli służyć w armii, mówić po hebrajsku, podtrzymywać żydowską kulturę narodową, toczyć wojny, przyjmować zagrożone społeczności i utrzymywać żydowską cywilizację przy życiu w skali narodowej.

Tymczasem społeczności w innych częściach świata mogłyby powoli się kurczyć, oczekując, że Izrael to zrekompensuje. Taki układ nigdy nie był trwały. Izrael nie może być „outsourcingowym” działem tożsamości narodu żydowskiego. Przyszłość wymaga silnego Izraela oraz silnych społeczności żydowskich poza nim. Nie jednego albo drugiego. Obydwu.

Izrael potrzebuje Żydów, którzy rozumieją, dlaczego ma on znaczenie wykraczające poza geopolitykę. Diaspora potrzebuje Izraela, ponieważ tożsamość żydowska pozbawiona więzi z żydowską wspólnotą narodową ostatecznie staje się niebezpiecznie abstrakcyjna.

Ta relacja musi jednak dojrzeć. Izrael nie jest naszym rodzicem, naszą polisą ubezpieczeniową ani substytutem judaizmu. Nie jest też maszyną zaprojektowaną do wytwarzania żydowskiej dumy na żądanie. Izrael jest ojczyzną narodu żydowskiego – to pojęcie zarazem bardziej ograniczone i znacznie głębsze.

Wielkim osiągnięciem Izraela nie jest to, że rozwiązał problem losu Żydów. Wielkim osiągnięciem jest to, że go zmienił.

Przed powstaniem Izraela Żydzi byli narodem z historią, ale bez suwerenności; teraz jesteśmy zarówno cywilizacją, jak i państwem. Przed powstaniem Izraela przetrwanie Żydów zależało wyłącznie od łaski innych; teraz mamy możliwość samodzielnej obrony. Przed powstaniem Izraela język hebrajski służył głównie do modlitwy i czytania starożytnych tekstów; teraz dzieci kłócą się w nim z rodzicami, komicy opowiadają w nim dowcipy, naukowcy prowadzą badania, a żołnierze wydają rozkazy. Przed powstaniem Izraela Jerozolima była głównie kierunkiem, w stronę którego zwracaliśmy się podczas modlitwy; teraz można tam po prostu utknąć w korku.

W tej przemianie tkwi coś głęboko żydowskiego: zamieniliśmy mitologię z powrotem w geografię, a pamięć – w życie. To powinno wystarczyć. Zamiast tego sukces zniekształcił nasze oczekiwania: ponieważ Izrael dokonał czegoś niezwykłego, zaczęliśmy domagać się cudów.

Chcieliśmy, by Izrael położył kres żydowskiemu poczuciu zagrożenia, ale historia Żydów być może nigdy nie zapewni pełnego bezpieczeństwa. Chcieliśmy, by położył kres antysemityzmowi, ale nienawiści nie da się wyleczyć zachowaniem jej ofiary. Chcieliśmy, by Izrael uczynił Żydów Żydami, ale tożsamości nie da się oddelegować na zewnątrz. Chcieliśmy, by zjednoczył naród żydowski, ale jedność wymaga wysiłku ze strony Żydów na całym świecie. Chcieliśmy, by stał się dowodem na to, że historia w końcu rozwiązała kwestię żydowską, ale nie ma ostatecznego rozwiązania tej kwestii.

Istnieje jedynie nieustanna żydowska odpowiedź: budować, uczyć się, bronić, tworzyć, pamiętać, wychowywać dzieci, wzmacniać społeczności, wspierać Izrael i rozumieć, że żaden z tych obowiązków nie może zastąpić pozostałych. Izrael nie zwalnia nas z odpowiedzialności za budowanie żydowskiego życia; sprawia jedynie, że ta odpowiedzialność staje się możliwa na skalę, której nasi przodkowie nie potrafiliby sobie nawet wyobrazić.

Kolejny etap syjonizmu wymaga od Żydów, by przestali pytać, co Izrael może zrobić dla tożsamości żydowskiej, a zaczęli pytać, co tożsamość żydowska musi zrobić dla Izraela. Powinniśmy oczekiwać, że Izrael będzie bronił swoich obywateli. Powinniśmy oczekiwać, że jego rząd będzie rozliczalny, a instytucje – coraz lepsze. Powinniśmy krytykować błędy i domagać się kompetencji. Powinniśmy jednak przestać prosić Izrael o odkupienie żydowskiej historii. Żadne państwo nie jest w stanie tego dokonać.

Izrael nigdy nie miał uczynić Żydów niepokonanymi – miał uczynić nas suwerennymi. Nigdy nie miał wyeliminować antysemityzmu – miał zapewnić, że antysemici nie będą mieli ostatniego słowa. Nigdy nie miał zastąpić judaizmu – miał dać cywilizacji żydowskiej miejsce, w którym mogłaby w pełni żyć we własnym języku, kulturze i czasie.

I nigdy nie miał zakończyć żydowskiej historii. W rzeczywistości Izrael dał nam coś znacznie cenniejszego: możliwość dalszego tworzenia jej i aktywnego udziału w jej przebiegu

Największy błąd, jaki popełniają Żydzi w odniesieniu do Izraela


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.